Społecznicy powiedzą, jak jest

Społecznicy powiedzą, jak jest

Serdecznie zapraszamy na radiowe spotkanie z działaczami Warszawy Społecznej – jutro (środa, 3 lipca) na antenie Radia WNET, o godzinie 9:07.

Władze Warszawy od pewnego czasu ograniczają nakłady na oświatę. Walec krótkowzrocznych i antyspołecznych oszczędności przetoczył się po stołecznych szkołach i przedszkolach, doprowadzając do likwidacji części z nich. W wielu placówkach sprywatyzowano stołówki, co doprowadziło do pogorszenia jakości jedzenia serwowanego dzieciom i zwolnienia szkolnych kucharek. Na fali protestu rodzice, nauczyciele i społecznicy powołali stowarzyszenie Warszawa Społeczna.

Po pierwszych protestach aktywiści otworzyli kolejne fronty walki, domagając się dla mieszkańców stolicy m.in. skoordynowanej i kompleksowej polityki społecznej, działań na rzecz seniorów, budżetu partycypacyjnego i demokracji bezpośredniej, lepszej walki z bezrobociem, zaprzestania prywatyzacji kluczowych dla jakości życia warszawiaków przedsiębiorstw i usług, ochrony lokatorów i prospołecznej polityki w zakresie mieszkalnictwa oraz dobrej komunikacji publicznej.

Jeśli mają Państwo pytania do działaczy Warszawy Społecznej, można to zrobić korzystając z profilu audycji na Facebooku lub pisząc e-mail na adres: malec@nowyobywatel.pl.

Radia WNET można słuchać za pośrednictwem Internetu – kliknij tutaj.

Wywiad „Nowego Obywatela” poświęcony m.in. Warszawie Społecznej – kliknij tutaj.

Zapraszamy do słuchania!

Warszawa Społeczna, podobnie jak wydawca „Nowego Obywatela” (Stowarzyszenie „Obywatele Obywatelom”), należy do sieci inicjatyw społecznych My Obywatele.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Najskuteczniejsza antykoncepcja? Tusk i Rostowski

Najskuteczniejsza antykoncepcja? Tusk i Rostowski

Zlikwidowanie choćby części barier o charakterze ekonomicznym spowodowałoby, że na świat przychodziłoby 100 tys. dzieci więcej niż obecnie – wynika z największych w Polsce badań socjologicznych.

Jak wynika z „Diagnozy Społecznej”, na którą powołuje się „Rzeczpospolita”, aż 3 mln bezdzietnych Polaków między 16. a 34. rokiem życia deklaruje, że chciałoby mieć choć jedno dziecko. Co piąty z nich zapewnia, że od jakiegoś czasu stara się o potomstwo, ale bez skutku – zaś pozostali świadomie rezygnują z rodzicielstwa.

Wśród powodów na pierwsze miejsce wysuwają się problemy materialne. Aż 45 proc. kobiet i 43 proc. mężczyzn przekonuje, że nie może mieć dziecka ze względu na brak pracy i pieniędzy. Co trzeci ankietowany jako na przyczynę wskazuje na niepewność swojej przyszłości, co piąty – na złe warunki mieszkaniowe.

Z badania wynika ponadto, że Polacy nie decydują się na potomstwo ze względu na wysokie koszty jego wychowania i wykształcenia. Niska płodność to problem dopiero co piątej pary.

Pracodawców niewiele obchodzi płaca minimalna

Pracodawców niewiele obchodzi płaca minimalna

Prawie 90 proc. pracodawców twierdzi, że podwyżka płacy minimalnej planowana przez rząd nie zmusi ich do zwolnień – wynika z badań przeprowadzonych przez TNS OBOP dla firmy Randstad. Na dodatek wysokość najniższej krajowej pensji niewiele obchodzi pracodawców.

Ponad 70 proc. badanych pracodawców uważa, że płaca minimalna powinna wzrosnąć w przyszłym roku, a prawie połowa z nich sądzi, że płaca minimalna powinna wzrosnąć bardziej niż planuje rząd. Dwie trzecie uważa, że płaca minimalna w zestawieniu z płacą średnią jest zdecydowanie za niska.

Wśród badanych przez TNS firm aż 55 proc. nie miało pracowników zatrudnionych za minimalne wynagrodzenie.

Prawie 90 proc. pracodawców twierdzi, że podwyżka płacy minimalnej planowana przez rząd nie zmusi ich do zwolnień. Podwyżkę o 10 proc. bez redukcji etatów przełknęłoby ponad 70 proc. firm. Połowa byłaby w stanie nawet utrzymać stan zatrudnienia przy podwyżce o 20 proc, jednak 1/3 badanych pracodawców musiałaby w takiej sytuacji zwolnić część załogi.

Przypominamy, że stałym argumentem rządu przy próbach ustalania wysokości płacy minimalnej na Komisji Trójstronnej było ostrzeżenie przed zwolnieniami, których będą musieli dokonywać pracodawcy w razie podniesienia najniższej krajowej pensji.

_____

Przedruk za NSZZ „Solidarność”

TO są niezasłużone renty

TO są niezasłużone renty

System ekonomiczny USA jest skrajnie niemoralny, gdyż słabo nagradza ciężką pracę, uczciwość czy nawet większość talentów – dowodzą dwaj tamtejsi naukowcy.

Wyborcza.biz przywołuje niezwykle ciekawy, niedawno opublikowany tekst dwóch ekonomistów z Economic Policy Institute w Waszyngtonie. Josh Bivens i Lawrence Mishel brutalnie rozprawiają się z mitem, w który kiedyś wierzyli niemal wszyscy Amerykanie, mówiącym, że bogactwo jest zazwyczaj nagrodą za ciężką, konsekwentną, wieloletnią pracę. Autorzy artykułu przytaczają dane, z których wynika, że w latach 1947-1979 dochody niemal wszystkich mieszkańców USA rosły w podobnym tempie, wynoszącym ok. 2 proc. rocznie. Tymczasem w latach 1979-2007 dochody jednego procenta najbogatszych rosły w tempie około 6 proc., a 90 proc. społeczeństwa w tempie mniejszym aż o pięć punktów procentowych. W efekcie o ile w latach 70. jeden procent najbogatszych miał mniej więcej dziesięcioprocentowy udział we wszystkich dochodach Amerykanów, to dzisiaj jest on już dwa razy większy.

Główna teza artykułu brzmi, że dynamiczny wzrost dochodów najbogatszych nie jest pochodną ich ciężkiej i wyjątkowej pracy, ale faktu, że przez minionych 30 lat w Stanach zmieniono obowiązujące i stworzono nowe renty ekonomiczne. Jak wyjaśnia portal, renta ekonomiczna to, upraszczając, nadwyżka ceny ponad koszty produkcji. Produkcji szeroko rozumianej, gdyż mowa tutaj także o kreowaniu usług finansowych czy wykonywaniu utworów muzycznych. Od tego, jak duża jest dana renta, zależy, ile kto zarabia. W USA zmodyfikowano decyzjami politycznymi cały system rent ekonomicznych i w efekcie zaczęto bardzo wysoko wynagradzać niektóre zawody, np. w branży finansowej, rozrywkowej i sportowej.

Niektóre nowe lub zmienione renty są bardzo wysokie. Wymownym przykładem jest tutaj praca prezesów spółek giełdowych, którym Amerykanie płacą mniej więcej dwa razy więcej niż reszta świata. Prezes w Stanach zarabia 44 razy więcej niż jego pracownik, poza tym krajem musi się zadowolić pensją większą od pensji podwładnego „tylko” 19,9 raza. Nie ulega zatem wątpliwości, że w nowym systemie rent ciężka praca przynosi zdecydowanie gorsze rezultaty niż w pierwszym czterdziestoleciu po II wojnie światowej. „Nieważne, jak ciężko i wydajnie będzie pracował np. inżynier-specjalista od drewna. Jego status finansowy zmieni się znacząco dopiero, jak wejdzie do nielicznej i coraz bardziej zamkniętej nowej, finansowej arystokracji. Musi zostać szefem spółki giełdowej, partnerem w kancelarii prawnej lub znanym twórcą muzyki pop – inaczej o naprawdę dużych pieniądzach może sobie co najwyżej pomarzyć” – pisze Wyborcza.biz. Aktualny system rent pogłębia i tworzy nowe nierówności, a ponadto jest skrajnie niemoralny, gdyż słabo nagradza ciężką pracę, uczciwość czy nawet większość talentów.

Ekonomiści zwracają jednocześnie uwagę, że każdy system rent ekonomicznych można zmodyfikować, skoro ten aktualny wynika bezpośrednio z przyjętych regulacji prawnych. Spółki farmaceutyczne czy piosenkarze zarabiają tak dużo z powodu bardziej restrykcyjnego niż kiedyś prawa własności intelektualnej, bankowcy – dzięki zliberalizowanym regulacjom dotyczącym swojego sektora. Szefowie spółek giełdowych są tak bogaci, gdyż rząd USA pozwolił ich wynagradzać np. opcjami na akcje, a jednocześnie zmniejszył podatki od wysokich dochodów.

Drogą do większej sprawiedliwości społecznej jest zatem m.in. zmiana prawa bankowego tak, by przestało preferować ryzykowne inwestycje, liberalizacja prawa własności intelektualnej oraz podniesienie pensji minimalnej i podatków dla najbogatszych.