Prezes to ma klawe życie

Prezes to ma klawe życie

„The Economist”, bazując m.in. na danych na temat zarobków czy średniego czasu pracy, policzył, ile dni muszą pracować Europejczycy, żeby zarobić tyle, ile ich szefowie w godzinę.

Analiza, przywołana przez serwis Wyborcza.biz, obejmuje 22 kraje. Jak się okazuje, na równowartość średniej godzinnej pensji swoich prezesów najdłużej tyrają Rumuni: przeciętny pracownik by zarobić 305 dolarów musi trudzić się ok. 13 dni.

Około 10 dni muszą harować ukraińscy, rosyjscy i włoscy pracownicy, by uzyskać przychody, które ich szefom przynosi 60 min. w biurze (odpowiednio: 187, 264 oraz 957 dol.). Polacy muszą pracować aż tydzień, by wzbogacić się o przeciętną godzinną stawkę szefa nadwiślańskiej firmy, tj. o 262 dol. Najbardziej egalitarne stosunki w dziedzinie płac panują w Norwegii, Szwajcarii, Islandii oraz Irlandii – tamtejsi pracownicy zarabiają prezesowskie godzinówki w 2-3 dni.

„The Economist” zrobił też symulację pokazującą, ile dni musi pracować osoba zarabiająca najniższą krajową, by dogonić godzinne wynagrodzenie typowego prezesa. Jak się okazuje, najgorzej opłacany Ukrainiec czy Rumun musi w tym celu harować ok. miesiąca. Wśród krajów Unii niechlubnym liderem wspomnianego rankingu jest Hiszpania – blisko 20 dni.

Gazeta podała ponadto, że większość czasu pracy szefowie spędzają na spotkaniach.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Śladami łódzkiej rewolucji

Śladami łódzkiej rewolucji

W przyszłą sobotę (22 czerwca) Stowarzyszenie „Obywatele Obywatelom” zorganizuje w Łodzi rocznicową wycieczkę śladami socjalno-niepodległościowego zrywu z 1905 r.

22 czerwca to kolejna, już 108. rocznica łódzkiej rewolucji. Strajki, a później także walki robotników z carską policją i wojskiem toczyły się od początku 1905 r. aż do 1907 r., jednak te najbardziej znane (i krwawe) miały miejsce w czerwcu 1905 r. Z tej okazji zapraszamy na spacer śladami robotniczego buntu, podczas którego odwiedzimy szereg miejsc związanych z tym wydarzeniem.

Na trasie znajdą się miejsca, gdzie stały barykady, gdzie fabrykanci obradowali na temat ustępstw wobec robotników, czy te, gdzie protestowali uczniowie (bo strajkowali nie tylko robotnicy). Wyjaśnimy, jakie były przyczyny i skutki rewolucji dla Łodzi i jej mieszkańców oraz dla sytuacji w kraju.

Organizatorem spaceru jest Stowarzyszenie „Obywatele Obywatelom” (wydawca „Nowego Obywatela” i książek przypominających polskie tradycje egalitarne), a poprowadzi go dr Maciej Kronenberg – regionalista, przewodnik po Łodzi i województwie, prezes Centrum Inicjatyw na rzecz Rozwoju „Regio”, społecznik związany z naszym środowiskiem od 15 lat.

Start w sobotę 22 czerwca na ul. Piotrkowskiej 104 (przed Urzędem Miasta Łodzi), o godz. 15:00 (spacer potrwa ok. 2,5 godziny).

Zapraszamy!

Strona wydarzenia na Facebooku

Dłuższy czas pracy niepełnosprawnych niezgodny z Konstytucją

Dłuższy czas pracy niepełnosprawnych niezgodny z Konstytucją

Na wniosek „Solidarności” Trybunał Konstytucyjny uznał za niezgodne z ustawą zasadniczą rządowe zmiany dotyczące norm czasu pracy osób niepełnosprawnych.

Chodzi o zmianę polegającą na wydłużeniu z 7 do 8 godzin na dobę oraz z 35 do 40 godzin tygodniowo wymiaru czasu pracy osób legitymujących się orzeczeniem o znacznym lub o umiarkowanym stopniu niepełnosprawności.

TK przyznał rację „S”, że wydłużenie czasu pracy osób niepełnosprawnych pogarsza m.in. ich sytuację prawną, prowadzi do częściowego demontażu systemu rehabilitacji zawodowej. Ustawodawca wprowadzając nowe przepisy zmienił dotychczasową zasadę, że do skróconego czasu pracy uprawniało orzeczenie o niepełnosprawności, które uwzględniało odpowiednie kryteria oraz tryb odwoławczy. Obecnie skrócony czas pracy przysługuje jedynie na podstawie zaświadczenia lekarskiego, przy wydawaniu którego nie wprowadzono żadnych kryteriów i trybu odwoławczego. Nie wprowadzono też mechanizmu ochronnego przed pracodawcą, który takiego zaświadczenia nie uwzględnił.

Trybunał uznając kwestionowane przez „Solidarność” przepisy, dał ustawodawcy rok na zmianę. W imieniu Komisji Krajowej NSZZ „S” wniosek napisała i prezentowała mec. Ewa Kędzior.

_____

Przedruk za stroną NSZZ „Solidarność”

Bo miejsce ma znaczenie

Bo miejsce ma znaczenie

Pracownicy i sympatycy byłego malborskiego przedsiębiorstwa Malma protestują przeciwko prawdopodobnej reaktywacji marki na południu Polski, ze szkodą dla lokalnych miejsc pracy oraz tradycji. Oburzenie wywołały także plany przeniesienia produkcji keczupu z Włocławka.

NSZZ „Solidarność” Regionu Gdańskiego informuje o niedawnej pikiecie przed siedzibą Sądu Rejonowego Gdańsk-Północ. Była ona protestem przeciwko decyzji syndyka i sędziego komisarza z kwietnia br. blokującej (na wniosek głównego wierzyciela firmy – banku Pekao SA) możliwość wznowienia produkcji słynnych makaronów. 3 kwietnia br. sąd wydał prawomocną zgodę na sprzedaż majątku znajdującej się w upadłości firmy spółce założonej przez jej byłych pracowników, FMT Group. Niespodziewanie 22 kwietnia wydał jednak również postanowienie uzupełniające, wzywające spółkę pracowniczą do wpłacenia wadium w wysokości 10 proc. ceny sprzedaży.

Jak wyjaśnia Edyta Jaworska, pracownica spółki i jednocześnie szefowa zakładowej „Solidarności”, zgodnie z wcześniejszym postanowieniem sądu jedynymi warunkami transakcji było zawarcie umowy sprzedaży z syndykiem do dnia 31 maja oraz zapłata ceny w wysokości zgodnej z ofertą w tym samym terminie. – „W przypadku przegrania przetargu wadium nie podlega zwrotowi. Jego wpłata byłaby więc działaniem na szkodę spółki FMT Group. Tymczasem firmy Lubella i Górnośląski Park Przemysłowy, których oferty w międzyczasie przyjął syndyk Malmy, nie musiały wpłacać wadium, a jedynie zaliczkę, która podlega zwrotowi. To zasadnicza różnica” – nie kryje rozgoryczenia Jaworska.

Spółka FMT Group podtrzymuje, że jest gotowa kupić majątek zakładu i ponownie uruchomić produkcję, zachowując w Malborku dotychczasowe miejsca pracy. Takiej gwarancji nie daje Lubella, lider rynku makaronów w Polsce; byli pracownicy Malmy obawiają się, że firma z Lublina przeniesie maszyny na południe Polski i reaktywuje markę w oparciu o produkcję w swoich dotychczasowych zakładach.

Gdański protest, który zakończyło złożenie petycji u prezes sądu z prośbą o zainteresowanie się całą sprawą, wsparli swoją obecnością m.in. burmistrz Malborka Andrzej Rychłowski oraz przewodniczący Regionu Gdańskiego NSZZ „Solidarność” Krzysztof Dośla, a także związkowcy z innych przedsiębiorstw, m.in. z Portu Gdańsk oraz pracownicy trójmiejskiej oświaty. – „Pracownicy Malmy wiele lat walczyli o podstawowe sprawy, o swoje miejsce pracy. Przez ten czas mogli liczyć tylko na własne siły i determinację. To jest dramatyczne. Gdy wydawało się, że uda im się zagospodarować zakład pracy, o który tak długo walczyli, decyzja jednego sędziego, naszym zdaniem niesprawiedliwa, przekreśla ich plany. Takie sytuacje zmuszają nas do protestowania w obronie naszej godności i miejsc pracy” – powiedział Dośla.

W tym samym czasie, jak informuje portal HotMoney.pl, ponad 44 tys. osób (w ciągu dwóch tygodni) poparło prowadzoną na Facebooku akcję w obronie dotychczasowego miejsca produkcji keczupu z Włocławka. Właściciel zakładów, firma Agros-Nova (posiadająca szereg innych znanych marek spożywczych, jak Łowicz, Kotlin, Fortuna, Tarczyn czy Krakus), zamierza zamknąć fabrykę i przenieść wytwarzanie słynnego sosu w słoiczkach do Łowicza. Protestujący występują w obronie miejsc pracy we Włocławku, jednak dla wielu z nich kluczowe jest zachowanie receptury keczupu, wytwarzanego w tym mieście najdłużej w Polsce, bo od 1952 r.

Sympatycy sosu obawiają się, że po zmianie miejsca produkcji jego smak również się zmieni. Fani keczupu nie zaakceptowali oficjalnych zapewnień firmy Agros-Nova, że w Łowiczu receptura zostanie zachowana, a marka nadal będzie rozwijana; nie wykluczają nawet demonstracji.