Po prostu stop GMO!

Po prostu stop GMO!

PiS przygotował projekt ustawy zakazującej uprawiania w Polsce roślin modyfikowanych genetycznie (GMO) i stosowania ich w paszach i żywności.

Jak informuje „Nasz Dziennik”, główną ideą projektu PiS jest ogłoszenie Polski krajem wolnym od GMO. Projekt zakłada, że w naszym kraju zakazane zostałoby wysiewanie nasion roślin modyfikowanych genetycznie; nie można byłoby także stosować ich do produkcji żywności ani pasz dla zwierząt. Ustawa ma – jak przekonują jej autorzy – bronić polskiej wsi oraz zapewniać produkcję najwyższej jakości płodów rolnych i wyrobów spożywczych.

Prof. Jan Szyszko z PiS, zastępca przewodniczącego sejmowej Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa, tłumacząc powody przygotowania projektu ustawy o GMO, powiedział, że uwalnianie do środowiska genetycznie modyfikowanych organizmów jest niebezpieczne i grozi negatywnymi skutkami biologicznymi oraz gospodarczymi dla polskiego rolnictwa.

Prof. Szyszko podkreślił, że projekt ma uchronić nas przed wprowadzeniem GMO tylnymi drzwiami, co umożliwiają obecne ustawy o paszach i nasiennictwie. Pierwsza wydłużyła do końca 2016 r. możliwość stosowania roślin modyfikowanych w paszach, a druga otwiera pole do obrotu materiałem nasiennym GMO – jeśli zostanie podpisana przez prezydenta.

Poseł Jan K. Ardanowski z komisji rolnictwa przekonywał natomiast, że wbrew zapewnieniom zwolenników i producentów roślin modyfikowanych, GMO nie będzie dla rolników korzystniejsze z powodów ekonomicznych. Podkreślał, że koszty upraw wzrosną, a rolnicy będą uzależnieni od firm dostarczających nasiona. Dodał, że na wprowadzeniu GMO ucierpi także wizerunek zdrowej, polskiej żywności na rynku światowym i w efekcie zmaleje eksport.

Profesor Tadeusz Żarski ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie obawia się, że po roślinach przyjdzie pora także na zwierzęta modyfikowane genetycznie. Podkreślił, że nie można utożsamiać GMO np. z krzyżówkami genetycznymi. W tym pierwszym przypadku mamy bowiem do czynienia z wprowadzaniem do rośliny obcego genu, np. zwierzęcego.

Profesor Krystyna Pawłowicz, prawnik, wskazywała z kolei na to, że koalicja rządowa, forsując GMO, łamie prawo. – „Nie ma odpowiedniego aparatu nadzoru, kto, gdzie, ile takich upraw prowadzi” – stwierdziła Pawłowicz. Ponadto dodawanie roślin modyfikowanych do żywności naraża ludzi na udział w eksperymentach medycznych bez ich zgody. Zdaniem posłanki władza narusza Konstytucję, uderzając w tradycyjne rolnictwo. – „Podstawą ustroju rolnego są gospodarstwa rodzinne, a one znikną, gdy będzie GMO” – powiedziała. Ponadto rząd ignoruje zdanie społeczeństwa, co – jak zauważa posłanka – również godzi w postanowienia Konstytucji.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Działaliśmy w listopadzie

Działaliśmy w listopadzie

Oprócz tworzenia „Nowego Obywatela”, „nasi ludzie” działają także na innych frontach. Oto prezentacja tego, co redaktorzy „NO” i członkowie Stowarzyszenia „Obywatele Obywatelom” robili w listopadzie.

Przedstawiciele środowiska „Nowego Obywatela” włączyli się w przygotowania do lewicowo-patriotycznych obchodów Święta Niepodległości oraz aktywnie popularyzowali ich idee w ogólnopolskich programach radiowych i telewizyjnych (zob. m.in. tutaj). 11 listopada w ramach marszu Polska Socjalna zostały przypomniane miejsca na mapie Warszawy symbolizujące najpiękniejsze karty z historii demokratycznej lewicy niepodległościowej oraz te postulaty społeczne sformułowane przez lewicowych ojców odrodzenia Polski w 1918 r., z Ignacym Daszyńskim na czele, które do dzisiaj pozostają aktualne. Krzysztof Wołodźko popularyzował ideę marszu, wypowiadając się na ten temat w telewizji POLSAT (wypowiedź wyemitowana w „Wydarzeniach” o 18.50, 6 listopada), na łamach „Rzeczpospolitej”, w „Gazecie Stołecznej” oraz w Radiu Nadzieja.

Wraz z innymi redakcjami czasopism o profilu intelektualnym zabraliśmy głos w sprawie niepokojących sygnałów ze strony Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, dotyczących wyłączenia tego rodzaju publikacji z możliwości ubiegania się o wsparcie publiczne. List otwarty w tej sprawie znaleźć można tutaj. W imieniu ekipy „Nowego Obywatela” list podpisał Krzysztof Wołodźko. Ponadto, Michał Stępień wziął udział w spotkaniu z przedstawicielami MKiDN.

15 listopada w Krakowie odbyło się spotkanie kółka samokształceniowego „Po kapitalizmie”. W jego ramach Krzysztof Wołodźko prowadził spotkanie poświęcone lekturze „Rzecz-pospolitej” Hardta i Negriego.

Redaktor naczelny „Nowego Obywatela”, Remigiusz Okraska świętował 3. urodziny działalności portalu Lewicowo.pl – swojego autorskiego projektu poświęconego tradycjom polskiej lewicy niekomunistycznej, demokratycznej i patriotycznej.

23 i 24 listopada redaktorzy „Nowego Obywatela”, Michał SobczykSzymon Surmacz, poprowadzili kolejne zajęcia dla spółdzielców socjalnych w ramach realizowanego przez Stowarzyszenie „Obywatele Obywatelom” programu ETOS. Ich celem była m.in. grupowa refleksja nad tym, co składa się na tożsamość spółdzielczą i jak powinna się ona przekładać na praktyczne decyzje w toku prowadzenia działalności gospodarczej. Ponadto, Szymon Surmacz na zaproszenie Fundacji GAP z Krakowa wziął udział w panelu „Pasja, rozwój, praca na własnych warunkach – czyli o przedsiębiorczości społecznej w praktyce”. Jego celem było promowanie wśród studentów kierunków ekonomicznych i pokrewnych zatrudnienia w podmiotach gospodarki społecznej oraz samozatrudnienia przy wykorzystaniu rozwiązań, które stwarza przedsiębiorczość społeczna.

Podczas 4. Ogólnopolskiego Forum Spółdzielczości Socjalnej w Bydgoszczy Michał Sobczyk poprowadził wykład na temat budowania w spółdzielniach kultury aktywności i współdecydowania. Poza tym został on formalnie powołany do zarządu Ogólnopolskiego Związku Rewizyjnego Spółdzielni Socjalnych (funkcja pełniona społeczne), gdzie będzie odpowiadał m.in. za wsparcie w budowaniu pozytywnego wizerunku spółdzielczości socjalnej.

Krzysztof Wołodźko oprócz wspomnianych inicjatyw był aktywnym publicystą. Oto niektóre z jego tekstów:

Kamil Nowak napisał tekst o budżecie obywatelskim.

Konrad Malec zaś napisał artykuł o spółdzielniach socjalnych w Łomży, a także poprowadził dwie audycje w Radiu WNET: w rocznicę powstania rządu Daszyńskiego – o tradycjach polskiej lewicy niepodległościowej, oraz o umowach śmieciowych.

Atom drożej

Atom drożej

Cena energii wiatrowej jest korzystniejsza niż energii jądrowej – uważa przewodniczący francuskiego związku producentów energii odnawialnej. Koszt budowy reaktora nowej generacji we Flamanville znów wzrósł w stosunku do zakładanego budżetu – o 2 mld euro.

Jak informuje portal Lewica24.pl za dziennikiem „Libération”, obecnie koszt budowy wspomnianego reaktora jądrowego wynosi 8,5 mld euro. Jean-Louis Bal, szef związku producentów energii odnawialnej, wyjaśnia, iż nie jest to zaskakujące – francuska firma energetyczna EDF oszacowała niedawno koszt swoich dwu podobnych inwestycji w Wielkiej Brytanii na w sumie 17 mld euro. Dodaje, iż w tej sytuacji przeciwnicy energetyki odnawialnej tracą argument o zawyżaniu kosztów w imię ochrony środowiska.

Cena jednej megawatogodziny (MWh) energii wyprodukowanej przez nową elektrownię jądrową ma wynosić 70-90 euro – ale tylko przy założeniu, że koszt budowy obiektu zamknie się w 6 mld euro. Już wtedy był to poziom wyższy od kosztów konwencjonalnej produkcji energii: obecnie jest to 65-75 euro za MWh. Podniesienie kosztu budowy spowoduje, że energia z nowego reaktora kosztować będzie znacznie ponad 100 euro za 1 MWh. Tymczasem koszt energii wiatrowej wynosi tylko 70 euro za 1 MWh i nic nie zapowiada, by – w przeciwieństwie do cen energii uzyskiwanej ze spalania węgla – miał rosnąć. Nawet najdroższa energia z OZE, uzyskiwana z baterii słonecznych, która kosztuje obecnie od 100 do 120 euro za 1 MWh, niedługo powinna potanieć wskutek rozwoju tej technologii. Bal przewiduje więc, że wkrótce generalnie koszt „zielonej” energii stanie się niższy i od energii „tradycyjnej”, i od jądrowej.

A mogło być tak pięknie…

A mogło być tak pięknie…

Rozpoczynają się zwolnienia grupowe w Zakładach Chemicznych Zachem w Bydgoszczy. Pracę straci ok. 600 osób, a z wizją utraty zatrudnienia musi się ponadto liczyć 2 tys. pracowników spółek kooperujących z zakładem.

„Nasz Dziennik” przypomina, że w 2006 r. firma została sprywatyzowana i przejęta przez polskie przedsiębiorstwo handlowo-produkcyjne „Ciech”. Sytuacja pogorszyła się dwa lata później wraz ze zmianą prezesa: w wyniku jego błędnych decyzji Zachem zaczął przynosić straty. Jednym z najbardziej zadziwiających posunięć zarządu Ciechu było zaprzestanie produkcji TDI (toluenodiizocyjanian, znajdujący zastosowanie przede wszystkim w wytwórniach pianek poliuretanowych) i sprzedanie koncernowi BASF stosownych technologii, patentów oraz listy klientów.

– „To niezrozumiała decyzja” – powiedział na antenie Radia Maryja poseł Kosma Złotowski. Wyjaśnił, że Zachem jest jedynym producentem TDI w Polsce i to właśnie ta produkcja przynosiła najwięcej zysków. – „To jest doskonały rynek. Dowodem na to jest to, że całą tę produkcję, całe kontrakty z Zachemu kupuje dzisiaj koncern BASF i ten sam koncern BASF w swojej głównej siedzibie w Ludwigshafen dzisiaj buduje fabrykę, która będzie produkowała TDI. Czyli im się opłaca, a u nas się nie opłaca. Jeżeli minister Skarbu Państwa ma takie podejście do sprawy, że u nas się nic nie opłaca – my możemy tylko przewozić to TDI z granicy zachodniej na granicę wschodnią. Nasuwa się pytanie: czy jest to minister Skarbu Rzeczypospolitej Polskiej?” – pytał retorycznie parlamentarzysta PiS.