POlityka antyrodzinna

POlityka antyrodzinna

Minister edukacji narodowej Krystyna Szumilas potwierdziła, iż zapowiadane przez rząd na ten rok obniżenie opłat za przedszkola nie dojdzie do skutku. Premier obiecywał 320 mln zł na ten cel.

Szumilas poinformowała, że obecnie przygotowywany jest projekt przepisów o zmniejszeniu rodzicom kosztów pobytu dzieci w przedszkolach, które miałyby obowiązywać dopiero od września przyszłego roku – podaje „Nasz Dziennik”.

Gazeta przypomina, że 320 mln zł w ramach subwencji na przedszkola w 2013 r. premier zapowiadał już podczas „drugiego exposé”, a potem kwota taka została zapisana w budżecie państwa. Po informacji o zmianie planów rządu w tym względzie, politycy PiS zaapelowali, aby – skoro już te 320 mln w rezerwie celowej zapisano – zostały one jednak przeznaczone na edukację, np. na realizację pomysłu opozycji dotyczącego bonu rodzinnego. – „To kwota 300 zł miesięcznie, z których to rodzice decydowaliby, a nie rząd, na co chcą przeznaczyć pieniądze – czy na żłobek, czy na przedszkole. Skoro dzisiaj wiemy, że w budżecie zabezpieczone są pieniądze, które miały być wykorzystane na rzecz polskiej rodziny, to szkoda, żeby te pieniądze zostały zmarnowane, a przede wszystkim nieprzeznaczone na rodzinę, tak jak miało to być w założeniu pierwotnym” – mówił Adam Rogacki (PiS).

Zwrócił przy tym uwagę, że mimo iż Donald Tusk ogłosił bieżący rok rokiem rodziny, to jednak rząd PO-PSL podjął wiele działań, które raczej pogarszają los polskich rodzin. – „W zeszłym roku pozbawiono część rodzin świadczenia po urodzeniu dziecka, w nowym roku mamy kolejne rozwiązania antyrodzinne, czyli pozbawienie części rodzin posiadających choćby jedno dziecko ulgi podatkowej, a z drugiej strony wygaszenie programu »Rodzina na swoim«, z którego wiele rodzin korzystało” – wyliczał Rogacki.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Ukrócić sobiepaństwo

Ukrócić sobiepaństwo

Brytyjski nadzór ma zamiar ukrócić władzę udziałowców dominujących w spółkach giełdowych.

Jak przypomina portal Ekonomia24.pl, Londyn, oferujący stabilność i elastyczne prawo podatkowe, w ciągu ostatnich dziesięciu lat przyciągnął rozmaitych oligarchów. W niektórych kontrolowanych przez nich firmach, zwłaszcza surowcowych, mających status spółek giełdowych doszło do skandali i konfliktów we władzach. Okazało się, że firmy publiczne, w których oligarchowie mają udziały, traktowane są jak własność prywatna, a wiodący akcjonariusze nie liczą się z innymi udziałowcami.

Do bulwersujących wydarzeń doszło m.in. dwa lata temu w Eurasian Natural Resources Corp, spółce kontrolowanej przez trzech kazachskich miliarderów (wraz z rodzinami mają 44 proc. akcji). Na skutek konfliktu na tle kontrowersyjnego projektu w Demokratycznej Republice Konga, z rady nadzorczej usunięto dwóch niezależnych dyrektorów, a dwaj pozostali zrezygnowali sami. Ostatnio dymisją zagroził szef rady nadzorczej ENRC Mehmet Dalman z powodu zasadniczej różnicy zdań z zarządem spółki – wynika z nieoficjalnych informacji, do których dotarł „Financial Times”. Dalman prowadzi wewnętrzne dochodzenie w związku z oskarżeniami o nadużycia dotyczące kazachskich aktywów ENRC. Od debiutu w Londynie w 2007 r. kurs akcji ENRC spadł o ponad połowę, a kilka dni temu o 4,7 proc.

Z kolei w Essar Energy, indyjskiej firmie zajmującej się wydobyciem ropy i gazu ziemnego, doszło do skandalicznej nominacji. Po tym, jak stanowisko szefa rady nadzorczej musiał opuścić Ravi Ruia w związku z oskarżeniami o ukrywanie pewnych faktów podczas starań spółki o licencję na świadczenie usług telefonii mobilnej, jego posadę przejął brat. Było to możliwe dzięki temu, że obaj kontrolują razem 77 proc. akcji Essar Energy. Protesty Pensions Investment Research Consultants nie odniosły skutku. Od debiutu akcje indyjskiej firmy potaniały o 66 proc.

Na skargi analityków i inwestorów z powodu tych i podobnych im przypadków zareagował w końcu brytyjski nadzór. Financial Conduct Authority w przyszłym miesiącu zakończy prace nad nowymi regułami corporate governance. Jednym z oczekiwanych jest zapis, że w spółkach, gdzie jest dominujący udziałowiec (minimum 30 proc. kapitału), w radzie nadzorczej większość powinni mieć niezależni dyrektorzy. Ponadto, ma być przywrócona reguła (zarzucona w 2005 r.) zabraniająca mającym kontrolę udziałowcom wpływania na bieżącą działalność firmy. Nowe zasady będą obowiązywały zarówno nowych, jak i starych emitentów.

Niszczenie polskich rzek za setki milionów złotych

Niszczenie polskich rzek za setki milionów złotych

Setki milionów złotych są wydawane na pogłębianie i regulację rzek, bez analizy efektów tych prac i bez kontroli ich wpływu na środowisko – alarmuje organizacja ekologiczna WWF Polska.

Chociaż instytucje zarządzające wodą są zobowiązane prawem do poprawy stanu wód śródlądowych do 2015 roku, nie prowadzą analizy wpływu zlecanych inwestycji na środowisko. Takie działanie prowadzi nie tylko do ewidentnych strat przyrodniczych, ale również – w prostej linii – do marnotrawienia środków publicznych i naraża Polskę na dotkliwe sankcje finansowe ze strony Komisji Europejskiej.

W skali całego kraju instytucje zarządzające gospodarką wodną realizują stale tzw. prace utrzymaniowe oraz prace regulacyjne, pogarszając stan ekologiczny polskich rzek. Prace utrzymaniowe polegają głównie na usuwaniu osadów z dna, czyli pogłębianiu rzek. Ich celem jest przyspieszenie odpływu wód ze zlewni rolniczych do rzek – wszystko pod hasłem „zapobiegania powodziom”. Tymczasem prace utrzymaniowe nie tylko niszczą siedliska, w których występują chronione gatunki roślin i zwierząt i gatunki ryb o znaczeniu gospodarczym. Mogą spowodować, że Polska nie zdoła poprawić jakości wód śródlądowych do 2015 roku, do czego zobowiązuje Ramowa Dyrektywa Wodna. Ze względu na to, że po uregulowaniu i pogłębieniu rzeki jej nurt przyspiesza, może to skutkować wzrostem zagrożenia powodziowego dla terenów niżej położonych.

WWF Polska zebrał dane dotyczące prac utrzymaniowych przeprowadzonych w latach 2010-2012 wskazujące, że w tym okresie zostało w Polsce pogłębionych około 9 tysięcy kilometrów rzek. Szacuje się, że na takie działania, w ramach „odmulania”, pod hasłem zapobiegania powodziom, zostało już wydane ponad 130 milionów złotych.

Prace utrzymaniowe są pozbawione kontroli oceny ich skutków środowiskowych – mówi Piotr Nieznański z WWF Polska. – Nie ma ani regionalnego ani centralnego rejestru prac hydrotechnicznych na rzekach. Przez brak takiej bazy danych żadna instytucja rządowa nie jest obecnie w stanie ocenić nawet w przybliżeniu rzeczywistych skutków środowiskowych tych prac. Instytucje, które są zobowiązane do poprawy stanu wód dopuszczają więc do wydatkowania funduszy na inwestycje, które przynoszą odwrotny efekt. Tolerując ten stan rzeczy i działając niezgodnie z wymogami Ramowej Dyrektywy Wodnej, Krajowy Zarząd Gospodarki Wodnej naraża budżet Państwa na dotkliwe sankcje finansowe ze strony Komisji Europejskiej. W efekcie za taki stan rzeczy zapłaci i środowisko i podatnik.

Z kolei przykładem szkodliwych dla przyrody działań regulacyjnych jest rozpoczęta przez wrocławski Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej inwestycja na rzece Bóbr. Tylko na regulację siedmiokilometrowego odcinka tej rzeki ma być wydatkowana z budżetu państwa kwota dziewięciu milionów złotych, bez oceny wpływu inwestycji na środowisko i bez oceny wpływu na osiągniecie dobrego stanu wód w rozumieniu Ramowej Dyrektywy Wodnej.

Ze wstępnej konsultacji hydrotechnicznej wykonanej na prośbę wędkarzy i WWF wynika, że na odcinku planowanej inwestycji na Bobrze w rejonie Wojanowa nie ma istotnego zagrożenia powodziowego – tłumaczy Artur Furdyna, ichtiolog i wędkarz, konsultant WWF Polska. – Dochodzi jedynie lokalnie do podtopienia piwnic niektórych budynków mieszkalnych, co wynikało z podwyższenia wód gruntowych i faktu, że nie posiadały one odpowiedniej izolacji. Co najważniejsze do tych podtopień będzie dochodziło nadal, nawet jeśli RZGW przeprowadzi regulację Bobru.

Okazuje się również, że zamiast wydawać miliony na uregulowanie rzeki, Skarb Państwa mógłby umocnić brzegi w pobliżu mostów oraz wykupić niewielkie działki położone wzdłuż brzegów Bobru w górnym biegu odcinka, na którym ma być przeprowadzona inwestycja. Powyższe obszary nie są budowlane, zajmują też niewielki obszar i mają niewielkie znaczenie rolnicze. Takie rozwiązania są nie tylko tańsze, ale pozwalają zachować krajobraz i walory przyrodnicze i równocześnie poprawiając bezpieczeństwo miejsc najbardziej zagrożonych powodzią.

WWF Polska zgłosił już swoje uwagi do RZGW i RDOŚ w sprawie tej konkretnej inwestycji wraz z wnioskiem o ponowne rozpatrzenie niezbędnego zakresu prac, z udziałem niezależnych ekspertów – dodaje Nieznański. – Przeciwko niszczeniu rzeki protestują także lokalni przedsiębiorcy oraz wędkarze. Na przeznaczonym do regulacji fragmencie Bobru w ubiegłym roku odbywały się mistrzostwa świata w wędkarstwie spinningowym, a krajobraz doliny Bobru i położone w pobliżu obiekty historyczne przyciągają tu rzesze turystów. Tego odcinka Bobru nie wolno trwale zniszczyć.

Na początku tego roku Komisja Europejska wniosła do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości dwie sprawy przeciwko Polsce w związku z nieprawidłowym przeniesieniem do prawa krajowego przepisów Ramowej Dyrektywy Wodnej i z zanieczyszczeniem wód azotanami.

_____

Przedruk za stroną WWF Polska

Koniecznie czytaj także tutaj.

„Nowy Obywatel” 7(58) / Zima 2012 na czytniki ebooków

Agencja Rozwałki Przemysłu

Agencja Rozwałki Przemysłu

Związkowcy z Morskiej Stoczni Remontowej w Świnoujściu w liście otwartym poprosili premiera Donalda Tuska o przerwanie trwającego w zakładzie procesu konsolidacji, widząc w nim zagrożenie dla przyszłości spółki.

Jak informuje portal wnp.pl, związkowcy uważają, że przed rozpoczęciem procesu konsolidacji MSR stanowiła jedną z najlepiej działających stoczni i było nią zainteresowanych 5 inwestorów. Spółka miała dobrą sytuację finansową i pomyślnie układającą się współpracę z kooperantami. Zaczęła podupadać dopiero po przejęciu jej akcji przez Agencję Rozwoju Przemysłu.

W obecnych poczynaniach Agencji związkowcy widzą dążenie do likwidacji przemysłu stoczniowego na Pomorzu Zachodnim. Zdaniem związkowców, działania ARP wpływają na utratę klientów przez stocznię – z finansowania działalności stoczni wycofały się banki, odsunęła się od niej również szwedzka firma Aker, która była jej największym klientem.

Związkowcy uważają, że połączenie ich firmy ze Szczecińską Stocznią Remontową Gryfia ma uratować tę ostatnią kosztem MSR i ukryć straty wynikające z nieudolnego zarządzania Gryfią przez ARP. W liście do premiera pracownicy MSR wskazują, że pod rządami Agencji Gryfia powiększyła straty z 20 do 80 mln zł, a zysk osiągnięty w roku 2012 nie wynikał ze zrealizowanych zleceń, a tylko ze sprzedaży gruntów.

Związkowcy podkreślają, że do 2011 r. ich stocznia przynosiła zyski, a po przejęciu przez ARP zakończyła rok 2012 ze stratą 5 mln zł, choć wchodziła w niego mając na koncie 9 mln zł.

List podpisali przewodniczący zakładowych struktur NSZZ „Solidarność” i WZZ Pracowników Gospodarki Morskiej. Całość dostępna jest tutaj.