Solidaryzm od kołyski

Solidaryzm od kołyski

Klub Solidarnej Polski zakończył prace nad projektem ustawy o żłobkach. Proponuje w nim, by żłobki, kluby dziecięce i przedszkola stały się ogólnodostępne i bezpłatne.

Jak informuje Portal Samorządowy, wnioskodawcy uważają, że każde dziecko powinno mieć darmowy dostęp do instytucjonalnej opieki niezależnie od dochodów rodziców czy ich miejsca zamieszkania. Obecnie problem braku dostępności do wspomnianych placówek dotyczy zwłaszcza dzieci mieszkających na wsi czy w małych miejscowościach.

„Na dzień dzisiejszy ciężar utrzymania żłobków i przedszkoli został nałożony na samorządy, które mają obowiązek pokrywania kosztów funkcjonowania tych placówek w ramach zadań własnych. Jedynym dodatkowym źródłem pokrywania kosztów funkcjonowania żłobków i przedszkoli są opłaty, ustanawiane w drodze uchwały przez radę gminy za świadczenia dodatkowe. Opłaty te – zarówno za opiekę nad dziećmi w przedszkolach, jak i w żłobkach (gdzie odpłatność ta jest obligatoryjna) – stanowią duże obciążenie dla budżetu domowego” – czytamy w uzasadnieniu projektu ustawy.

Projektodawcy proponują wprowadzenie nowej subwencji na potrzeby finansowania ze środków budżetu państwa żłobków i klubów dziecięcych. Nowa subwencja opiekuńcza byłaby znacznym odciążeniem zarówno gminnych, jak i rodzinnych budżetów. Obecnie rodzice dzieci przebywających w żłobkach czy klubach dziecięcych dopłacają ok. 30 proc. kosztów utrzymania dziecka w placówce. „Zbyt duże koszty opieki nad dziećmi w placówkach powodują odkładanie decyzji o dziecku na później lub wykluczają rodziców (zwłaszcza matki) z rynku pracy, ponieważ nie decydują się na powrót do pracy, ze względu na brak możliwości znalezienia choćby żłobka lub opiekunki dla dziecka” – podkreśla Solidarna Polska.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Ofiary dyskryminacji

Ofiary dyskryminacji

Starszym ludziom często odmawiana jest pomoc ratująca życie, a ponadto spada liczba łóżek geriatrycznych w szpitalach.

„Gazeta Wyborcza” przytacza szereg przykładów lekceważenia przez lekarzy problemów zdrowotnych osób starszych, co często skazuje je na przedwczesną śmierć. – „Trafiają do nas pacjenci, których nikt nie chce leczyć. Ostatnio 80-latek z guzem płuca, któremu odmówiono leczenia w oddziałach chorób płuc” – mówi prof. Barbara Bień, kierownik Kliniki Geriatrii Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. Jak relacjonuje z kolei 60-latka z Lublina: „Przyjazd karetki sprowadził się do tego, że gdy podałam wiek mamy – 82 lata – usłyszałam: »A po co mamy zabierać? Niech ona sobie w spokoju już zostanie«”. Pracownik ośrodka opiekuńczego z Tczewa przyznaje, że gdy podopieczni placówki chcą otrzymać skierowanie do lekarza lub gdy ma do nich przyjechać pogotowie, proszą pracowników, by nie mówić, ile mają lat. Obawiają się, że z racji na swój wiek już nie otrzymają pomocy.

Dr Jarosław Derejczyk, szef Szpitala Geriatrycznego w Katowicach uważa, że to kwestia braku wiedzy. – „Mimo trwających lata starań na większości uczelni medycznych nie ma zajęć z geriatrii. Lekarze nie wiedzą, jak można leczyć starszych ludzi. Poza tym boją się starości, uciekają od niej tak samo jak ogromna większość ludzi w świecie, w którym panuje kult młodości” – wyjaśnia. – „Starsi ludzie to modelowe ofiary dyskryminacji, są słabsi fizycznie, często samotni, bo w rodzinach nie ma już międzypokoleniowej więzi” – mówi z kolei dr Jolanta Twardowska-Rajewska, gerontolog z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Zwraca też uwagę, że lekarze nauczeni są dążenia do sukcesu pojętego jako postawienie właściwej diagnozy i wyleczenie pacjenta, a w przypadku chorego w starszym wieku sukces należałoby zdefiniować raczej jako poprawienie ogólnej sprawności, mimo chorób, które i tak będą trwały. Poza tym, szpitale szukają oszczędności, a leczenie seniorów jest droższe. Na ogół cierpią oni nie na jedno, lecz kilka schorzeń; zdarza się także, że samotni i pozbawieni opieki bliskich zajmują szpitalne łóżko miesiącami.

Ze zjawiskiem dyskryminacji ze względu na wiek na Zachodzie walczy się od lat, w Polsce to wciąż sprawa spychana na margines. Tymczasem już za 20 lat aż co czwarty mieszkaniec naszego kraju będzie miał ponad 65 lat! Teraz to 5,2 mln osób. Mimo to liczba łóżek geriatrycznych w szpitalach spada. Obecnie jest ich w całej Polsce niespełna 700, specjalistycznych poradni niecałe 100, a specjalistów tylko 275 – z czego zaledwie połowa pracuje jako geriatrzy, skoro brakuje placówek specjalistycznych. Stawki za leczenie seniorów, jakie płaci NFZ, są niższe od stawek na internie. Porównując losy 2 tys. pacjentów leczonych w 2007 r. na Śląsku na internie i geriatrii, okazuje się jednak, że podwyższenie stawek mogłoby się Funduszowi opłacić. Wśród pacjentów powyżej 60. roku życia odsetek zgonów był wyższy na internie – choć średni koszt hospitalizacji wyniósł tam prawie 7 tys. zł, a na geriatrii tylko 5,1 tys. zł. Okazało się też, że choć geriatrzy mają mniej pieniędzy, wykonują chorym więcej badań, a ich pacjenci opuszczając szpital z lepszymi wynikami przechodzą testy sprawności. Mimo dowodów, że na geriatrii starszych ludzi leczy się skuteczniej i taniej, NFZ nie zmienił stawek, by zachęcić szpitale do tworzenia takich oddziałów, a resort zdrowia nie wprowadził standardów leczenia geriatrycznego (są gotowe od 3 lat).

By wyzysk miał ludzką twarz

By wyzysk miał ludzką twarz

Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych postuluje wprowadzenie w Polsce godzinowego minimum płacowego.

Od nowego roku najniższe wynagrodzenie miesięczne wynosi 1600 zł brutto. Jak mówi Informacyjnej Agencji Radiowej szef OPZZ Jan Guz, byłoby o wiele lepiej, gdyby płacono za godzinę. Z jego wyliczeń wynika, że najniższa stawka godzinowa powinna wynosić 10 zł i 50 gr. Po co taka zmiana? Z powodu coraz powszechniejszego w Polsce zatrudniania pracowników na tzw. umowach śmieciowych. – „Jeżeli rząd nie chce ograniczać skali umów cywilnoprawnych, to może niech przynajmniej postara się zminimalizować ich negatywne skutki. Obecnie pracownik zatrudniony na umowę o dzieło albo zlecenie nie ma żadnej gwarancji zatrudnienia, nie otrzymuje wynagrodzenia w czasie zwolnienia lekarskiego, nie ma prawa do urlopu, nie dotyczą go żadne regulacje płacowe. Dlatego proponuję wprowadzenie godzinowej płacy minimalnej. Wszak za każdą pracę należy się godna zapłata” – wyjaśnia przewodniczący. Podkreśla przy tym, że powinno się dążyć do tego, by płaca minimalna stanowiła nie mniej niż 50 proc. średniej krajowej. Obecnie przeciętne wynagrodzenie w Polsce wynosi 3510 zł brutto, a 50% tej kwoty to 1755 zł.

– „Skala łamania praw pracowniczych jest już olbrzymia, nawet jeżeli pracownicy mają umowy etatowe. Pracownikom zatrudnionym na umowę o dzieło lub zlecenie szczególnie trudno dochodzić swoich praw. Dlatego chcemy tę sytuację zmienić i apelujemy do pracodawców i rządu o poparcie naszej inicjatywy” – powiedział szef OPZZ.

Rodzić bez bólu

Rodzić bez bólu

Radio RMF FM rozpoczęło zbieranie podpisów pod petycją w sprawie prawa do bezpłatnego znieczulenia przy porodzie.

Stacja przypomina, że rok temu minister zdrowia Bartosz Arłukowicz zapowiadał, że Polki będą mogły rodzić bez bólu. Według obietnic resortu, nowe standardy opieki nad rodzącą miały sprawić, że na każdym oddziale położniczym dostępny będzie anestezjolog, a pacjentka dostanie darmowe znieczulenie, jeśli sobie tego zażyczy.

Mimo tych deklaracji, do tej pory bezpłatne znieczulenie nie jest dostępne w wielu szpitalach. Obecnie każdy z nich działa wedle własnego uznania: w jednej placówce rodzące w ogóle nie otrzymają znieczulenia, w innej muszą za nie słono zapłacić. Niejasne jest wciąż sformułowanie „na życzenie”, bo w rozporządzeniu dotyczącym m.in. metod łagodzenia bólu porodowego napisano, że to lekarz zdecyduje o zastosowaniu „farmakologicznych metod”, czyli znieczulenia.

Petycję możesz podpisać tutaj.