Cyrankiewicz udaje Daszyńskiego

Stowarzyszenie Młodzi Socjaliści celnie podsumowało żenującą broszurę postkomunistów z SLD, rzekomo prezentującą dorobek polskiej lewicy.

Stanowisko w tej sprawie przedrukowujemy za stroną organizacji.

* * *

SLD oblało egzamin dojrzałości z historii

Za kilka dni maturzyści podejdą do egzaminu z historii. Dzisiaj swoją wizję historii Polski przedstawiło SLD – i wiemy już, że egzamin ten oblało. Autorzy zatytułowanej szumnie „Niezbędnikiem Historycznym Lewicy” książeczki zapewniają we wstępie, że ma ona na celu zapoznanie młodego pokolenia z pięknymi kartami z historii polskiej lewicy. W rzeczywistości historii lewicy demokratycznej jest w niej niewiele. Książeczka, pełna kłamstw, półprawd i przemilczeń, poświęcona jest przede wszystkim wybielaniu tradycji PZPR, do której najbliżej inspiratorom tego „dzieła” – liderom SLD, którzy swoje kariery polityczne rozpoczynali jeszcze w poprzednim ustroju.

Przepisując z PRL-owskich bryków do historii autorzy „Niezbędnika” popełniają kuriozalne pomyłki. Twierdzą na przykład, że „najważniejszą” lewicową formacją wojskową w Powstaniu Warszawskim była komunistyczna Armia Ludowa (choć przewyższał ją liczebnie niejeden dzielnicowy oddział wojskowy PPS).

W największe zdumienie wprowadzają jednak fragmenty dotyczące powojennej historii Polski. Rozbudowane wywody o realnych lub wątpliwych sukcesach PRL-u otwiera nieprawdziwa informacja, jakoby PZPR „powstała z połączenia PPR i PPS”. Jest to jedno z naczelnych kłamstw propagandy komunistycznej, przywłaszczającej szyld przedwojennej Polskiej Partii Socjalistycznej celem legitymizacji PZPR. Nie doszło bowiem do żadnego „połączenia” – struktury PPS zostały siłą wcielone do nowego tworu, zaś jej dawnych liderów mordowano, skazywano w pokazowych procesach i szykanowano.

Poza mijaniem się z faktami w tym i innych punktach „Niezbędnika”, jego autorzy postanowili również zwyczajnie wyciąć niewygodne dla PZPR-owskiej tradycji wydarzenia z historii PRL. Czytelnik nie dowie się więc niczego na temat haniebnych zdarzeń Marca 1968 i Grudnia 1970. Dla autorów ważniejsze od pamięci o łamaniu praw człowieka i pacyfikowaniu przez PRL-owskie władze strajków robotniczych jest kreowanie wizerunku spadkobierców tradycji PZPR – Sojuszu Lewicy Demokratycznej.

Oburzające jest pominięcie w wykładzie historii polskiej lewicy przywódcy państwa podziemnego, lidera PPS Kazimierza Pużaka (zamęczonego po wojnie w stalinowskim więzieniu), ostatniego niezależnego posła-socjalisty, Zygmunta Żuławskiego, czy wreszcie liderów emigracyjnej PPS, Zygmunta Zaremby oraz Adama i Lidii Ciołkoszów. Te cenzorskie metody mają wywołać wrażenie, że lewica w Polsce po 1945 roku równa się komunistom i ich SLD-owskim dziedzicom. To bezczelne kłamstwo. Autorzy „Niezbędnika” nie mają już jednak narzędzi, by wymazać z kart historii strajki z lat 40., ruch rad robotniczych z 1956 roku, „List Otwarty do Partii” Kuronia i Modzelewskiego, nielegalne Wolne Związki Zawodowe, współtworzony przez działaczy przedwojennej PPS Komitet Obrony Robotników, protestujących z Międzynarodówką na ustach gdańskich stoczniowców z Grudnia 1970, program I Zjazdu „Solidarności”, wzywający do budowy gospodarki opartej o samorząd pracowniczy, działaczy emigracyjnej i podziemnej PPS… To tradycje, których demokratyczna lewica nie musi się wstydzić i do których powinna nawiązywać.

Nie podejrzewamy autorów „Niezbędnika” o brak podstawowej znajomości historii polskiej lewicy. Przypuszczamy, że celowo manipulują faktami, aby stworzyć korzystny dla swoich zleceniodawców obraz. Sponsor płaci, sponsor wymaga… Mamy zapamiętać, że polska lewica wywodzi się z PPR i KPP, zaś PPS i jej wychowankowie trochę „pobłądzili”, ale na szczęście za pomocą Bieruta się „zjednoczyli”, PRL się udał, transformacja (dokonana w dużym stopniu rękami SLD, ale o tym także cisza) niekoniecznie, ale Sojusz naprawił to, co zostało zniszczone. Tylko co ma z tym wspólnego Ignacy Daszyński, który chyba tylko przez pomyłkę został patronem autorów „Niezbędnika”? Skoro najwyraźniej bliżsi są im Bierut, Gomułka i Gierek, to dobrze byłoby, by to na nich powoływali się w nazwie swojego „think-tanku”.

Sekretariat Krajowy Młodych Socjalistów

3 odpowiedzi na „Cyrankiewicz udaje Daszyńskiego

  1. Piotr pisze:

    I znowu to samo zdrajcy z Solidarności i zarozumiałe półinteligenty czepiają się PRL. Najpierw należałoby sobie zadać pytanie co zrobiliście dla Polski w latach 1944-2013?

  2. smolen pisze:

    a po co sie czepiać PRL? Zgnił sam, przy udziale zarówno produkowanej przez siebie klasy robotniczej jak i własnych PRL-owskich elit. Nikt go nie bronił, nawet ubecja miała tylko za złe, że nie biorą wszystkich do nowych służb. I co sie czepiac, toż to trup nad trupy i żadnej łzy – najlepsze podsumowanie. Gdzieś był durniu, jak PRL padał, czyś przelał choć jedną kroplę krwi albo wódki czy tylko bierzesz swoją emeryturkę (a składkę płaciłeś czy tak jak część równiejszych nie?) i pyszczysz do księzyca?

  3. Rzeczywiście, „Niezbędnik” jest kiepskim naśladownictwem broszury „Notatnik agitatora” (tytuł z pamięci), przeznaczonej dla niewykształconych działaczy PPR-u przygotowującej ich do dyskusji w gremiach, które w 1945-9 składały się w dużej mierze z analfabetów i półanalfabetów. Obecnie, gdy większość społeczeństwa ma ukończoną przynajmniej szkołę średnią, dyktowanie, co należy myśleć o historii i współczesności, traktuję jako zabieg, który ma zapobiec samodzielnemu myśleniu i kształtowaniu poglądu lewicowego w trakcie samokształcenia, obecnie zamarłego nie tylko w SLD, ale również w PPS i innych organizacjach. Podobne mam zdanie o „Centrum im. D.”, które jest prywatną tubą propagandową Millera. Niezależnie od tej uwagi muszę zaprotestować przeciw równie tendencyjnemu traktowaniu historii przez SMS. Nie ujmując bowiem moralnych zasług działaczom PPS XX w., ale zarazem rzeczowo oceniając ich działalność należy przyznać, że obecny „kanapowy” status tej orientacji jest w pełni zasłużony. Zarówno międzywojenna demagogia tej partii, jak i jej przesadnie krytyczny stosunek do PRL-u tłumaczą widoczne odwrócenie się od niej większości społeczeństwa, które wciąż pozytywnie ocenia miniony ustrój, co znalazło wyraz m. in. w wynikach wyborów z lat 1993, 1997 i zwłaszcza 2001 roku. Tak więc Autorom radzę zamiast roztkliwiania się nad PPS-em podjęcie próby odkrycia przyczyn kompromitacji SLD za premierostwa Millera i całego ciągu niepowodzeń pozostałej lewicy. Polecam również własny wkład do takich prób np. na stronie obserwatorpolityczny.pl/?p=10005 i in. dostępne z mojej prywatnej witryny stachglabinski.pomorskie.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>