Na straży składek

Na straży składek

Nie tylko Państwowa Inspekcja Pracy, ale i Zakład Ubezpieczeń Społecznych kontroluje, czy zawarte w miejscach pracy umowy cywilnoprawne są zgodne z prawem.

Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna”, ZUS coraz częściej zmienia kwalifikację prawną kontrolowanych przez siebie umów. Takie sytuacje mają miejsce zarówno w małych firmach rzemieślniczych, jak i w dużych spółkach komunalnych. Jednostki organizacyjne ZUS w Gdańsku, Elblągu, Toruniu, Bydgoszczy i Słupsku wydały ostatnio w sumie 747 decyzji stwierdzających podleganie ubezpieczeniom społecznym z tytułu pozostawania w stosunku pracy. Wcześniej były to umowy o dzieło, jednak ich przedmiot odpowiadał umowom o pracę. W tych samych oddziałach ZUS wydano także 1032 decyzje zmieniające umowy o dzieło na umowy-zlecenia. Kontrolerzy stwierdzili bowiem, że sprowadzały się one do świadczenia usług.

– „Nie ma żadnej akcji dotyczącej kontroli firm. Sprawdzanie podlegania ubezpieczeniu społecznemu jest przeprowadzane zgodnie z harmonogramem. Wyjątkowe kontrole następują tylko na sygnał, że firma łamie przepisy” – tłumaczy Jacek Dziekan, rzecznik prasowy ZUS.

Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej podkreśla, że ZUS ma prawo do sprawdzania rodzaju umów. Zostało ono zapisane w art. 86 ustawy z 13 października 1998 r. o systemie ubezpieczeń społecznych. – „ZUS jest uprawniony do weryfikowania, czy osoba niezgłoszona do ubezpieczeń społecznych ma tytuł do objęcia tymi ubezpieczeniami” – mówi Marek Bucior, wiceminister pracy. Tym samym ma prawo do sprawdzania zarówno sposobu zawarcia umów, jak i ich treści. Jeżeli ustalenia dokonane w trakcie postępowania wyjaśniającego lub kontrolnego pozwolą na stwierdzenie, że umowa została zawarta dla pozoru (art. 83 k.c.), w celu obejścia prawa (art. 58 k.c.), to firma ponosi konsekwencje. Oprócz obciążenia jej obowiązkiem zapłacenia składek, dodatkowo dochodzą odsetki od nich oraz kary.

Przypominamy, że od jakiegoś czasu pojawiają się głosy, że wszystkie rodzaje umów w sferze pracy zawodowej powinny podlegać obowiązkowi płacenia składek na FUS, ze względu na rosnącą skalę nadużyć. Premier wycofał się w ubiegłym roku z pomysłu „oskładkowania” umów o dzieło, jednak dyskusje na ten temat wciąż trwają. O pomyślne dla pracowników rozwiązania walczy m.in. NSZZ „Solidarność” za pomocą swojego projektu ustawy (pisaliśmy o tym tutaj).

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Ta woda zdrowia ci nie doda

Ta woda zdrowia ci nie doda

Komisja Europejska kieruje przeciwko Polsce pozew do Trybunału Sprawiedliwości UE za brak skutecznej ochrony wód przed azotanami.

Jak informuje KE w oficjalnym komunikacie, mimo iż stosowne wymagania dotyczące zanieczyszczeń obowiązują nasz kraj od 2004 r., Polska nadal nie wyznaczyła odpowiedniej liczby stref zagrożenia zanieczyszczeniem azotanami, ani nie podjęła środków mających na celu zwalczanie zanieczyszczeń w tych strefach. Zgodnie więc z zaleceniem komisarza ds. środowiska Janeza Potočnika Komisja wnosi przeciwko Polsce sprawę do Trybunału.

Azotany mają zasadnicze znaczenie dla wzrostu roślin i są szeroko stosowane jako nawozy, jednak ich nadmierne stężenie powoduje poważne zanieczyszczenie wody. Dyrektywa azotanowa nakłada na państwa członkowskie obowiązek wyznaczenia stref narażonych na zanieczyszczenia azotanami oraz do stosowania środków mających na celu ograniczanie zanieczyszczeń na tych obszarach oraz zapobieganie im. Środki te powinny obejmować np. wprowadzenie czasowych zakazów stosowania nawozów naturalnych i syntetycznych, zapewnienie odpowiednio pojemnych miejsc składowania nawozu naturalnego w okresach, gdy nie wolno go stosować, oraz wprowadzenie ograniczeń w zakresie stosowania nawozów.

Niemal całość obszaru Polski stanowi zlewnię Morza Bałtyckiego. Międzynarodowe dane wskazują, że nasz kraj w znacznym stopniu przyczynia się do wysokiego poziomu zawartości azotu w tym akwenie, a przeważająca część zanieczyszczeń pochodzi z rolnictwa. Mimo to jako strefy narażone na zanieczyszczenie wyznaczono tylko niewielką część terytorium Polski. Brak też odpowiednich planów działań, dlatego Komisja wywiera na nas presję.

Ponadto przepisy i plany działania, które przyjęto w odniesieniu do wyznaczonych stref, są mało precyzyjne i zawierają wiele braków, w tym przewidują zbyt krótkie czasowe zakazy stosowania nawozów oraz niedostateczne ogólne ograniczenia w kwestii nawożenia. Komisja sformułowała opinię na ten temat w listopadzie 2011 r., wzywając do podjęcia bezzwłocznych działań. I chociaż Polska zgodziła się zmienić swoje prawo, to wolne postępy prowadzonych prac i niewystarczający zakres proponowanych zmian skłoniły Komisję do wniesienia sprawy.

Spokój panuje w Polsce

Spokój panuje w Polsce

Mimo swojej trudnej sytuacji ekonomicznej Polacy niechętnie protestują. W ubiegłym roku zarejestrowano ponad 3 razy mniej strajków niż w 2011.

Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna”, powołując się na dane GUS, w 2012 r. zarejestrowano tylko 17 strajków, czyli o 36 mniej niż rok wcześniej. Pod tym względem zbliżamy się do niechętnie protestujących Skandynawów i Holendrów. Większą od nas skłonność do buntów mają m.in. Brytyjczycy (126 strajków w ubiegłym roku). Liderami w tym rankingu są Hiszpanie – protestowali prawie 700 razy.

– „Ludzie nie strajkują, bo czują się zagrożeni możliwością utraty zatrudnienia” – ocenia prof. Elżbieta Kryńska z Uniwersytetu Łódzkiego. Podobnego zdania jest prof. Juliusz Gardawski, socjolog z SGH. Podkreśla, że gdy bezrobocie rośnie, pracownicy na pełnych etatach niechętnie godzą się na strajk, bo mogliby stracić cenną formę zatrudnienia. Z kolei ci zatrudnieni na „umowach śmieciowych” (a takich jest coraz więcej) nie są zainteresowani strajkiem, bo nic im on nie daje.

Eksperci zauważają, że do mniejszej liczby strajków przyczyniają się także: spadek przynależności pracowników do związków zawodowych (obecnie należy do nich tylko 6 proc. pracowników) oraz zmniejszenie się poparcia społecznego dla akcji organizowanych przez związkowców.

Z kolei prof. Janusz Czapiński, psycholog społeczny, uważa, że protestów pracowniczych jest mało, ponieważ pierwsze symptomy spowolnienia gospodarczego uderzyły w Polaków w sposób bardzo rozproszony, tj. nie były „wycelowane” w jedną, zorganizowaną grupę zawodową czy społeczną. – „Protesty pojawiają się wówczas, gdy negatywne skutki zmian odczuwa właśnie taka grupa” – podsumowuje Czapiński.

Mokradła na wagę złota

Mokradła na wagę złota

W Boliwii powstał największy na świecie wodno-błotny obszar chroniony. Na mokradłach Llanos de Moxos występują tysiące gatunków zwierząt i roślin, z których wiele jest zagrożonych wyginięciem.

Jak informuje międzynarodowa organizacja ekologiczna WWF, nowy obszar chroniony ma powierzchnię blisko 7 mln hektarów. To tyle, ile wynosi łączna powierzchnia Belgii i Holandii. Objęte ochroną mokradła są domem dla ponad 130 gatunków ssaków, 560 gatunków ptaków, 625 gatunków ryb i co najmniej 1000 gatunków roślin. Wśród nich są także gatunki zagrożone wyginięciem, takie jak wydra olbrzymia czy boliwijski delfin rzeczny. Co równie ważne, wspomniane mokradła magazynują wody powodziowe podczas pory deszczowej, a w porze suchej zasilają lokalne rzeki.

Objęcie tego obszaru ochroną pozwoli zachować mozaikę różnych typów krajobrazu w dorzeczu Amazonii. – „Wielu ludzi kojarzy Amazonię tylko z tropikalną puszczą, a nie obszarami wodno-błotnymi. Tymczasem mokradła nie tylko wzbogacają lokalny krajobraz, ale mają także duże znaczenie kulturowe” – wyjaśnia Luis Pabón z WWF w Boliwii.

Obszarem interesują się także antropolodzy. Pierwsi ludzie pojawili się na tych terenach już blisko 3000 lat temu. Ich potomkowie mieszkają tu do dziś, utrzymując się z rolnictwa i żyjąc w harmonii z otaczającą ich przyrodą.