Na razie – ostrzeżenie

Na razie – ostrzeżenie

Ćwierć miliona pracowników sektora publicznego w Wielkiej Brytanii zorganizowało 24-godzinny strajk ostrzegawczy. Domagają się podwyżek pensji i emerytur, a także poprawy warunków pracy.

Jak informuje Wyborcza.biz, strajk został zorganizowany przez jeden z największych związków zawodowych, PCS. Wzięli w nim udział pracownicy sądów, urzędów celnych w portach i na lotniskach, urzędów skarbowych i biur pośrednictwa pracy. Akcja objęła demonstracje, m.in. pod siedzibą parlamentu. – „To nie jest jednodniowy protest, tylko start dużego programu ostrzegawczych strajków, aby przekonać rząd, by w końcu zaczął z nami rozmawiać” – powiedział Marek Serwotka, sekretarz generalny PCS. – „Już dwa lata temu ostrzegaliśmy, że polityka zaciskania pasa się nie sprawdzi i mieliśmy rację. Jest alternatywa dla obniżania poziomu życia dla ciężko pracujących ludzi z sektora publicznego i chcemy o tym głośno powiedzieć” – dodał.

Strajki zapowiedziały również związki zawodowe zrzeszające nauczycieli. Według National Union of Teachers weźmie w nich udział kilkaset tysięcy pedagogów, którzy będą walczyć w ten sposób przede wszystkim o podwyżki płac.

Miarą kryzysu społecznego jest m.in. to, że obecnie stopa bezrobocia w Wielkiej Brytanii wynosi 7,8 proc., a w okresie od listopada do stycznia liczba osób bez pracy zwiększyła się o 7 tys. Szczególnie kiepsko wygląda sytuacja młodych ludzi w wieku 16-24 lata – zajęcia nie ma 993 tys. młodych, a stopa bezrobocia w tej grupie wynosi 21,2 proc.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Bez szans na 1. urodziny

Bez szans na 1. urodziny

W Polsce umiera znacznie więcej niemowlaków niż na Zachodzie. W naszej części Europy lepszą sytuację pod tym względem mają nie tylko Czechy i Estonia, ale też Białoruś. W światowych zestawieniach wypadamy identycznie jak biedna Kuba.

Jak informuje Wirtualna Polska, wskaźnik umieralności niemowląt różni się w zależności od źródła danych. Według GUS, w 2011 r. w Polsce przed ukończeniem pierwszego roku życia umierało 4,72 dzieci na 1000 urodzonych (w sumie swoich pierwszych urodzin nie doczekało 1836 niemowląt). Z danych Banku Światowego wynika, że wskaźnik ten wynosił 5,8 (co lokuje nas na niskim, 30. miejscu w Europie i 37. na świecie.). ONZ zaś przyznaje nam 38. pozycję w rankingu światowym. W Europie lepiej niż w Polsce jest nie tylko w krajach zachodnich, ale także na Białorusi, Litwie i w Chorwacji.

Najkorzystniej – i porównywalnie do państw Europy Zachodniej – wypadają województwa: mazowieckie, wielkopolskie i opolskie, które mają wskaźniki od 3,4 do 3,8. Szczególnie zła jest natomiast sytuacja w woj. śląskim i zachodniopomorskim (wskaźniki na poziomie odpowiednio 6 i 6,1). Wysoka umieralność niemowląt utrzymuje się tam od wielu lat. Niechlubny rekord wśród największych miast biją Katowice, w których aż jedno na sto dzieci umiera przed ukończeniem pierwszego roku życia – maluchy mają tam statystycznie mniejsze szanse na przeżycie niż te rodzące się w Libanie czy Chile.

– „W zachodniopomorskim mamy jednocześnie większą częstość niskiej masy urodzeniowej i więcej urodzeń pozamałżeńskich. Być może wyjaśnia to większe ryzyko zgonu. Urodzenia pozamałżeńskie mogą świadczyć też o gorszych warunkach społecznych, w których rodzą się dzieci” – mówi dr Paweł Goryński z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego. Z kolei dr Katarzyna Szamotulska z Instytutu Matki i Dziecka zauważa, że umieralność może być związana m.in. z organizacją systemu opieki zdrowotnej, a ta w Polsce jest gorsza niż na Zachodzie. – „Gdy matka jest zaniepokojona, nie może czekać przez miesiąc na wizytę u lekarza, potrzebuje pomocy natychmiast. W Warszawie 80 proc. kobiet w ciąży korzysta z prywatnej opieki medycznej” – stwierdza dr Szamotulska. – „Być może w Polsce zbyt mało środków przeznacza się na opiekę okołoporodową. Nie widzę żadnego specjalnego programu dofinansowanego z pieniędzy publicznych” – dodaje dr Goryński i wskazuje na przykład Portugalii, która w latach 50. XX w. miała gorsze wskaźniki niż Polska w tym samym czasie, a dziś – dzięki poprawie opieki nad niemowlętami – nie tylko nas wyprzedziła, ale jest lepsza od średniej unijnej.

Pociągi muszą zniknąć

Pociągi muszą zniknąć

PKP Polskie Linie Kolejowe wymuszają na przewoźnikach cięcia połączeń.

Spółka PKP Polskie Linie Kolejowe opublikowała listę linii, które od grudnia 2013 r. poddane zostaną „optymalizacji”, czyli – mówiąc po polsku – zamknięte. W sumie z ruchu wyłączonych zostanie 2 tys. km linii. Choć zarządca infrastruktury kolejowej mówi o „wariancie łagodnym”, to w praktyce oznacza on zamknięcie jednej dziesiątej dzisiejszej, liczącej 19,2 tys. km sieci kolejowej, która jeszcze w 1990 r. liczyła 26,2 tys. km, a w 2000 r. 22,6 km.

Remigiusz Paszkiewicz, prezes spółki PKP Polskie Linie Kolejowe – który z koleją po raz pierwszy zawodowo zetknął się w kwietniu 2012 r. – oświadczył że skrócenie sieci kolejowej obejmie „linie, po których przez ostatnie lata nie przejechał żaden pociąg lub inne, na których przejeżdża zaledwie kilka tygodniowo”, dodając, że są to „odcinki linii kolejowych, na których brak jest zainteresowania ze strony przewoźników lub jest ono znikome”.

Ruch znikomy, czyli intensywny

Prawda jest jednak taka, że na liście linii przeznaczonych do zamknięcia spółka PKP PLK umieściła ciągi z intensywnym ruchem kolejowym. Mowa między innymi o linii Bielsko-Biała Główna – Kalwaria Zebrzydowska Lanckorona, którą w obecnym rozkładzie jazdy w ciągu doby kursują w sumie 24 pociągi Kolei Śląskich oraz Przewozów Regionalnych. Na tej linii leżą takie ośrodki jak Kęty (19 tys. mieszkańców), Andrychów (21,2 tys. mieszkańców), powiatowe Wadowice (19,3 tys. mieszkańców) i liczące 12,1 tys. mieszkańców Kozy, najludniejsza wieś w Polsce.

Tylko na linii Bielsko-Biała – Kalwaria Zebrzydowska Lanckorona wyłączenie ruchu oznaczać będzie odcięcie od kolei kilkudziesięciu tysięcy potencjalnych pasażerów. Co więcej, linia ta ma istotne znaczeniu z punktu widzenia spójności sieci kolejowej – łączy ona bowiem ciągi Kraków – Zakopane i Katowice – Bielsko-Biała – Żywiec – Zwardoń. Spójność sieci ucierpi tym bardziej, że z końcem 2013 r. ma zostać zamknięta również linia Żywiec – Sucha Beskidzka, równoległa do ciągu z Bielska-Białej do Kalwarii Zebrzydowskiej. Oznacza to zamknięcie wszystkich beskidzkich linii łączących trasy Kraków – Zakopane oraz Katowice – Zwardoń. Decyzja ta natychmiast zemści się w przypadku konieczności wytyczenia objazdów spowodowanych pracami remontowymi, wypadkiem czy jakąkolwiek poważniejszą awarią.

Do wyłączenia wyznaczony został również odcinek z Bielska-Białej do Skoczowa, co łącznie z zamknięciem linii z Bielsko-Biała – Kalwaria Zebrzydowska Lanckorona składa się na przekształcenie Bielska-Białej z czterokierunkowego węzła kolejowego w zaledwie przelotową stację na linii Katowice – Zwardoń.

Za mało linii? Będzie jeszcze mniej

Kolejna linia z intensywnym ruchem, którą spółka PKP Polskie Linie Kolejowe pod koniec tego roku zamierza zamknąć to ciąg Fosowskie – Borowiany, którym na odcinku Fosowskie – Zawadzkie kursuje obecnie 18 pociągów pasażerskich na dobę. Odcinek Fosowskie – Borowiany to ponadto fragment trasy z Tarnowskich Gór do Fosowskiego, wybiegającej z Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego na zachód. Dodajmy, że jest to ciąg równoległy do rozebranego przed kilkoma laty odcinka Zabrze Biskupice – Pyskowice. Związek Niezależnych Przewoźników Kolejowych w raporcie „Wąskie gardła na polskiej sieci kolejowej” z maja 2012 r. alarmował o problemach z przepustowością przy wyjeździe pociągów towarowych z okręgu górnośląskiego w kierunku zachodnim. „Decyzja o rozbiórce odcinka Zabrze Biskupice – Pyskowice okazała się pochopna”, czytamy w raporcie ZNPK. „Przewoźnicy wskazują na pilną potrzebę całościowej odbudowy odcinka Zabrze Biskupice – Pyskowice w standardzie linii magistralnej, dwutorowej i zelektryfikowanej”.

Spółka PKP PLK, zamiast jednak wsłuchać się w oczekiwania przewoźników, serwuje im wyłączenie kolejnego ciągu umożliwiającego wyjazd z Górnego Śląska w kierunku zachodnim.

PKP Polskie Linie Kolejowe zamierzają zamknąć dla pociągów również takie linie Jelenia Góra – Lwówek Śląski, Munina – Horyniec-Zdrój, Szczytno – Ełk czy Tomaszów Mazowiecki – Opoczno, na których dziś prowadzony jest ruch pociągów pasażerskich. De facto zarządca infrastruktury kolejowej wymusza na organizujących przewozy samorządach wojewódzkich oraz na przewoźnikach zlikwidowanie aktualnie realizowanych połączeń i odcięcie od transportu kolejowego kolejnych tysięcy obywateli w różnych regionach Polski.

Po planowanym na grudzień 2013 r. wyłączeniu ruchu na 2 tys. km sieci kolejowej do długiej listy miast pozbawionych pociągów pasażerskich dołączą między innymi Andrychów, Kęty, Lubaczów, Lwówek Śląski, Opoczno, Pisz, Ruciane-Nida czy Wadowice.

Kolejna twarz monopolisty

PKP Polskie Linie Kolejowe zapewniły, iż „propozycje optymalizacji sieci konsultowane są z władzami wojewódzkimi”. Według informacji podanych przez PKP PLK w połowie lutego takie konsultacje odbyły się w grudniu w województwie mazowieckim czy w styczniu w województwie opolskim. Przedstawiciele samorządów tych województw o żadnych konsultacjach jednak nie słyszeli.

Joanna Czechowicz-Bieniek z Urzędu Marszałkowskiego Województwa Mazowieckiego powiedziała portalowi „Rynek Kolejowy”, że decyzje dotyczące wyłączenia mazowieckich linii Siedlce – Sokołów Podlaski oraz Ostrołęka – Małkinia podjęte zostały przez PKP PLK „bez opinii i konsultacji z samorządami lokalnymi czy wojewódzkimi“. Podobne głosy napłynęły także z innych regionów: – Samorząd województwa opolskiego nie był informowany przez zarządcę infrastruktury o planach wyłączenia z eksploatacji linii Fosowskie – Tarnowskie Góry – powiedziała Violetta Ruszczewska z Urzędu Marszałkowskiego Województwa Opolskiego, dodając, że leżący na wyznaczonej do zamknięcia linii dworzec w Zawadzkim stanowi lokalne centrum przesiadkowe, gdzie pociągi komunikowane są z autobusami, a linia ma ponadto duże znaczenie dla miejscowych zakładów przemysłowych Koltram, Izostal oraz Walcowni Rur Andrzej.

W tej sytuacji zapewnienia spółki PKP PLK o tym, że przy ocenie znaczenia linii przeznaczonych do zamknięcia pod uwagę wzięta została „istotność okoliczności społeczno-gospodarczych określana przy użyciu indeksu na podstawie indywidualnej oceny rozważanych odcinków” sprowadzają się co najwyżej do mało śmiesznego żartu.

Decyzja o zamknięciu 2 tys. km linii kolejowych to ukazanie się kolejnej twarzy monopolisty zarządzającego infrastrukturą kolejową. Spółka PKP Polskie Linie Kolejowe nie tylko dyktuje przewoźnikom wysokie ceny za korzystanie z sieci kolejowej, której większość znajduje się w dostatecznym i niezadowalającym stanie technicznym, ale ponadto zmusza swoich klientów do wycofania pociągów z linii, na których chcą oni prowadzić przewozy.

Karol Trammer

Tekst pierwotnie ukazał się w dwumiesięczniku „Z Biegiem Szyn”, nr 64, marzec-kwiecień 2012; http://www.zbs.net.pl

Bankowcy popuszczają pasa

Bankowcy popuszczają pasa

Z danych Komisji Nadzoru Finansowego wynika, że zeszły rok był najbardziej dochodowy w historii polskiej bankowości. Łączny zysk banków szacowany jest na 16,1 mld zł.

Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, sektor finansowy wypracował niebotyczne zyski, mimo iż od dobrych kilku kwartałów klienci niechętnie się zapożyczają – sprzedaż kredytów hipotecznych spadła aż o 20 proc., a i gotówkowych jest na niewiele lepszym poziomie.

Większość kwoty zysku – aż 14,3 mld zł – uzyskano dzięki prowizjom pobieranym od klientów z tytułu prowadzenia rachunków, udzielania kredytów czy obsługi kart płatniczych. Czasami opłaty są nieracjonalnie wysokie, np. zaświadczenie potrzebne do rozliczenia ulgi odsetkowej może kosztować nawet 100 zł. Ponadto, banki wzbogacają się odpowiednio manewrując marżą odsetkową, czyli różnicą między odsetkami wypłaconymi klientom a zainkasowanymi z oprocentowania kredytów; w zeszłym roku wyniosła ona rekordowe 35,5 mld zł (dla porównania, w 2009 r. – 26,3 mld zł). Nie bez znaczenia było także zmniejszenie kosztów o 7 proc. (dane ze stycznia br.), co uczyniono głównie poprzez zwolnienia pracowników, np. w Banku Handlowym w Warszawie SA posady straciło 590 osób.

Pomimo obniżek stóp procentowych i spowolnienia gospodarczego w pierwszym miesiącu 2013 r. banki wypracowały zysk netto w wysokości 1,75 mld zł (o jedną piątą więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej).