Powrót miejsc pracy

Powrót miejsc pracy

Szef Apple’a zapowiedział, że jedna z linii komputerów tej firmy będzie od przyszłego roku montowana w Stanach Zjednoczonych.

Obecnie większość produktów koncernu jest składanych w Chinach, za co – m.in. z racji warunków panujących w tamtejszych fabrykach – firma była ostatnio krytykowana, zauważa Wyborcza.biz. Do decyzji o zmianie polityki firmy przyczyniła się zapewne także presja opinii publicznej w związku z kryzysem i rosnącym bezrobociem w Stanach – coraz głośniej mówiono o tym, że amerykańska firma powinna dawać zatrudnienie w rodzimym kraju.

W rozmowie z „Bloomberg Businessweek” szef Apple’a Tim Cook powiedział, że firma zamierza zainwestować ponad 100 mln dolarów w działania na terenie USA. Z kolei w wywiadzie telewizyjnym dla NBC podkreślił, że najważniejsze komponenty produktów Apple’a już teraz wytwarzane są w Stanach – za granicą odbywa się jedynie proces składania urządzeń. Zaznaczył też, że Apple obecnie tworzy w USA ponad 600 tysięcy miejsc pracy – w sieci swoich sklepów, w działach rozwoju i badań oraz w firmach przygotowujących aplikacje na urządzenia koncernu. Od przyszłego roku wspomniana liczba zwiększy się o stanowiska montażowe.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Dla jednych luksus, dla innych koszmar

Dla jednych luksus, dla innych koszmar

Minister transportu Sławomir Nowak zamierza przeznaczyć więcej środków na budowę autostrad i tras ekspresowych. W zamian chce zrezygnować z budowy obwodnic wielu miast na drogach krajowych.

„Dziennik Gazeta Prawna” dotarł do wstępnej listy obwodnic przewidzianych przez ministra Sławomira Nowaka do wycięcia z planu inwestycji finansowanych z kolejnego budżetu UE (na lata 2014-2020). Jest na niej Olsztyn, który na obwodnicę wzdłuż krajowej „szesnastki” czeka od 15 lat. Prezydent miasta Piotr Grzymowicz alarmuje, że na początku marca 2013 r. minie termin ważności decyzji środowiskowej. Niepewne są też losy m.in. obwodnic Tomaszowa Lubelskiego i Góry Kalwarii. W Tomaszowie grunty są już wykupione, a pozwolenie na budowę wygasa w styczniu 2014 r. Góra Kalwaria dostała pozwolenie na budowę obwodnicy w lipcu br. Na liście zagrożonych miast jest także Pułtusk, mimo że mazowiecki oddział Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad ma już pełną dokumentację budowy.

– „Budowa obwodnic miast obciążonych tranzytem, np. Góry Kalwarii, Olsztyna albo Pułtuska, może dać więcej niż budowa autostrady, na której natężenie ruchu jest niewielkie” – mówi Robert Chwiałkowski ze stowarzyszenia SISKOM. – „Nawet po dociągnięciu A1 do Torunia prognozy ruchu przewidują tam 10 tys. pojazdów na dobę, czyli tyle, ile jechałoby obwodnicą podlaskich Stawisk i Szczuczyna na drodze nr 61 na Litwę” – przekonuje.

Wśród innych zagrożonych dróg znalazły się jeszcze obwodnice: Jarocina, Ostrowa Wielkopolskiego (w obu przypadkach decyzje środowiskowe i zezwolenia na realizację inwestycji są gotowe), Inowrocławia (procedura środowiskowa rozpoczęta, ale budowy trasy nie ma w planach GDDKiA), Nysy, Kędzierzyna-Koźla oraz Niemodlina.

Tak rządzą liberałowie: zamożniejsi kierowcy będą szybko i sprawnie przemieszczać się przez Polskę. Ci mniej zamożni będą tkwić w korkach w wielu miastach i zatruwać – dosłownie – życie ich mieszkańców spalinami i hałasem.

Szkoły specjalnej dyskryminacji

Szkoły specjalnej dyskryminacji

Dzieci romskie w pełni sprawne intelektualnie kierowane są do szkół specjalnych – wynika z ubiegłorocznego raportu psychologów. Ministerstwo Edukacji Narodowej wciąż bagatelizuje ten problem.

Jak informuje „Rzeczpospolita”, diagnozę niepokojącego zjawiska zawiera raport psychologów z Uniwersytetu Jagiellońskiego, którzy przebadali 77 romskich uczniów w szkołach specjalnych oraz zwykłych w województwach małopolskim, opolskim i śląskim. Wyniki badań są szokujące: 52 proc. uczniów posiadających orzeczenie o niepełnosprawności intelektualnej wykazywało pełną sprawność, a jedyny ich problem wynikał z mniejszego zasobu słów i odmienności kulturowej. – „To po prostu skandal. Te wyniki są przerażające” – mówi posłanka Danuta Pietraszewska, wiceprzewodnicząca Sejmowej Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych.

Dlaczego tak dużo dzieci romskich ma orzeczoną niepełnosprawność umysłową? Według badaczy z UJ głównie dlatego, że psychologowie diagnozują dzieci na podstawie testu inteligencji Wechslera, choć większość romskich dzieci nie posługuje się swobodnie językiem polskim. Jest też inny powód. Bywa, że chcą tego sami rodzice uczniów z powodów finansowych – na dziecko niepełnosprawne otrzymują rentę.

Danuta Pietraszewska zażądała wyjaśnień od minister edukacji Krystyny Szumilas. – „Takich spraw nie zamiata się pod dywan. Te dzieci się po prostu potwornie krzywdzi. Dlaczego resort nie skontrolował wydanych orzeczeń o niepełnosprawności?” – pyta posłanka.

Roman Kwiatkowski, prezes Stowarzyszenia Romów w Polsce, doświadczył tego problemu na własnej skórze. – „Sam jako dziecko z taboru zostałem skierowany do szkoły specjalnej, bo nie rozumiałem po polsku. Tylko dlatego. Była to dla mnie krzywda, nie pozwoliłem, by tak samo stało się z moimi dziećmi. Dziś są naukowcami” – mówi. Zdaniem Kwiatkowskiego aż 70 proc. romskich dzieci kieruje się do szkół specjalnych. – „To problem ogólnoeuropejski” – twierdzi. Przytacza statystyki, zgodnie z którymi np. na Węgrzech w 2006 r. 90 proc. dzieci romskich uczęszczało do szkół specjalnych. Czechy za ich masowe kierowanie do takich szkół mimo braku upośledzenia intelektualnego zostały ukarane przez Europejski Trybunał Praw Człowieka, który uznał ten proceder za przejaw dyskryminacji Romów i naruszenie ich prawa do kształcenia.

13 grudnia – zapomniana rocznica

13 grudnia – zapomniana rocznica

Dzisiaj mija 51. rocznica tragicznej śmierci 22 stoczniowców z Gdańska.

W piątek, 13 grudnia 1961 roku w jednym z basenów Stoczni im. Lenina w Gdańsku trwała gorączkowa krzątanina. Stał tam 150-metrowy drobnicowiec budowany dla Związku Radzieckiego, już po pierwszych próbach w morzu, na którym teraz trwały prace wykończeniowe i usuwanie usterek. Za trzy dni przypadał termin odbioru jednostki, a roboty było jeszcze mnóstwo, wyglądało na to, że będzie spory poślizg. Jednak dyrekcja potraktowała sprawę ambicjonalnie i podjęła decyzję: nie będzie wstydu przed towarzyszami radzieckimi, statek zostanie oddany w terminie, pokażemy, jak pracuje polski stoczniowiec. Na statek rzucono dodatkowe brygady, kilkuset robotników jednocześnie pracowało na trzy zmiany.

Stoczniowcy uwijali się, jak umieli obijając się o siebie, było ich zbyt wielu na małej powierzchni, praca momentami stawała się chaotyczna. Okazało się, że w jednym z przedziałów statku rurociąg doprowadzający ropę do agregatu prądotwórczego jest nieszczelny, zakręcono więc główny zawór, aby naprawić spawy. Tymczasem jeden ze spawaczy, nie wiedząc o usterce, chciał uruchomić agregat i z powrotem odkręcił zawór. Ropa chlusnęła prosto na płomień jego palnika, spawacz w mgnieniu oka zamienił się w żywą pochodnię. Wkrótce płonące paliwo rozlało się po całym przedziale, z którego zaczęli uciekać robotnicy, zamykając za sobą włazy, aby nie dopuścić do rozprzestrzenienia się ropy po całej jednostce i zdusić płomienie odcięciem powietrza. Jednak 21 robotników pracujących wewnątrz kadłuba miało już odciętą przez pożar drogę ucieczki. Ci schronili się w maszynowni.

Wezwane jednostki straży pożarnej najpierw długo szukały właściwego basenu. Kiedy w końcu dotarły na miejsce, okazało się, że strażacy nie mieli kombinezonów żaroodpornych i aparatów tlenowych, które pozwoliłyby im dotrzeć do stoczniowców. Była jednak duża szansa ich uratowania. Uwięzieni tłukli młotami w poszycie statku, aby wskazać ratownikom miejsce, w którym się znajdują. Wystarczyło wyciąć otwór ewakuacyjny, aby wszyscy mogli bezpiecznie wyjść na zewnątrz. Liczył się czas, bo zapas powietrza w środku wyczerpywał się bardzo szybko.

Jednak nikt z dyrekcji nie odważył się wydać takiego polecenia. Obawiano się, że przez otwór do wnętrza dostanie się powietrze, i pożar ogarnie całą jednostkę. Poza tym otwór mógłby naruszyć konstrukcję statku, radziecki odbiorca mógłby nie przyjąć wadliwej jednostki. Po decyzję zwracano się coraz wyżej, w końcu zatelefonowano do samej Warszawy, długo czekano na odpowiedź. Bezsilni stoczniowcy na nadbrzeżu słyszeli cichnące uderzenia dobiegające z wnętrza kadłuba, które w końcu ucichły na dobre.

Pożar statku pochłonął życie 22 robotników. Pochowano ich z państwową pompą, odznaczono pośmiertnie, rodzinom po cichu wypłacono odszkodowania i zakazano wspominać o sprawie. Kazano milczeć także stoczniowcom – kolegom zabitych. Szybkie dochodzenie wskazało winnych: robotników, brygadzistów, niższą kadrę kierowniczą. Żadnych konsekwencji nie poniósł nikt z osób rzeczywiście podejmujących decyzje, czy to w sprawie urągającego wszelkim zasadom bezpieczeństwa pośpiesznego wykańczania jednostki, czy w sprawie zaniechania ratowania stoczniowców.

Statek po długim remoncie został wcielony do polskiej floty handlowej i pływał jako M/S Maria Konopnicka. A gdańscy stoczniowcy, mimo nakazu milczenia, przekazywali sobie opowieść o tragedii, jako świadectwo stosunku władzy ludowej do robotników.

Jarosław Górski