Przemysł wysokich lotów

Przemysł wysokich lotów

Zdaniem uczestników konferencji na temat krajowego przemysłu lotniczego, ten sektor naszej gospodarki ma potencjał, by stać się polską specjalnością w Europie. Na razie wykorzystujemy jedną piątą swoich możliwości w tym zakresie.

Jak informuje portal wnp.pl, konferencja została zorganizowana w Warszawie przez Polską Agencję Informacji i Inwestycji Zagranicznych. W latach 2007-2012 przy jej pomocy sfinalizowano 8 inwestycji zagranicznych z sektora lotniczego o łącznej wartości 187 mln euro. Dzięki nim powstało 1268 nowych miejsc pracy – powiedział Adam Małecki, wicedyrektor Departamentu Inwestycji Zagranicznych PAIiIZ.

Inwestycje w sektorze lotniczym na świecie stanowią ok. 1 proc. wszystkich inwestycji. Polska zalicza się pod tym względem do czołówki. Według FDI Intelligence, w 2011 r. nasz kraj był szóstą najlepszą lokalizacją dla inwestycji lotniczych w Europie. A może być jeszcze lepiej. – „Polska zaledwie w 20 proc. wykorzystuje potencjał lotniczy, tj. dobrze rozwinięty rynek poddostawców, ale przede wszystkim istniejącą kadrę inżynierów i licznych absolwentów uczelni, nastawionych na kształcenie specjalistów” – stwierdził Nicola Bianco, dyrektor zarządu PZL Świdnik, spółki z włoskiej grupy AgustaWestland. Z kolei Ivan Valcuende, członek zarządu EADS PZL Warszawa-Okęcie, stwierdził, że cała Polska, nie tylko jedna czy dwie Doliny Lotnicze, ma szansę stać się liderem w sektorze lotniczym w Europie.

Z debaty wynikało, że warunkiem dalszego rozwoju przemysłu lotniczego jest nie tylko ugruntowanie przewagi nad innymi rynkami wschodzącymi, lecz także rozwój potencjału badawczo-rozwojowego oraz oferowanie własnych projektów i rozwiązań. – „Musimy rozwijać innowacyjność i inwencyjność polskich pracowników” – stwierdził Wojciech Łuczak, wiceprezes zarządu Agencji Lotniczej „Altair”. O możliwościach naszych inżynierów świadczy chociażby ich spory wkład w powstanie wchodzących wkrótce do produkcji w PZL Świdnik trzech nowych typów helikopterów.

– „Usługi B+R [prace badawczo-rozwojowe] w lotnictwie rozwijają się w Polsce także dlatego, że usługi inżynieryjne są tańsze niż na Zachodzie. Ale według indeksu »B« OECD, żeby zainwestować w Polsce w B+R, trzeba dołożyć 2 centy, tymczasem inwestorzy w Czechach mogą liczyć na zwrot wtedy 27 centów, a we Francji 45 centów” – podkreślił Michał Turczyk, starszy menedżer Aerospace & Defence Desk w Deloitte Polska. Według niego oraz m.in. Pawła Poncyljusza, członka zarządu Avio Polska, to od odpowiedniej polityki rządu zależy zarówno dalszy los przemysłu lotniczego, jak i utrwalenie istniejących obecnie 25 tys. miejsc pracy w tym sektorze.

I tylko strasznie szkoda, że choć miejsca pracy i myśl techniczna są rodzime, działające w kraju firmy lotnicze w większości należą do zagranicznego kapitału…

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Wszystko dla dobra akcjonariuszy

Wszystko dla dobra akcjonariuszy

PGE wycofuje się z wartej 11,6 mld zł inwestycji w Opolu. Przekreślenie planów budowy dwóch nowych bloków energetycznych, opalanych węglem kamiennym, to nie tylko cios dla regionu, ale i zagrożenie dla bezpieczeństwa energetycznego całego kraju.

Jak informuje Wyborcza.biz, inwestycję w Opolu miało realizować konsorcjum firm Rafako, Polimex Mostostal i Mostostal Warszawa. Decyzja zarządu PGE o wycofaniu się z projektu czyni go niewykonalnym. „Zmiany na rynku energetycznym oraz w otoczeniu makroekonomicznym ograniczyły efektywność ekonomiczną tej inwestycji dla PGE (…). Przeprowadzone analizy wskazują, że ze względu na portfel wytwórczy PGE, oparty głównie na węglu brunatnym, oraz inne projekty inwestycyjne prowadzone w Grupie PGE, kontynuowanie Projektu Opole II nie przyniosłoby wzrostu wartości dla akcjonariuszy” – wyjaśnia spółka w komunikacie.

Jeszcze niedawno minister skarbu Mikołaj Budzanowski przekonywał, że to strategiczna inwestycja w energetykę konwencjonalną zwłaszcza dla południowo-zachodniej części kraju. W podobnym tonie wypowiadał się wicepremier Janusz Piechociński. – „Nowe bloki w Opolu są bardzo istotne, bo do 2020 roku będziemy wyłączać blisko 6,5 tys. MW, przede wszystkim ze źródeł węglowych, stąd w oparciu także o węgiel musi być podtrzymywany pewien potencjał” – mówił w rozmowie ze stacją TVN CNBC.

Zdaniem komentatorów, decyzja nie jest do końca zaskoczeniem – o skasowaniu opolskiej inwestycji spekulowano już wtedy, gdy prezes PGE Krzysztof Kilian zapowiedział, że spółka chce się zajmować jedynie dochodowymi projektami.

W wywiadzie dla portalu Wnp.pl prof. Władysław Mielczarski, wybitny światowy ekspert w dziedzinie elektroenergetyki i rynków energii, zwraca uwagę, że decyzja PGE może zaważyć na bezpieczeństwie energetycznym kraju i prowadzić do ujemnego bilansu mocy w Polsce. Negatywnie komentuje również stanowisko rządu w tej sprawie. – „Mnie to wygląda na brak polityki właścicielskiej w stosunku do energetyki. Oczekiwałbym, że skoro państwo dysponuje nadal kontrolą nad PGE czy Tauronem oraz pozostałymi dwoma firmami energetycznymi, to powinno nakreślić program funkcjonowania energetyki, firmy energetyczne będące pod kontrolą państwa powinny go realizować” – przekonuje. – „To co się dzieje w inwestycjach w energetyce to swoista szamotanina, a odpowiedzialność za to spada moim zdaniem na aparat państwowy, a nie na firmy, bo przyczyną tego stanu rzeczy jest brak klarownej polityki państwa” – dodaje profesor.

Cóż, specjalnie zdziwieni nie jesteśmy – tak się zazwyczaj kończy urynkowienie branży strategicznej i wprowadzenie logiki maksymalizacji zysku do działań firm publicznych. Ciekawe, o czym w dalszej kolejności będzie decydować „dobro akcjonariuszy”. Może o tym, czy zamiast zbudować „niedochodowy” szpital geriatryczny nie lepiej wypłacić dywidendy?

Zwycięstwo zza grobu?

Zwycięstwo zza grobu?

Od 1 kwietnia w Wielkiej Brytanii obowiązuje nowy, urynkowiony model finansowania narodowej służby zdrowia. Państwowe fundusze będą kierowane na leczenie w obu sektorach medycyny – społecznym i prywatnym.

Jak podaje Informacyjna Agencja Radiowa, fundusze przeznaczone na opiekę medyczną zostały w Wielkiej Brytanii zdecentralizowane i oddane do dyspozycji lekarzy rodzinnych, od których zależeć będzie, jak i na co je wydadzą. Będą odtąd mogli zamawiać takie terapie, jakie uznają za najbardziej skuteczne, ale także wybierać według kryterium najniższej ceny wśród konkurujących ze sobą specjalistów, klinik i szpitali – państwowych i prywatnych. Najtańszych ofert będą dla lekarzy poszukiwać wyspecjalizowane, prywatne komisje medyczne, pracujące na zlecenie.

Krytycy nowego rozwiązania alarmują, że to demontaż publicznej opieki zdrowotnej, bo reforma zrodzi konflikty interesów, a tańsze usługi prywatne w wybranych, najbardziej opłacalnych dziedzinach podkopią rację bytu wielkich szpitali. Pacjentem zajmować się będą coraz to inni lekarze i instytucje, zrywając ciągłość opieki. Ponadto, nowy system uaktywnia konkurencję i wprowadza element zysku, który czerpać będą z państwowej kasy udziałowcy prywatnych firm medycznych.

O tym, jakie „pożytki” płyną z urynkowiania i prywatyzacji lecznictwa, mających mu jakoby zagwarantować efektywność, przeczytać można choćby w naszym wywiadzie z Markiem Balickim, opublikowanym w numerze 49.

Kredyt na bilet do rozwoju

Kredyt na bilet do rozwoju

11. edycja raportu Forum Odpowiedzialnego Biznesu zawiera tekst jednego z naszych stałych autorów.

W publikacji, poświęconej tzw. dobrym praktykom z zakresu społecznej odpowiedzialności przedsiębiorstw, znalazło się także kilka artykułów analitycznych, w tym zatytułowany „Kredyt na bilet do rozwoju”. Głos w imieniu „Nowego Obywatela” zabrał w ten sposób ekonomista Krzysztof Mroczkowski, znany z łamów naszego kwartalnika oraz felietonów publikowanych na nowyobywatel.pl. Jedyną szansą na załapanie się na pociąg rozwoju gospodarczego jest przekształcenie obecnego modelu kapitalizmu dzięki kredytowi – pisze Krzysztof.

Cały raport można pobrać tutaj.

Przypomnijmy, że zostaliśmy poproszeni o wypowiedź także do jednej z poprzednich edycji opracowania.