Zdrowie za kratkami

Zdrowie za kratkami

Stan techniczny budynków i pomieszczeń, w których leczeni są więźniowie, pozostawia wiele do życzenia. Przestarzały jest też sprzęt diagnostyczny. Jeśli więzienne zakłady opieki zdrowotnej nie zostaną dostosowane do nowych przepisów, będą musiały zostać zamknięte.

Jak informuje Najwyższa Izba Kontroli, niemal połowa skontrolowanych zakładów karnych nie stosowała się do zaleceń nadzoru budowlanego lub inspekcji sanitarnej. Np. Areszt Śledczy w Białymstoku nie przeprowadził przeglądu i nie zmodernizował przeciwpożarowej instalacji hydrantowej, mimo że jej uszkodzenia stanowiły potencjalne zagrożenie dla zdrowia lub życia ludzi. Kierownicy jednostek karnych wyjaśniali, że stało się tak z powodu ograniczonych środków finansowych. W latach 2010-2011 pula na inwestycje dotyczące podmiotów leczniczych stanowiła zaledwie 0,1 proc. wydatków więziennictwa ogółem (140,6 tys. zł). W 2010 r. w więziennej służbie zdrowia nie zrealizowano żadnej inwestycji, a w 2011 r. rozpoczęto dwa zadania inwestycyjne, które kontynuowano w 2012 r.

W skontrolowanych przez NIK placówkach usługi medyczne świadczone były często w oparciu o zużyty i słaby sprzęt diagnostyczny. Blisko połowa urządzeń została oddana do użytku przed rokiem 2000. W 11 zakładach aparaty rentgenowskie były przestarzałe i nie przechodziły wymaganych przeglądów technicznych. Stanowiły tym samym realne zagrożenie dla zdrowia personelu medycznego oraz pacjentów.

W aż 15 z 17 skontrolowanych zakładów więziennych pomieszczenia, w których udzielano świadczeń zdrowotnych, nie spełniały określonych przepisami wymogów, zarówno pod względem ich stanu sanitarnego, jak i wyposażenia. Np. w przypadku Aresztu Śledczego we Wrocławiu zastrzeżenia dotyczyły 51 pomieszczeń (w tym gabinetu przyjęć, sal chorych i izolatek w szpitalu psychiatrycznym). Koszty dostosowania i wyposażenia tych pomieszczeń oszacowano na 216 tys. zł.

Według wstępnych szacunków Centralnego Zarządu Służby Więziennej dostosowanie wszystkich więziennych zakładów leczniczych do obowiązujących wymagań pochłonie ok. 60 mln zł. Uzasadnione jest przypuszczenie, że kwota ta może być większa. Jeśli jednak więzienne zakłady opieki zdrowotnej nie zostaną dostosowane do nowych przepisów, będą musiały zostać zamknięte.

Ograniczone środki na inwestycje w więziennej służbie zdrowia w latach 2010-2011 oraz brak wykwalifikowanego personelu już przyczyniły się do likwidacji niektórych jednostek leczniczych. W badanym okresie zamknięto 10 placówek radiologicznych, co jest szczególnie niepokojące w kontekście rosnącej zachorowalności na gruźlicę wśród osadzonych. Zgodnie z przepisami każda osoba przyjmowana do zakładu więziennego musi poddać się badaniu RTG klatki piersiowej. Obowiązkowe są też okresowe badania osadzonych. Tymczasem NIK stwierdziła, że badania RTG wykonywane były często z opóźnieniem lub wcale.

Cały raport znaleźć można tutaj.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

By dało się przeżyć starość

By dało się przeżyć starość

Jak dowiedział się „Dziennik Gazeta Prawna”, rząd zgodzi się na propozycję związkowców, którzy chcą przymusowego opłacania składek na ubezpieczenia społeczne od wszystkich umów-zleceń. Zdaniem ministra pracy dzięki takiemu rozwiązaniu pracownicy będą mieli wyższe emerytury.

Zespół problemowy ds. ubezpieczeń społecznych Komisji Trójstronnej „wziął na warsztat” przygotowany przez NSZZ „Solidarność” projekt nowelizacji ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych. Związkowcy postulują oprócz zaostrzenia zasad oskładkowania zleceń m.in. rozszerzenie obowiązkowych ubezpieczeń na umowy o dzieło oraz by członkowie rad nadzorczych otrzymujący za swoją pracę wynagrodzenie przymusowo opłacali składki emerytalne, rentowe i wypadkowe, o ile nie są ubezpieczeni z innego tytułu. Kolejną propozycją jest zniesienie obecnie obowiązującej hierarchii kolejności powstania obowiązku opłacania składek, tak by przypadku zbiegu kilku tytułów danina na rzecz ZUS była odprowadzana od każdej umowy. – „To rozwiązanie zachęci firmy do zatrudniania pracowników na podstawie umowy o pracę. Równocześnie takim osobom ułatwi to odłożenie pieniędzy na przyszłe świadczenia” – wyjaśnia Wiesława Taranowska, wiceprzewodnicząca OPZZ.

Obecnie ponieważ oskładkowana jest pierwsza umowa, zazwyczaj jest ona podpisywana na niewielką kwotę, a dopiero kolejne odpowiadają prawdziwym zarobkom zleceniobiorcy. – „Zmiana spowoduje, że osoby wykonujące pracę na podstawie umów cywilnoprawnych uzyskają w przyszłości wyższe wypłaty z ZUS” – mówi Władysław Kosiniak-Kamysz, minister pracy i polityki społecznej. Dodaje, że zmiany ograniczą ponadto możliwość manipulowania umowami przez pracodawców w taki sposób, aby wysokość należności na rzecz Funduszu Ubezpieczeń Społecznych była jak najniższa.

Solidarne oszczędności

Solidarne oszczędności

W gminie Działdowo samorządowcy obniżyli swoje uposażenia o 10 procent. Publiczna kasa zaoszczędziła w ten sposób 60 tys. zł, które wykorzystano na ograniczenie cięć w wymiarze zatrudnienia pracownic miejscowych świetlic.

Niedawno pisaliśmy o radnych Jasienicy, którzy w dobie kryzysu „zaciskanie pasa” zaczęli od siebie. Tym razem dobry przykład dali radni i wyżsi urzędnicy (np. kierownicy jednostek samorządu) gminy Działdowo – informuje portal moje-dzialdowo.pl. – „Nie spinał nam się budżet i musieliśmy zastosować cięcia zarówno w administracji, jak i w naszych jednostkach – między innymi w świetlicach. Panie w listopadzie otrzymały sygnał, że możliwe, że będzie sytuacja gorsza i będą zatrudnione na pół etatu” – relacjonuje wójt Paweł Cieśliński. Ze strony radnych gminy padł pomysł, by brakujących pieniędzy poszukać we własnych kieszeniach: zaproponowali obniżenie swoich diet o 10 proc., dzięki czemu cięcia będą dla świetliczanek mniej bolesne. Podobnie postąpili urzędnicy oraz wójt. – „Zrezygnowaliśmy z części własnego wynagrodzenia i w ten oto sposób udało się ponad 60 tys. zł na ten rok uzbierać, po to, żeby zwiększyć zatrudnienie wszystkich pań zatrudnionych w świetlicach z pół do trzech czwartych etatu. Dzięki temu mają lepsze zabezpieczenie finansowe, a sześć godzin w świetlicy jest zapewnione. Myślę, że to będzie z korzyścią dla naszych mieszkańców. Myślę, że to dobry pomysł i dobra inicjatywa. My jako kierownicy może mamy nieco wyższe dochody niż inni, więc się nimi podzielmy” – powiedział wójt. Zapowiedział też, że jeśli w przyszłych latach będzie taka możliwość finansowa, poziom zatrudnienia i wynagrodzenia w świetlicach będą podnoszone.

Wójt Cieśliński podkreślił, że inicjatywa pojawiła się na skutek dobrowolnej deklaracji wszystkich objętych nią osób.

Liberałowie z 1001 nocy

Liberałowie z 1001 nocy

W ciągu ostatnich czterech lat zyski polskich przedsiębiorstw wzrosły o 65 proc., a fundusz wynagrodzeń brutto zwiększył się zaledwie o 15 proc. Mantrę liberalnych ekonomistów o wysokich kosztach pracy w naszym kraju należy włożyć między bajki – przekonuje „Solidarność”.

Jak zauważa NSZZ „Solidarność” Regionu Śląsko-Dąbrowskiego, skomplikowany sposób naliczania wynagrodzeń w Polsce, w dodatku obciążonych kilkoma składkami o zróżnicowanej wysokości, sprawia, że wśród pracodawców i pracowników panuje przekonanie, że koszty pracy są zbyt wysokie. Tymczasem są one niższe niż w wielu państwach Unii Europejskiej. Kancelaria Sedlak & Sedlak, korzystając z danych Eurostatu, przeanalizowała godzinowe koszty pracy w krajach Europy Środkowo-Wschodniej: w Polsce w 2011 r. wynosiły one 7,1 euro – mniej niż na Węgrzech (7,6), w Estonii (8,1), Słowacji (8,4), Czechach (10,5) i Słowenii (14,4). Mniejsze koszty pracy niż u nas są tylko na Łotwie (5,9), Litwie (5,5), w Rumunii (4,2) i Bułgarii (3,5), przy czym w tych dwóch ostatnich krajach są one najniższe w Europie.

Zdaniem prof. Mieczysława Kabaja z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych dyskusja o kosztach pracy bez uwzględnienia innych wskaźników ekonomicznych – jak wydajność pracy czy udział kosztów pracy w Produkcie Krajowym Brutto – nie ma sensu. – „Obciążenie PKB kosztami związanymi z zatrudnieniem w latach 2000-2011 spadło z ponad 40 proc. do 36 proc. To znaczy, że relatywnie koszty pracy zmniejszyły się. Stało się tak dlatego, że w tym okresie szybciej rosła wydajność” – ocenia prof. Kabaj. Podkreśla, że wydajność pracy zwiększyła się o 44 proc., a wynagrodzenia jedynie o 29 proc. Średnia udziału kosztów związanych z zatrudnieniem w PKB dla całej UE wynosi 50 proc. Niższy niż w Polsce ten odsetek jest tylko w Grecji (34,2 proc.).

Najlepiej dla pracowników byłoby, gdyby wydajność pracy i wynagrodzenia rosły równomiernie. – „Gdyby między wydajnością pracy a przeciętnymi wynagrodzeniami zachowana była relacja, która występuje w Unii Europejskiej, przeciętne wynagrodzenia w Polsce byłyby znacznie wyższe i w 2011 r. wynosiłyby ok. 5 tys. zł” – dodaje prof. Kabaj.

Naukowiec zwraca też uwagę, że w ciągu 4 ostatnich lat, czyli w okresie spowolnienia gospodarczego, łączne zyski przedsiębiorstw wzrosły o 65 proc., z 63 do 104 mld zł. Natomiast fundusz wynagrodzeń brutto w tym czasie zwiększył się tylko o 15 proc. – „Nastąpiło przesunięcie między zyskami a wynagrodzeniami. Byłoby to korzystne, gdyby polscy przedsiębiorcy inwestowali swoje zyski. Niestety inwestycje spadają, mimo że zasoby finansowe polskich przedsiębiorstw wynoszą 200 mld zł” – podkreśla prof. Kabaj.