„Śmieciówki” kuszą pracodawców

„Śmieciówki” kuszą pracodawców

Niemal co trzecia osoba zatrudniona w małej bądź średniej firmie otrzymała w ciągu ostatnich dwóch lat propozycję (nierzadko „nie do odrzucenia”) przejścia z etatu na umowę-zlecenie, o dzieło lub samozatrudnienie.

Tak wynika z badania reprezentatywnej próby małych i średnich przedsiębiorstw, zrealizowanego na zlecenie „Rzeczpospolitej”. Co więcej, 8,5 proc. firm złożyło taką ofertę ponad połowie zatrudnionych przez siebie osób. Z drugiej strony, 30 proc. pracodawców deklaruje, że zaproponowało pracownikom w ciągu ostatnich dwóch lat przejście z kontraktu czasowego na umowę na czas nieokreślony.

Zdaniem dziennika nie można się spodziewać, że w okresie dekoniunktury przybywać będzie stałych umów. Prof. Elżbieta Kryńska z Uniwersytetu Łódzkiego przekonuje, że pewna elastyczność na rynku pracy pozwala mu przetrwać złe czasy. Jej zdaniem rząd powinien rozważyć, czy nie ograniczyć nieco ochrony bezterminowych kontraktów kosztem „podniesienia” jej dla umów na czas określony. Dzięki temu najmniej atrakcyjne dla pracowników formy umów straciłyby część swojej atrakcyjności dla pracodawców, a jednocześnie ci ostatni mieliby mniejsze opory przed zatrudnianiem na etat.

Jeśli to szef jest inicjatorem przejścia pracowników z etatowej współpracy na cywilną o takim samym zakresie, naraża się na zarzut obejścia przepisów Kodeksu pracy. Może go to kosztować nawet 30 tys. zł grzywny nałożonej przez inspektora pracy.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Świat usłyszy o #OccupyGezi

Świat usłyszy o #OccupyGezi

Antyrządowe protesty w Turcji wykorzystują oryginalne metody, m.in. oparte na tzw. finansowaniu społecznościowym.

28 maja w Stambule wybuchł protest przeciwko planom budowy na miejscu parku Gezi centrum handlowego. Początkowo uczestniczyła w nim grupa około 50 ekologów. Po brutalnej akcji policji demonstracja, która przerodziła się w zryw antyrządowy, zaczęła gromadzić coraz więcej osób i rozlała się na inne części stolicy Turcji, a nawet inne miasta.

Occupy Gezi – nazwa ruchu nawiązuje do protestów na nowojorskim Wall Street w 2011 roku – oprócz zachowania parku miejskiego domaga się zakończenia represji policyjnych oraz zapewnienia wolności zgromadzeń i wypowiedzi, a także żąda zaprzestania prywatyzacji przestrzeni publicznej. Protestujący chcą dotrzeć ze swoim przekazem do jak najszerszego grona odbiorców. W tym celu wykorzystują media społecznościowe takie jak Twitter.

Kilka dni temu pojawił się pomysł, żeby na łamach „New York Timesa” zamieścić całostronicowe oświadczenie wyjaśniające, o co chodzi demonstrantom: „Chcemy, żeby świat od samych Turków usłyszał, co dzieje się w Turcji. Chcemy, by świat wsparł nas w dążeniu do prawdziwej demokracji w naszym kraju”. Reklama tych rozmiarów w tak prestiżowym dzienniku jest jednak droga. Dlatego też protestujący postanowili rozpocząć zbiórkę 55 tys. dolarów potrzebnych na jej wykupienie. Wykorzystali w tym celu serwis Indiegogo, który służy do tzw. finansowania społecznościowego różnych przedsięwzięć (ang. crowdfunding; o finansowaniu społecznościowym – i nie tylko – pisaliśmy tutaj). Już w ciągu 24 godzin od rozpoczęcia zbiórki obrońcom parku Gezi udało się zgromadzić tę sumę.

Każdy, kto wpłacił jakąkolwiek kwotę, może zaproponować swoją wersję tekstu, który następnie ukaże się w „New York Timesie”. Jedna z propozycji brzmi: „Brutalna odpowiedź na pokojowy protest w obronie parku Gezi pokazuje coraz bardziej autorytarne zapędy rządu, żeby ograniczyć prawa obywateli. Liczymy na nowy dialog, który przywróci zaufanie obywateli do rządu, który dał Turcji silną pozycję na arenie międzynarodowej, ale teraz znany jest na świecie z represji policyjnych, które uderzają w fundamenty demokracji”.

Zbiórka pieniędzy trwa dalej i na chwilę obecną Occupy Gezi zgromadziło już blisko 100 tys. dolarów.

Strona kampanii na Indiegogo

Rodzice bez wsparcia

Rodzice bez wsparcia

Z powodu zbyt ostrych kryteriów i niewielkiej puli środków, aż w 6 z 16 województw żaden powiatowy urząd pracy nie dostał pieniędzy na wsparcie dla osób wychowujących dziecko.

Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna”, z danych resortu pracy wynika, że od początku roku z rezerwy ministra na wsparcie dla bezrobotnych rodziców urzędy otrzymały niecałe 9,3 mln zł, podczas gdy np. na aktywizację bezrobotnych do 30. roku życia „pośredniaki” dostały 89 mln zł. Z kolei na umożliwienie powrotu do pracy osobom powyżej 50. roku życia mogą wydać kolejne 52 mln zł.

Urzędy mogły występować o dodatkowe wsparcie dla rodziców w formie powszechnych dotacji lub programów specjalnych. W ramach pierwszego rodzaju pomocy żaden „pośredniak” nie starał się o wsparcie. – „Grupa docelowa, czyli bezrobotni rodzice z dzieckiem do 6. roku życia, została źle sprofilowana, a kryteria określone za ostro” – tłumaczy Marcin Flaczyński, kierownik Centrum Aktywizacji Zawodowej z Powiatowego Urzędu Pracy w Będzinie (woj. śląskie). Dodaje, że urzędy, przewidując, iż na ten cel nie dostaną zbyt wiele środków, postanowiły występować raczej o wsparcie dla młodych i starszych bezrobotnych.

Niewielkim zainteresowaniem PUP-ów cieszyły się również programy specjalne. Na 16 województw aż w sześciu żaden powiatowy urząd pracy nie otrzymał pieniędzy na programy dla rodziców wychowujących dziecko, a w kolejnych sześciu – udało się tylko jednemu lub dwóm powiatom. Barierą okazały się przepisy, które jako warunek otrzymania środków wymagają wkładu własnego. – „Jednostka może napisać program specjalny, ale by dostać dodatkowe pieniądze z rezerwy, musi przeznaczyć na ten cel 10 proc. środków przyznanych z Funduszu Pracy na podstawie algorytmu” – tłumaczy Urszula Puławska-Krzystanek, dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Sieradzu. Jej zdaniem, obecnie nie wszystkie urzędy pracy mają takie fundusze.

PIH popiera ograniczenie handlu w niedzielę

PIH popiera ograniczenie handlu w niedzielę

Polska Izba Handlu, reprezentująca m.in. sieci Stokrotka oraz Piotr i Paweł, pozytywnie odniosła się do pomysłu zamykania sklepów w niedziele. Co więcej, PIH podkreśliła, że tygodniowe obroty wcale nie muszą być z tego powodu dużo mniejsze.

„Polska Izba Handlu popiera projekt wprowadzenia ograniczenia handlu w niedzielę, zważywszy na rolę społeczną, promowanego przez Izbę, nowoczesnego handlu z tradycjami” – napisano w wydanym w poniedziałek komunikacie.

Handlowcy z PIH zwrócili uwagę, że podobne przepisy funkcjonują m.in. w Niemczech, Belgii, Finlandii, Norwegii czy Szwajcarii i nie są tam dużym utrudnieniem. „Również w Polsce mija czas, gdy przebywanie w placówce handlowej było atrakcyjną formą spędzania wolnego czasu” – stwierdzili, wyjaśniając, że kiedyś niedziela przynosiła wysokie obroty, ale obecnie jest to dzień najniższych zysków i tendencja jest malejąca. „Dlatego praca w niedzielę staje się coraz bardziej nieopłacalna – klientów jest mniej, a koszty utrzymania sklepów wzrastają” – podsumowali handlowcy z Izby.

– „Dni wolne od handlu, które funkcjonują już teraz, jednoznacznie pokazują, jakie są zachowania konsumentów – dokonują oni większych zakupów przed czasem świątecznym” – powiedział Waldemar Nowakowski, prezes Polskiej Izby Handlu. – „W przypadku wejścia w życie wspomnianego zakazu zakupy zostaną rozłożone na sześć dni, a ludzie przecież nie przestaną jeść o jeden dzień mniej” – dodał.

Według danych zebranych przez PIH obrót tygodniowy z niedzielą wolną nie jest odczuwalnie niższy niż ten z niedzielą pracującą, bo zyski w małych i średnich sklepach to tylko ok. 10% przychodów z dni powszednich.

Handlowcy z PIH zwrócili też uwagę na inny problem, jakim są trudności w znalezieniu osób zainteresowanych pracą w handlu. Powodem niechęci potencjalnych pracowników jest m.in. właśnie praca w niedziele. „W większości pracownikami sklepów są kobiety (70%), a znaczenia ich nieobecności w domu w tym dniu nie da się przeliczyć na żadne wskaźniki ekonomiczne” – napisano w komunikacie.

Polska Izba Handlu zrzesza ponad 30 tys. podmiotów handlowych; są to zarówno pojedyncze sklepy, jak i ogólnopolskie sieci franczyzowe i dystrybucyjne, m.in. Piotr i Paweł, Stokrotka, Groszek, abc i Społem.

_____

Przedruk za stroną NSZZ „Solidarność”