Metody odbudowy w Yorkshire

Metody odbudowy w Yorkshire

Przedstawiciele „Solidarności” oraz angielskich związków zawodowych GMB spotkali się w Yorkshire, żeby omówić najlepsze praktyki służące budowie siły związku.

Wiodącymi tematami były: organizowanie pracowników oraz szkolenia podnoszące kwalifikacje liderów związkowych. Delegacja „Solidarności” poznała wiele ciekawych rozwiązań dotyczących kampanii organizowania pracowników, funkcjonowania organizacji zakładowych, związkowych inicjatyw społecznych czy programów edukacyjnych. Związek reprezentowali: Tadeusz Majchrowicz, zastępca przewodniczącego Komisji Krajowej, oraz szefowie działów rozwoju Związku, Kacper Stachowski i szkoleń, Janusz Zabiega.

– „W 1980 roku, kiedy rodziła się »S« nasi partnerzy z GMB mieli podobne problemy jak nasze obecnie, antypracowniczy rząd, zwalczanie związków zawodowych, bierna postawa części związkowców, a w efekcie spadek uzwiązkowienia. Wtedy koledzy z GMB przekonali się, że związek trzeba budować oddolnie. Władze najwyższego szczebla podjęły niezwykle trudne i bolesne decyzje, napotykali na duży opór swoich struktur, ale dziś po dwudziestu latach odnotowują sukces, gdyż nastąpił wzrost uzwiązkowienia o 20%” – wyjaśnia Tadeusz Majchrowicz.

GMB jest związkiem z ponad stuletnią tradycją, który po rządach Margaret Thatcher na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych mocno stracił na uzwiązkowieniu. W ostatnich dwudziestu latach organizacja testowała wiele metod odbudowy swojej siły, niejednokrotnie przekonując się, że wiele inicjatyw w żaden sposób nie rozwija związku. Najskuteczniejszym rozwiązaniem okazuje się stałe inwestowanie w organizatorów związkowych, czyli osoby, które spotykając się z pracownikami wspierają ich przy organizowaniu się w związek zawodowy – aktualnie GMB zatrudnia ponad 200 organizatorów (na 600 pracujących tam osób). Do GMB należy obecnie ok. 610 tys. członków.

_____

Przedruk za stroną NSZZ „Solidarność”

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Zobaczyć niewidzialnych

Zobaczyć niewidzialnych

Po raz pierwszy w Polsce odbył się spis osób bezdomnych. Jego wyniki mają posłużyć opracowaniu programu przeciwdziałania bezdomności i wsparcia osób dotkniętych tym problemem.

Jak informuje „Nasz Dziennik”, Ogólnopolskie Badania Ilości Osób Bezdomnych przeprowadzili pracownicy ośrodków pomocy społecznej, policjanci, strażnicy miejscy i wolontariusze. Liczba bezdomnych w kraju nie była znana – nikt wcześniej nie podejmował zorganizowanej akcji mającej na celu ich policzenie. Tymczasem problem jest poważny, według niezweryfikowanych szacunków w całej Polsce może być ok. 40 tys. takich osób (to średniej wielkości miasto).

Spis prowadzono m.in. w ogrzewalniach, noclegowniach, zakładach karnych, pustostanach, domkach i altankach działkowych, szpitalach oraz hospicjach. Podczas badania pytano m.in. o wiek, płeć, wykształcenie i doświadczenie zawodowe osób bezdomnych. Wyniki ankiety mają pokazać rzeczywistą skalę bezdomności w poszczególnych regionach, a także odpowiedzieć na pytanie o jej przyczyny. Ankieterzy ustalili, że do najczęstszych powodów należą: rozpad rodziny, odrzucenie przez najbliższych, uzależnienie od alkoholu.

Jak wynika ze spisu, tylko na Podkarpaciu bezdomnych jest co najmniej 1,1 tys. Najwięcej osób bez adresu i zameldowania żyje w większych miastach regionu. W Rzeszowie spisujący dotarli do ok. dwustu bezdomnych, podobnie w Sanoku i Przemyślu. Wśród bezdomnych na Podkarpaciu mężczyźni stanowią zdecydowaną większość – 914 (kobiety – 147, dzieci – 14). Jednak jak podkreślają osoby zajmujące się tym problemem, faktyczna liczba osób bez dachu nad głową jest znacznie większa, bo mimo różnych form pomocy wielu bezdomnych pozostaje poza systemem opieki.

Wyniki spisu z poszczególnych regionów najpóźniej do 26 kwietnia mają trafić do organizatora akcji – Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej. Posłużą opracowaniu programu przeciwdziałania bezdomności i wsparcia osób nią dotkniętych. Kolejne badania będą przeprowadzane systematycznie co 2 lata.

Walczą o jakość edukacji

Walczą o jakość edukacji

Portugalscy nauczyciele protestują przeciwko pogarszającym się warunkom pracy i coraz niższym wynagrodzeniom, a także innym oszczędnościom w szkolnictwie.

Jak podaje Informacyjna Agencja Radiowa, pracownicy sektora edukacyjnego zorganizowali „tydzień żałoby i walki profesorów”, a w jego ramach pikiety, protesty, sympozja, a także odwoływanie zajęć. W ten sposób buntują się przeciw cięciom budżetowym i reformom, które nakładają na nich nowe obowiązki – przede wszystkim gotowość do przenoszenia się w razie potrzeby do innych szkół, nawet tych znacznie oddalonych (związane jest to z likwidacją wielu placówek).

Protestujący przekonują, że antykryzysowe oszczędności doprowadziły do sytuacji, w której szkołom coraz trudniej wykonywać swoją misję. Zwracają uwagę na rosnące wśród nauczycieli bezrobocie, niepewność zatrudnienia i malejące wynagrodzenia.

Wśród różnych form protestu znalazła się m.in. pikieta przed siedzibą Ministerstwa Edukacji i Nauki w Lizbonie. W styczniu podczas demonstracji 40 tys. osób z całej Portugalii domagało się dymisji szefa resortu, Nuno Crato.

Zadłużona i pogrążona w kryzysie Portugalia od niemal dwóch lat realizuje program restrykcyjnych oszczędności, także w oświacie. W 2012 r. m.in. zamknięto ok. 250 szkół podstawowych. Pracownicy portugalskich placówek edukacyjnych sprzeciwiają się nie tylko już wprowadzonym w życie cięciom, ale też wyrażają obawy w związku z zapowiadanymi kolejnymi oszczędnościami na sumę 4 miliardów euro.

Znikająca edukacja

Znikająca edukacja

Co roku z mapy kraju znika średnio ponad 300 placówek edukacyjnych. W tym roku zlikwidowanych ma zostać co najmniej dwa razy tyle.

„Dziennik Gazeta Prawna” zebrał informacje na ten temat z 16 kuratoriów. Ze wstępnych szacunków wynika, że w bieżącym roku przeznaczonych do zamknięcia jest 665 placówek, przy czym ta liczba może się jeszcze zwiększyć – decyzje w tej sprawie będą podejmowane do końca lutego.

Likwidowane są wszystkie typy placówek edukacyjnych – przedszkola, szkoły podstawowe, gimnazja, szkoły ponadgimnazjalne, a także internaty. Z sondy DGP wynika, że najwięcej placówek przeznaczonych do zamknięcia lub przekształcenia jest w woj. lubelskim – aż 90, w mazowieckim – 82, a podkarpackim – 60. W przypadku Mazowsza aż 10 z wytypowanych placówek to szkoły podstawowe, tyle samo w woj. świętokrzyskim, w Zachodniopomorskiem – 8, podobnie w woj. warmińsko-mazurskim, w woj. śląskim – 9, a w Małopolsce aż 11.

Wśród zamykanych placówek znaleźć można takie, które od lat nie prowadzą naboru, ale formalnie istnieją, a także szkoły dla dorosłych – np. licea profilowane, które zgodnie ze zmianami w strukturze szkolnictwa ponadgimnazjalnego mają zostać wygaszone do 2015 r. O likwidacji pozostałych decydują niż demograficzny i wysokie koszty utrzymania. – „Co roku dopłacamy do oświaty dwa miliony. Zdecydowaliśmy, że w dwóch podstawówkach połączymy klasy. W jednej z nich będą klasy I-III, a w drugiej IV-VI” – mówi Andrzej Zabłocki, burmistrz Witnicy (woj. lubuskie). Oszczędności uzyskane w ten sposób będą się wiązały, niestety, z ograniczeniem liczby nauczycieli.

Podobnie wygląda sytuacja w innych gminach. – „Likwidujemy jedną szkołę, bo uczy się w niej zaledwie 40 uczniów. W efekcie do jednej złotówki subwencji dokładamy drugie tyle. Uczeń kosztuje nas kilkanaście tysięcy złotych rocznie” – wylicza Jerzy Laskowski, wójt gminy Purda (powiat olsztyński).