Kolej w regionie trzeba zbudować od nowa

Kolej w regionie trzeba zbudować od nowa

Śląsko-dąbrowska „Solidarność” przedstawiła podczas obrad Wojewódzkiej Komisji Dialogu Społecznego propozycję zmian w funkcjonowaniu regionalnych kolejowych przewozów pasażerskich. Nowy model miałby się opierać na wspólnym organizowaniu transportu kolejowego przez sąsiadujące ze sobą województwa.

Zgodnie z propozycją „S” na południu Polski miałaby powstać nowa spółka o roboczej nazwie Koleje Południowe. Jej współwłaścicielami miałyby być województwa: śląskie, małopolskie i opolskie. – „Kolejarska »Solidarność« razem z niezależnymi ekspertami pracuje nad szczegółowymi założeniami tego projektu. Oparcie organizacji przewozów pasażerskich o współpracę międzyregionalną pozwoliłoby podzielić koszty ich funkcjonowania pomiędzy województwa. Wdrożenie nowego modelu ułatwiłoby też finansowanie niezbędnych inwestycji” – mówi Henryk Grymel, przewodniczący Sekcji Krajowej Kolejarzy NSZZ „Solidarność”.

Jak wskazuje, nowy model organizacji ruchu pasażerskiego ułatwiałby podróżnym przemieszczanie się między sąsiednimi regionami, a także umożliwiłby tworzenie bardziej spójnych rozkładów jazdy. – „Dodatkowo wyeliminowalibyśmy w ten sposób sytuacje, w których pociąg dojeżdża tylko do granicy województwa, a następnie pasażerowie muszą się przesiadać” – podkreśla szef kolejarskiej „S”.

Związkowcy zaproponowali pozostałym członkom WKDS skierowanie do ministra transportu Sławomira Nowaka wspólnego stanowiska w sprawie powołania Kolei Południowych. Ostateczna treść stanowiska WKDS powinna zostać uzgodniona do końca tego tygodnia. – „Resort ministra Nowaka odpowiada za prawidłowe funkcjonowanie transportu kolejowego w całym kraju, bez względu na to, czy transport ten organizują spółki państwowe, czy samorządowe. Jednocześnie w naszej ocenie Ministerstwo Transportu jest jedynym podmiotem mogącym zainicjować tego typu zmiany” – powiedział Dominik Kolorz, szef śląsko-dąbrowskiej „Solidarności”.

Inicjatywa „Solidarności” jest reakcją na bardzo trudną sytuację w Kolejach Śląskich. Jak podkreślają związkowcy, nieprzemyślana reforma transportu kolejowego w województwie śląskim pozbawiła znaczną część mieszkańców naszego regionu możliwości korzystania z publicznego transportu kolejowego. Jednocześnie źle przygotowane przejęcie zadań Śląskiego Zakładu Przewozów Regionalnych przez Koleje Śląskie spowodowało ogromne marnotrawstwo publicznych pieniędzy i utratę setek miejsc pracy. – „Pomysł o nazwie Koleje Śląskie skończył się spektakularną katastrofą. Wprowadzone w czerwcu cięcia rozkładów jazdy o 40 proc. i podwyżki cen biletów to ostateczny sygnał, że nie powinniśmy brnąć dalej w tę »reformę«. Przewozy pasażerskie trzeba zbudować od nowa, ale tym razem słuchając głosu kolejarzy i pasażerów” – podkreśla Dominik Kolorz.

Podczas obrad WKDS zdecydowano również o wznowieniu prac specjalnego zespołu ds. Kolejnictwa, który ma stać się forum publicznej debaty o przyszłości pasażerskiego ruchu kolejowego w województwie śląskim. Kolejowy zespół przy WKDS został powołany w 2011 roku. Jego prace reaktywowano jesienią ubiegłego roku w związku z planowanymi zwolnieniami w Śląskim Zakładzie Przewozów Regionalnych. – „Wtedy wyglądało to niestety tak, że nawet gdy zespół coś ustalił, ówczesny marszałek tego nie realizował w przekonaniu, że sam wie wszystko najlepiej” – zaznacza szef śląsko-dąbrowskiej „S”. Jego zdaniem tym razem zespół ds. kolejnictwa powinien być czysto eksperckim gremium z udziałem przedstawicieli urzędów marszałkowskich z Małopolski i Opolszczyzny. – „W takim składzie mógłby się on zająć opracowaniem szczegółów funkcjonowania Kolei Południowych” – dodaje Kolorz.

Łukasz Karczmarzyk

_____

Przedruk za „Tygodnikiem Śląsko-Dąbrowskim NSZZ »Solidarność«” z dn. 20-26 czerwca 2013 r.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Najskuteczniejsza antykoncepcja? Tusk i Rostowski

Najskuteczniejsza antykoncepcja? Tusk i Rostowski

Zlikwidowanie choćby części barier o charakterze ekonomicznym spowodowałoby, że na świat przychodziłoby 100 tys. dzieci więcej niż obecnie – wynika z największych w Polsce badań socjologicznych.

Jak wynika z „Diagnozy Społecznej”, na którą powołuje się „Rzeczpospolita”, aż 3 mln bezdzietnych Polaków między 16. a 34. rokiem życia deklaruje, że chciałoby mieć choć jedno dziecko. Co piąty z nich zapewnia, że od jakiegoś czasu stara się o potomstwo, ale bez skutku – zaś pozostali świadomie rezygnują z rodzicielstwa.

Wśród powodów na pierwsze miejsce wysuwają się problemy materialne. Aż 45 proc. kobiet i 43 proc. mężczyzn przekonuje, że nie może mieć dziecka ze względu na brak pracy i pieniędzy. Co trzeci ankietowany jako na przyczynę wskazuje na niepewność swojej przyszłości, co piąty – na złe warunki mieszkaniowe.

Z badania wynika ponadto, że Polacy nie decydują się na potomstwo ze względu na wysokie koszty jego wychowania i wykształcenia. Niska płodność to problem dopiero co piątej pary.

Pracodawców niewiele obchodzi płaca minimalna

Pracodawców niewiele obchodzi płaca minimalna

Prawie 90 proc. pracodawców twierdzi, że podwyżka płacy minimalnej planowana przez rząd nie zmusi ich do zwolnień – wynika z badań przeprowadzonych przez TNS OBOP dla firmy Randstad. Na dodatek wysokość najniższej krajowej pensji niewiele obchodzi pracodawców.

Ponad 70 proc. badanych pracodawców uważa, że płaca minimalna powinna wzrosnąć w przyszłym roku, a prawie połowa z nich sądzi, że płaca minimalna powinna wzrosnąć bardziej niż planuje rząd. Dwie trzecie uważa, że płaca minimalna w zestawieniu z płacą średnią jest zdecydowanie za niska.

Wśród badanych przez TNS firm aż 55 proc. nie miało pracowników zatrudnionych za minimalne wynagrodzenie.

Prawie 90 proc. pracodawców twierdzi, że podwyżka płacy minimalnej planowana przez rząd nie zmusi ich do zwolnień. Podwyżkę o 10 proc. bez redukcji etatów przełknęłoby ponad 70 proc. firm. Połowa byłaby w stanie nawet utrzymać stan zatrudnienia przy podwyżce o 20 proc, jednak 1/3 badanych pracodawców musiałaby w takiej sytuacji zwolnić część załogi.

Przypominamy, że stałym argumentem rządu przy próbach ustalania wysokości płacy minimalnej na Komisji Trójstronnej było ostrzeżenie przed zwolnieniami, których będą musieli dokonywać pracodawcy w razie podniesienia najniższej krajowej pensji.

_____

Przedruk za NSZZ „Solidarność”

TO są niezasłużone renty

TO są niezasłużone renty

System ekonomiczny USA jest skrajnie niemoralny, gdyż słabo nagradza ciężką pracę, uczciwość czy nawet większość talentów – dowodzą dwaj tamtejsi naukowcy.

Wyborcza.biz przywołuje niezwykle ciekawy, niedawno opublikowany tekst dwóch ekonomistów z Economic Policy Institute w Waszyngtonie. Josh Bivens i Lawrence Mishel brutalnie rozprawiają się z mitem, w który kiedyś wierzyli niemal wszyscy Amerykanie, mówiącym, że bogactwo jest zazwyczaj nagrodą za ciężką, konsekwentną, wieloletnią pracę. Autorzy artykułu przytaczają dane, z których wynika, że w latach 1947-1979 dochody niemal wszystkich mieszkańców USA rosły w podobnym tempie, wynoszącym ok. 2 proc. rocznie. Tymczasem w latach 1979-2007 dochody jednego procenta najbogatszych rosły w tempie około 6 proc., a 90 proc. społeczeństwa w tempie mniejszym aż o pięć punktów procentowych. W efekcie o ile w latach 70. jeden procent najbogatszych miał mniej więcej dziesięcioprocentowy udział we wszystkich dochodach Amerykanów, to dzisiaj jest on już dwa razy większy.

Główna teza artykułu brzmi, że dynamiczny wzrost dochodów najbogatszych nie jest pochodną ich ciężkiej i wyjątkowej pracy, ale faktu, że przez minionych 30 lat w Stanach zmieniono obowiązujące i stworzono nowe renty ekonomiczne. Jak wyjaśnia portal, renta ekonomiczna to, upraszczając, nadwyżka ceny ponad koszty produkcji. Produkcji szeroko rozumianej, gdyż mowa tutaj także o kreowaniu usług finansowych czy wykonywaniu utworów muzycznych. Od tego, jak duża jest dana renta, zależy, ile kto zarabia. W USA zmodyfikowano decyzjami politycznymi cały system rent ekonomicznych i w efekcie zaczęto bardzo wysoko wynagradzać niektóre zawody, np. w branży finansowej, rozrywkowej i sportowej.

Niektóre nowe lub zmienione renty są bardzo wysokie. Wymownym przykładem jest tutaj praca prezesów spółek giełdowych, którym Amerykanie płacą mniej więcej dwa razy więcej niż reszta świata. Prezes w Stanach zarabia 44 razy więcej niż jego pracownik, poza tym krajem musi się zadowolić pensją większą od pensji podwładnego „tylko” 19,9 raza. Nie ulega zatem wątpliwości, że w nowym systemie rent ciężka praca przynosi zdecydowanie gorsze rezultaty niż w pierwszym czterdziestoleciu po II wojnie światowej. „Nieważne, jak ciężko i wydajnie będzie pracował np. inżynier-specjalista od drewna. Jego status finansowy zmieni się znacząco dopiero, jak wejdzie do nielicznej i coraz bardziej zamkniętej nowej, finansowej arystokracji. Musi zostać szefem spółki giełdowej, partnerem w kancelarii prawnej lub znanym twórcą muzyki pop – inaczej o naprawdę dużych pieniądzach może sobie co najwyżej pomarzyć” – pisze Wyborcza.biz. Aktualny system rent pogłębia i tworzy nowe nierówności, a ponadto jest skrajnie niemoralny, gdyż słabo nagradza ciężką pracę, uczciwość czy nawet większość talentów.

Ekonomiści zwracają jednocześnie uwagę, że każdy system rent ekonomicznych można zmodyfikować, skoro ten aktualny wynika bezpośrednio z przyjętych regulacji prawnych. Spółki farmaceutyczne czy piosenkarze zarabiają tak dużo z powodu bardziej restrykcyjnego niż kiedyś prawa własności intelektualnej, bankowcy – dzięki zliberalizowanym regulacjom dotyczącym swojego sektora. Szefowie spółek giełdowych są tak bogaci, gdyż rząd USA pozwolił ich wynagradzać np. opcjami na akcje, a jednocześnie zmniejszył podatki od wysokich dochodów.

Drogą do większej sprawiedliwości społecznej jest zatem m.in. zmiana prawa bankowego tak, by przestało preferować ryzykowne inwestycje, liberalizacja prawa własności intelektualnej oraz podniesienie pensji minimalnej i podatków dla najbogatszych.