Bogate województwo biednych powiatów

Bogate województwo biednych powiatów

W powiecie ostrołęckim dochody mieszkańców są trzy razy niższe niż w Warszawie.

Województwo mazowieckie pod względem PKB na głowę mieszkańca osiągnęło poziom 102% średniej dla Unii Europejskiej. „Bogactwo mieszkańców największego województwa przekroczyło średni unijny poziom” – cieszyły się media.

Problem w tym, że województwo mazowieckie to region skrajności i wielu mieszkańców nie odczuwa rosnącego poziomu zamożności. Wniosek taki płynie z „Krajowego Raportu o Rozwoju Społecznym Polska 2012” opracowanego przez Program Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju (UNDP). Raport uwzględnia wskaźniki dotyczące zdrowia (np. długość życia, liczba lekarzy na 100 tys. mieszkańców, liczba zgonów w wyniku nowotworów i chorób krążenia), edukacji (np. liczba uczniów przypadających na nauczyciela, odsetek dzieci uczęszczających do przedszkoli) oraz zamożności (np. stopa bezrobocia czy dochód brutto na mieszkańca).

Mierniki te składają się na lokalny wskaźnik rozwoju społecznego LHDI (local human development index). „Został on skonstruowany w oparciu o istniejącą i uznaną międzynarodowo metodologię wskaźnika rozwoju społecznego HDI, która służy do badania rozwoju społeczno-ekonomicznego na poziomie krajowym” – czytamy w raporcie. – „Miara odwołująca się do poziomu lokalnego pokazuje zróżnicowanie regionalne. Ogólny HDI ,nie widzi’ regionów i nierówności, jakie między nimi powstają. Rozwój społeczny nie jest przecież równy we wszystkich powiatach – przykładowo w niektórych miejscach ludzie żyją dłużej, a w innych są lepiej wykształceni”.

Ukryci za wysokimi wskaźnikami

Jak głosi raport UNDP, wskaźnik rozwoju społecznego najwyższy jest w województwie mazowieckim, które na 100 możliwych do zdobycia punktów uzyskało 60,21. Najgorzej wypadło natomiast województwo świętokrzyskie, którego indeks LHDI wyniósł 36,78.

Osiągniętą przez województwo mazowieckie najwyższą wartość wskaźnika LHDI windują wyniki aglomeracji warszawskiej. Wśród ogólnopolskiej „trzydziestki” powiatów o najwyższych wartościach LHDI znalazło się osiem powiatów z województwa mazowieckiego. Pierwsze miejsce należy do Warszawy, w której wskaźnik jest najwyższy w Polsce i wynosi 87,63 na 100. Kolejne trzy pozycje zajmują podstołeczne powiaty: piaseczyński (80,75), pruszkowski (72,92) oraz warszawski zachodni (72,48). Pozostałe mazowieckie powiaty o wysokim poziomie rozwoju społecznego to legionowski (69,09), Siedlce (64,76), grodziski (62,38) i otwocki (61,54).

Za wysokim wskaźnikiem województwa mazowieckiego ukryte są jednak powiaty, które pod względem poziomu rozwoju społecznego zajmują jedne z najgorszych pozycji w kraju. Wśród ogólnopolskiej „trzydziestki” powiatów o najniższych wartościach wskaźnika LHDI znalazło się siedem powiatów z województwa mazowieckiego: zwoleński (26,48), makowski (26,12), ostrołęcki (25,28), żuromiński (25,26), lipski (24,86), szydłowiecki (23,73) oraz przysuski (21,30). Dla porównania, w skali całej Polski najniższą wartość – 17,91 – odnotowano w powiecie suwalskim.

Region kontrastów

W 100-punktowej skali różnica między najlepszym oraz najsłabszym powiatem w Polsce – Warszawą i powiatem suwalskim – wynosi 70 punktów. Jednocześnie różnica między najlepszym oraz najsłabszym powiatem w województwie mazowieckim – Warszawą i powiatem przysuskim – wynosi 66 punktów.

„Krajowy Raport o Rozwoju Społecznym Polska 2012” obnaża fakt, że w granicach szczycącego się ogólnie wysokimi wskaźnikami województwa mazowieckiego leżą powiaty, którym pod względem sytuacji społeczno-gospodarczej znacznie bliżej do najbiedniejszych obszarów Polski, aniżeli do bogatej stolicy własnego województwa i otaczającej ją aglomeracji.

W granicach tego samego województwa mazowieckiego leży Warszawa, gdzie średni miesięczny dochód mieszkańca wynosi 2947 zł, oraz powiat ostrołęcki z wynoszącym 963 zł średnim dochodem mieszkańca – co sytuuje go wśród powiatów, w których zarabia się najmniej w Polsce. W ogólnopolskiej grupie cechującej się dochodami mieszkańców na najniższym poziomie znalazło się aż 13 powiatów z województwa mazowieckiego – województwa, którego uśrednione wskaźniki dotyczące dochodów mieszkańców są przecież najwyższe w Polsce. Ten statystyczny paradoks rzuca światło na skalę rozpiętości między aglomeracją warszawską a peryferyjnymi powiatami województwa mazowieckiego.

Dwa światy

Województwo mazowieckie mocno zróżnicowane jest również pod względem edukacji przedszkolnej, kolejnego cząstkowego indeksu składającego się na wskaźnik LHDI. W Warszawie do przedszkoli uczęszcza 94% trzy- i czterolatków, a jednocześnie istnieją połacie województwa, gdzie wśród trzy- i czterolatków najwyżej co czwarty jest przedszkolakiem. Tak jest w powiatach szydłowieckim (tu do przedszkoli uczęszcza 25% trzy- i czterolatków), sierpeckim (24%), radomskim (23%), ostrowskim (23%), makowskim (22%), żuromińskim (21%), białobrzeskim (19%), zwoleńskim (19%) oraz ostrołęckim (15%). Jak czytamy w raporcie UNDP, wskaźnik ten jest o tyle istotny, że edukacja przedszkolna przygotowuje dzieci do rozpoczęcia nauki w szkole, a poprzez kontakt z rówieśnikami przystosowuje je do życia społecznego. Uczęszczanie dzieci do przedszkoli jest również jednym z czynników ułatwiających podjęcie pracy przez rodziców.

Województwo mazowieckie to także dwa światy jakości i dostępności do opieki zdrowotnej. Bardzo dużymi rozpiętościami charakteryzuje się bowiem wskaźnik zdrowia, obliczany na podstawie indeksu przeciętnej długości życia oraz liczby zgonów w wyniku chorób krążenia i nowotworów. Jedyny powiat w Mazowieckiem, który może poszczycić się wskaźnikiem zdrowia zaliczanym do klasy bardzo wysokiej, to Warszawa. Jednocześnie powiaty lipski, łosicki, płoński, przysuski, sierpecki i sokołowski znalazły się w grupie powiatów o bardzo niskim wskaźniku zdrowia.

Jak podkreślają autorzy raportu, jednym z obszarów na mapie Polski, jaki charakteryzuje się najniższymi wartościami wskaźnika zdrowia jest „część województwa mazowieckiego położona dalej niż 50-80 km od Warszawy”.

Karol Trammer

Tekst pierwotnie ukazał się w dwumiesięczniku „Z Biegiem Szyn”, nr 65, maj-czerwiec 2013; http://www.zbs.net.pl

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Sieroty emigracji

Sieroty emigracji

Emigracja zarobkowa niesie ze sobą powszechne już zjawisko tzw. eurosieroctwa. Badania prowadzone w 25 państwach wskazują, że dzieci dotkniętych tym problemem jest już ponad pół miliona.

Jak informuje „Nasz Dziennik” za tygodnikiem „Avvenire”, zjawisku nadawane są różne terminy („Avvenire” stosuje określenie left behind, co tłumaczone bywa jako „białe sieroty”), jednak dotyczą one zawsze sytuacji tymczasowego (czasem dłuższego) opuszczenia dzieci, które są pozostawiane pod opieką krewnych czy przyjaciół, podczas gdy ich rodzice emigrują za granicę w poszukiwaniu pracy. Rodzice coraz częściej decydują się na taki krok z powodu niekorzystnych warunków w ich macierzystym kraju: pogłębiającego się bezrobocia oraz braku polityki prorodzinnej i aktywnego wspierania ludzi wkraczających w samodzielne życie. Ostatnie badania prowadzone w 25 państwach z inicjatywy Komisji Europejskiej wskazują, że aż 500 tys. dzieci jest pozostawianych przez rodziców w państwach ojczystych – wszystkie w Europie Wschodniej: Rumunii, Polsce, Republikach Bałtyckich. Problem jest powszechny, dlatego też dyskutowano o nim podczas okrągłego stołu „Left Behind” zorganizowanego w Brukseli przez Fundację Drzewo Życia, we współpracy z Unią Europejską, Alternatywą Społeczną i EuroChild. Prelegenci rozmawiali na temat konieczności monitorowania tego problemu oraz zwrócenia na niego uwagi instytucji europejskich.

„Avvenire” zauważa, iż wyjazd rodziców, a w szczególności matek, negatywnie wpływa na rozwój psychologiczny i społeczny dzieci. Objawia się to takimi zjawiskami jak: słabsze wyniki w nauce, wzrost przestępczości młodzieży, agresywne zachowania, przemoc i spożywanie alkoholu przez nieletnich. Mimo że materialny standard życia większości dzieci, których rodzice wyjechali za granicę, poprawia się, nie zawsze bilans jest pozytywny. Najmłodsi, pozbawieni więzi emocjonalnej z rodzicami, zaczynają ich identyfikować wyłącznie z prezentami – ostrzega Marzia Tiberti, wolontariuszka Caritas w małej wiejskiej miejscowości w Mołdawii, szczególnie naznaczonej przez emigrację.

Kryzys ekonomiczny nie sprzyja zmianie tej sytuacji. Badania UNICEF mówią o 25 mln dzieci narażonych na ubóstwo i wykluczenie społeczne z powodu wzrostu wskaźnika bezrobocia rodziców. Warunki życia pogarszają się z powodu ciągłego spadku wydatków w sektorze publicznym, a najbardziej cierpią na tym właśnie dzieci – podsumowuje „Avvenire”.

Nadgodziny bez zmian

Nadgodziny bez zmian

Posłowie nie zgodzili się, aby wynagrodzenie za pracę w godzinach nadliczbowych w nocy i dni świąteczne zostało zmniejszone o 20 proc.

Nie będzie też dłuższych niż 60-minutowe przerw na załatwienie spraw osobistych – informuje „Dziennik Gazeta Prawna”.

Najważniejszymi zmianami we wspomnianych przepisach będą rządowe propozycje ograniczające się głównie do wprowadzenia 12-miesięcznych okresów rozliczeniowych i ruchomego czasu pracy.

– „Wprowadzenie 12-miesięcznych okresów rozliczeniowych sprawi, że wiele osób i tak nie dostanie dodatków do nadgodzin, bo formalnie ich nie będzie. Dziś w wielu firmach pracownicy tworzą komitety kolejkowe, by pracować w godzinach nadliczbowych, bo to oznacza dodatkowe dochody” – mówi Janusz Łaznowski, członek Trójstronnej Komisji ds. Społeczno-Gospodarczych z ramienia NSZZ „Solidarność”.

_____

Przedruk za stroną NSZZ „Solidarność”

Czytaj także tutaj.

Cyrankiewicz udaje Daszyńskiego

Cyrankiewicz udaje Daszyńskiego

Stowarzyszenie Młodzi Socjaliści celnie podsumowało żenującą broszurę postkomunistów z SLD, rzekomo prezentującą dorobek polskiej lewicy.

Stanowisko w tej sprawie przedrukowujemy za stroną organizacji.

* * *

SLD oblało egzamin dojrzałości z historii

Za kilka dni maturzyści podejdą do egzaminu z historii. Dzisiaj swoją wizję historii Polski przedstawiło SLD – i wiemy już, że egzamin ten oblało. Autorzy zatytułowanej szumnie „Niezbędnikiem Historycznym Lewicy” książeczki zapewniają we wstępie, że ma ona na celu zapoznanie młodego pokolenia z pięknymi kartami z historii polskiej lewicy. W rzeczywistości historii lewicy demokratycznej jest w niej niewiele. Książeczka, pełna kłamstw, półprawd i przemilczeń, poświęcona jest przede wszystkim wybielaniu tradycji PZPR, do której najbliżej inspiratorom tego „dzieła” – liderom SLD, którzy swoje kariery polityczne rozpoczynali jeszcze w poprzednim ustroju.

Przepisując z PRL-owskich bryków do historii autorzy „Niezbędnika” popełniają kuriozalne pomyłki. Twierdzą na przykład, że „najważniejszą” lewicową formacją wojskową w Powstaniu Warszawskim była komunistyczna Armia Ludowa (choć przewyższał ją liczebnie niejeden dzielnicowy oddział wojskowy PPS).

W największe zdumienie wprowadzają jednak fragmenty dotyczące powojennej historii Polski. Rozbudowane wywody o realnych lub wątpliwych sukcesach PRL-u otwiera nieprawdziwa informacja, jakoby PZPR „powstała z połączenia PPR i PPS”. Jest to jedno z naczelnych kłamstw propagandy komunistycznej, przywłaszczającej szyld przedwojennej Polskiej Partii Socjalistycznej celem legitymizacji PZPR. Nie doszło bowiem do żadnego „połączenia” – struktury PPS zostały siłą wcielone do nowego tworu, zaś jej dawnych liderów mordowano, skazywano w pokazowych procesach i szykanowano.

Poza mijaniem się z faktami w tym i innych punktach „Niezbędnika”, jego autorzy postanowili również zwyczajnie wyciąć niewygodne dla PZPR-owskiej tradycji wydarzenia z historii PRL. Czytelnik nie dowie się więc niczego na temat haniebnych zdarzeń Marca 1968 i Grudnia 1970. Dla autorów ważniejsze od pamięci o łamaniu praw człowieka i pacyfikowaniu przez PRL-owskie władze strajków robotniczych jest kreowanie wizerunku spadkobierców tradycji PZPR – Sojuszu Lewicy Demokratycznej.

Oburzające jest pominięcie w wykładzie historii polskiej lewicy przywódcy państwa podziemnego, lidera PPS Kazimierza Pużaka (zamęczonego po wojnie w stalinowskim więzieniu), ostatniego niezależnego posła-socjalisty, Zygmunta Żuławskiego, czy wreszcie liderów emigracyjnej PPS, Zygmunta Zaremby oraz Adama i Lidii Ciołkoszów. Te cenzorskie metody mają wywołać wrażenie, że lewica w Polsce po 1945 roku równa się komunistom i ich SLD-owskim dziedzicom. To bezczelne kłamstwo. Autorzy „Niezbędnika” nie mają już jednak narzędzi, by wymazać z kart historii strajki z lat 40., ruch rad robotniczych z 1956 roku, „List Otwarty do Partii” Kuronia i Modzelewskiego, nielegalne Wolne Związki Zawodowe, współtworzony przez działaczy przedwojennej PPS Komitet Obrony Robotników, protestujących z Międzynarodówką na ustach gdańskich stoczniowców z Grudnia 1970, program I Zjazdu „Solidarności”, wzywający do budowy gospodarki opartej o samorząd pracowniczy, działaczy emigracyjnej i podziemnej PPS… To tradycje, których demokratyczna lewica nie musi się wstydzić i do których powinna nawiązywać.

Nie podejrzewamy autorów „Niezbędnika” o brak podstawowej znajomości historii polskiej lewicy. Przypuszczamy, że celowo manipulują faktami, aby stworzyć korzystny dla swoich zleceniodawców obraz. Sponsor płaci, sponsor wymaga… Mamy zapamiętać, że polska lewica wywodzi się z PPR i KPP, zaś PPS i jej wychowankowie trochę „pobłądzili”, ale na szczęście za pomocą Bieruta się „zjednoczyli”, PRL się udał, transformacja (dokonana w dużym stopniu rękami SLD, ale o tym także cisza) niekoniecznie, ale Sojusz naprawił to, co zostało zniszczone. Tylko co ma z tym wspólnego Ignacy Daszyński, który chyba tylko przez pomyłkę został patronem autorów „Niezbędnika”? Skoro najwyraźniej bliżsi są im Bierut, Gomułka i Gierek, to dobrze byłoby, by to na nich powoływali się w nazwie swojego „think-tanku”.

Sekretariat Krajowy Młodych Socjalistów