Koniec cięć! Praca dla młodych!

Koniec cięć! Praca dla młodych!

Europejska Konfederacja Związków Zawodowych wystosowała stanowisko w związku ze szczytem Rady Europejskiej w Brukseli.

Ekonomiczne i społeczne skutki kryzysu (m.in. gwałtowny wzrost bezrobocia, spadek bezpieczeństwa w zatrudnieniu, pogłębienie nierówności) osiągnęły w wielu krajach UE granice tego, co jest społecznie akceptowane – czytamy na stronie OPZZ. Z tego powodu Europejska Konfederacja Związków Zawodowych (ETUC) organizuje europejski wiec, w nawiązaniu do posiedzenia Rady Europejskiej, aby wezwać do zakończenia polityki cięć oraz skupienia się na zatrudnieniu, zwłaszcza dla osób młodych. Wzrost gospodarczy i zwiększenie zatrudnienia są niezbędne, aby przywrócić zaufanie do Unii Europejskiej – zauważają związkowcy. Ogłoszenie wydane przez Radę w grudniu 2012 r., zgodnie z którym władze europejskie będą dążyły do wzmocnienia społecznego wymiaru Unii Gospodarczej i Walutowej, w tym dialogu społecznego, wywołało uzasadnione oczekiwania wśród pracowników, którzy obecnie coraz częściej zaczynają myśleć, że „Europa jest częścią problemu, a nie częścią rozwiązania”.

Polityka oszczędnościowa wepchnęła niektóre kraje w recesję – zwraca uwagę Bernadette Ségol, sekretarz generalna EKZZ. – „Oszczędności doznały porażki. Nie udało się obniżyć deficytu, a miały druzgocący efekt społeczny i gospodarczy. Cięcia dokonywane na ślepo, w kontekście recesji gospodarczej, tylko pogorszyły sytuację. To poszerzyło nierówności i dodatkowo zwiększyło presję na obniżenie ochrony miejsc pracy. Z powodu kryzysu modele społeczne są nieustannie celem ataku. Wszędzie w Europie zatrudnienie staje się niepewne, a płace są obniżane” – powiedziała Ségol.

EKZZ opracowała konkretne propozycje w formie Kontraktu Socjalnego dla Europy. Domaga się zmiany kursu, z uwzględnieniem trwałego ożywienia, oraz większej liczby miejsc pracy dobrej jakości, opartych na planie inwestycyjnym w wysokości co najmniej 1% europejskiego PKB w każdym roku. W oparciu o stosunki pracy i dialog społeczny, zabezpieczenie społeczne oraz usługi publiczne, europejski model społeczny jest dla konkurencyjności i wzrostu źródłem wsparcia, a nie przeszkodą – podkreślają związkowcy.

O protestach podczas szczytu, który odbył się w dniach 14-15 marca, pisaliśmy tutaj.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Zdrowie za kratkami

Zdrowie za kratkami

Stan techniczny budynków i pomieszczeń, w których leczeni są więźniowie, pozostawia wiele do życzenia. Przestarzały jest też sprzęt diagnostyczny. Jeśli więzienne zakłady opieki zdrowotnej nie zostaną dostosowane do nowych przepisów, będą musiały zostać zamknięte.

Jak informuje Najwyższa Izba Kontroli, niemal połowa skontrolowanych zakładów karnych nie stosowała się do zaleceń nadzoru budowlanego lub inspekcji sanitarnej. Np. Areszt Śledczy w Białymstoku nie przeprowadził przeglądu i nie zmodernizował przeciwpożarowej instalacji hydrantowej, mimo że jej uszkodzenia stanowiły potencjalne zagrożenie dla zdrowia lub życia ludzi. Kierownicy jednostek karnych wyjaśniali, że stało się tak z powodu ograniczonych środków finansowych. W latach 2010-2011 pula na inwestycje dotyczące podmiotów leczniczych stanowiła zaledwie 0,1 proc. wydatków więziennictwa ogółem (140,6 tys. zł). W 2010 r. w więziennej służbie zdrowia nie zrealizowano żadnej inwestycji, a w 2011 r. rozpoczęto dwa zadania inwestycyjne, które kontynuowano w 2012 r.

W skontrolowanych przez NIK placówkach usługi medyczne świadczone były często w oparciu o zużyty i słaby sprzęt diagnostyczny. Blisko połowa urządzeń została oddana do użytku przed rokiem 2000. W 11 zakładach aparaty rentgenowskie były przestarzałe i nie przechodziły wymaganych przeglądów technicznych. Stanowiły tym samym realne zagrożenie dla zdrowia personelu medycznego oraz pacjentów.

W aż 15 z 17 skontrolowanych zakładów więziennych pomieszczenia, w których udzielano świadczeń zdrowotnych, nie spełniały określonych przepisami wymogów, zarówno pod względem ich stanu sanitarnego, jak i wyposażenia. Np. w przypadku Aresztu Śledczego we Wrocławiu zastrzeżenia dotyczyły 51 pomieszczeń (w tym gabinetu przyjęć, sal chorych i izolatek w szpitalu psychiatrycznym). Koszty dostosowania i wyposażenia tych pomieszczeń oszacowano na 216 tys. zł.

Według wstępnych szacunków Centralnego Zarządu Służby Więziennej dostosowanie wszystkich więziennych zakładów leczniczych do obowiązujących wymagań pochłonie ok. 60 mln zł. Uzasadnione jest przypuszczenie, że kwota ta może być większa. Jeśli jednak więzienne zakłady opieki zdrowotnej nie zostaną dostosowane do nowych przepisów, będą musiały zostać zamknięte.

Ograniczone środki na inwestycje w więziennej służbie zdrowia w latach 2010-2011 oraz brak wykwalifikowanego personelu już przyczyniły się do likwidacji niektórych jednostek leczniczych. W badanym okresie zamknięto 10 placówek radiologicznych, co jest szczególnie niepokojące w kontekście rosnącej zachorowalności na gruźlicę wśród osadzonych. Zgodnie z przepisami każda osoba przyjmowana do zakładu więziennego musi poddać się badaniu RTG klatki piersiowej. Obowiązkowe są też okresowe badania osadzonych. Tymczasem NIK stwierdziła, że badania RTG wykonywane były często z opóźnieniem lub wcale.

Cały raport znaleźć można tutaj.

Niedotrzymana obietnica

Niedotrzymana obietnica

Program dotyczący tzw. schetynówek nie spełnia swojej funkcji, w efekcie zwłaszcza mniejsze gminy nie mają szans na realizację lokalnych inwestycji drogowych – alarmuje wójt Bytnicy.

List w tej sprawie napisał do wojewody lubuskiego – informuje Portal Samorządowy. Leszek Olgrzymek przypomniał w nim m.in., że Narodowy Program Przebudowy Dróg Lokalnych stał się jedyną możliwością realizacji inwestycji drogowych. Bytnica, podobnie jak inne gminy z woj. lubuskiego, wzięła udział w naborze wniosków do nowej edycji programu, ogłoszonej 1 września 2012 r. Na zatwierdzonej przez wojewodę liście rankingowej widnieją 23 wnioski, a Bytnica znalazła się na 9. miejscu. Kwota przeznaczona na dotacje była wyższa od kwot wnioskowanych o 7,37 mln zł, stąd – jak pisze wójt – należałoby przyjąć, że wszystkie 23 projekty otrzymają wsparcie i będą realizowane. Jednak już po ogłoszeniu wstępnej listy rankingowej na podstawie rozporządzenia ministra została wprowadzona zmiana w programie, przewidująca zwiększenie poziomu dofinansowania z 30 do 50 proc., zmniejszenie środków na dotacje o połowę oraz ogłoszenie naboru uzupełniającego. W rezultacie według uzupełnionej listy rankingowej nastąpiło zwiększenie wnioskowanych dotacji z poziomu 13,93 mln zł do 23,70 mln zł, co przy jednoczesnym zmniejszeniu środków umożliwia uzyskanie wsparcia jedynie pierwszym 8 wnioskodawcom z listy.

„Z uwagi na duże koszty inwestycji drogowych i, co za tym idzie, uzależnienie ich realizacji od możliwości uzyskania dofinansowania, zamiast potencjalnych 23 inwestycji drogowych w woj. lubuskim zostanie zrealizowanych jedynie 8. Gmina Bytnica po naborze uzupełniającym również znalazła się poza alokacją środków, co w kontekście podpisania z Lasami Państwowymi porozumienia o wspólnej wieloetapowej realizacji inwestycji drogowej stawia nas w niezwykle trudnej pozycji ze względu na zobowiązanie do realizacji kolejnego etapu i brak wystarczających środków w budżecie gminy” – czytamy w liście do wojewody.

Ponadto, większość gmin po ogłoszeniu wstępnej listy rankingowej poczyniła pewne kroki polegające m.in. na dokonaniu zmian w budżetach, przygotowaniach do ogłoszenia przetargów czy poinformowaniu społeczności lokalnej o prawdopodobnym otrzymaniu dotacji. „Wynika to z tego, iż przy dofinansowaniu wynoszącym 30 proc. kosztów inwestycji wnioski złożyły jedynie gminy zdeterminowane, gdzie planowane inwestycje drogowe nie są już tylko potrzebne, ale konieczne do wykonania. Zmiana zasad, po zatwierdzeniu listy rankingowej, ujawniła niezwykłą niepewność programu, która naraziła gminy na znaczne koszty finansowe i społeczne. Oczywiście można mówić o pewności dopiero po podpisaniu umowy, jednak do tej pory jasne zasady programu nie pozostawiały wątpliwości co do gwarancji otrzymania dotacji” – argumentuje wójt.

By dało się przeżyć starość

By dało się przeżyć starość

Jak dowiedział się „Dziennik Gazeta Prawna”, rząd zgodzi się na propozycję związkowców, którzy chcą przymusowego opłacania składek na ubezpieczenia społeczne od wszystkich umów-zleceń. Zdaniem ministra pracy dzięki takiemu rozwiązaniu pracownicy będą mieli wyższe emerytury.

Zespół problemowy ds. ubezpieczeń społecznych Komisji Trójstronnej „wziął na warsztat” przygotowany przez NSZZ „Solidarność” projekt nowelizacji ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych. Związkowcy postulują oprócz zaostrzenia zasad oskładkowania zleceń m.in. rozszerzenie obowiązkowych ubezpieczeń na umowy o dzieło oraz by członkowie rad nadzorczych otrzymujący za swoją pracę wynagrodzenie przymusowo opłacali składki emerytalne, rentowe i wypadkowe, o ile nie są ubezpieczeni z innego tytułu. Kolejną propozycją jest zniesienie obecnie obowiązującej hierarchii kolejności powstania obowiązku opłacania składek, tak by przypadku zbiegu kilku tytułów danina na rzecz ZUS była odprowadzana od każdej umowy. – „To rozwiązanie zachęci firmy do zatrudniania pracowników na podstawie umowy o pracę. Równocześnie takim osobom ułatwi to odłożenie pieniędzy na przyszłe świadczenia” – wyjaśnia Wiesława Taranowska, wiceprzewodnicząca OPZZ.

Obecnie ponieważ oskładkowana jest pierwsza umowa, zazwyczaj jest ona podpisywana na niewielką kwotę, a dopiero kolejne odpowiadają prawdziwym zarobkom zleceniobiorcy. – „Zmiana spowoduje, że osoby wykonujące pracę na podstawie umów cywilnoprawnych uzyskają w przyszłości wyższe wypłaty z ZUS” – mówi Władysław Kosiniak-Kamysz, minister pracy i polityki społecznej. Dodaje, że zmiany ograniczą ponadto możliwość manipulowania umowami przez pracodawców w taki sposób, aby wysokość należności na rzecz Funduszu Ubezpieczeń Społecznych była jak najniższa.