Nie przyłożą do tego ręki

Nie przyłożą do tego ręki

170 madryckich ordynatorów i dyrektorów ośrodków zdrowia podało się do dymisji. To wyraz ich sprzeciwu wobec przyjętej przez autonomiczną Wspólnotę Madrytu reformy lecznictwa.

Jak informuje Polskie Radio, w ramach zmian sprywatyzowanych ma zostać 6 szpitali i 27 ośrodków zdrowia. Jest to największa prywatyzacja placówek służby zdrowia w historii Hiszpanii. Władze Wspólnoty Madrytu argumentują, że ich celem jest zaoszczędzenie ponad pół miliarda euro i uchronienie publicznego lecznictwa przed bankructwem. Lekarze są jednak przekonani, że reforma ograniczy liczbę wykonywanych badań i zabiegów. Ponieważ nie pomogły trwające ponad miesiąc protesty, odpowiedzialni za ośrodki zdrowia i szpitalne oddziały podali się do dymisji.

– „Odrzucamy współpracę w realizowaniu tego planu. Uważamy, że godząc się na reformę, wspieralibyśmy decyzje, które nie są dobre dla pacjentów” – argumentowała jedna z protestujących lekarek.

Wspólnota Madrytu to jeden z siedemnastu autonomicznych regionów Hiszpanii. Jego populacja wynosi ponad 6 milionów, z których połowa mieszka w stolicy.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Lecznice na krawędzi

Lecznice na krawędzi

Szpitale podległe uczelniom są zadłużone i obawiają się przekształceń w spółki.

Jak informuje „Rzeczpospolita”, spośród 44 szpitali klinicznych w Polsce 7 jest w bardzo trudnej sytuacji finansowej, a 17 grozi zakończenie 2012 r. z ujemnym bilansem. Według resortu zdrowia zobowiązania placówek klinicznych wynoszą teraz łącznie 634 mln zł.

Długi oznaczają, że w 2013 r. wiele szpitali, również te podległe uniwersytetom, będzie zmuszonych się przekształcić. Zgodnie z ustawą o działalności leczniczej jeśli właściciel placówki medycznej nie jest w stanie spłacić długu szpitala, musi albo przekształcić go w spółkę prawa handlowego, albo zlikwidować.

Władze uczelni będące właścicielami klinik są mocno zaniepokojone. – „Rektorzy nie wyobrażają sobie, by szpital kliniczny funkcjonował jako spółka. Jej celem jest generowanie zysków, a to trudno pogodzić z zadaniami, jakie ma uczelnia uniwersytecka” – mówi prof. Jacek Wysocki, rektor Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu. Podkreśla, że celem szpitali klinicznych jest świadczenie wysokospecjalistycznych usług i leczenie pacjentów z ciężkimi przypadkami chorób, ale także kształcenie przyszłych lekarzy i pielęgniarek, a spółki nie będą miały interesu w przyjmowaniu bez opłat studentów na staże. – „Uczelni z kolei nie stać na płacenie za to, bo kwoty przekazywane na cele dydaktyczne przez Ministerstwo Zdrowia są dużo niższe niż opłaty, których oczekują podległe uczelniom szpitale” – zaznacza prof. Wysocki.

Dyrektorzy szpitali również obawiają się zmian. Już we wrześniu 2012 r. Maciej Kowalczyk, dyrektor Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Krakowie, alarmował premiera, że placówka jest w ciężkiej sytuacji finansowej – ma 20 mln zł długu. Poważnie zadłużone jest również Uniwersyteckie Centrum Kliniczne w Gdańsku. – „Cały czas trwają restrukturyzacje. Potrzebne są jednak regulacje prawne, które potraktują inaczej szpitale uczelniane niż samorządowe” – wskazuje Tomasz Jędrzejczak, wicedyrektor gdańskiej placówki.

Powietrze groźniejsze niż cholesterol

Powietrze groźniejsze niż cholesterol

Zanieczyszczenie powietrza to jeden z dziesięciu najczęstszych powodów śmierci na świecie. W samym 2010 r. zabiło ponad trzy miliony ludzi.

Raport na ten temat, opublikowany w magazynie „Lancet”, przygotowała grupa uczelni przy współpracy z ONZ – informuje „Gazeta Wyborcza”. Wynika z niego, iż tylko w 2010 r. na całym świecie 3 mln ludzi zmarło przedwcześnie z powodu zanieczyszczenia powietrza, w tym ponad 2,1 mln w Azji. Tym samym po raz pierwszy czynnik ten znalazł się na liście 10 najczęstszych przyczyn zgonów. Powoduje on zwiększenie liczby zawałów serca i udarów, a także zachorowań na astmę i przypadków starczej demencji.

Naukowcy twierdzą, że liczba osób, które umierają z powodu zanieczyszczonego powietrza rośnie lawinowo – jeszcze w 2000 r. było to 800 tys. osób. Przyczyniają się do tego przede wszystkim zanieczyszczenia przemysłowe, generowane przez szybki rozwój wielkich azjatyckich miast, oraz spaliny samochodowe, związane z lawinowym wzrostem liczby aut (przykładowo, w Delhi jest już dzisiaj 200 samochodów na każde tysiąc osób).

Naukowcy alarmują, że jeśli połączyć te dane z zanieczyszczeniem w pomieszczeniach opalanych węglem i drzewem, które w 2001 r. zabiło 3,5 mln osób w krajach Afryki czy Indiach, oznacza to, że zanieczyszczone powietrze jest drugim największym zabójcą na świecie, ustępując jedynie nadciśnieniu.

Pracują na resztę świata

Pracują na resztę świata

W latach 2014-2020 polscy emigranci wytworzą dla innych państw nawet 130 mld euro PKB. Gdyby znaleźli pracę w Polsce, pieniądze zostałyby w kraju.

Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna”, od 2007 r. liczba emigrantów z Polski utrzymuje się powyżej 2 mln osób. – „W okresie 2014-2020 Polacy wytworzą dla PKB innych krajów ok. 85 mld euro. Ale trzeba wziąć pod uwagę to, że polski PKB per capita wynosi 65 proc. średniej dla 27 krajów UE. Dlatego przez te sześć lat ich realna siła nabywcza w Polsce wyniesie nawet 130 mld euro” – tłumaczy Janusz Kobeszko, ekspert ds. finansów publicznych z Instytutu Sobieskiego i autor publikacji „Wizja Polski 2014-2020”. Szacunki oparte są na wysokości PKB na mieszkańca oraz średnim kursie euro w 2010 r. Należy podkreślić, że wyliczenia strat uwzględniają fakt, że część pieniędzy Polacy pracujący za granicą przesyłają rodzinom w kraju (średnio ok. 4,5 mld euro rocznie).

To uproszczony model, jednak nawet jeśli od liczby 2 mln emigrantów odejmie się dzieci i młodzież do 18. roku życia oraz dorosłych niepracujących (razem stanowią ok. jedną piątą polskiej emigracji), strata PKB dla Polski w omawianym okresie to 96 mld euro. A gdyby, zgodnie z życzeniem prof. Stanisława Gomułki, w rachunkach m.in. obniżyć liczbę realnie pracujących emigrantów do ok. 1 mln – i tak wyjdą nam ogromne kwoty. Zdaniem ekspertów model – mimo przyjętych uproszczeń – dobrze pokazuje skalę zjawiska i jego skutki dla naszej gospodarki.

Grażyna Spytek-Bandurska, ekspert rynku pracy z Uniwersytetu Warszawskiego, wskazuje, że straty dla Polski wynikające z emigracji mogą być jeszcze bardziej dotkliwe, jeśli Polska zacznie gospodarczo równać w dół do pogrążonych w recesji państw zachodnich. To nie będzie skłaniać emigrantów do powrotu, podobnie jak gorszy niż za granicą dostęp do świadczeń socjalnych czy zdrowotnych.