Kolejki bez końca

Kolejki bez końca

Choć mamy dopiero pierwszy kwartał roku, kolejki do lekarzy są niebotycznie długie.

Jak informuje RMF FM, na zoperowanie zaćmy w Olsztynie można liczyć najwcześniej za 3 lata, podobnie w przypadku pierwszej wizyty u endokrynologa we Wrocławiu. Z kolei na wizytę w Poradni Leczenia Osteoporozy w Grodzisku Mazowieckim trzeba czekać aż… 5 lat, podczas gdy informacja podana na stronie internetowej NFZ mówi o „zaledwie” 200 dniach. Podobnie wygląda sytuacja w płockiej poradni, w której najbliższy termin to październik 2014 r., a według NFZ – grudzień 2013.

Sytuacja wygląda dramatycznie właściwie w całym kraju. Na wizytę u okulisty w przychodni w podwarszawskim Pruszkowie trzeba czekać do października. Tyle samo na wizytę u kardiologa w Kozienicach, w Ciechanowie zaś do lipca, a w Warszawie od 3 do 6 miesięcy. Mowa o pierwszych wizytach, pozwalających określić rangę problemu zdrowotnego.

W Olsztynie 3 lata trzeba czekać na endoprotezoplastykę stawu biodrowego. W woj. kujawsko-pomorskim najdłuższe kolejki ustawiają się do kardiologa, także dziecięcego. Na wizytę w poradni w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Toruniu trzeba czekać ponad 200 dni, w lecznicy przy ul. Skłodowskiej – ponad 230 dni. Z kolei dostęp do alergologa będzie możliwy po ponad 135 dniach oczekiwania. W Bydgoszczy najtrudniej dostać się do okulisty – w szpitalu Biziela dorośli czekają na wizytę 200 dni, a dzieci 220. W innych poradniach miejsc na ten rok nie ma już w ogóle.

W woj. zachodniopomorskim najgorzej jest na oddziale chirurgii naczyniowej szpitala w Koszalinie – na zabieg usunięcia żylaków z nóg w przypadkach stabilnych trzeba czekać prawie 3,5 roku. Powód jest ten sam, co w wielu innych placówkach – brakuje specjalistów. Trzech lekarzy na oddziale wykonuje rocznie ponad 500 zabiegów, przy czym 90 proc. z nich dotyczy nagłych, zagrażających życiu przypadków. Z podobnym problemem boryka się Wojskowy Instytut Medyczny w Warszawie – ze względu na zbyt małą ilość środków w ramach kontraktu z NFZ przyszpitalna poradnia ortopedyczna przyjmuje właściwie wyłącznie pacjentów ze szpitalnego oddziału urazowego.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Tanio i prospołecznie

Tanio i prospołecznie

Od niedawna roczną prenumeratę „Nowego Obywatela” można mieć już za… 25 zł.

Najtańszą, a jednocześnie wyjątkowo wygodną drogą nabywania kwartalnika jest e-prenumerata. Za równowartość dużej pizzy otrzymać można cztery kolejne numery pisma w popularnych formatach EPUB i MOBI, umożliwiających lekturę na większości urządzeń mobilnych (smartfony, tablety, czytniki e-booków itd.), a ponadto – podobnie jak po wykupieniu zwykłej prenumeraty – uzyskać dostęp do wersji HTML.

Prenumerata jest jedynym sposobem nabywania „Nowego Obywatela”, które realnie wspiera finansowo edycję kolejnych numerów. O poszczególnych rodzajach prenumeraty przeczytać można tutaj.

Pracujemy za darmo?

Pracujemy za darmo?

Chociaż liczba pracodawców zalegających z wypłatą wynagrodzeń w 2012 r. zmalała, to kwoty, jakie są winni pracownikom – wzrosły, nieraz bardzo znacząco.

Jak informuje Portal Samorządowy, w ub.r. Okręgowemu Inspektoratowi Pracy w Gdańsku udało się wyegzekwować 5,157 mln zł dla 4515 pracowników. W stosunku do 2011 r. odnotowano wzrost zarówno kwoty zaległości, jak i liczby pracowników, których one dotyczyły, mimo że zmniejszyła się liczba zalegających z płatnościami pracodawców (z 1006 do 981). Według rzeczniczki prasowej OIP w Gdańsku Jolanty Zedlewskiej „znaczny wzrost zaległości płatniczych w 2012 r. to m.in. skutek upadłości pracodawców prowadzących działalność o znacznych rozmiarach i na terenie całego kraju”.

W innych województwach zaobserwowano podobne tendencje. Jedynie w woj. łódzkim suma zaległości z tytułu niewypłacenia pracownikom wynagrodzeń była zbliżona do roku 2011 – ponad 13 mln zł, jednak sama wysokość kwoty jest wciąż alarmująca.

Ponad dwukrotnie wzrosła liczba pracowników, którym dolnośląscy pracodawcy zalegali z wypłatą pensji i innych świadczeń pracowniczych.

W woj. lubuskim pracodawcy zalegali z wypłatą wynagrodzeń dla ponad 4,2 tys. osób na łączną kwotę 4,378 mln zł – o prawie 40 proc. wyższą niż w 2011 r.

W woj. lubelskim liczba przypadków niewypłacenia pensji zasadniczych lub innych składników wynagrodzenia spadła z 22 080 w 2011 r. do 19 820 w roku ubiegłym. Natomiast kwota niewypłaconych należności wyniosła 7,6 mln zł – o 60 proc. więcej. Liczba przypadków niewypłacenia podstawowego wynagrodzenia wzrosła z 3101 w 2011 r. do 4342 w roku ubiegłym.

Pracodawcy z Podkarpacia nie wypłacili pracownikom wynagrodzeń na łączną kwotę ponad 17 mln zł – było to o 7 mln zł więcej niż w 2011 r. W woj. małopolskim była to kwota blisko 18 mln zł, dwukrotnie wyższa niż rok wcześniej.

W woj. warmińsko-mazurskim odnotowano wzrost zaległości pracodawców względem pracowników o 700 tys. zł względem 2011 r. – do kwoty 3,5 mln zł. Dotknęło to 2,3 tys. pracowników w 74 zakładach pracy.

Prawie 1,2 tys. decyzji nakazujących wypłatę świadczeń wydali w Wielkopolsce inspektorzy Państwowej Inspekcji Pracy – o ponad 38 proc. więcej niż w roku 2011.

W woj. kujawsko-pomorskim w 2012 r. pracodawcy nie wypłacili w terminie wynagrodzeń na łączną kwotę 5,6 mln zł – to w porównaniu z rokiem 2011 wzrost o 7 proc. Pensji w terminie nie otrzymało 2 905 osób – o 21,8 proc. więcej.

Pracodawcy z Podlaskiego nie wypłacili w ubiegłym roku pracownikom wynagrodzeń na łączną kwotę ponad 9,8 mln zł – o 50 proc. więcej niż w 2011 r.

Najgorzej wypadło woj. pomorskie – pracodawcy nie wypłacili w terminie wynagrodzeń 6 284 osobom na łączną kwotę 15,865 mln zł. W porównaniu z rokiem 2011 jest to wzrost o 350 proc. (!). Liczba pracowników, którzy nie otrzymali w terminie świadczeń, wzrosła o 139 proc.

Szansa dla ryb i rybaków

Szansa dla ryb i rybaków

Po raz pierwszy w historii Unii Europejskiej pojawiła się realna szansa, by rybołówstwo mogło rozwijać się bez szkody dla środowiska naturalnego i z korzyścią dla rybaków.

Jak informuje Greenpeace Polska, Parlament Unii Europejskiej głosował nad przyszłością Wspólnej Polityki Rybołówstwa. Europarlamentarzyści poparli propozycję zmniejszenia połowów do 2015 r., aby umożliwić odbudowanie przetrzebionych zasobów ryb. Obecnie ponad 60% europejskich łowisk jest przełowionych, tzn. populacje ryb spadły tam do poziomu zagrażającego ich przetrwaniu. Zatwierdzono również przepisy narzucające dostosowanie wielkości flot rybackich do istniejących zasobów ryb.

Nowa WPRyb ma także promować małe rybołówstwo przybrzeżne oraz techniki połowowe o niskim wpływie na środowisko morskie. Przyjęto również regulacje, które mają doprowadzić do wyeliminowania tzw. odrzutów (wyrzucanie za burtę ryb niepotrzebnych – martwych lub umierających). Flotom europejskim nie będzie także wolno przeławiać wód pozaeuropejskich – dziś to się dzieje, np. u wybrzeży Afryki.

Obecna polityka rybołówstwa sprzyja destrukcyjnym, dużym operacjom połowowym, co doprowadziło do nadmiernego rozrostu flot unijnych, co z kolei jest przyczyną przełowienia. Choć to najpotężniejsze statki łowią większość ryb, to jednak małe jednostki rybackie stanowią ok. 80% europejskiego sektora rybołówstwa i zwykle powodują mniejsze szkody dla środowiska. W listopadzie 2012 r. w Brukseli rybacy przybrzeżni z całej Europy podpisali wspólną deklarację o przeprowadzeniu sprawiedliwej reformy WPRyb.

Irlandzka prezydencja zobowiązała się zakończyć negocjacje w sprawie reformy w czerwcu. Teraz tekst nowej Polityki musi zostać zaakceptowany przez Radę UE ds. Rolnictwa i Rybołówstwa. Główną przeszkodą na drodze do powodzenia reformy jest negatywne wobec niej stanowisko Francji i Hiszpanii. To ogromne, przemysłowe floty tych dwóch państw, szczodrze subsydiowane ze środków unijnych, są w dużej mierze odpowiedzialne za tragiczny stan mórz i żywych zasobów morskich.

O problemie przełowień i konsekwencjach m.in. dla polskich rybaków pisaliśmy niedawno tutaj.