Ryby i rybacy głosu nie mają

Ryby i rybacy głosu nie mają

Prezes Związku Rybaków Polskich przestrzega przed dalszą degradacją ekosystemu Morza Bałtyckiego, a także zwraca uwagę na trudny los swojej grupy zawodowej.

Jak wyjaśnia Grzegorz Hałubek w wywiadzie dla „Naszego Dziennika”, olbrzymie szwedzkie i duńskie kutry paszowe nie przestrzegają okresów ani rozmiarów ochronnych. Łowią bez żadnych ograniczeń czy kontroli, odpowiadając na światowy deficyt białka do produkcji pasz. Związek Rybaków Polskich bezskutecznie próbował przekonać unijnych decydentów, że na skutek masowego połowu szprotek większe ryby zostaną pozbawione pokarmu i dojdzie do katastrofy ekologicznej. Obecnie dorsze są już tak chude, że w zasadzie dla przetwórstwa nie stanowią żadnej wartości. Ich cena spada i wynosi już 3,5-4 zł za kilogram, podczas gdy minimalna cena określona przez ministerstwo to ok. 6 zł. Grozi nam także zagłada ssaków morskich. Foki, w obliczu braku śledzi i szprotów, które są ich naturalnym pożywieniem, z sieci rybackich wyjadają dorsze, które nie są ich typowym pokarmem.

Polityka UE względem limitów połowów jest niekonsekwentna – zauważa Hałubek. – „Choć nie było żadnych ku temu przesłanek, tegoroczny limit połowów wprawdzie chudych dorszy, które są podstawą utrzymania ok. 80 proc. rybaków na Bałtyku, KE obcięła o 9 proc. Z kolei limit połowów śledzi, których de facto nie ma z powodu rabunkowej polityki, KE podwyższyła o 28 proc. – tylko po to, żeby stworzyć jeszcze lepsze warunki pozyskiwania białka” – stwierdza. Połowy paszowe za przyzwoleniem Unii doprowadziły do zrujnowania nie tylko polskiego, ale całego rybołówstwa bałtyckiego – ocenia.

Tymczasem resort rolnictwa wprowadził dla rybaków karę nawet do 350 tys. zł za przekroczenie limitów połowowych, przy czym – jak twierdzi Hałubek – istnieją dokumenty potwierdzające, że tych przełowień nie było. – „Kwoty połowowe rozdziela UE i co ciekawe – żaden kraj na Morzu Bałtyckim, oprócz Polski, tego nie przestrzega” – podkreśla.

Polska posiada obecnie najmniejszą obok litewskiej flotę rybacką na Bałtyku. Przed wejściem do UE mieliśmy półtora tysiąca jednostek, teraz mamy siedemset. – „Rybołówstwo polskie dopłaca do interesu od dawna, ale od września 2012 r. ta działalność jest coraz bardziej deficytowa. Trudno handlować rybami bez mięsa. Niestety, do tej sytuacji doprowadziła błędna polityka KE” – podsumowuje Hałubek.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Małe, ale ważne

Małe, ale ważne

Kameralne kina są ważnymi ośrodkami kulturalnymi w niedużych miejscowościach, dlatego warto je wspierać – podkreślają autorzy raportu „W małym kinie”.

Jak informuje portal „Rzeczpospolitej”, raport oceniający kondycję małych kin powstał na podstawie badań prowadzonych w 2012 r. na Śląsku, Mazowszu i w Wielkopolsce. Jego autorzy rozmawiali z pracownikami kin, lokalnych instytucji kultury, urzędnikami samorządowymi, dziennikarzami lokalnych gazet i mieszkańcami. Z raportu wynika, iż chociaż funkcjonowanie małych kin jest mniej opłacalne niż multipleksów, pełnią one ważną funkcję lokalnych centrów kultury. Poza wyświetlaniem filmów część z nich zajmuje się również edukacją, prowadzi klub lub kawiarnię itd. – „Poza kinem mamy dwie grupy teatralne oraz projekt Wielki Teatr w Małym Mieście” – opowiada kierowniczka kina w Wielkopolsce, które działa w formie stowarzyszenia.

Raport przypomina także historię polskich kin. Ich liczba zaczęła maleć w drugiej połowie lat 60. Podczas gdy w 1965 r. mieliśmy 3935 kin, w 1985 r. było ich już tylko 2057, zaś w 1990 r. – ok. 1400. Po transformacji pojawiły się multipleksy. Małym kinom nie jest łatwo z nimi konkurować. Nie sprzyja im polityka dystrybutorów, mają słabszą pozycję negocjacyjną względem dużych firm. Co mogłoby im pomóc? Zmiany w sposobie finansowania i wsparcie najmniejszych placówek w procesie cyfryzacji.

To drugie zadanie wziął na siebie Polski Instytut Sztuki Filmowej. – „Niestety środki te są niewystarczające, poza tym pojawiają się bariery dla części kin nie do pokonania. Mają problem ze zdobyciem środków na wkład własny, potrzebny by móc starać się o dotację PISF” – mówi Karol Wittels, koordynator projektu „W małym kinie”. – „Poza tym regulamin PISF przewiduje zbyt wysokie limity frekwencji, trudne do spełnienia dla kin posługujących się techniką analogową. Nie mają one dostępu do nowości, które przyciągają publiczność, więc nie dostają pieniędzy na cyfryzację, nie mogą puszczać cyfrowych hitów i koło się zamyka” – tłumaczy.

Cały raport możesz przeczytać tutaj.

Nasz stary tekst o problemach niewielkich kin przeczytać można tutaj.

Naród w klatce

Naród w klatce

Przeciętny Polak ma do dyspozycji niespełna 25 mkw. mieszkania, ponad dwukrotnie mniej niż Duńczyk, Austriak czy Luksemburczyk.

Jak informuje Wyborcza.biz, zajmujemy dopiero 13. miejsce w gronie 15 przebadanych państw Unii Europejskiej pod względem średniej powierzchni mieszkania przypadającej na jedną osobę. Z danych GUS wynika, że obywatel Polski zasiedla przeciętnie 24,7 mkw. Gorsza sytuacja mieszkaniowa niż u nas ma miejsce tylko na Łotwie (17,9 mkw.) i w Rumunii (15 mkw.). Na drugim biegunie zestawienia jest Dania (53 mkw.) oraz Austria i Luksemburg (w obu przypadkach ok. 52 mkw.).

Z analizy 16 europejskich stolic wynika, że sytuacja Warszawy jest tylko nieco lepsza niż średnia dla Polski. Zajmuje ona w tym zestawieniu 12. miejsce z wynikiem 28,4 mkw. mieszkania na osobę. Podobny wynik zanotowano w Bratysławie (29 mkw) i Sofii (27,2 mkw.). W zestawieniu stolic w najgorszej sytuacji mieszkaniowej są znowu obywatele Rumunii (15,9 mkw.) i Łotwy (16 mkw.). Najlepiej jest z kolei mieszkańcom stolicy Luksemburga – mają przeciętnie do swojej dyspozycji aż 62,7 mkw. To dokładnie tyle, ile w Polsce ma do dyspozycji cała rodzina mieszkająca w mieście.

Protest w rytmie rap

Protest w rytmie rap

Robotnicy likwidowanej podparyskiej fabryki samochodów PSA Peugeot-Citroën w ramach sprzeciwu nagrali teledysk o mocnym przekazie.

Jak informuje RMF FM, wideoklip ma zwrócić uwagę opinii publicznej na dramat rodzin masowo zwalnianych pracowników – posadę w koncernie ma stracić aż 8 tys. osób. Robotnicy rapują bez ogródek o wyzyskiwaczach i niewolnikach pracujących na taśmie, akcjonariuszach, którzy zarobili prawie ćwierć miliarda euro i dyrektorze, którego nazywają oszustem. „Jest gorszy niż handlarze narkotyków na naszych ulicach!” – stwierdzają w tekście. Ostrzegają też, że jeśli firma się nie opamięta, wybuchną zamieszki. Fabryka znajduje się w jednym z imigranckich gett pod Paryżem, gdzie większość ludzi nie ma pracy.

Radio przypomina, że we wrześniu ubiegłego roku francuski minister pracy Michel Sapin oświadczył, że poziom bezrobocia w tym kraju zaczął bić rekordy – osiągnął 10,2 proc. (3 mln osób). Eksperci podkreślają, że w ciągu zaledwie czterech lat liczba bezrobotnych wzrosła o prawie milion i będzie ciągle wzrastać – choćby dlatego, że masowe zwolnienia zapowiedziało już kilka wielkich koncernów (oprócz PSA Peugeot-Citroën także np. firma farmaceutyczna Sanofi, która zamierza posłać na bruk blisko tysiąc osób). Wielu komentatorów sugeruje, że Francja może niedługo dołączyć do coraz liczniejszego grona krajów eurolandu znajdujących się na skraju bankructwa.

Teledysk można obejrzeć tutaj.