Pracują na resztę świata

Pracują na resztę świata

W latach 2014-2020 polscy emigranci wytworzą dla innych państw nawet 130 mld euro PKB. Gdyby znaleźli pracę w Polsce, pieniądze zostałyby w kraju.

Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna”, od 2007 r. liczba emigrantów z Polski utrzymuje się powyżej 2 mln osób. – „W okresie 2014-2020 Polacy wytworzą dla PKB innych krajów ok. 85 mld euro. Ale trzeba wziąć pod uwagę to, że polski PKB per capita wynosi 65 proc. średniej dla 27 krajów UE. Dlatego przez te sześć lat ich realna siła nabywcza w Polsce wyniesie nawet 130 mld euro” – tłumaczy Janusz Kobeszko, ekspert ds. finansów publicznych z Instytutu Sobieskiego i autor publikacji „Wizja Polski 2014-2020”. Szacunki oparte są na wysokości PKB na mieszkańca oraz średnim kursie euro w 2010 r. Należy podkreślić, że wyliczenia strat uwzględniają fakt, że część pieniędzy Polacy pracujący za granicą przesyłają rodzinom w kraju (średnio ok. 4,5 mld euro rocznie).

To uproszczony model, jednak nawet jeśli od liczby 2 mln emigrantów odejmie się dzieci i młodzież do 18. roku życia oraz dorosłych niepracujących (razem stanowią ok. jedną piątą polskiej emigracji), strata PKB dla Polski w omawianym okresie to 96 mld euro. A gdyby, zgodnie z życzeniem prof. Stanisława Gomułki, w rachunkach m.in. obniżyć liczbę realnie pracujących emigrantów do ok. 1 mln – i tak wyjdą nam ogromne kwoty. Zdaniem ekspertów model – mimo przyjętych uproszczeń – dobrze pokazuje skalę zjawiska i jego skutki dla naszej gospodarki.

Grażyna Spytek-Bandurska, ekspert rynku pracy z Uniwersytetu Warszawskiego, wskazuje, że straty dla Polski wynikające z emigracji mogą być jeszcze bardziej dotkliwe, jeśli Polska zacznie gospodarczo równać w dół do pogrążonych w recesji państw zachodnich. To nie będzie skłaniać emigrantów do powrotu, podobnie jak gorszy niż za granicą dostęp do świadczeń socjalnych czy zdrowotnych.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Ślad, którego nie warto zostawiać

Ślad, którego nie warto zostawiać

Szybki wzrost gospodarczy Chin wywiera coraz większą presję na środowisko naturalne – potwierdza nowe opracowanie.

Jak wynika z opublikowanego przez międzynarodową organizację ekologiczną WWF raportu „Ślad ekologiczny Chin 2012”, gospodarka najludniejszego państwa globu konsumuje obecnie 2,5 razy więcej zasobów naturalnych, niż Ziemia jest w stanie na dłuższą metę zapewnić. Wykorzystują je w tempie, które nie pozwala ani na ich regenerację, ani na redukcję emitowanego przez ten kraj dwutlenku węgla.

To właśnie emisja tego gazu cieplarnianego jest w przypadku Chin podstawowym składnikiem rosnącego wskaźnika śladu ekologicznego, odzwierciedlającego presję na środowisko naturalne. Jej procentowy udział w wartości śladu wzrósł z 10% w 1961 r. do 54% w 2008 r. Przyczyniły się do tego przede wszystkim emisje pośrednie, związane z produkcją dóbr konsumpcyjnych i usługami. W niektórych regionach Chin stanowią one nawet 90% wartości emisji CO2.

– „W celu zmniejszenia poziomu emisji, Chiny potrzebują nowoczesnych technologii oraz zmiany wzorców konsumpcji. Każdy z nas może mieć w tym swój udział i zmniejszyć swój ślad ekologiczny wybierając produkty, które wytworzone zostały w sposób przyjazny dla środowiska” – mówi Qiu Wei z WWF.

– „Chiny znajdują się teraz w decydującym momencie” – dodaje Wei. – „Wybory Chińczyków związane z konsumpcją, produkcją, inwestycjami i zarządzaniem zasobami naturalnymi będą miały ogromny wpływ na przyszłość kraju i świata. Jako druga potęga gospodarcza na świecie, Chiny kształtują w skali globalnej nie tylko rynki, ale także oddziaływają na środowisko. Zrównoważony rozwój może zapewnić ludziom bezpieczną przyszłość oraz optymalny dostęp do zasobów naturalnych” – zapewnia przedstawiciel WWF.

Raport „Ślad ekologiczny Chin 2012” (w języku angielskim) można przeczytać tutaj.

Co z tą pracą?

Co z tą pracą?

Przedsiębiorcy zgłaszają coraz mniej ofert pracy. Przykładowo, w listopadzie w Internecie opublikowano ich jedynie 81,7 tys.

Jak informuje portal ekonomia24.pl, przytaczając wyniki analiz Instytutu Gospodarki Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie oraz Biura Inwestycji i Cykli Ekonomicznych, w grudniu Barometr Ofert Pracy, wskazujący na zmiany liczby publikowanych w Sieci ofert zatrudnienia, spadł najostrzej od kilku lat. Wyniósł 106,1 pkt. względem 156,6 pkt. w listopadzie.

– „W nadchodzącym roku to pracodawcy będą dyktować warunki na rynku pracy, a o zatrudnienie będzie trudniej niż w mijającym roku” – uważa Robert Pater, współautor badania. – „W grudniu liczba ofert pracy zmniejszyła się we wszystkich województwach. Największy spadek odnotowano w woj. warmińsko-mazurskim, gdzie stopa bezrobocia jest najwyższa w kraju. Również w podlaskim, lubelskim i świętokrzyskim zmniejszenie liczby ogłoszeń o pracy było w ostatnim miesiącu bardzo widoczne” – dodaje. Jego zdaniem województwa wschodniej Polski są szczególnie narażone na wyraźny wzrost bezrobocia. Obecnie jego stopa wynosi tam 13,4 proc.

Analitycy zwracają uwagę, że od kilku lat jest coraz mniej propozycji dla osób z wyższym wykształceniem, szczególnie humanistycznym. Mniej się też poszukuje inżynierów, choć ofert zatrudnienia dla nich jest wciąż więcej niż dla humanistów. Najmniejszy spadek obserwuje się w przypadku ogłoszeń dla poszukujących pracy w energetyce oraz specjalistów w zakresie badań i analiz.

Podatki progresywne, czyli postępowe

Podatki progresywne, czyli postępowe

W Czechach wprowadzono specjalny podatek dla bogatych. Odpowiednia ustawa została już podpisana przez prezydenta.

Jak informuje „Głos Rosji”, od 1 stycznia Czesi, którzy miesięcznie zarabiają ponad 100 tys. koron (5200 dolarów), będą płacić dodatkowy podatek w wysokości 7%. W ten sposób Republika Czeska chce uzupełnić budżet państwa w warunkach kryzysu finansowego. Przypominamy, iż podobne kroki podjęły także Słowacja (pisaliśmy o tym tutaj) oraz Francja (czytaj tutaj).

A u nas? W Polsce solidaryzm społeczny przybiera dużo dalej idącą i szlachetniejszą formę, skoro nie tylko „średniacy”, ale nawet biedni na różne sposoby zrzucają się na utrzymanie bogatych…