Polskie wiadomości prosto z Niemiec?

Polskie wiadomości prosto z Niemiec?

W marcu 2013 należąca do Verlagsgruppe Passau spółka Polskapresse kupiła 100% udziałów w Mediach Regionalnych. Co to oznacza dla polskiego czytelnika?

Jak zauważa portal patriotyzmekonomiczny.pl, w ten sposób niemiecki koncern skupił prawie całą prasę regionalną oraz około setki portali lokalnych w jednym ręku. Komentarze na temat tej transakcji podkreślają jej biznesową stronę, czyli nowe możliwości, które zyskuje Polskapresse, i przekonują o idealnym uzupełnianiu się dwóch dotąd odrębnych organizmów. Opinie te wyrażane są w duchu przekonania, że „kapitał nie ma ojczyzny”.

Istnieje jednak ryzyko, że polska prasa regionalna utraci niezależność. Ponieważ o jej losach będzie decydował niemiecki właściciel, wielu dziennikarzy może czuć presję, by nie pisać np. o uchybieniach w zakładzie należącym do jakiegoś niemieckiego koncernu. Można też podejrzewać, że wielu będzie się bało np. chwalić „niemieckosceptycznych” polityków polskich lub zacznie na wszelki wypadek promować polityków „niemieckoentuzjastycznych”.

Portal zauważa, że choć sama obecność zachodnich koncernów w polskiej gospodarce może jej przynosić wymierne korzyści, to w tym przypadku niepokojący jest już sam fakt powstania monopolu. Wiąże się z tym ryzyko zawyżania cen i obniżania jakości usług.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Zapomniani pacjenci

Zapomniani pacjenci

Dla psychicznie chorych brakuje lekarzy, leków i łóżek w szpitalach. Do nielicznych specjalistów muszą czekać w bardzo długich kolejkach. Młodzi ludzie nie garną się do zawodu psychiatry, bo jest to nieopłacalne.

Jak informuje „Dziennik Polski”, w Polsce jest tylko 2,2 tys. psychiatrów dla dorosłych, a powinno być blisko 4 tys. Psychiatrów pediatrycznych jest jeszcze mniej – zaledwie 380 (a powinno być 1,5 tys.).

Dlaczego absolwenci studiów medycznych niechętnie wybierają specjalizacje psychiatryczne? – „Bo się im to nie opłaca. Nie widzą perspektyw w tej skrajnie niedoinwestowanej branży medycznej” – twierdzi prof. Marek Jarema, krajowy konsultant w dziedzinie psychiatrii. Przykładowo, krakowski Szpital im. J. Babińskiego za 8-dniową terapię osób z problemami alkoholowymi otrzymuje 1700-1800 zł, podczas gdy oddział toksykologiczny w placówce ogólnej za to samo dostaje ok. 3800 zł. A szpital psychiatryczny w Niemczech wydaje na każdego pacjenta dziennie ok. 300 euro.

Małopolski oddział NFZ z powodu braku ofert zmuszony był unieważnić ogłoszony w lutym konkurs na świadczenia psychiatryczne dla dzieci i młodzieży w powiecie olkuskim, dwa konkursy w powiecie nowosądeckim oraz po jednym w tarnowskim i dąbrowskim. Brak personelu był jednym z powodów zamknięcia oddziału psychiatrycznego dla dzieci i młodzieży w Szpitalu Wojewódzkim w Radomiu. W Szpitalu im. Babińskiego ok. 700 pacjentami – rozlokowanymi w oddziałach na rozległym terenie – opiekuje się teraz już tylko… dwóch psychiatrów.

Placówki od lat są nieremontowane, a warunki w nich – bardzo złe. Jak wynika z raportu Najwyższej Izby Kontroli, „aż 70 proc. skontrolowanych sal było nieprzystosowanych lub niewystarczająco przystosowanych do specyfiki leczenia psychiatrycznego. Często nie przestrzegano nawet podstawowych wymogów: łóżka nie były dostępne z trzech stron, a odstępy pomiędzy nimi nie zapewniały swobodnego dostępu do pacjentów. Połowa oddziałów była zaniedbana: ściany były brudne, okna nieszczelne, a w toaletach brakowało papieru toaletowego”. NIK za tę sytuację obwinia głównie ministra zdrowia, który nie wdrożył nowych rozwiązań, wynikających z Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego. Swój udział mają też dyrektorzy szpitali, którzy chcąc zmniejszyć zadłużenie, redukują wszelkie możliwe koszty.

Chorzy – poza deficytem lekarzy – mają problem również z dostępem do nowoczesnych leków. Jak zauważa dr Urszula Grabiec, wiele preparatów jest u nas refundowanych wyłącznie w przypadku jednej choroby, podczas gdy ich podawanie w mniejszych dawkach daje znakomite efekty także w leczeniu innych zaburzeń, m.in. tych, które dotykają najstarszych pacjentów. Chcąc je przyjmować, musieliby płacić pełną kwotę, a na to ich nie stać.

W tym roku na psychicznie chorych i uzależnionych NFZ wyda 2,2 mld zł, tj. 3,6 (!) proc. wszystkich przeznaczonych na leczenie kwot.

O bolączkach polskiego lecznictwa psychiatrycznego obszernie pisaliśmy w „Nowym Obywatelu” z zimy 2012.

Najmłodsi i najbiedniejsi

Najmłodsi i najbiedniejsi

Co trzecie polskie dziecko żyje w biedzie, co szóste w nędzy. Nasza polityka społeczna to klęska – wskazują eksperci.

Jak informuje „Rzeczpospolita”, przytaczając wyniki najnowszego raportu GUS dotyczącego 2011 r., świadczenia rodzinne przysługujące dzieciom żyjącym w biedzie otrzymuje aż 2,5 mln osób wieku do 17 lat. Co więcej, z pomocy społecznej – adresowanej do osób żyjących w jeszcze gorszych warunkach – korzystało 16 proc. najmłodszych. Oznacza to, iż co szóste dziecko ma problemy z zaspokojeniem podstawowych potrzeb życiowych. Jak wynika z danych resortu pracy, w ubiegłym roku nie było lepiej – zasiłki rodzinne (wypłacane do 24. roku życia) pobierało 2,5 mln osób. Ze świadczeń korzystają rodziny, w których dochód netto na osobę nie przekracza 504 zł (ewentualnie 583 zł, gdy wychowuje się w niej dziecko niepełnosprawne). Jest to poziom w okolicach tzw. minimum egzystencji, czyli kwoty, poniżej której ma się problem z biologicznym przeżyciem.

Najbardziej szokujący jest jednak fakt, iż – według GUS – niemal połowa korzystających ze świadczeń, tj. 1,2 mln dzieci, żyje w rodzinach, gdzie dochód jest niższy niż połowa zarobków uprawniających do świadczeń (nie przekraczają one zatem 252 zł lub 292 zł na osobę).

Mimo iż jako szczególnie narażonych na biedę przedstawia się zazwyczaj emerytów, w praktyce dotyka ona najczęściej najmłodszych – wskazuje Maciej Bukowski, prezes Instytutu Badań Strukturalnych. Mimo to na świadczenia rodzinne wydajemy najmniej na świecie – dodaje. Także prof. Katarzyna Duczkowska-Małysz z SGH podkreśla, że najbardziej narażone na biedę są rodziny z dziećmi – zwłaszcza żyjące w małych miasteczkach. Zdaniem Stanisława Kluzy, demografa i ekonomisty, rząd powinien jak najszybciej obniżyć opodatkowanie rodzin. – „Nie może być tak, że państwo traktuje najmłodszych jak luksusową konsumpcję” – podsumowuje.

Dokumenty jak wiatr w polu

Dokumenty jak wiatr w polu

Resort kultury likwiduje specjalistyczne archiwum zajmujące się przechowywaniem dokumentacji osobowej i płacowej. Utrudni to udowodnienie prawa do świadczeń milionom ubezpieczonych.

Rozporządzenie w sprawie likwidacji Archiwum Państwowego Dokumentacji Osobowej i Płacowej w Milanówku zostało podpisane przez ministra Bogdana Zdrojewskiego 15 maja. Jak zauważa „Dziennik Gazeta Prawna”, zmiana przedstawiana przez ministerstwo jako organizacyjna w rzeczywistości będzie mieć wpływ na życie milionów przyszłych emerytów i rencistów. Do Milanówka trafiały bowiem archiwa likwidowanych firm i zakładów pracy. Tam też były udostępniane kartoteki płacowe czy dokumentacja osobowa upadłych przedsiębiorstw, które nie miały środków na opłacenie komercyjnych archiwów. Dzięki placówce tysiące ubezpieczonych mogło odnaleźć np. świadectwa pracy lub karty płac i udowodnić swoje prawo do emerytury, renty lub innych świadczeń. Teraz będzie to znacznie trudniejsze.

Choć w miejsce likwidowanego archiwum ma powstać nowa jednostka pod nazwą Archiwum Państwowe w Warszawie, która przejmie dokumenty znajdujące się już w Milanówku – będzie jednak je gromadzić tylko w przypadku stwierdzenia przez sąd rejestrowy, na wniosek pracodawcy podlegającego wpisowi do KRS lub do ewidencji działalności gospodarczej, niemożności zapewnienia środków na dalsze przechowywanie dokumentacji.

Na likwidacji placówki w pierwszej kolejności stracą osoby, które nie mają jeszcze ustalonego kapitału początkowego, a jest ich ok. dwóch milionów. Prawo do obliczenia tej wyjątkowo ważnej części emerytury kapitałowej mają wszyscy ubezpieczeni w ZUS, którzy pracowali przed 1 stycznia 1999 r. Warunkiem ustalenia kapitału początkowego jest złożenie do ZUS wniosku w tej sprawie wraz ze świadectwami pracy oraz dokumentami potwierdzającymi wysokość zarobków.

W równie trudnej sytuacji znajdą się osoby ubiegające się o emerytury, renty czy w przyszłości o emerytury częściowe. W każdym z tych przypadków niezbędne jest udowodnienie okresu pracy uprawniającego do świadczenia.

Zmiany nie podobają się także emerytom i rencistom już pobierającym świadczenie. Wielu z nich zamierza podnieść jego wysokość. Do tego jednak potrzebna jest dokumentacja płacowa.

– „Byli pracownicy nie mogą znaleźć pracodawców, bo firmy wielokrotnie zmieniły swoją siedzibę. Co gorsza, w Polsce łatwiej jest działalność założyć, niż ją później legalnie zlikwidować. A to właśnie do Milanówka trafiała dokumentacja, która była porzucana przez nieuczciwych pracodawców. Co więcej, jeśli nawet tam nie było dokumentów, to zawsze można było uzyskać informację, gdzie ich szukać. Minister kultury tym jednym ruchem cofnął nas do przeszłości” – denerwuje się Alina Gucma, przewodnicząca zarządu Oddziału Okręgowego Polskiego Związku Emerytów, Rencistów i Inwalidów w Lublinie.

Jak sprawdził DGP, tylko w ubiegłym roku archiwum w Milanówku wydało ok. 30 tys. odpisów akt oraz poszukiwało prawie 8 tys. informacji o miejscu przechowywania dokumentów. – „Gdzie teraz pracownicy będą ich szukać, skoro tak ważna instytucja po prostu zniknie? Milanówek obok ZUS był miejscem najczęściej odwiedzanym przez osoby poszukujące dokumentacji płacowej” – zastanawia się Dorota Wolicka ze Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

Przewodniczący OPZZ Jan Guz zapowiedział, że będzie domagał się wyjaśnienia sprawy na posiedzeniu komisji trójstronnej. Przygotowanie interpelacji zapowiedziała Anna Bańkowska, posłanka SLD.