Zwalniają bez opamiętania

Zwalniają bez opamiętania

Szykuje się kolejna fala zwolnień w placówkach oświatowych. Pracę stracą tysiące nauczycieli.

Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, z szacunków Związku Nauczycielstwa Polskiego wynika, że w tym roku na bruku może wylądować nawet kilkanaście tysięcy pedagogów. – „W Poznaniu problemy z pracą będzie miało ok. 400 nauczycieli, przed rokiem było ich 500. Przy ok. 8 tys. nauczycielskich etatów problem jest więc spory” – przyznaje Wojciech Miśko z nauczycielskiej „Solidarności”. – „Część osób będzie miała etaty zredukowane np. o połowę, ale sporo nauczycieli do pracy w szkole już po wakacjach nie wróci. Wielu nauczycielom zostanie ledwie 7 godzin w szkole. Z tego nie da się żyć. Myśleliśmy, że tak źle jak przed rokiem już nie będzie” – dodaje.

Zwolnienia nauczycieli to poważny problem nie tylko w Poznaniu. – „Szacuje się, że w naszym województwie pracę straci nawet 600 osób” – mówi Irida Tarasiewicz, szefowa ZNP w Białymstoku. – „Do tego mamy już mnóstwo spraw w sądach pracy, bo wójtowie i burmistrzowie w małych gminach zachowują się jak panowie na folwarku. Zwalniają, jak popadnie, często łamiąc prawo. Do tego oszczędności na szkołach to dla nich duże pieniądze, którymi próbują łatać budżety” – dodaje.

Samorządowcy twierdzą, że zwalniają nauczycieli z powodu niżu demograficznego. Przyczynia się do tego również reforma szkół średnich i związana z nią mniejsza liczba godzin niektórych przedmiotów. – „W tym roku pojawił się też nowy problem. Reformowane będą domy dziecka i pogotowia opiekuńcze. Od 1 stycznia 2014 r. kłopoty czekają zatrudnionych w tych placówkach nauczycieli” – mówi Elżbieta Markowska, szefowa pomorskiego ZNP.

– „Samorządy, zamiast zwalniać, mogłyby tworzyć mniejsze klasy. Ale im, niestety, nie o to chodzi, żeby w szkole było lepiej, tylko żeby było taniej” – wskazuje Ryszard Kowalik, szef kujawsko-pomorskiego ZNP. Jako przykład podaje Włocławek, gdzie w tym roku pracę może stracić aż 160 nauczycieli i 40 pracowników administracyjnych.

Jak pomóc zwalnianym nauczycielom? Prof. Stanisław Dylak, pedagog z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, wskazuje na pewne rozwiązania z Zachodu. – „W USA prowadzona jest specjalna baza, w której rejestruje się nauczycieli podejmujących pracę na zastępstwa. Część tej kadry mogłaby pracować na uczelniach, w końcu najlepiej wiedzą, jak być nauczycielami. Profesorom często zarzuca się, że uczą o szkole, choć nigdy w niej nie pracowali. Może to byłaby szansa i dla uczelni, i dla tych najlepszych nauczycieli z powołaniem” – mówi prof. Dylak.

– „Pewne ruchy można było uprzedzić, np. zalecić im dodatkową specjalizację, zachęcać do nauczania kilku przedmiotów” – tłumaczyła przed rokiem Elżbieta Leszczyńska, b. kurator oświaty w Poznaniu, dziś wykładająca na Wydziale Studiów Edukacyjnych UAM. – „Nauczyciel to zawód, który trudno zmienić. Zwolniony po 15 latach pracy w szkole historyk czy chemik nie pójdzie pracować do fabryki” – podkreślała.

Największe szanse na nowe zatrudnienie mają ci, którzy uczą przedmiotów zawodowych – ich wciąż brakuje, niektóre szkoły zatrudniają nawet osoby bez przygotowania pedagogicznego (pozwala na to prawo oświatowe). – „Jak wynika z danych ministerialnych w 2011 r. nauczyciele zawodów znaleźli się w piętnastce najbardziej deficytowych profesji” – mówi dr Krzysztof Bondyra, socjolog i specjalista od rynku pracy z UAM. – „Czemu nie zachęcamy nauczycieli do przekwalifikowania się w tym kierunku? Znam bardzo dobrą szkołę zawodową, w której za kilka lat trzeba będzie wymienić większość kadry, bo taka tam jest struktura wieku” – dodaje.

– „Nauczyciele są ofiarami polityki” – uważa dr Bondyra. – „Jeden z moich profesorów mawiał, że samorządy powstały po to, by brać na siebie konflikty społeczne. I dziś politycy próbują nas przekonywać, że problem nauczycieli to kłopot władz lokalnych, a nie rządu. To nieprawda. Nauczyciel przez wiele lat był zawodem pewnym, a teraz to się zmieniło. Ludzie nie są na to gotowi” – dodaje socjolog.

Niektóre samorządy starają się pomagać zwalnianym przez siebie pedagogom, np. w Poznaniu działa specjalna strona internetowa dla bezrobotnych nauczycieli. Dane, które tam znajdziemy, nie napawają jednak optymizmem. Za jej pośrednictwem pracy szuka w tej chwili: 82 polonistów, 77 anglistów, 56 wuefistów, 101 nauczycieli wychowania przedszkolnego i 106 – początkowego.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Polskie wiadomości prosto z Niemiec?

Polskie wiadomości prosto z Niemiec?

W marcu 2013 należąca do Verlagsgruppe Passau spółka Polskapresse kupiła 100% udziałów w Mediach Regionalnych. Co to oznacza dla polskiego czytelnika?

Jak zauważa portal patriotyzmekonomiczny.pl, w ten sposób niemiecki koncern skupił prawie całą prasę regionalną oraz około setki portali lokalnych w jednym ręku. Komentarze na temat tej transakcji podkreślają jej biznesową stronę, czyli nowe możliwości, które zyskuje Polskapresse, i przekonują o idealnym uzupełnianiu się dwóch dotąd odrębnych organizmów. Opinie te wyrażane są w duchu przekonania, że „kapitał nie ma ojczyzny”.

Istnieje jednak ryzyko, że polska prasa regionalna utraci niezależność. Ponieważ o jej losach będzie decydował niemiecki właściciel, wielu dziennikarzy może czuć presję, by nie pisać np. o uchybieniach w zakładzie należącym do jakiegoś niemieckiego koncernu. Można też podejrzewać, że wielu będzie się bało np. chwalić „niemieckosceptycznych” polityków polskich lub zacznie na wszelki wypadek promować polityków „niemieckoentuzjastycznych”.

Portal zauważa, że choć sama obecność zachodnich koncernów w polskiej gospodarce może jej przynosić wymierne korzyści, to w tym przypadku niepokojący jest już sam fakt powstania monopolu. Wiąże się z tym ryzyko zawyżania cen i obniżania jakości usług.

Zapomniani pacjenci

Zapomniani pacjenci

Dla psychicznie chorych brakuje lekarzy, leków i łóżek w szpitalach. Do nielicznych specjalistów muszą czekać w bardzo długich kolejkach. Młodzi ludzie nie garną się do zawodu psychiatry, bo jest to nieopłacalne.

Jak informuje „Dziennik Polski”, w Polsce jest tylko 2,2 tys. psychiatrów dla dorosłych, a powinno być blisko 4 tys. Psychiatrów pediatrycznych jest jeszcze mniej – zaledwie 380 (a powinno być 1,5 tys.).

Dlaczego absolwenci studiów medycznych niechętnie wybierają specjalizacje psychiatryczne? – „Bo się im to nie opłaca. Nie widzą perspektyw w tej skrajnie niedoinwestowanej branży medycznej” – twierdzi prof. Marek Jarema, krajowy konsultant w dziedzinie psychiatrii. Przykładowo, krakowski Szpital im. J. Babińskiego za 8-dniową terapię osób z problemami alkoholowymi otrzymuje 1700-1800 zł, podczas gdy oddział toksykologiczny w placówce ogólnej za to samo dostaje ok. 3800 zł. A szpital psychiatryczny w Niemczech wydaje na każdego pacjenta dziennie ok. 300 euro.

Małopolski oddział NFZ z powodu braku ofert zmuszony był unieważnić ogłoszony w lutym konkurs na świadczenia psychiatryczne dla dzieci i młodzieży w powiecie olkuskim, dwa konkursy w powiecie nowosądeckim oraz po jednym w tarnowskim i dąbrowskim. Brak personelu był jednym z powodów zamknięcia oddziału psychiatrycznego dla dzieci i młodzieży w Szpitalu Wojewódzkim w Radomiu. W Szpitalu im. Babińskiego ok. 700 pacjentami – rozlokowanymi w oddziałach na rozległym terenie – opiekuje się teraz już tylko… dwóch psychiatrów.

Placówki od lat są nieremontowane, a warunki w nich – bardzo złe. Jak wynika z raportu Najwyższej Izby Kontroli, „aż 70 proc. skontrolowanych sal było nieprzystosowanych lub niewystarczająco przystosowanych do specyfiki leczenia psychiatrycznego. Często nie przestrzegano nawet podstawowych wymogów: łóżka nie były dostępne z trzech stron, a odstępy pomiędzy nimi nie zapewniały swobodnego dostępu do pacjentów. Połowa oddziałów była zaniedbana: ściany były brudne, okna nieszczelne, a w toaletach brakowało papieru toaletowego”. NIK za tę sytuację obwinia głównie ministra zdrowia, który nie wdrożył nowych rozwiązań, wynikających z Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego. Swój udział mają też dyrektorzy szpitali, którzy chcąc zmniejszyć zadłużenie, redukują wszelkie możliwe koszty.

Chorzy – poza deficytem lekarzy – mają problem również z dostępem do nowoczesnych leków. Jak zauważa dr Urszula Grabiec, wiele preparatów jest u nas refundowanych wyłącznie w przypadku jednej choroby, podczas gdy ich podawanie w mniejszych dawkach daje znakomite efekty także w leczeniu innych zaburzeń, m.in. tych, które dotykają najstarszych pacjentów. Chcąc je przyjmować, musieliby płacić pełną kwotę, a na to ich nie stać.

W tym roku na psychicznie chorych i uzależnionych NFZ wyda 2,2 mld zł, tj. 3,6 (!) proc. wszystkich przeznaczonych na leczenie kwot.

O bolączkach polskiego lecznictwa psychiatrycznego obszernie pisaliśmy w „Nowym Obywatelu” z zimy 2012.

Najmłodsi i najbiedniejsi

Najmłodsi i najbiedniejsi

Co trzecie polskie dziecko żyje w biedzie, co szóste w nędzy. Nasza polityka społeczna to klęska – wskazują eksperci.

Jak informuje „Rzeczpospolita”, przytaczając wyniki najnowszego raportu GUS dotyczącego 2011 r., świadczenia rodzinne przysługujące dzieciom żyjącym w biedzie otrzymuje aż 2,5 mln osób wieku do 17 lat. Co więcej, z pomocy społecznej – adresowanej do osób żyjących w jeszcze gorszych warunkach – korzystało 16 proc. najmłodszych. Oznacza to, iż co szóste dziecko ma problemy z zaspokojeniem podstawowych potrzeb życiowych. Jak wynika z danych resortu pracy, w ubiegłym roku nie było lepiej – zasiłki rodzinne (wypłacane do 24. roku życia) pobierało 2,5 mln osób. Ze świadczeń korzystają rodziny, w których dochód netto na osobę nie przekracza 504 zł (ewentualnie 583 zł, gdy wychowuje się w niej dziecko niepełnosprawne). Jest to poziom w okolicach tzw. minimum egzystencji, czyli kwoty, poniżej której ma się problem z biologicznym przeżyciem.

Najbardziej szokujący jest jednak fakt, iż – według GUS – niemal połowa korzystających ze świadczeń, tj. 1,2 mln dzieci, żyje w rodzinach, gdzie dochód jest niższy niż połowa zarobków uprawniających do świadczeń (nie przekraczają one zatem 252 zł lub 292 zł na osobę).

Mimo iż jako szczególnie narażonych na biedę przedstawia się zazwyczaj emerytów, w praktyce dotyka ona najczęściej najmłodszych – wskazuje Maciej Bukowski, prezes Instytutu Badań Strukturalnych. Mimo to na świadczenia rodzinne wydajemy najmniej na świecie – dodaje. Także prof. Katarzyna Duczkowska-Małysz z SGH podkreśla, że najbardziej narażone na biedę są rodziny z dziećmi – zwłaszcza żyjące w małych miasteczkach. Zdaniem Stanisława Kluzy, demografa i ekonomisty, rząd powinien jak najszybciej obniżyć opodatkowanie rodzin. – „Nie może być tak, że państwo traktuje najmłodszych jak luksusową konsumpcję” – podsumowuje.