Sukces „Solidarności” w KHS

Sukces „Solidarności” w KHS

Dzięki naciskom „Solidarności” ponad 700 pracowników Krośnieńskiej Huty Szkła otrzymało umowy na czas nieokreślony.

Sąd ogłosił upadłość likwidacyjną KHS w marcu 2009 r. Syndyk przeprowadził w firmie restrukturyzację i utrzymał produkcję na dobrym poziomie. W tej chwili w zakładzie jest zatrudnionych około 2 tys. osób.

Pracownicy byli zatrudniani w fabryce wyłącznie na umowy na czas określony. Ponieważ termin kolejnych umów mijał po koniec grudnia 2012, dyrektor generalny oraz syndyk podjęli próbę ominięcia prawa, art. 21 1 Kodeksu pracy. Zadecydowali, że pracownicy huty przez miesiąc pozostaną bez zatrudnienia, a w lutym zostaną po raz kolejny zatrudnieni na dotychczasowych etatach. Syndyk tłumaczył, że nie chce stałych umów ze względu na niepewność produkcji i koszty ewentualnych zwolnień, gdyby sytuacja huty nagle się pogorszyła.

Na takie rozwiązanie nie zgodziła się „Solidarność. – „Dyrektor PUP Regina Chrzanowska zwróciła uwagę pracodawcy na naruszenie Kodeksu pracy tego rodzaju praktykami, a my zagroziliśmy skierowaniem sprawy do prokuratury” – mówi Tadeusz Majchrowicz, wiceprzewodniczący Komisji Krajowej, przewodniczący podkarpackiej „Solidarności”. – „To spowodowało, że pracodawca zatrudnionym na wydziale, gdzie jest pewność, że będą zamówienia, przedstawił umowy na czas nieokreślony”.

Dzięki tym działaniom ponad 700 osób (wszyscy pracownicy zatrudnieni przy produkcji) otrzymało umowy na czas nieokreślony. – „Nadal będziemy walczyć o ludzi pracy, o ich godność, nie przejmujemy się tym, co kto mówi” – mówi Majchrowicz. – „Branżowe związki akceptują wszystko, co dyrekcja sobie zażyczy. Tylko dzięki «Solidarności» udaje się cokolwiek wywalczyć. Trzeba próbować”.

Krośnieńskie Huty Szkła Krosno są jednym z największych producentów szkła gospodarczego w Polsce. Od prawie 3 lat w stanie upadłości likwidacyjnej. W połowie stycznia odbędzie się drugi przetarg na KHS. Pierwszy nie doszedł do skutku, bo nie zgłosił się nikt chętny.

H. Daszczyńska

_____

Przedruk za stroną NSZZ „Solidarność”

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Kosztowne polowanie na nieubezpieczonych

Kosztowne polowanie na nieubezpieczonych

Zgodnie z nowymi przepisami każdy szpital musi codziennie od nowa potwierdzać, że wszyscy pacjenci mają aktualne prawo do leczenia.

Jak przypomina „Gazeta Wyborcza”, od 1 stycznia recepcjoniści w placówkach leczniczych przed przyjęciem chorego muszą sprawdzić, czy jest on ubezpieczony, w systemie elektronicznej Weryfikacji Uprawnień Świadczeniobiorców (eWUŚ). Szpitale, a także zakłady opiekuńcze, w których chorzy przebywają latami, również muszą teraz codziennie weryfikować uprawnienia wszystkich pacjentów. Dotyczy to nawet emerytów i rencistów, którym świadczenia wypłaca ZUS i KRUS, a także tych, którym bezpłatne leczenie należy się z mocy prawa, jak kobiety w ciąży i w czasie połogu oraz dzieci. Tych ostatnich często nie ma w eWUŚ, bo rodzice nie zgłosili w zakładzie pracy, że mają być objęte ubezpieczeniem. Jeśli teraz znajdą się w szpitalu, ich opiekunowie będą musieli codziennie składać osobne oświadczenie o prawie do bezpłatnego leczenia. Placówkom przybyło pracy i „papierów”.

Czemu ma służyć nieustanna weryfikacja uprawnień do leczenia? – „Codzienne sprawdzanie eWUŚ jest konieczne, bo baza ubezpieczonych jest codziennie aktualizowana. Może się zdarzyć, że pacjent w trakcie hospitalizacji utraci prawo do bezpłatnego leczenia, a w takim przypadku za część pobytu w szpitalu będzie musiał zapłacić sam” – wyjaśnia Artur Koziołek, rzecznik Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji, które przygotowało nowe przepisy. A dlaczego obowiązek ten dotyczy nawet emerytów, rencistów i dzieci? – „Bo prawo do renty jest okresowe, a prawo do bezpłatnego leczenia mają tylko dzieci z polskim obywatelstwem” – odpowiada Koziołek. – „Jednak prawo do emerytury nie jest okresowe, a emerytów też trzeba codziennie sprawdzać w eWUŚ” – zauważa Marek Balicki. Kosztowny i wadliwy system został wprowadzony, by nie dopuścić nieubezpieczonych do korzystania z publicznej opieki zdrowotnej – takich osób jest jednak znikoma liczba. – „Czy nie prościej zrezygnować z wydawania na cały system ewidencji ubezpieczonych 130 mln zł, skoro tylko 1 proc. obywateli nie ma ubezpieczenia? A i tak w trudnej sytuacji bytowej ich leczenie opłacane jest przez państwo. Może łatwiej po prostu dać prawo do bezpłatnego leczenia wszystkim obywatelom?” – pyta b. minister zdrowia.

_____

O tym, co warto by zmienić w publicznej służbie zdrowia, dowiecie się z kolejnego numeru „Nowego Obywatela” (zima 2012).

Zapomnij o bilecie!

Zapomnij o bilecie!

1 stycznia Tallin stał się pierwszą na świecie stolicą z bezpłatną komunikacją miejską.

Jak informuje Wirtualna Polska, władze stolicy Estonii podjęły taką decyzję kierując się głównie względami społecznymi. Burmistrz miasta Edgar Savisaar tłumaczył, że w okresie kryzysu trzeba pomóc ludziom zwiększać ich mobilność, konieczną do poszukiwania pracy. A jeśli dzięki temu więcej obywateli znajdzie zatrudnienie, przełoży się to na wzrost podatków wpływających do miejskiej kasy.

Burmistrz przewiduje, że dzięki bezpłatnej komunikacji liczba jej pasażerów wzrośnie mniej więcej o 15 proc., a równocześnie zmniejszy się liczba samochodów na ulicach stolicy.

Władze Tallina podkreślają, że stołeczna komunikacja była dotowana z budżetu miasta, a dochody ze sprzedaży biletów pokrywały jedynie 30-40 proc. jej kosztów. Pełne dotowanie nie będzie więc dużym dodatkowym obciążeniem.

Media przypominają, że Estonia już wcześniej wyróżniła się, wprowadzając – też jako pierwsza w świecie – głosowanie poprzez Internet dla wszystkich obywateli, we wszystkich ogólnokrajowych wyborach.

Taniej nie znaczy gorzej

Taniej nie znaczy gorzej

Średnio seniorzy zażywają 5 leków dziennie, w większości najdroższych w swoich kategoriach. O tym, że w aptekach są dostępne zamienniki, których cena bywa niższa nawet o 90 proc., wie niewielu chorych.

Jak pisze newseria.pl, z badań Programu 60+ wynika, że aż 70 proc. emerytów przepłaca za leki. Różnice w cenach są ogromne. Przykładowo, jedna z substancji czynnych na nadciśnienie tętnicze może kosztować od 2 do aż 10 zł za 5 mg. Niekorzystanie z najtańszych opcji w praktyce oznacza często, że seniorzy w ogóle nie wykupują leków, albo wykupują tylko część z nich. Z badań Polsenior wynika, że takie decyzje podejmuje już ok. 20 proc. osób starszych. A trzeba pamiętać, że przy chorobach przewlekłych niezażycie leków na czas może spowodować liczne komplikacje i powikłania, w niektórych przypadkach nawet śmierć.

Wciąż wiele osób bezpodstawnie obawia się, że niższa cena preparatów oznacza gorszą jakość. Tymczasem tzw. leki generyczne zawierają dokładnie tę samą substancję leczniczą co ich droższe odpowiedniki i są tak samo skuteczne. Ich niższa cena wynika z tego, że producent nie ponosi kosztów badań klinicznych. Według szacunków IMS Health, firmy monitorującej rynek farmaceutyczny, pacjenci leczeni na nadciśnienie tylko dzięki zamianie leków na ich tańsze odpowiedniki mogą zaoszczędzić 147 mln zł rocznie.

Aby zwiększyć świadomość społeczną, inicjatywa Program 60+ przez cały rok będzie prowadzić kampanię informacyjną, skierowaną do farmaceutów, lekarzy i pacjentów. W ramach prowadzonych działań przeprowadzone zostaną m.in. kampanie w ogólnopolskich mediach, spotkania na Uniwersytetach Trzeciego Wieku, a także szkolenia dla seniorów.