Solidarni w słusznej sprawie

Solidarni w słusznej sprawie

Rolnicy z Jeleniej Góry popierają protest swoich kolegów w Szczecinie przeciw wyprzedawaniu polskiej ziemi zagranicznym podmiotom.

O proteście spowodowanym nieprawidłową – zdaniem związkowców – sprzedażą gruntów przez Agencję Nieruchomości Rolnych pisaliśmy już wcześniej. Sprzeciw trwa, teraz wzmocniony głosami Związku Zawodowego Rolników Rzeczpospolitej SOLIDARNI z siedzibą w Jeleniej Górze. Związkowcy podkreślają, że naruszenia prawa podczas sprzedaży ziemi przez ANR są nagminne. Sprzedaż gruntów „podstawionym” ludziom (tzw. słupom), dzięki którym przejmowane są one później przez zagraniczny kapitał, nazywają w ostrych słowach „zdradą Narodu Polskiego” i „niszczeniem naszego Państwa”. Piszą wprost, że grunty nabywane są w tysiącach hektarów przez „ludzi takich jak Panowie: Wieczerzak, Kulczyk, Krauze, Gudzowaty, Piskorski, Stokłosa, Duda i wielu innych, którzy nabyte grunty po zaniżonych cenach i w niewiadomy sposób zbywają za wielkie pieniądze w ramach akcji jako akcjonariusze obcemu kapitałowi”. W konsekwencji „polski rolnik nie ma możliwości na powiększenie swojego gospodarstwa rodzinnego, by zapewnić godne warunki życia dla siebie i swojej rodziny”.

Przewodniczący Związku Marian Zagórny zapewnia, że SOLIDARNI nie tylko w pełni popierają protest, ale i czynnie się w niego włączają.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Podziały rosną

Podziały rosną

Przez ostatnie 10 lat pogłębił się podział na Polskę A i B. Zdaniem ekonomistów sytuacja będzie się pogarszać.

Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, w ciągu dekady (2000-2010) nastąpił w Polsce wzrost gospodarczy o ponad 46 proc., jednocześnie pogłębiły się jednak różnice między najsilniejszymi a najsłabszymi regionami kraju. Wartość PKB wytworzona w najprężniejszym z nich była na początku dekady ok. 25 razy wyższa niż w najsłabszym, po 10 latach – 29 razy wyższa.

Najszybciej rozwijają się metropolie i tereny wokół nich, rejony zasobne w bogactwa naturalne i te o wysokim stopniu uprzemysłowienia. Przykładowo, przez 10 lat PKB Szczecina wzrósł o 14 proc., Warszawy o 59 proc., a bogatego w miedź okręgu legnicko-głogowskiego o ponad 100 proc. – „To efekt kuli śnieżnej. Tam, gdzie był rozwój, tam ludzie ściągali na studia i do pracy. Nic więc dziwnego, że i tam były najlepsze warunki do kolejnych inwestycji, co przyciągało kolejnych mieszkańców. Ci, którzy są dobrzy, będą bardzo dobrzy” – mówi dr Maciej Tarkowski z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową.

– „Nie chodzi o to, żeby wszyscy mieli po równo, bo to niemożliwe. Gra idzie o to, by wszystkim się poprawiało” – dodaje prof. Grzegorz Gorzelak z Uniwersytetu Warszawskiego. Jego zdaniem zbyt mała ilość środków unijnych wydawana jest na cele, które mogą zapewnić trwały wzrost gospodarczy. A w co warto inwestować? Według prof. Gorzelaka w edukację. – „Wszystkie dzieci powinny chodzić do przedszkola, warto też dokształcać nauczycieli” – podkreśla.

Zdaniem ekspertów w wyrównywaniu szans pomocne może być bogate, autonomiczne życie kulturalne w danym regionie. Kulturalny ferment sprzyja bowiem tolerancji i swobodnej wymianie poglądów – a od tego już tylko krok do innowacyjnych, przekładających się na rozwój pomysłów.

Nie przyłożą do tego ręki

Nie przyłożą do tego ręki

170 madryckich ordynatorów i dyrektorów ośrodków zdrowia podało się do dymisji. To wyraz ich sprzeciwu wobec przyjętej przez autonomiczną Wspólnotę Madrytu reformy lecznictwa.

Jak informuje Polskie Radio, w ramach zmian sprywatyzowanych ma zostać 6 szpitali i 27 ośrodków zdrowia. Jest to największa prywatyzacja placówek służby zdrowia w historii Hiszpanii. Władze Wspólnoty Madrytu argumentują, że ich celem jest zaoszczędzenie ponad pół miliarda euro i uchronienie publicznego lecznictwa przed bankructwem. Lekarze są jednak przekonani, że reforma ograniczy liczbę wykonywanych badań i zabiegów. Ponieważ nie pomogły trwające ponad miesiąc protesty, odpowiedzialni za ośrodki zdrowia i szpitalne oddziały podali się do dymisji.

– „Odrzucamy współpracę w realizowaniu tego planu. Uważamy, że godząc się na reformę, wspieralibyśmy decyzje, które nie są dobre dla pacjentów” – argumentowała jedna z protestujących lekarek.

Wspólnota Madrytu to jeden z siedemnastu autonomicznych regionów Hiszpanii. Jego populacja wynosi ponad 6 milionów, z których połowa mieszka w stolicy.

Lecznice na krawędzi

Lecznice na krawędzi

Szpitale podległe uczelniom są zadłużone i obawiają się przekształceń w spółki.

Jak informuje „Rzeczpospolita”, spośród 44 szpitali klinicznych w Polsce 7 jest w bardzo trudnej sytuacji finansowej, a 17 grozi zakończenie 2012 r. z ujemnym bilansem. Według resortu zdrowia zobowiązania placówek klinicznych wynoszą teraz łącznie 634 mln zł.

Długi oznaczają, że w 2013 r. wiele szpitali, również te podległe uniwersytetom, będzie zmuszonych się przekształcić. Zgodnie z ustawą o działalności leczniczej jeśli właściciel placówki medycznej nie jest w stanie spłacić długu szpitala, musi albo przekształcić go w spółkę prawa handlowego, albo zlikwidować.

Władze uczelni będące właścicielami klinik są mocno zaniepokojone. – „Rektorzy nie wyobrażają sobie, by szpital kliniczny funkcjonował jako spółka. Jej celem jest generowanie zysków, a to trudno pogodzić z zadaniami, jakie ma uczelnia uniwersytecka” – mówi prof. Jacek Wysocki, rektor Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu. Podkreśla, że celem szpitali klinicznych jest świadczenie wysokospecjalistycznych usług i leczenie pacjentów z ciężkimi przypadkami chorób, ale także kształcenie przyszłych lekarzy i pielęgniarek, a spółki nie będą miały interesu w przyjmowaniu bez opłat studentów na staże. – „Uczelni z kolei nie stać na płacenie za to, bo kwoty przekazywane na cele dydaktyczne przez Ministerstwo Zdrowia są dużo niższe niż opłaty, których oczekują podległe uczelniom szpitale” – zaznacza prof. Wysocki.

Dyrektorzy szpitali również obawiają się zmian. Już we wrześniu 2012 r. Maciej Kowalczyk, dyrektor Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Krakowie, alarmował premiera, że placówka jest w ciężkiej sytuacji finansowej – ma 20 mln zł długu. Poważnie zadłużone jest również Uniwersyteckie Centrum Kliniczne w Gdańsku. – „Cały czas trwają restrukturyzacje. Potrzebne są jednak regulacje prawne, które potraktują inaczej szpitale uczelniane niż samorządowe” – wskazuje Tomasz Jędrzejczak, wicedyrektor gdańskiej placówki.