Najskuteczniejsza antykoncepcja? Tusk i Rostowski

Najskuteczniejsza antykoncepcja? Tusk i Rostowski

Zlikwidowanie choćby części barier o charakterze ekonomicznym spowodowałoby, że na świat przychodziłoby 100 tys. dzieci więcej niż obecnie – wynika z największych w Polsce badań socjologicznych.

Jak wynika z „Diagnozy Społecznej”, na którą powołuje się „Rzeczpospolita”, aż 3 mln bezdzietnych Polaków między 16. a 34. rokiem życia deklaruje, że chciałoby mieć choć jedno dziecko. Co piąty z nich zapewnia, że od jakiegoś czasu stara się o potomstwo, ale bez skutku – zaś pozostali świadomie rezygnują z rodzicielstwa.

Wśród powodów na pierwsze miejsce wysuwają się problemy materialne. Aż 45 proc. kobiet i 43 proc. mężczyzn przekonuje, że nie może mieć dziecka ze względu na brak pracy i pieniędzy. Co trzeci ankietowany jako na przyczynę wskazuje na niepewność swojej przyszłości, co piąty – na złe warunki mieszkaniowe.

Z badania wynika ponadto, że Polacy nie decydują się na potomstwo ze względu na wysokie koszty jego wychowania i wykształcenia. Niska płodność to problem dopiero co piątej pary.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

TO są niezasłużone renty

TO są niezasłużone renty

System ekonomiczny USA jest skrajnie niemoralny, gdyż słabo nagradza ciężką pracę, uczciwość czy nawet większość talentów – dowodzą dwaj tamtejsi naukowcy.

Wyborcza.biz przywołuje niezwykle ciekawy, niedawno opublikowany tekst dwóch ekonomistów z Economic Policy Institute w Waszyngtonie. Josh Bivens i Lawrence Mishel brutalnie rozprawiają się z mitem, w który kiedyś wierzyli niemal wszyscy Amerykanie, mówiącym, że bogactwo jest zazwyczaj nagrodą za ciężką, konsekwentną, wieloletnią pracę. Autorzy artykułu przytaczają dane, z których wynika, że w latach 1947-1979 dochody niemal wszystkich mieszkańców USA rosły w podobnym tempie, wynoszącym ok. 2 proc. rocznie. Tymczasem w latach 1979-2007 dochody jednego procenta najbogatszych rosły w tempie około 6 proc., a 90 proc. społeczeństwa w tempie mniejszym aż o pięć punktów procentowych. W efekcie o ile w latach 70. jeden procent najbogatszych miał mniej więcej dziesięcioprocentowy udział we wszystkich dochodach Amerykanów, to dzisiaj jest on już dwa razy większy.

Główna teza artykułu brzmi, że dynamiczny wzrost dochodów najbogatszych nie jest pochodną ich ciężkiej i wyjątkowej pracy, ale faktu, że przez minionych 30 lat w Stanach zmieniono obowiązujące i stworzono nowe renty ekonomiczne. Jak wyjaśnia portal, renta ekonomiczna to, upraszczając, nadwyżka ceny ponad koszty produkcji. Produkcji szeroko rozumianej, gdyż mowa tutaj także o kreowaniu usług finansowych czy wykonywaniu utworów muzycznych. Od tego, jak duża jest dana renta, zależy, ile kto zarabia. W USA zmodyfikowano decyzjami politycznymi cały system rent ekonomicznych i w efekcie zaczęto bardzo wysoko wynagradzać niektóre zawody, np. w branży finansowej, rozrywkowej i sportowej.

Niektóre nowe lub zmienione renty są bardzo wysokie. Wymownym przykładem jest tutaj praca prezesów spółek giełdowych, którym Amerykanie płacą mniej więcej dwa razy więcej niż reszta świata. Prezes w Stanach zarabia 44 razy więcej niż jego pracownik, poza tym krajem musi się zadowolić pensją większą od pensji podwładnego „tylko” 19,9 raza. Nie ulega zatem wątpliwości, że w nowym systemie rent ciężka praca przynosi zdecydowanie gorsze rezultaty niż w pierwszym czterdziestoleciu po II wojnie światowej. „Nieważne, jak ciężko i wydajnie będzie pracował np. inżynier-specjalista od drewna. Jego status finansowy zmieni się znacząco dopiero, jak wejdzie do nielicznej i coraz bardziej zamkniętej nowej, finansowej arystokracji. Musi zostać szefem spółki giełdowej, partnerem w kancelarii prawnej lub znanym twórcą muzyki pop – inaczej o naprawdę dużych pieniądzach może sobie co najwyżej pomarzyć” – pisze Wyborcza.biz. Aktualny system rent pogłębia i tworzy nowe nierówności, a ponadto jest skrajnie niemoralny, gdyż słabo nagradza ciężką pracę, uczciwość czy nawet większość talentów.

Ekonomiści zwracają jednocześnie uwagę, że każdy system rent ekonomicznych można zmodyfikować, skoro ten aktualny wynika bezpośrednio z przyjętych regulacji prawnych. Spółki farmaceutyczne czy piosenkarze zarabiają tak dużo z powodu bardziej restrykcyjnego niż kiedyś prawa własności intelektualnej, bankowcy – dzięki zliberalizowanym regulacjom dotyczącym swojego sektora. Szefowie spółek giełdowych są tak bogaci, gdyż rząd USA pozwolił ich wynagradzać np. opcjami na akcje, a jednocześnie zmniejszył podatki od wysokich dochodów.

Drogą do większej sprawiedliwości społecznej jest zatem m.in. zmiana prawa bankowego tak, by przestało preferować ryzykowne inwestycje, liberalizacja prawa własności intelektualnej oraz podniesienie pensji minimalnej i podatków dla najbogatszych.

Prospołeczna walka z korkami

Prospołeczna walka z korkami

Mieszkańcy gmin Bolesław, Bukowno, Klucze i Olkusz od września będą mogli jeździć autobusami za darmo.

„Gazeta Krakowska” informuje, że tak zadecydowało zgromadzenie Związku Komunalnego Gmin „Komunikacja Międzygminna” w Olkuszu. Z darmowych przejazdów będą mogli korzystać tylko kierowcy. – „Warunkiem jest, by mieć przy sobie dowód rejestracyjny samochodu osobowego z ważnym badaniem technicznym i prawo jazdy uprawniające do kierowania takim pojazdem” – wyjaśnia Wojciech Gleń, przewodniczący ZKG „KM”. Bezpłatna komunikacja miejska dotyczyłaby całego obszaru działania Związku.

Wprowadzenie nowego rozwiązania ma być sposobem na zmniejszenie korków i problemów z parkowaniem, a także ograniczenie hałasu i emisji spalin. Wojciech Gleń zapewnia, że proponowana reforma nie spowoduje zwiększenia wydatków gmin na komunikację miejską.

Urzędnicy wprowadzili także inne zmiany uatrakcyjniające ofertę komunikacyjną. Przykładowo, wkrótce do sprzedaży ma trafić kosztujący 3 zł bilet dwukrotnego kasowania („tam i z powrotem”), obowiązujący w strefach centrum.

Olkusz to nie pierwsze miasto, w którym zdecydowano o bezpłatnej komunikacji dla kierowców. Podobne rozwiązanie funkcjonuje w Nysie, przymiarki trwają w Szczecinie i Częstochowie. Całkowicie darmowa komunikacja dla zameldowanych mieszkańców jest w Tallinie, ale też w polskich Ząbkach i częściowo w Płocku. Jeszcze w tym roku ma być też w Żorach i może w Gliwicach.

Stanowisko w sprawie ustawy o wieku emerytalnym

Stanowisko w sprawie ustawy o wieku emerytalnym

Sejmowa Komisja Ustawodawcza odrzuciła projekt przygotowany dla Trybunału Konstytucyjnego przez Biuro Analiz Sejmowych, dotyczący zgodności ustawy wydłużającej wiek emerytalny z Konstytucją.

W sierpniu zeszłego roku „Solidarność” skierowała skargę do TK. Według autorów wniosku podwyższenie wieku emerytalnego do 67. roku życia jest niezgodne z obowiązującą Konstytucją oraz przyjętymi w Polsce standardami Międzynarodowej Organizacji Pracy. Dokument zawiera trzy zarzuty do ustawy o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Zdaniem autorów skargi niezgodne z Konstytucją jest zrównanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn oraz zróżnicowanie warunków nabycia prawa do tzw. emerytur częściowych w zależności od płci. Związek skarży się również na nieprzestrzeganie przyjętej w Polsce konwencji Międzynarodowej Organizacji Pracy w sprawie minimalnych norm zabezpieczenia społecznego.

Zgodnie z procedurą, Trybunał Konstytucyjny wystąpił do Marszałka Sejmu o zajęcie stanowiska w sprawie wniosku „Solidarności”. Biuro Analiz Sejmowych przygotowało ekspertyzę, według której przepisy ustawy o wieku emerytalnym są zgodne i z Konstytucją i Konwencją nr 102 Międzynarodowej Organizacji Pracy. Posłowie z Sejmowej Komisji Ustawodawczej w trakcie posiedzenia 19 czerwca odrzucili analizę, nie podzielając projektu stanowiska BAS. W najbliższym czasie komisja ma wskazać, z którymi poszczególnymi punktami ekspertyzy posłowie się nie zgadzają.

– „Dla »Solidarności« to bardzo istotna informacja” – komentuje Henryk Nakonieczny, członek prezydium Komisji Krajowej związku. – „Oznacza bowiem, że w Sejmie nie ma jednego stanowiska w sprawie ustawy o wieku emerytalnym. Sejmowa Komisja Ustawodawcza de facto podzieliła nasz pogląd”.

_____

Przedruk za stroną NSZZ „Solidarność”