Walczą o jakość edukacji

Walczą o jakość edukacji

Portugalscy nauczyciele protestują przeciwko pogarszającym się warunkom pracy i coraz niższym wynagrodzeniom, a także innym oszczędnościom w szkolnictwie.

Jak podaje Informacyjna Agencja Radiowa, pracownicy sektora edukacyjnego zorganizowali „tydzień żałoby i walki profesorów”, a w jego ramach pikiety, protesty, sympozja, a także odwoływanie zajęć. W ten sposób buntują się przeciw cięciom budżetowym i reformom, które nakładają na nich nowe obowiązki – przede wszystkim gotowość do przenoszenia się w razie potrzeby do innych szkół, nawet tych znacznie oddalonych (związane jest to z likwidacją wielu placówek).

Protestujący przekonują, że antykryzysowe oszczędności doprowadziły do sytuacji, w której szkołom coraz trudniej wykonywać swoją misję. Zwracają uwagę na rosnące wśród nauczycieli bezrobocie, niepewność zatrudnienia i malejące wynagrodzenia.

Wśród różnych form protestu znalazła się m.in. pikieta przed siedzibą Ministerstwa Edukacji i Nauki w Lizbonie. W styczniu podczas demonstracji 40 tys. osób z całej Portugalii domagało się dymisji szefa resortu, Nuno Crato.

Zadłużona i pogrążona w kryzysie Portugalia od niemal dwóch lat realizuje program restrykcyjnych oszczędności, także w oświacie. W 2012 r. m.in. zamknięto ok. 250 szkół podstawowych. Pracownicy portugalskich placówek edukacyjnych sprzeciwiają się nie tylko już wprowadzonym w życie cięciom, ale też wyrażają obawy w związku z zapowiadanymi kolejnymi oszczędnościami na sumę 4 miliardów euro.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Znikająca edukacja

Znikająca edukacja

Co roku z mapy kraju znika średnio ponad 300 placówek edukacyjnych. W tym roku zlikwidowanych ma zostać co najmniej dwa razy tyle.

„Dziennik Gazeta Prawna” zebrał informacje na ten temat z 16 kuratoriów. Ze wstępnych szacunków wynika, że w bieżącym roku przeznaczonych do zamknięcia jest 665 placówek, przy czym ta liczba może się jeszcze zwiększyć – decyzje w tej sprawie będą podejmowane do końca lutego.

Likwidowane są wszystkie typy placówek edukacyjnych – przedszkola, szkoły podstawowe, gimnazja, szkoły ponadgimnazjalne, a także internaty. Z sondy DGP wynika, że najwięcej placówek przeznaczonych do zamknięcia lub przekształcenia jest w woj. lubelskim – aż 90, w mazowieckim – 82, a podkarpackim – 60. W przypadku Mazowsza aż 10 z wytypowanych placówek to szkoły podstawowe, tyle samo w woj. świętokrzyskim, w Zachodniopomorskiem – 8, podobnie w woj. warmińsko-mazurskim, w woj. śląskim – 9, a w Małopolsce aż 11.

Wśród zamykanych placówek znaleźć można takie, które od lat nie prowadzą naboru, ale formalnie istnieją, a także szkoły dla dorosłych – np. licea profilowane, które zgodnie ze zmianami w strukturze szkolnictwa ponadgimnazjalnego mają zostać wygaszone do 2015 r. O likwidacji pozostałych decydują niż demograficzny i wysokie koszty utrzymania. – „Co roku dopłacamy do oświaty dwa miliony. Zdecydowaliśmy, że w dwóch podstawówkach połączymy klasy. W jednej z nich będą klasy I-III, a w drugiej IV-VI” – mówi Andrzej Zabłocki, burmistrz Witnicy (woj. lubuskie). Oszczędności uzyskane w ten sposób będą się wiązały, niestety, z ograniczeniem liczby nauczycieli.

Podobnie wygląda sytuacja w innych gminach. – „Likwidujemy jedną szkołę, bo uczy się w niej zaledwie 40 uczniów. W efekcie do jednej złotówki subwencji dokładamy drugie tyle. Uczeń kosztuje nas kilkanaście tysięcy złotych rocznie” – wylicza Jerzy Laskowski, wójt gminy Purda (powiat olsztyński).

(Niedo)czekanie na mieszkanie

(Niedo)czekanie na mieszkanie

Gminy nadal nie są w stanie zaspokoić potrzeb mieszkaniowych większości rodzin znajdujących się w trudnej sytuacji życiowej. Każdego roku lokale od samorządu otrzymuje tylko ok. 16 proc. oczekujących.

Najwyższa Izba Kontroli zbadała, jak gminy gospodarują lokalami komunalnymi i na ile zaspokajają potrzeby mieszkaniowe swoich społeczności. W zdecydowanej większości spośród 34 sprawdzonych samorządów zasoby lokalowe sukcesywnie się zmniejszały. O ile w 2009 r. gminy objęte kontrolą posiadały ogółem 329 tys. lokali (w tym 292,7 tys. lokali mieszkalnych), to 2 lata później zasób ten zmniejszył się o ponad 5 proc. To m.in. efekt wyprzedawania mieszkań (23 tys. lokali), małej liczby nowych inwestycji oraz wyłączania budynków i lokali z eksploatacji ze względów technicznych.

Na trudną sytuację miało też wpływ złe zarządzanie. W gminach brakowało pełnej i zgodnej ze stanem rzeczywistym ewidencji lokali. Część gmin nie miała wieloletnich programów gospodarowania zasobem mieszkaniowym (zawierających np. kalendarz remontów i modernizacji). Tam, gdzie takie programy były, nie realizowano ich założeń. Utrudniało to podejmowanie racjonalnych decyzji właścicielskich. Ponadto, w 2/3 skontrolowanych gmin brakowało przejrzystych zasad przy rozpatrywaniu i realizacji wniosków o najem mieszkań.

W konsekwencji liczba oczekujących na gminne mieszkanie z roku na rok rosła. W 2011 r. w skontrolowanych gminach było to już ponad 48 tys. gospodarstw domowych (o 6 proc. więcej niż w 2009). Rocznie gminy przyznawały mieszkania zaledwie 16 proc. gospodarstw starających się o najem. Reszta latami czeka na pozytywne rozpatrzenie wniosków. Rekordzista czekał bezskutecznie prawie 27 lat. W Kutnie 19 osób złożyło dokumenty jeszcze przed 2000 r.

W ciągu 2 lat liczba wyroków sądowych orzekających eksmisję (z prawem do otrzymania lokalu socjalnego) wzrosła o 1/3 (z ponad 11 tys. w 2009 r. do 15 tys. w 2011 r.). Gminy najczęściej nie radziły sobie z obowiązkiem zapewniania lokali eksmitowanym. W konsekwencji rosły kwoty odszkodowań, co dodatkowo obciążało samorządowe budżety. Tylko w skontrolowanych gminach wartość roszczeń odszkodowawczych wyniosła pod koniec 2011 r. prawie 7,5 mln zł. Było to ponad czterokrotnie więcej od sumy wypłaconej przez te samorządy w 2008 r.

NIK zauważa, że niezaspokojenie potrzeb mieszkaniowych osób o niskich dochodach jest spowodowane nie tylko brakiem pieniędzy w gminnych budżetach, ale również brakiem odpowiednich uregulowań prawnych. Do dziś nie został opracowany np. system wspierający budownictwo socjalne i rewitalizację istniejących zasobów.

Pełne wyniki kontroli można poznać tutaj.

Nasz tekst o mieszkalnictwie socjalnym i komunalnym przeczytać można w „Obywatelu” nr 44.

Ministerstwo, że szkoda gadać

Ministerstwo, że szkoda gadać

Bez ministerialnego dofinansowania z kulturalnej mapy Polski i Europy zniknie najważniejszy (a w Polsce jedyny) festiwal prezentujący sztukę pantomimy.

Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego nie przyznało dofinansowania na tegoroczną, 13. edycję Międzynarodowego Festiwalu Sztuki Mimu. Dla organizatorów i artystów oznacza to brak możliwości kontynuacji jednego z najbardziej prestiżowych festiwali tej sztuki na świecie (!). Dyrektor artystyczny imprezy Bartłomiej Ostapczuk napisał w tej sprawie list otwarty do ministra Bogdana Zdrojewskiego.

„Do roku 2012 odbyło się nieprzerwanie 12 edycji Festiwalu Sztuki Mimu. Dzięki wyjątkowemu programowi, Festiwal już dawno przekroczył granice naszego kraju. O MFSM piszą media w Europie i Stanach Zjednoczonych, a w trakcie każdej edycji dużą część widowni wypełnia publiczność międzynarodowa, która przyjeżdża do Polski specjalnie na Festiwal” – czytamy w liście.

„To na naszym festiwalu swoje słynne warsztaty prowadził sam mistrz tej sztuki Marcel Marceau. To tutaj co roku legendarny Wrocławski Teatr Pantomimy ma możliwość prezentowania swoich spektakli. To właśnie na naszym festiwalu pojawia się wiele zespołów wcześniej w Polsce nie znanych. W ramach działań towarzyszących Festiwalowi prowadzona jest jedyna w Europie Międzynarodowa Szkoła Współczesnej Pantomimy, czyli miesięczne działania edukacyjno-artystyczne: otwarte warsztaty, wykłady oraz spotkania z artystami sztuki mimu” – wylicza Ostapczuk. „Przede wszystkim jednak nasz Festiwal jest kontynuacją tradycji pantomimy, sztuki posiadającej w Polsce niezwykle silne korzenie” – podkreśla. Zauważa też, że impreza jest wspaniałą promocją naszego kraju.

Pod listem swoje poparcie zadeklarowało wielu cenionych artystów z całego świata, a także „zwykłych” miłośników kultury. Ty także możesz to zrobić – pod tym adresem.