Będzie strajk w całej Polsce

Będzie strajk w całej Polsce

W środę wieczorem komitet strajkowy kolejarzy zakończył obrady. Związkowcy podtrzymali decyzję o strajku ostrzegawczym, który ma objąć sieć kolejową na terenie całej Polski.

Jak powiedział Stanisław Kokot, rzecznik prasowy Sekcji Krajowej Kolejarzy NSZZ „Solidarność”, w piątek ruch pociągów zostanie wstrzymany na dwie godziny, pomiędzy godz. 7.00 a 9.00. Szczegółowe instrukcje są teraz rozsyłane do organizacji związkowych w terenie.

Strajk przeprowadzają związki zawodowe działające w spółkach Grupy PKP: PKP PLK, PKP Cargo, PKP Intercity, PKP Energetyka, SKM w Trójmieście i WKD w Warszawie.

Między związkowcami kolejowymi a Grupą PKP toczy się spór zbiorowy dotyczący ulg przejazdowych. W sierpniu spółki należące do grupy zapowiedziały, że w 2013 roku nie będą wykupywać już praw do zniżek dla emerytowanych pracowników – emeryci będą musieli robić to sami. Powodem miały być oszczędności – Grupa PKP chciała w ten sposób zaoszczędzić ok. 27 mln zł. Związkowcy nie zgodzili się na likwidację ulg.

Prowokacja pracodawców

Mediacje w tej sprawie trwają od kilku tygodni. 15 stycznia pracodawcy poprosili o przerwę w mediacjach do 25 stycznia. Powodem miała być chęć lepszego przygotowania się do spotkania. Sprawy przybrały jednak inny obrót.

– „Od 21 stycznia 2013 roku w poszczególnych zakładach prowadzona jest prowokacja, polegająca na nakłanianiu pracowników do podpisywania oświadczeń dotyczących korzystania ze świadczeń przejazdowych według zasad określonych przez pracodawców, pomimo iż są one przedmiotem sporu zbiorowego” – poinformował Henryk Grymel w komunikacie, pod którym podpisali się również Dariusz Browarek, Wiceprzewodniczący Federacji Związków Zawodowych Pracowników PKP oraz Leszek Miętek, przewodniczący Konfederacji Kolejowych Związków Zawodowych.

Zdaniem związkowców, taka sytuacja świadczy o arogancji pracodawców i lekceważeniu strony społecznej.

– „Okazało się, że pracodawcy są na tyle cwani, że w tym czasie wymuszali podpisywanie oświadczeń” – powiedział Piotr Duda, przewodniczący NSZZ „Solidarność”, który w środę rano komentował wydarzenia na kolei na antenie Polsat News. – „Całą winę za tę sytuację ponosi Zarząd PKP i minister Nowak” – ocenił Duda.

W takiej sytuacji związki zawodowe będące stroną sporu podjęły decyzję o strajku ostrzegawczym. Związkowcy kolejowi zwrócili też uwagę, że pełną odpowiedzialność za uruchomienie i koszty strajku ponosi strona pracodawców.

_____

Przedruk za stroną NSZZ „Solidarność”

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Ofiary dyskryminacji

Ofiary dyskryminacji

Starszym ludziom często odmawiana jest pomoc ratująca życie, a ponadto spada liczba łóżek geriatrycznych w szpitalach.

„Gazeta Wyborcza” przytacza szereg przykładów lekceważenia przez lekarzy problemów zdrowotnych osób starszych, co często skazuje je na przedwczesną śmierć. – „Trafiają do nas pacjenci, których nikt nie chce leczyć. Ostatnio 80-latek z guzem płuca, któremu odmówiono leczenia w oddziałach chorób płuc” – mówi prof. Barbara Bień, kierownik Kliniki Geriatrii Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. Jak relacjonuje z kolei 60-latka z Lublina: „Przyjazd karetki sprowadził się do tego, że gdy podałam wiek mamy – 82 lata – usłyszałam: »A po co mamy zabierać? Niech ona sobie w spokoju już zostanie«”. Pracownik ośrodka opiekuńczego z Tczewa przyznaje, że gdy podopieczni placówki chcą otrzymać skierowanie do lekarza lub gdy ma do nich przyjechać pogotowie, proszą pracowników, by nie mówić, ile mają lat. Obawiają się, że z racji na swój wiek już nie otrzymają pomocy.

Dr Jarosław Derejczyk, szef Szpitala Geriatrycznego w Katowicach uważa, że to kwestia braku wiedzy. – „Mimo trwających lata starań na większości uczelni medycznych nie ma zajęć z geriatrii. Lekarze nie wiedzą, jak można leczyć starszych ludzi. Poza tym boją się starości, uciekają od niej tak samo jak ogromna większość ludzi w świecie, w którym panuje kult młodości” – wyjaśnia. – „Starsi ludzie to modelowe ofiary dyskryminacji, są słabsi fizycznie, często samotni, bo w rodzinach nie ma już międzypokoleniowej więzi” – mówi z kolei dr Jolanta Twardowska-Rajewska, gerontolog z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Zwraca też uwagę, że lekarze nauczeni są dążenia do sukcesu pojętego jako postawienie właściwej diagnozy i wyleczenie pacjenta, a w przypadku chorego w starszym wieku sukces należałoby zdefiniować raczej jako poprawienie ogólnej sprawności, mimo chorób, które i tak będą trwały. Poza tym, szpitale szukają oszczędności, a leczenie seniorów jest droższe. Na ogół cierpią oni nie na jedno, lecz kilka schorzeń; zdarza się także, że samotni i pozbawieni opieki bliskich zajmują szpitalne łóżko miesiącami.

Ze zjawiskiem dyskryminacji ze względu na wiek na Zachodzie walczy się od lat, w Polsce to wciąż sprawa spychana na margines. Tymczasem już za 20 lat aż co czwarty mieszkaniec naszego kraju będzie miał ponad 65 lat! Teraz to 5,2 mln osób. Mimo to liczba łóżek geriatrycznych w szpitalach spada. Obecnie jest ich w całej Polsce niespełna 700, specjalistycznych poradni niecałe 100, a specjalistów tylko 275 – z czego zaledwie połowa pracuje jako geriatrzy, skoro brakuje placówek specjalistycznych. Stawki za leczenie seniorów, jakie płaci NFZ, są niższe od stawek na internie. Porównując losy 2 tys. pacjentów leczonych w 2007 r. na Śląsku na internie i geriatrii, okazuje się jednak, że podwyższenie stawek mogłoby się Funduszowi opłacić. Wśród pacjentów powyżej 60. roku życia odsetek zgonów był wyższy na internie – choć średni koszt hospitalizacji wyniósł tam prawie 7 tys. zł, a na geriatrii tylko 5,1 tys. zł. Okazało się też, że choć geriatrzy mają mniej pieniędzy, wykonują chorym więcej badań, a ich pacjenci opuszczając szpital z lepszymi wynikami przechodzą testy sprawności. Mimo dowodów, że na geriatrii starszych ludzi leczy się skuteczniej i taniej, NFZ nie zmienił stawek, by zachęcić szpitale do tworzenia takich oddziałów, a resort zdrowia nie wprowadził standardów leczenia geriatrycznego (są gotowe od 3 lat).

By wyzysk miał ludzką twarz

By wyzysk miał ludzką twarz

Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych postuluje wprowadzenie w Polsce godzinowego minimum płacowego.

Od nowego roku najniższe wynagrodzenie miesięczne wynosi 1600 zł brutto. Jak mówi Informacyjnej Agencji Radiowej szef OPZZ Jan Guz, byłoby o wiele lepiej, gdyby płacono za godzinę. Z jego wyliczeń wynika, że najniższa stawka godzinowa powinna wynosić 10 zł i 50 gr. Po co taka zmiana? Z powodu coraz powszechniejszego w Polsce zatrudniania pracowników na tzw. umowach śmieciowych. – „Jeżeli rząd nie chce ograniczać skali umów cywilnoprawnych, to może niech przynajmniej postara się zminimalizować ich negatywne skutki. Obecnie pracownik zatrudniony na umowę o dzieło albo zlecenie nie ma żadnej gwarancji zatrudnienia, nie otrzymuje wynagrodzenia w czasie zwolnienia lekarskiego, nie ma prawa do urlopu, nie dotyczą go żadne regulacje płacowe. Dlatego proponuję wprowadzenie godzinowej płacy minimalnej. Wszak za każdą pracę należy się godna zapłata” – wyjaśnia przewodniczący. Podkreśla przy tym, że powinno się dążyć do tego, by płaca minimalna stanowiła nie mniej niż 50 proc. średniej krajowej. Obecnie przeciętne wynagrodzenie w Polsce wynosi 3510 zł brutto, a 50% tej kwoty to 1755 zł.

– „Skala łamania praw pracowniczych jest już olbrzymia, nawet jeżeli pracownicy mają umowy etatowe. Pracownikom zatrudnionym na umowę o dzieło lub zlecenie szczególnie trudno dochodzić swoich praw. Dlatego chcemy tę sytuację zmienić i apelujemy do pracodawców i rządu o poparcie naszej inicjatywy” – powiedział szef OPZZ.

Rodzić bez bólu

Rodzić bez bólu

Radio RMF FM rozpoczęło zbieranie podpisów pod petycją w sprawie prawa do bezpłatnego znieczulenia przy porodzie.

Stacja przypomina, że rok temu minister zdrowia Bartosz Arłukowicz zapowiadał, że Polki będą mogły rodzić bez bólu. Według obietnic resortu, nowe standardy opieki nad rodzącą miały sprawić, że na każdym oddziale położniczym dostępny będzie anestezjolog, a pacjentka dostanie darmowe znieczulenie, jeśli sobie tego zażyczy.

Mimo tych deklaracji, do tej pory bezpłatne znieczulenie nie jest dostępne w wielu szpitalach. Obecnie każdy z nich działa wedle własnego uznania: w jednej placówce rodzące w ogóle nie otrzymają znieczulenia, w innej muszą za nie słono zapłacić. Niejasne jest wciąż sformułowanie „na życzenie”, bo w rozporządzeniu dotyczącym m.in. metod łagodzenia bólu porodowego napisano, że to lekarz zdecyduje o zastosowaniu „farmakologicznych metod”, czyli znieczulenia.

Petycję możesz podpisać tutaj.