Co za tanio, to niezdrowo

Co za tanio, to niezdrowo

W Ameryce czy Europie Zachodniej żywność nigdy nie była tak tania jak obecnie. Niestety, oznacza to także jej niższą jakość.

Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna”, przeciętna rodzina w Stanach Zjednoczonych przeznacza na żywność już tylko 6,9 proc. swojego budżetu – kilka razy mniej niż dwa pokolenia temu. W Europie Zachodniej jedzenie jest nieco droższe, ale i tak stanowi niewielką pozycję w domowych wydatkach– według OECD przeciętny Niemiec poświęca na nie już tylko 11,4 proc. dochodów. Nie oznacza to wcale, że Amerykanie czy Europejczycy jedzą mniej niż dotychczas, wręcz przeciwnie – widać to zwłaszcza w USA, gdzie nadwaga i otyłość stanowią prawdziwą plagę. Niższy udział wydatków na żywność to kwestia coraz niższych cen, na co wpływają techniki jej produkcji oraz pogarszająca się jakość – wyjaśnia Federica Zolla z COPA-COGECA, organizacji zrzeszającej europejskie rolnicze związki zawodowe i organizacje spółdzielcze.

Przykładowo, w ciągu ostatnich 40 lat globalna produkcja kukurydzy potroiła się. Wydajność wzrosła dzięki nowym odmianom ziarna, inżynierii genetycznej, bardziej efektywnym nawozom, intensywnemu nawadnianiu. To samo dzieje się z chowem bydła i produkcją mleka – ostatnie dziesięciolecia to okres stosowania sterydów, wysokoenergetycznych pasz, zdobyczy inżynierii genetycznej. Z kolei w przetwórstwie spożywczym stosuje się na potęgę „sztuczne” składniki. To wszystko ma oczywiście poważne konsekwencje zdrowotne.

Jak zastrzega jednak Andrew Chapple z Institute of Food Research w Londynie, jest to wina nie tylko producentów żywności, nastawionych na maksymalizację zysku, ale i samych ludzi, którzy żyją w pośpiechu i jedzą „byle co”. Przeciętny Amerykanin spędza przy stole łącznie zaledwie 70 minut dziennie – co trzeci ma poważną nadwagę. W Polsce na jedzenie poświęcamy już 90 minut, a otyli stanowią 12 proc. społeczeństwa. Natomiast w Japonii, gdzie na konsumowanie posiłków poświęca się dwie godziny w ciągu doby, otyli stanowią zaledwie 4 proc. ludności.

Kolejna negatywna konsekwencja niskich cen żywności to jej marnotrawienie. Według ekspertów prestiżowej londyńskiej Institution of Mechanical Engineers każdego roku na świecie powstaje ok. 4 mld ton jedzenia, z czego aż jedna trzecia, a może nawet połowa, jest wyrzucana lub niszczona zanim jeszcze trafi do konsumentów. Np. całkowicie przydatne do spożycia owoce w ogóle nie trafiają do handlu, bo nie mają „odpowiedniego” rozmiaru czy wyglądu. – „Dziś w zachodniej Europie rolnicy niszczą od 20 do 40 proc. warzyw i owoców, które są absolutnie zdatne do konsumpcji” – podkreśla Tristian Stuart ze stowarzyszenia „Feeding the 5000”. Organizacja stara się przekonać sieci handlowe, producentów żywności, ale i samych konsumentów do zmiany tych nieracjonalnych obyczajów.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Zobaczyć niewidzialnych

Zobaczyć niewidzialnych

Po raz pierwszy w Polsce odbył się spis osób bezdomnych. Jego wyniki mają posłużyć opracowaniu programu przeciwdziałania bezdomności i wsparcia osób dotkniętych tym problemem.

Jak informuje „Nasz Dziennik”, Ogólnopolskie Badania Ilości Osób Bezdomnych przeprowadzili pracownicy ośrodków pomocy społecznej, policjanci, strażnicy miejscy i wolontariusze. Liczba bezdomnych w kraju nie była znana – nikt wcześniej nie podejmował zorganizowanej akcji mającej na celu ich policzenie. Tymczasem problem jest poważny, według niezweryfikowanych szacunków w całej Polsce może być ok. 40 tys. takich osób (to średniej wielkości miasto).

Spis prowadzono m.in. w ogrzewalniach, noclegowniach, zakładach karnych, pustostanach, domkach i altankach działkowych, szpitalach oraz hospicjach. Podczas badania pytano m.in. o wiek, płeć, wykształcenie i doświadczenie zawodowe osób bezdomnych. Wyniki ankiety mają pokazać rzeczywistą skalę bezdomności w poszczególnych regionach, a także odpowiedzieć na pytanie o jej przyczyny. Ankieterzy ustalili, że do najczęstszych powodów należą: rozpad rodziny, odrzucenie przez najbliższych, uzależnienie od alkoholu.

Jak wynika ze spisu, tylko na Podkarpaciu bezdomnych jest co najmniej 1,1 tys. Najwięcej osób bez adresu i zameldowania żyje w większych miastach regionu. W Rzeszowie spisujący dotarli do ok. dwustu bezdomnych, podobnie w Sanoku i Przemyślu. Wśród bezdomnych na Podkarpaciu mężczyźni stanowią zdecydowaną większość – 914 (kobiety – 147, dzieci – 14). Jednak jak podkreślają osoby zajmujące się tym problemem, faktyczna liczba osób bez dachu nad głową jest znacznie większa, bo mimo różnych form pomocy wielu bezdomnych pozostaje poza systemem opieki.

Wyniki spisu z poszczególnych regionów najpóźniej do 26 kwietnia mają trafić do organizatora akcji – Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej. Posłużą opracowaniu programu przeciwdziałania bezdomności i wsparcia osób nią dotkniętych. Kolejne badania będą przeprowadzane systematycznie co 2 lata.

Walczą o jakość edukacji

Walczą o jakość edukacji

Portugalscy nauczyciele protestują przeciwko pogarszającym się warunkom pracy i coraz niższym wynagrodzeniom, a także innym oszczędnościom w szkolnictwie.

Jak podaje Informacyjna Agencja Radiowa, pracownicy sektora edukacyjnego zorganizowali „tydzień żałoby i walki profesorów”, a w jego ramach pikiety, protesty, sympozja, a także odwoływanie zajęć. W ten sposób buntują się przeciw cięciom budżetowym i reformom, które nakładają na nich nowe obowiązki – przede wszystkim gotowość do przenoszenia się w razie potrzeby do innych szkół, nawet tych znacznie oddalonych (związane jest to z likwidacją wielu placówek).

Protestujący przekonują, że antykryzysowe oszczędności doprowadziły do sytuacji, w której szkołom coraz trudniej wykonywać swoją misję. Zwracają uwagę na rosnące wśród nauczycieli bezrobocie, niepewność zatrudnienia i malejące wynagrodzenia.

Wśród różnych form protestu znalazła się m.in. pikieta przed siedzibą Ministerstwa Edukacji i Nauki w Lizbonie. W styczniu podczas demonstracji 40 tys. osób z całej Portugalii domagało się dymisji szefa resortu, Nuno Crato.

Zadłużona i pogrążona w kryzysie Portugalia od niemal dwóch lat realizuje program restrykcyjnych oszczędności, także w oświacie. W 2012 r. m.in. zamknięto ok. 250 szkół podstawowych. Pracownicy portugalskich placówek edukacyjnych sprzeciwiają się nie tylko już wprowadzonym w życie cięciom, ale też wyrażają obawy w związku z zapowiadanymi kolejnymi oszczędnościami na sumę 4 miliardów euro.

Znikająca edukacja

Znikająca edukacja

Co roku z mapy kraju znika średnio ponad 300 placówek edukacyjnych. W tym roku zlikwidowanych ma zostać co najmniej dwa razy tyle.

„Dziennik Gazeta Prawna” zebrał informacje na ten temat z 16 kuratoriów. Ze wstępnych szacunków wynika, że w bieżącym roku przeznaczonych do zamknięcia jest 665 placówek, przy czym ta liczba może się jeszcze zwiększyć – decyzje w tej sprawie będą podejmowane do końca lutego.

Likwidowane są wszystkie typy placówek edukacyjnych – przedszkola, szkoły podstawowe, gimnazja, szkoły ponadgimnazjalne, a także internaty. Z sondy DGP wynika, że najwięcej placówek przeznaczonych do zamknięcia lub przekształcenia jest w woj. lubelskim – aż 90, w mazowieckim – 82, a podkarpackim – 60. W przypadku Mazowsza aż 10 z wytypowanych placówek to szkoły podstawowe, tyle samo w woj. świętokrzyskim, w Zachodniopomorskiem – 8, podobnie w woj. warmińsko-mazurskim, w woj. śląskim – 9, a w Małopolsce aż 11.

Wśród zamykanych placówek znaleźć można takie, które od lat nie prowadzą naboru, ale formalnie istnieją, a także szkoły dla dorosłych – np. licea profilowane, które zgodnie ze zmianami w strukturze szkolnictwa ponadgimnazjalnego mają zostać wygaszone do 2015 r. O likwidacji pozostałych decydują niż demograficzny i wysokie koszty utrzymania. – „Co roku dopłacamy do oświaty dwa miliony. Zdecydowaliśmy, że w dwóch podstawówkach połączymy klasy. W jednej z nich będą klasy I-III, a w drugiej IV-VI” – mówi Andrzej Zabłocki, burmistrz Witnicy (woj. lubuskie). Oszczędności uzyskane w ten sposób będą się wiązały, niestety, z ograniczeniem liczby nauczycieli.

Podobnie wygląda sytuacja w innych gminach. – „Likwidujemy jedną szkołę, bo uczy się w niej zaledwie 40 uczniów. W efekcie do jednej złotówki subwencji dokładamy drugie tyle. Uczeń kosztuje nas kilkanaście tysięcy złotych rocznie” – wylicza Jerzy Laskowski, wójt gminy Purda (powiat olsztyński).