Pociąg raz na kilka dni

Pociąg raz na kilka dni

W świętokrzyskim Staszowie kolej pojawia się dwa razy w tygodniu. Po odjeździe niedzielnego pociągu na następne połączenie trzeba czekać aż do piątku.

W grudniu 2012 r. do Staszowa po prawie trzynastoletniej przerwie wróciły pociągi pasażerskie. Nie był to jednak zbyt widowiskowy comeback – mowa mianowicie o tylko dwóch pociągach na tydzień. W piątki na staszowskiej stacji o godz. 20.44 zatrzymuje się pociąg InterRegio relacji Wrocław Główny – Przemyśl Główny, a w niedziele o godz. 16.24 przystaje w Staszowie pociąg InterRegio zmierzający z Przemyśla do Wrocławia.

Pociągi pojeździły 28 lat

Staszów to liczące 15 tys. mieszkańców miasto powiatowe leżące na południowym wschodzie województwa świętokrzyskiego. Kolej normalnotorowa dotarła do Staszowa dopiero w 1972 r. Pociągi pasażerskie zdążyły tu pojeździć jedynie przez 28 lat. Odcinek z Włoszczowic przez Staszów do Połańca znalazł się wśród 1028 km linii, z których jednego dnia – pamiętnego 3 kwietnia 2000 r. – wycofano pociągi pasażerskie. Dekadę wcześniej, już w 1990 r., zlikwidowane zostały połączenia pasażerskie na linii łączącej Staszów z Tarnobrzegiem, zbudowanej w 1973 r.

Prowadzona w latach 70. rozbudowa sieci kolejowej między Kielcami i Tarnobrzegiem związana była z rozwojem górnictwa siarki, której wydobycie na dużą skalę rozpoczęto w 1966 r. w podstaszowskiej kopalni Grzybów. Od połowy lat 70. Polska cieszyła się pozycją drugiego światowego producenta i eksportera siarki, a kopalnia Jeziórko była największą otworową kopalnią siarki na świecie. Dziś, gdy siarkę głównie odzyskuje się z gazu ziemnego i ropy naftowej, przez co rentowność wydobycia surowca poważnie się obniżyła, z tarnobrzeskiego zagłębia siarkowego ostała się tylko jedna działająca kopalnia – w Osieku.

Pociąg w piątek, pociąg w niedzielę

Powrót pociągów pasażerskich do Staszowa po prawie 13 latach przerwy to skutek uboczny prac modernizacyjnych prowadzonych na magistrali Kraków – Tarnów – Rzeszów – Przemyśl. Mianowicie spółka PKP Polskie Linie Kolejowe od grudnia 2012 r. dopuściła na odcinku między Krakowem a Rzeszowem jedynie ruch pociągów, których trasy nie wykraczają poza relację Kraków – Przemyśl. Przewozy Regionalne postanowiły ominąć ten zakaz poprzez wytrasowanie pociągu InterRegio z Przemyśla do Wrocławia okrężną drogą przez Stalową Wolę, Tarnobrzeg, Staszów, Kielce, Zawiercie. Choć objazd oznacza wydłużenie relacji Przemyśl – Wrocław z 509 km do 626 km, to tym sposobem udało się zaoferować możliwość podróży z Przemyśla do Wrocławia bez konieczności przesiadek.

Kursujący przez Staszów pociąg InterRegio to obecnie jedyne bezpośrednie połączenie Przemyśla z Wrocławiem. Stale obserwujemy zainteresowanie podróżnych naszą ofertą na tej trasie – mówi Michał Stilger z centrali Przewozów Regionalnych. Połączenie jest realizowane tylko raz na tydzień: w piątki z Wrocławia do Przemyśla, w niedziele z Przemyśla do Wrocławia. – Terminy kursowania dostosowane zostały do komercyjnego charakteru połączeń InterRegio – tłumaczy Stilger. – Z pociągów kursujących w piątki i niedziele, czyli w dniach, w których przypadają szczyty przewozowe, korzysta bardzo wielu naszych pasażerów na różnych trasach.

Zawsze kilka osób wsiada i wysiada

Od 2000 r. – kiedy ze Staszowa odjechał ostatni przed trzynastoletnią przerwą pociąg pasażerski – wiele się zmieniło. Z dworca kolejowo-autobusowego opuszczonego najpierw przez kolej wyprowadził się następnie również PKS. Budynek dworca niszczeje, a plac manewrowy dla autobusów zajmuje baza firmy przewożącej mrożonki. Dawni pasażerowie kolei zdążyli się już przyzwyczaić do innych środków transportu. – Luka po połączeniu kolejowym Kielce – Połaniec została wypełniona przez komunikację samochodową – mówi Tomasz Fąfara, zastępca burmistrza Staszowa. – Tradycyjnie dostępność komunikacyjną zapewniają autobusy – bezpośrednie linie do Wrocławia, Kielc, Katowic, Lublina, Krakowa i Warszawy.

Czy w tej sytuacji staszowianie w ogóle zauważyli symboliczny powrót pociągów pasażerskich do swojego miasta? – Obecna oferta na pewno nie jest zadowalająca. Pomimo tego i pomimo braku jakiejkolwiek akcji promocyjnej ze strony kolei, nie ma w Staszowie pustych postojów. Zawsze kilka osób wsiada i wysiada – zapewnia Fąfara. Potwierdza to Michał Stilger z Przewozów Regionalnych: – Z postoju w Staszowie korzysta od kilku do kilkunastu pasażerów.

Albo szybciej, albo taniej

Wiceburmistrz Fąfara uważa, że kolej, by przyciągnąć więcej staszowian, musi być albo szybsza, albo tańsza od autobusów. I wskazuje najbardziej palące problemy komunikacyjne: – Znaczenie, jako ważny ośrodek w województwie, zyskuje Sandomierz, z którym komunikacja autobusowa jest jednak bardzo słaba. Problemem jest też komunikacja lokalna w dni świąteczne, kiedy to przewoźnicy autobusowi nie chcą obsługiwać deficytowych kursów.

Wszystko wskazuje na to, że powyższe problemy na razie nie doczekają się rozwiązania, a Staszów pozostanie nietypową stacją, na której pociągi zjawiają się tylko co kilka dni. Iwona Sinkiewicz-Potaczała z organizującego kolejowe przewozy regionalne Urzędu Marszałkowskiego Województwa Świętokrzyskiego powiedziała, że reaktywacja regularnych połączeń kolejowych wokół Staszowa, Buska-Zdroju czy Połańca nie jest planowana. – Nie uznajemy południowo-wschodniej części województwa za obszar problemowy w kontekście dostępności transportowej. Brak kolejowych przewozów regionalnych jest kompensowany komunikacją autobusową, realizowaną przez PKS-y oraz licznych prywatnych przewoźników.

Karol Trammer

Tekst pierwotnie ukazał się w dwumiesięczniku „Z Biegiem Szyn”, nr 65, maj-czerwiec 2013; http://www.zbs.net.pl

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

W obronie żywicielki

W obronie żywicielki

Około 8 tys. osób demonstrowało w Brzeszczach w obronie miejscowej kopalni, która zatrudnia około 3 tys. pracowników i jest jednym z największych pracodawców w Małopolsce.

Planowany przebieg drogi ekspresowej S1 może oznaczać skrócenie szacowanej na 30 lat żywotności zakładu o ok. 10-12 lat. Jak informuje Interia.pl, demonstranci przeszli spod kopalni przez miasto pod magistrat. Odbył się tam wiec, podczas którego domagano się m.in. dymisji burmistrz miasta i rady miejskiej. Po zakończeniu manifestacji kilkuset protestujących próbowało wejść do Urzędu Miejskiego, a w stronę budynku poleciały kamienie i jajka. Interweniowała policja, użyto pałek i gazu łzawiącego, zatrzymano 12 osób.

Wiceszef górniczej „Solidarności”, a zarazem przewodniczący związku w kopalni Stanisław Kłysz wyjaśnia, że manifestujący walczą o to, aby planowana droga nie przechodziła przez pola wydobywcze. – „Budowa drogi doprowadzi do degradacji całej gminy, nie tylko kopalni. Jeśli nie będzie kopalni, to nie będzie też innych miejsc pracy w okolicy, łącznie z handlem, usługami i innymi przedsiębiorstwami. Chcemy też głośno powiedzieć, że nie zgadzamy się z polityką władz samorządowych i pani burmistrz, która robi wszystko, żeby S1 przeszła przez Brzeszcze, twierdząc, że to oznacza rozwój gminy” – mówił. Poinformował też, że społeczny komitet obrony kopalni rozpoczął zbiórkę podpisów pod wnioskiem o referendum w sprawie odwołania miejscowych władz.

Burmistrz Teresa Jankowska broni się, że władze lokalne nie mają możliwości wydania decyzji o lokalizacji drogi oraz dodając, że teren pod S1 został zarezerwowany w planie zagospodarowania przestrzennego gminy w 2005 r. z „pełną akceptacją” instytucji związanych z branżą węglową. Powiedziała też, że przedstawiciele kopalni zapewnili samorząd, iż nikt nie straci pracy.

Pod koniec maja, w związku z planowaną budową drogi, zarząd Kompanii Węglowej zapowiedział jej restrukturyzację, co stało się bezpośrednim powodem protestu.

Kontrowersje wokół liczącego 40 km odcinka trasy S1, który ma połączyć Mysłowice i Bielsko-Białą, trwają od 2008 r. W dotychczasowych konsultacjach negatywnie o różnych wariantach wypowiadali się m.in. ekolodzy, mieszkańcy Oświęcimia i okolicznych wsi oraz samorządy Bestwiny i Miedźnej, a nawet UNESCO, gdyż zgodnie z jedną z propozycji trasa miałaby przebiegać w pobliżu byłego obozu zagłady Auschwitz II-Birkenau.

Rzecznik katowickiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad Marek Prusak powiedział, że ostateczny wariant przebiegu drogi zostanie wybrany w trzecim kwartale br.

„Śmieciówki” kuszą pracodawców

„Śmieciówki” kuszą pracodawców

Niemal co trzecia osoba zatrudniona w małej bądź średniej firmie otrzymała w ciągu ostatnich dwóch lat propozycję (nierzadko „nie do odrzucenia”) przejścia z etatu na umowę-zlecenie, o dzieło lub samozatrudnienie.

Tak wynika z badania reprezentatywnej próby małych i średnich przedsiębiorstw, zrealizowanego na zlecenie „Rzeczpospolitej”. Co więcej, 8,5 proc. firm złożyło taką ofertę ponad połowie zatrudnionych przez siebie osób. Z drugiej strony, 30 proc. pracodawców deklaruje, że zaproponowało pracownikom w ciągu ostatnich dwóch lat przejście z kontraktu czasowego na umowę na czas nieokreślony.

Zdaniem dziennika nie można się spodziewać, że w okresie dekoniunktury przybywać będzie stałych umów. Prof. Elżbieta Kryńska z Uniwersytetu Łódzkiego przekonuje, że pewna elastyczność na rynku pracy pozwala mu przetrwać złe czasy. Jej zdaniem rząd powinien rozważyć, czy nie ograniczyć nieco ochrony bezterminowych kontraktów kosztem „podniesienia” jej dla umów na czas określony. Dzięki temu najmniej atrakcyjne dla pracowników formy umów straciłyby część swojej atrakcyjności dla pracodawców, a jednocześnie ci ostatni mieliby mniejsze opory przed zatrudnianiem na etat.

Jeśli to szef jest inicjatorem przejścia pracowników z etatowej współpracy na cywilną o takim samym zakresie, naraża się na zarzut obejścia przepisów Kodeksu pracy. Może go to kosztować nawet 30 tys. zł grzywny nałożonej przez inspektora pracy.

Świat usłyszy o #OccupyGezi

Świat usłyszy o #OccupyGezi

Antyrządowe protesty w Turcji wykorzystują oryginalne metody, m.in. oparte na tzw. finansowaniu społecznościowym.

28 maja w Stambule wybuchł protest przeciwko planom budowy na miejscu parku Gezi centrum handlowego. Początkowo uczestniczyła w nim grupa około 50 ekologów. Po brutalnej akcji policji demonstracja, która przerodziła się w zryw antyrządowy, zaczęła gromadzić coraz więcej osób i rozlała się na inne części stolicy Turcji, a nawet inne miasta.

Occupy Gezi – nazwa ruchu nawiązuje do protestów na nowojorskim Wall Street w 2011 roku – oprócz zachowania parku miejskiego domaga się zakończenia represji policyjnych oraz zapewnienia wolności zgromadzeń i wypowiedzi, a także żąda zaprzestania prywatyzacji przestrzeni publicznej. Protestujący chcą dotrzeć ze swoim przekazem do jak najszerszego grona odbiorców. W tym celu wykorzystują media społecznościowe takie jak Twitter.

Kilka dni temu pojawił się pomysł, żeby na łamach „New York Timesa” zamieścić całostronicowe oświadczenie wyjaśniające, o co chodzi demonstrantom: „Chcemy, żeby świat od samych Turków usłyszał, co dzieje się w Turcji. Chcemy, by świat wsparł nas w dążeniu do prawdziwej demokracji w naszym kraju”. Reklama tych rozmiarów w tak prestiżowym dzienniku jest jednak droga. Dlatego też protestujący postanowili rozpocząć zbiórkę 55 tys. dolarów potrzebnych na jej wykupienie. Wykorzystali w tym celu serwis Indiegogo, który służy do tzw. finansowania społecznościowego różnych przedsięwzięć (ang. crowdfunding; o finansowaniu społecznościowym – i nie tylko – pisaliśmy tutaj). Już w ciągu 24 godzin od rozpoczęcia zbiórki obrońcom parku Gezi udało się zgromadzić tę sumę.

Każdy, kto wpłacił jakąkolwiek kwotę, może zaproponować swoją wersję tekstu, który następnie ukaże się w „New York Timesie”. Jedna z propozycji brzmi: „Brutalna odpowiedź na pokojowy protest w obronie parku Gezi pokazuje coraz bardziej autorytarne zapędy rządu, żeby ograniczyć prawa obywateli. Liczymy na nowy dialog, który przywróci zaufanie obywateli do rządu, który dał Turcji silną pozycję na arenie międzynarodowej, ale teraz znany jest na świecie z represji policyjnych, które uderzają w fundamenty demokracji”.

Zbiórka pieniędzy trwa dalej i na chwilę obecną Occupy Gezi zgromadziło już blisko 100 tys. dolarów.

Strona kampanii na Indiegogo