Spółki z bardzo o.o.

Spółki z bardzo o.o.

Prywatne kliniki wybierają sobie najłatwiejszych i najtańszych w leczeniu pacjentów. Ciężej chorych odsyłają do placówek publicznych.

Problem dotyczy całej Polski – alarmuje „Dziennik Gazeta Prawna”. Dariusz Timler, zastępca dyrektora ds. lecznictwa w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym im. Mikołaja Kopernika w Łodzi, a jednocześnie ordynator Szpitalnego Oddziału Ratunkowego i dyrektor Centrum Urazowego, mówi, że w przypadku jego szpitala jest on dość dotkliwy. Takie sytuacje bardzo często zdarzają się podczas porodów z komplikacjami. Wystarczy krwotok, a dyrektor prywatnej kliniki dzwoni z prośbą o ratowanie pacjentki. – „I tak heroicznym wysiłkiem i za pomocą dużych nakładów ratujemy człowieka, którym zajmował się ktoś inny” – wzdycha lekarz. Także pacjenci z powikłaniami po zabiegach chirurgicznych przeprowadzonych w prywatnych szpitalach zalewają izby przyjęć. Chory po 1-3 dniach wypisywany jest z prywatnej kliniki do domu, po czym wdaje mu się infekcja. Wówczas, jak mówi dr Timler, po pomoc puka do drzwi publicznej placówki, bo z prywatnej go odesłali, mówiąc, że nie mają miejsca albo możliwości, aby leczyć.

Wielu zarządzających publicznymi placówkami twierdzi, że to wina wadliwego systemu. Prywatne placówki często nie są przygotowane, by pomóc choremu, którego stan radykalnie się pogorszył. Formalne wymogi Narodowego Funduszu Zdrowia spełniają tylko na papierze, np. pewna sieć klinik ma podpisaną umowę z OIOM-em w Poznaniu, żeby przyjmował jej pacjentów.

Druga sprawa to kwestia wyceny poszczególnych procedur. Leczenie pacjenta w nagłej sytuacji, przyjętego na ostry dyżur, jest średnio 1,5 razy droższe niż leczenie, które odbywa się planowo. Większe jest też ryzyko komplikacji i kolejnych wydatków. Jeśli więc placówka musi radzić sobie z dużą liczbą takich pacjentów, jej koszty się zwiększają. Lekarze w publicznych szpitalach przyjmują pacjentów w nagłych przypadkach bez limitów, a potem ich placówka walczy w sądzie z NFZ o pieniądze za tzw. nadwykonania. A prywatna jednostka, pozbywając się „trudnego” pacjenta, tnie wydatki i zwiększa zysk.

Teoretycznie, jeśli dany przypadek wymaga indywidualnej terapii, a jego leczenie jest droższe trzykrotnie, niż przewiduje cennik w systemie DRG (rozliczanie kosztów usług zdrowotnych dla określonych grup pacjentów), można wystąpić do Funduszu o specjalny tryb wyceniania. – „I czasem to robimy, ale bez większej nadziei” – mówi Danuta Tarka, zastępca dyrektora Szpitala Wojewódzkiego w Płocku. Publiczny płatnik rzadko bowiem uwzględnia argumentację publicznych szpitali.

najnowszym numerze można przeczytać o prospołecznych pomysłach na zmiany systemowe w lecznictwie.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Dbajmy o zdrowe nawyki!

Dbajmy o zdrowe nawyki!

„Śmieciowe jedzenie” w zasięgu uczniowskich rąk powoduje nasilenie poważnych problemów społecznych.

Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, w rzeszowskim Urzędzie Marszałkowskim odbyła się konferencja „Szkoła ma uczyć, a nie tuczyć”. Poseł Jan Bury z PSL przywołał alarmujące statystyki. – „W Polsce spośród 4,5 mln dzieci i młodzieży od przedszkola po gimnazjum, aż milion ma problemy z wagą. Na 39 krajów z Europy i Ameryki, Polska jest na siódmym miejscu, jeśli chodzi o problemy z nadwagą i otyłością dzieci. Otyłość jest dziś groźniejsza niż AIDS” – podkreślał.

Zwrócił też uwagę, że wiele krajów (m.in. Kanada, Łotwa, Francja, Szwecja, Norwegia) wprowadziło narodowe programy przeciwdziałania otyłości. A Stany Zjednoczone zamierzają wprowadzić federalny zakaz sprzedaży tzw. śmieciowej żywności w szkołach. Podobnego zakazu w polskich placówkach chce PSL. Jesienią ubiegłego roku złożyło w Sejmie projekt nowelizacji ustawy o żywności i żywieniu, dotyczący tej kwestii (pisaliśmy o tym).

– „Rocznie wydajemy 3 mld zł na leczenie chorób i powikłań, które są konsekwencją otyłości. Państwa nie stać na leczenie otyłości, jej zapobieganie jest 80, a nawet 100 razy tańsze niż leczenie” – przekonywał Bury. I zachęcał, by – zanim zacznie obowiązywać ustawa – już teraz działać na rzecz zmiany nawyków żywieniowych dzieci i młodzieży. Dużą rolę do odegrania mają w tym względzie rodzice, ale także same szkoły. – „Przez ostatnie 30 lat dziesięciokrotnie wzrosła liczba dzieci z otyłością, a mimo to wciąż jest wiele szkół, które nie diagnozują potrzeb zdrowotnych dzieci. Dlatego wszystkie działania związane z propagowaniem zdrowego stylu życia należy intensyfikować” – podkreślił Antoni Wydro, wicekurator oświaty w Rzeszowie.

Rekordowe zwolnienia grupowe w 2012 roku

Rekordowe zwolnienia grupowe w 2012 roku

Ponad 102 tys. osób, które w zeszłym roku zarejestrowały się jako bezrobotne, straciło pracę w ramach zwolnień grupowych – informuje „Rzeczpospolita”. To najgorszy wynik od 2003 roku.

Jak podaje „Rz”, ze szczegółowych danych ministerstwa wynika, że w październiku zwolniono w ten sposób prawie 11 tys. osób, w listopadzie 14 tys., a w grudniu 15 tys. Grudniowe zwolnienia to efekt wydarzeń z początku jesieni – wtedy to zwolnienia ogłaszały banki, firmy budowlane, sieci handlowe czy np. hutniczy potentat ArcelorMittal.

Ponad 102 tys. w skali roku to najgorsze dane od 2003 r., kiedy zwolnienia grupowe objęły ponad 123 tys. pracowników.

Cytowani przez gazetę ekonomiści przyznają, że to, jak będą się zachowywali przedsiębiorcy, zależy od kondycji gospodarki, od tego jak długo będzie trwało spowolnienie. Już jednak wiadomo, że nad zwolnieniami grupowymi zastanawia się m.in. część kooperantów zakładu Fiat Auto Poland.

„Rz” podaje, że ze względu na trudną sytuację na rynku pracy, ministerstwo zaproponowało dofinansowanie zatrudnienia pracowników w firmach, które w wyniku spowolnienia gospodarczego utraciły część kontraktów, a tym samym spadła ich sprzedaż. Z takiej pomocy miałyby skorzystać firmy, którym sprzedaż spadła o co najmniej 20 proc. w ciągu pół roku, a przed tym czasem przedsiębiorstwo nie miało problemów finansowych. Takie rozwiązanie ma zapobiec dalszym zwolnieniom. Obecnie trwają prace nad projektem ustawy.

_____

Przedruk za stroną NSZZ „Solidarność”

Pszczołobójcy

Pszczołobójcy

Trzy powszechnie stosowane w produkcji rolnej pestycydy są zagrożeniem dla pszczół – orzekł Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA).

Jak przypomina program „Agrobiznes” w TVP, dyskusję na temat szkodliwości pestycydów zawierających neonikotynoidy sprowokowała Francja, zakazując w czerwcu ubiegłego roku stosowania środka chroniącego rzepak. Sprawę zbadali eksperci Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności i znaleźli szkodliwe pozostałości pestycydów w pyłku i nektarze roślin traktowanych jednym z trzech środków (clothianidin, imidacloprid i thiamethoxam). Oznacza to, że te pestycydy powinny być stosowane tylko w uprawach, które są nieatrakcyjne dla pszczół, takich jak buraki cukrowe, a nie w przypadku kukurydzy, rzepaku czy słoneczników.

Sprawą zainteresowała się Komisja Europejska i zapowiedziała, że jest gotowa podjąć niezbędne kroki, jeśli wyniki badań EFSA zostaną potwierdzone. Rozważane jest wprowadzenie odgórnego ograniczenia stosowania produktów, których niekorzystny wpływ udokumentowali badacze.