Korupcja pod tablicą

Korupcja pod tablicą

Wykryto, iż w ramach tzw. umów współpracy dyrektorzy szkół zobowiązują się, że w zamian za np. sprzęt komputerowy podległa im placówka będzie korzystać wyłącznie z podręczników danego wydawnictwa.

Jak informuje „Rzeczpospolita”, Fundacja Europejska Inicjatywa Obywatelska – Polska Bez Korupcji w kilka miesięcy dotarła do ponad 1 tys. takich umów. Na ich podstawie do szkół lub samych dyrektorów (!) trafiały najczęściej netbooki, laptopy, komputery stacjonarne i tablice interaktywne. W niektórych przypadkach cena przekazywanego przez wydawnictwa sprzętu sięgała kilkunastu tys. zł.

Zebrane materiały fundacja przekazała do resortu edukacji, Najwyższej Izby Kontroli, a w ponad 30 przypadkach najbardziej bulwersujących umów zostały także skierowane zawiadomienia do prokuratury. W 10 przypadkach śledczy podjęli sprawę. Zareagowały też kuratoria oświaty – lubelskie i opolskie wystosowały ostre komunikaty do dyrektorów przestrzegające przed konsekwencjami łapownictwa; śląskie, małopolskie i podkarpackie zapowiedziały, iż przeprowadzą kontrole w szkołach. Z kolei władze Kołobrzegu zakazały szkołom przyjmowania sprzętu elektronicznego od wydawców.

Prof. Antoni Kamiński, były prezes Transparency International Polska, nie pozostawia wątpliwości, że tego typu umowy naruszają zapisy ustawy o systemie oświaty. – „Bez wątpienia dyrektorzy nie mają uprawnień do podpisywania takich umów i wszyscy, którzy je podpisali, powinni ponieść konsekwencje dyscyplinarne. O wyborze podręcznika decyduje nauczyciel na podstawie wartości merytorycznej, a nie korzyści dla szkoły” – podkreśla prof. Kamiński.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Wesołe jest życie… ubezpieczyciela

Wesołe jest życie… ubezpieczyciela

Otwarte Fundusze Emerytalne pobrały w 2012 r. od przyszłych emerytów ponad 1,3 mld zł opłat. Od początku działalności – przeszło 16 mld zł.

O tyle mniej pieniędzy trafiło na konta emerytalne – informuje Wyborcza.biz, przytaczając dane z najnowszego raportu Komisji Nadzoru Finansowego. Po odliczeniu kosztów (m.in. rachunków telefonicznych, wynagrodzeń pracowników i czynszów w biurowcach) w kasie zarządzających OFE w 2012 r. zostało aż 715 mln zł czystego zysku – o 16 proc. więcej niż rok wcześniej. Cała branża od wprowadzenia reformy emerytalnej zarobiła „na czysto” już ponad 6 mld zł.

– „Ubiegłoroczny wynik oznacza, że rentowność tego biznesu przekracza 50 proc. Proszę mi wskazać inną branżę, w której jest taka wysoka” – mówi wysoki urzędnik Ministerstwa Finansów, pragnący zachować anonimowość. – „Dla porównania w przypadku banków rentowność wynosi średnio kilkanaście procent” – wskazuje z kolei Sebastian Buczek z Quercus TFI.

Mimo wysokich zysków towarzystwa emerytalne nie zamierzają obniżyć prowizji pobieranych od przyszłych emerytów. Z każdej wpłacanej przez klientów składki zabierają 3,5 proc. (Polsat i Allianz – 3,4 proc.). Początkowo prowizje sięgały nawet 10 proc., jednak w następstwie długotrwałego nacisku społecznego parlament odgórnie je zmniejszył: w 2004 r. do 7 proc., a w 2010 r. do wspomnianych 3,5 proc. Przy każdej obniżce towarzystwa straszyły przyszłych emerytów groźbą bankructwa. Jak widać, do niczego takiego nie doszło, a instytucje finansowe nadal zarabiają krocie na oszczędnościach Polaków. Z roku na rok dochody firm emerytalnych rosną, m.in. dzięki wzrostowi aktywów, którymi zarządzają. Poza opłatą od składki towarzystwa pobierają bowiem również opłatę za zarządzanie – do 0,54 proc. rocznie od wszystkich zgromadzonych w OFE oszczędności.

Smaczny rozwój gospodarczy

Smaczny rozwój gospodarczy

Podjęto starania w celu utworzenia w woj. pomorskim Regionalnej Izby Gospodarczej Żywności Naturalnej i Tradycyjnej.

Jak informuje Portal Samorządowy, inicjatorami powołania instytucji są urząd marszałkowski woj. pomorskiego oraz Pomorski Ośrodek Doradztwa Rolniczego w Gdańsku. Jej celem będzie wspieranie producentów żywności naturalnej, tradycyjnej i produkowanej w ramach systemów jakości. Dyrektor PODR Aleksander Mach przyznał, że rozmowy na ten temat trwają od kilku lat, a obecne starania to już druga próba utworzenia izby. Do jej powołania potrzeba co najmniej 50 producentów. Idea utworzenia izby jest propagowana podczas szkoleń nt. produkcji i sprzedaży spożywczych produktów lokalnych i regionalnych. W szkoleniach organizowanych w każdym z szesnastu powiatów regionu łącznie ma uczestniczyć ponad 300 osób.

Zdaniem Macha „ludzie są coraz bardziej zainteresowani zdrową żywnością, jest moda na zdrowie, omijanie chemii, dobre nawyki żywieniowe”. Według szacunków PODR w woj. pomorskim działa ok. 800 producentów żywności lokalnej i tradycyjnej oraz ok. 600 gospodarstw ekologicznych, a zainteresowanie rolników przejściem na „naturalny” sposób produkcji wciąż się zwiększa.

Edyta Klasa z urzędu marszałkowskiego poinformowała, że dzięki powołaniu izby możliwe byłoby utworzenie w Gdańsku stałego punktu sprzedaży żywności lokalnej. Rozważane jest jego powstanie w Garnizonie Kultury, czyli w kompleksie powstającym na terenie b. jednostki wojskowej przy ul. Słowackiego we Wrzeszczu.

Nie z nami ten feudalizm

Nie z nami ten feudalizm

Związkowcy krytykują planowane przez rząd zmiany w Kodeksie pracy. W ich rezultacie „będziemy pracować przez 26 tygodni z rzędu, po 12 godzin na dobę!” – przestrzegają.

Jak informuje portal Money.pl, wśród propozycji zmian w ustawie znalazło się m.in. wydłużenie okresu rozliczeniowego czasu pracy do 12 miesięcy, co oznacza, że przedsiębiorcy będą mogli dużo później niż dotychczas oddać pracownikom dni wolne w zamian za przepracowane nadgodziny albo pracę w weekendy i święta. Projekt przewiduje ponadto zmianę definicji doby pracowniczej, ułatwienia we wprowadzaniu przerywanego czasu pracy, wydłużenie niepłatnej przerwy w pracy oraz obniżenie stawek za pracę ponadwymiarową (za pracę w nocy, niedzielę lub święto zatrudniony otrzyma dodatkowo 80 proc., a nie 100 proc. wynagrodzenia, a za nadgodziny w pozostałe dni – dodatek w wysokości 30 proc. zamiast 50 proc. płacy).

– „Ten projekt jest skandaliczny i całkowicie nie do przyjęcia” – ocenia Piotr Duda, przewodniczący NSZZ „Solidarność”. – „Nie doszliśmy do porozumienia na Komisji Trójstronnej i będziemy w tej sprawie nadal protestować” – zapowiada. Przekonuje, że proponowane przez rząd zmiany w prawie są sprzeczne z unijną dyrektywą dotyczącą czasu pracy. Podkreśla, że już przy czteromiesięcznym okresie rozliczeniowym dochodzi do licznych nadużyć. – „Jeżeli te zmiany wejdą w życie, staniemy się pracownikami na żądanie” – oburza się Duda. – „Obliczyliśmy, że w skrajnych przypadkach zgodna z prawem będzie praca 26 tygodni dzień w dzień, po 12 godzin na dobę”.

Wśród planowanych przez resort pracy zmian pojawił się też pomysł korzystny dla pracowników. O dopłaty z budżetu państwa do funduszu płac będą mogły się ubiegać firmy, które udokumentują swoją trudną sytuację finansową i konieczność zwolnień. Publiczne środki miałyby pomóc w utrzymaniu miejsc pracy, pod warunkiem ich rzeczywistego zachowania. – „Trwają dyskusje nad wysokością dopłat, ale nie mogę jeszcze podać żadnych kwot. Dotacje byłyby przeliczane na jednego pracownika i zależne od okresu utrzymania miejsc pracy przez pracodawcę” – mówi poseł Adam Szejnfeld, który kieruje sejmową komisją nadzwyczajną rozpatrującą projekty tzw. ustaw deregulacyjnych.

Minister pracy Władysław Kosiniak-Kamysz wspominał w mediach o kwocie 400 mln zł. Przeznaczenie tych środków na utrzymanie miejsc pracy ma być dla państwa bardziej korzystne niż finansowanie zasiłków dla rosnącej rzeszy bezrobotnych. W tej chwili bez pracy jest już ponad 14 proc. Polaków, czyli aż 2,3 mln osób. Z dopłat mogłoby skorzystać nawet 15 proc. działających w Polsce przedsiębiorstw. Jak wynika z danych firmy Manpower, która regularnie bada perspektywy zatrudnienia w kraju, właśnie taki odsetek pracodawców planuje zwolnienia w I kwartale 2013 r. Łącznie pracę stracić może nawet 300 tys. osób.