Ten system nadal jest chory

Ten system nadal jest chory

W Światowy Dzień Chorego (11 lutego), jak każdego roku, Stowarzyszenie Pacjentów „Primum Non Nocere” podsumowało sytuację w systemie ochrony zdrowia.

Jak ocenia organizacja, społeczeństwo nadal ma utrudniony dostęp do leczenia finansowanego ze środków publicznych. Mimo częściowego refundowania leków, wielu pacjentów odchodzi od okienek aptecznych bez zrealizowanej recepty, bo nie stać ich na zakup drogich preparatów. Na dostęp do specjalisty czy na leczenie szpitalne częstokroć czeka się wiele miesięcy. Jedni zmuszeni są więc płacić za leczenie, inni – biedniejsi – czekać miesiącami, często w bólu i z pogarszającymi się szansami na pełne wyzdrowienie.

Co więcej, zdaniem Stowarzyszenia, zmiany prawa dotyczącego błędów i wypadków medycznych nie przyczyniły się do poprawy sytuacji poszkodowanych. Powołany Rzecznik Praw Pacjenta w swoich działaniach nie różni się znacząco od dawnego Biura Praw Pacjenta, funkcjonującego przy Ministerstwie Zdrowia. Niewydolność poprzedniego urzędu była przyczyną niezadowolenia społecznego i nacisków na powołanie Rzecznika – przypomina organizacja. Na to stanowisko awansowano jednak dyrektora Biura, który się nie sprawdził. Ponadto samo umiejscowienie Rzecznika w systemie administracji utrudnia bronienie interesów pacjenta, jeśli trzeba będzie wystąpić przeciwko instytucjom państwowym.

Kolejna kwestia poddana krytyce przez Stowarzyszenie to procedury dotyczące tzw. zdarzeń medycznych, które miały być przeniesieniem skandynawskiego systemu ubezpieczeniowego, dającego poszkodowanym środki potrzebne na leczenie i przeżycie, bez obowiązku dowodzenia winy lekarza. Ostatecznie stworzono prawo opierające się na odmiennych zasadach niż system skandynawski. W efekcie liczba spraw rozpatrywanych przez Wojewódzkie Komisje ds. Orzekania o Błędach Medycznych jest minimalna.

„Primum Non Nocere” wielokrotnie uprzedzało, iż wprowadzane w lecznictwie zmiany prawa obarczone są poważnymi błędami i nie będą skuteczne. Ocenia je jako „mające na celu wywołanie medialnego wrażenia, że coś się robi, bez realnej woli poprawy sytuacji w systemie ochrony zdrowia i poprawy sytuacji poszkodowanych pacjentów”.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

„Solidarność” wygrała z Agorą

„Solidarność” wygrała z Agorą

W gdańskim sądzie zapadł w piątek wyrok przywracający do pracy Damiana Kramskiego. Pod koniec 2011 r. należący do „Solidarności” fotoreporter „Gazety Wyborczej” nie zgodził się na podpisanie niekorzystnego aneksu do umowy i w rezultacie stracił pracę.

Wyrok Sądu Rejonowego w Gdańsku jest jeszcze nieprawomocny. – „Niemniej jednak w ustnych motywach rozstrzygnięcia przewodnicząca składu orzekającego wskazała, że proponowany aneks do umowy o pracę tytułowany przez pracodawcę »zakazem konkurencji« wedle oceny sądu jest sprzeczny z przepisami prawa pracy” – podkreśla Michał Kozicki, mecenas z NSZZ „Solidarność”, który reprezentował Kramskiego.

Przedstawiciele Agory sygnalizowali, że nie zgadzają się z wyrokiem sądu I instancji i będą apelować.

Nie podpisał – stracił pracę
Pod koniec 2011 r. fotoreporterzy „Gazety Wyborczej” w całej Polsce otrzymali do podpisania niekorzystne aneksy do umów, które zakładały zrzeczenie się praw majątkowych do zdjęć już wykonanych oraz tych, które mieli robić w przyszłości. W praktyce oznaczało to dla fotoreporterów utratę kontroli nad wieloletnim dorobkiem. Wielu z nich, w tym Damian Kramski oraz m.in. Sławomir Kamiński i Anna Bedyńska, nie zdecydowało się na podpisanie krzywdzących aneksów i w rezultacie, po trzymiesięcznym okresie wypowiedzenia, przestali pracować.

Damian Kramski to utytułowany fotoreporter z Trójmiasta. Poza „GW”, jego zdjęcia pojawiały się m.in. w „Newsweek Polska”, „Twoim Stylu”, „Polityce”, „Wprost”, „Przekroju”, „National Geographic” i „Le Monde”. Wielokrotnie nagradzany m.in. w Konkursie Polskiej Fotografii Prasowej, Grand Press Photo, BZ WBK Press Foto i Newsreportaż. Nagrodzone w ramach Newsreportażu zdjęcia, które wykonał w Afganistanie, trafiły na prestiżowy festiwalu fotografii w Perpignan.

_____

Przedruk za NSZZ „Solidarność”

Ryby i rybacy głosu nie mają

Ryby i rybacy głosu nie mają

Prezes Związku Rybaków Polskich przestrzega przed dalszą degradacją ekosystemu Morza Bałtyckiego, a także zwraca uwagę na trudny los swojej grupy zawodowej.

Jak wyjaśnia Grzegorz Hałubek w wywiadzie dla „Naszego Dziennika”, olbrzymie szwedzkie i duńskie kutry paszowe nie przestrzegają okresów ani rozmiarów ochronnych. Łowią bez żadnych ograniczeń czy kontroli, odpowiadając na światowy deficyt białka do produkcji pasz. Związek Rybaków Polskich bezskutecznie próbował przekonać unijnych decydentów, że na skutek masowego połowu szprotek większe ryby zostaną pozbawione pokarmu i dojdzie do katastrofy ekologicznej. Obecnie dorsze są już tak chude, że w zasadzie dla przetwórstwa nie stanowią żadnej wartości. Ich cena spada i wynosi już 3,5-4 zł za kilogram, podczas gdy minimalna cena określona przez ministerstwo to ok. 6 zł. Grozi nam także zagłada ssaków morskich. Foki, w obliczu braku śledzi i szprotów, które są ich naturalnym pożywieniem, z sieci rybackich wyjadają dorsze, które nie są ich typowym pokarmem.

Polityka UE względem limitów połowów jest niekonsekwentna – zauważa Hałubek. – „Choć nie było żadnych ku temu przesłanek, tegoroczny limit połowów wprawdzie chudych dorszy, które są podstawą utrzymania ok. 80 proc. rybaków na Bałtyku, KE obcięła o 9 proc. Z kolei limit połowów śledzi, których de facto nie ma z powodu rabunkowej polityki, KE podwyższyła o 28 proc. – tylko po to, żeby stworzyć jeszcze lepsze warunki pozyskiwania białka” – stwierdza. Połowy paszowe za przyzwoleniem Unii doprowadziły do zrujnowania nie tylko polskiego, ale całego rybołówstwa bałtyckiego – ocenia.

Tymczasem resort rolnictwa wprowadził dla rybaków karę nawet do 350 tys. zł za przekroczenie limitów połowowych, przy czym – jak twierdzi Hałubek – istnieją dokumenty potwierdzające, że tych przełowień nie było. – „Kwoty połowowe rozdziela UE i co ciekawe – żaden kraj na Morzu Bałtyckim, oprócz Polski, tego nie przestrzega” – podkreśla.

Polska posiada obecnie najmniejszą obok litewskiej flotę rybacką na Bałtyku. Przed wejściem do UE mieliśmy półtora tysiąca jednostek, teraz mamy siedemset. – „Rybołówstwo polskie dopłaca do interesu od dawna, ale od września 2012 r. ta działalność jest coraz bardziej deficytowa. Trudno handlować rybami bez mięsa. Niestety, do tej sytuacji doprowadziła błędna polityka KE” – podsumowuje Hałubek.

O sprawiedliwą starość

O sprawiedliwą starość

Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych apeluje do posłów o sprawiedliwość dla długoletnich pracowników i umożliwienie im przejścia na wcześniejszą emeryturę.

6 lutego br. sejmowa Komisja Polityki Społecznej i Rodziny głosami koalicji rządzącej zarekomendowała odrzucenie obywatelskiego projektu ustawy umożliwiającej przejście na emeryturę, niezależnie od wieku, osobom o szczególnie długim okresie pracy, wynoszącym co najmniej 35 lat dla kobiet i 40 dla mężczyzn. Autorzy projektu argumentują, że takie osoby odprowadzonymi składkami na Fundusz Ubezpieczeń Społecznych (ok. 20% wynagrodzenia) zdążyły już zapracować na godną starość. Celem inicjatywy było nie tylko zapewnienie sprawiedliwości społecznej, ale również zachęcenie Polek i Polaków do długotrwałego opłacania składek. OPZZ pod projektem ustawy zebrało wielokrotnie więcej podpisów niż jest to wymagane.

Okazało się, kolejny raz, że bieżące interesy fiskalne koalicji PO-PSL są ważniejsze niż prawa obywatelskie. Długoletni pracownicy będą musieli harować dalej, lub – co równie prawdopodobne – na bezrobociu oczekiwać osiągnięcia wieku emerytalnego. OPZZ zaapelowało do parlamentarzystów o odrzucenie wniosku Komisji i rozpoczęcie prac nad obywatelskim projektem. „Apelujemy o sprawiedliwość, apelujemy o godną starość dla długoletnich pracowników, by gdy zabraknie im sił do pracy lub po jej utracie nie żebrali w opiece społecznej w oczekiwaniu na wypracowaną emeryturę” – podkreślają związkowcy.

Apel można przeczytać tutaj.