Lepsze warunki pracy w Bangladeszu bez polskich firm odzieżowych

Lepsze warunki pracy w Bangladeszu bez polskich firm odzieżowych

8 lipca został przedstawiony plan implementacji Porozumienia dotyczącego ochrony przeciwpożarowej i bezpieczeństwa budynków w Bangladeszu. W jego realizację zaangażowało się już 70 marek odzieżowych. Nie ma wśród nich polskich firm, w tym największej z nich, LPP S.A., lokującej 19% swojej produkcji w tym kraju.

Główne założenia planu wdrażania Porozumienia i pierwsze podjęte działania obejmują:

  • Wstępne kontrole w fabrykach w celu identyfikacji poważnych zagrożeń i pilnych napraw, które zostaną zrealizowane w przeciągu 9 miesięcy;
  • Tymczasową Procedurę reagowania na potrzeby napraw zidentyfikowane w ramach kontroli i/lub raportów pracowników;
  • Ustanowienie struktury zarządzania realizacją Porozumienia poprzez Komitet Sterujący z równą reprezentacją sygnatariuszy: firm i związków oraz organ doradczy z szeroką reprezentacją w Bangladeszu;
  • Rozpoczęty proces rekrutacji na stanowiska Głównego Inspektora Bezpieczeństwa oraz Dyrektora Wykonawczego.

Ostatecznym impulsem do podpisania Porozumienia było tragiczne zawalenie się 24 kwietnia 2013 r. budynku Rana Plaza mieszczącego fabryki odzieżowe. W tragedii zginęło 1127 osób, a setki zostały ranne. W budynku produkowane były ubrania marki Cropp należącej do LPP. W swoim oświadczeniu wydanym 27 maja 2013 r. Zarząd LPP S.A. deklarował:

badamy możliwość przystąpienia do tego porozumienia, które mamy nadzieje da szanse na unikanie tragedii podobnych do tej, która miała miejsce w budynku Rana Plaza.

Firma nie przystąpiła jednak do Porozumienia i nie poinformowała o żadnych krokach podjętych w kierunku zwiększenia bezpieczeństwa i zapewnienia przestrzegania standardów praw pracowników w fabrykach produkujących na jej zlecenie.

24 lipca mijają 3 miesiące od tragedii w Rana Plaza. Mimo apeli konsumentów, LPP nie przystąpiła do programu wypłaty odszkodowań ani nie podjęła żadnych działań świadczących o poniesieniu odpowiedzialności za skandaliczne warunki pracy, w jakich zatrudnieni byli pracownicy fabryk szyjący na jej zlecenie, którzy stracili życie lub zdrowie i zdolność do pracy.

Kampania Clean Clothes Polska z nadzieją przyjmuje działania firm odzieżowych i związków zawodowych zaangażowanych w realizację Porozumienia, będącego szansą na rzeczywistą poprawę warunków pracy w Bangladeszu. Jednocześnie po raz kolejny apeluje do LPP o odpowiedzialność za warunki pracy, w jakich powstają ubrania jej marek (Reserved, Cropp, House, Mohito, Sinsay).

Jest dla nas nie do przyjęcia, że śmierć ponad tysiąca pracowników w wyniku nieprzestrzegania standardów pracy w budynku, gdzie miała miejsce produkcja ubrań Cropp, nie powoduje żadnej reakcji firmy. Żądamy podjęcia przez LPP działań na rzecz zapobiegania podobnym tragediom w przyszłości, w tym przystąpienia do Porozumienia – mówi Maria Huma, koordynatorka Clean Clothes Polska.

Kontakt:
Maria Huma, koordynatorka Clean Clothes Polska 
maria@zielonasiec.pl, +48 607 88 80 82
Joanna Szabuńko, joanna.szabunko@karat.org.pl, + 48 515 235 644

Więcej informacji w języku angielskim:

_____
Przedruk za stroną Clean Clothes Polska

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Biała rozpacz

Biała rozpacz

Coraz mniej osób decyduje się na kształcenie w kierunku pielęgniarskim, a zawodowe pielęgniarki coraz częściej odchodzą do innych profesji.

RynekZdrowia.pl informuje, że Naczelna Izba Pielęgniarek i Położnych opracowała raport, którego częścią jest prognoza na najbliższe lata. Wynika z niego, że stale spada liczebność „białego personelu” pracującego przy łóżkach pacjentów, mimo iż zapotrzebowanie na takie usługi dynamicznie rośnie, m.in. w związku ze starzeniem się społeczeństwa. W 2020 r. liczba zarejestrowanych pielęgniarek ma spaść o ponad 20 tysięcy osób! W ocenie dr Grażyny Rogali-Pawelczyk, prezes Rady oraz adiunkta w Katedrze i Zakładzie Zarządzania w Pielęgniarstwie Wydziału Pielęgniarstwa i Nauk o Zdrowiu Uniwersytetu Medycznego w Lublinie, oznacza to, że jeśli nie powstaną mechanizmy zachęcające młodych ludzi do wyboru zawodu pielęgniarki i położnej, za kilka lat na fachową opiekę będzie mogła liczyć mniej niż połowa potrzebujących.

Na malejące zainteresowanie zawodem w dużej mierze wpływa fakt, że pielęgniarki zarabiają znacznie mniej niż średnia krajowa – 1500-2500 zł brutto. Co więcej, ich koleżanki na Zachodzie Europy mogą liczyć na 1200-2000 euro brutto. W efekcie tylko z woj. lubelskiego co roku do pracy w innych krajach UE wyjeżdża nawet 100 pielęgniarek, w tym wysoko wykwalifikowanych i doświadczonych.

Dr Grażyna Rogala-Pawelczyk zwraca jednocześnie uwagę, że pieniądze to co najwyżej część problemu – równie ważne są dramatyczne warunki wykonywania wyjątkowo wyczerpującej i odpowiedzialnej pracy. Pielęgniarki od lat domagają się przestrzegania norm zatrudnienia w wymiarze zapewniającym możliwość realizacji standardów opieki pielęgniarskiej i położniczej. Tymczasem trudne warunki pracy mogą się jeszcze pogorszyć, a to za sprawą rozporządzenia przygotowywanego przez resort zdrowia, które w opinii prezes Rogali-Pawelczyk otworzy furtkę do jeszcze niższych norm obsadowych w podmiotach publicznych, a podmioty niepubliczne zwolni z ich przestrzegania.

Dr Henryk Rebandela, sekretarz Komisji Rekrutacyjnej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego przekonuje, że sama wizja pewnej pracy bywa dziś niewystarczającą zachętą do podjęcia kształcenia w danym kierunku. – „Coraz mniejsze zainteresowanie tym kierunkiem studiów obserwujemy już od kilku lat” – informuje. Zwraca jednocześnie uwagę na niepokojący fakt: na studia pielęgniarskie zgłasza się coraz więcej osób, które ukończyły poprzednie szkoły z niskimi notami. – „Brakuje też osób, która decydują się na ten kierunek z powołania. Większość kandydatów zgłasza się, ponieważ albo nie ma pomysłu, co z sobą zrobić, albo chce się zabezpieczyć na wypadek porażki na innym kierunku” – podkreśla.

Obraz rozpaczy dopełnia informacja z raportu NIPiP, iż w ostatnich trzech latach liczba absolwentów kierunków pielęgniarskich wynosiła rocznie 6-7 tys. osób, tymczasem okręgowe rady pielęgniarek i położnych wydawały co roku niespełna 2 tys. zaświadczeń o prawie do wykonywania zawodu. Innymi słowy, ok. jedna trzecia absolwentów podejmuje pracę w zawodzie.

Według prognoz w latach 2010-2020 ponad 80 tys. pielęgniarek osiągnie wiek emerytalny, zaś jedynie niespełna 20 tys. osób podejmie pracę w zawodzie.

Wielkie małe inwestycje

Wielkie małe inwestycje

Jak za sprawą zbudowania 2 km toru pociągi osiągnęły rekordowo krótki czas jazdy.

Nie ma potrzeby budowania linii kolejowych, bo to dużo kosztuje i się nie opłaca – brzmi jedna z mądrości ekonomicznych prezesa PKP S.A. Jakuba Karnowskiego. Gdy Karnowski pod koniec 2012 r. w rozmowie z „Dziennikiem Gazetą Prawną” wypowiadał te słowa, w zaawansowanym stadium znajdowała się budowa zupełnie nowego odcinka na polskiej sieci kolejowej. Mowa o wybudowanej całkowicie od podstaw linii kolejowej Czerwieńsk Wschód – Czerwieńsk Południe w województwie lubuskim, po której od 9 czerwca 2013 r. regularnie kursują pociągi.

Dwa kilometry kolei więcej

Dzięki liczącej zaledwie 2,15 km nowej linii kolejowej, stanowiącej łącznicę między magistralą nadodrzańską Szczecin – Wrocław i linią Czerwieńsk – Zbąszynek, pociągi kursujące z Zielonej Góry do Poznania nie muszą już nadkładać drogi i zmieniać kierunku jazdy w Czerwieńsku.

Za sprawą tej niewielkiej, bo obejmującej budowę jedynie około 2 km toru, inwestycji czas jazdy koleją między dwoma miastami wojewódzkimi z dnia na dzień skrócił się o około 20 min. W sobotę 8 czerwca 2013 r. pociąg TLK „Lubuszanin” – jadąc jeszcze ze zmianą kierunku w Czerwieńsku – odcinek z Zielonej Góry do Poznania Głównego przejechał w 2 godz. 1 min., natomiast w niedzielę 9 czerwca 2013 r. – po raz pierwszy korzystając z nowej łącznicy – tę samą relację pokonał w 1 godz. 40 min. Tym samym udało się osiągnąć rekordowo krótki czas przejazdu z Zielonej Góry do Poznania.

W najlepszych czasach pociąg „Lubuszanin” – będąc jeszcze ekspresem – w ramach rozkładu jazdy 2000/2001 pokonywał odcinek z Zielonej Góry do Poznania w 1 godz. 49 min. (czas jazdy w rozkładzie 1995/1996 wynosił 1 godz. 50 min., a w rozkładzie 1990/1991 – 1 godz. 53 min.). Na korzyść obecnego czasu jazdy ponadto przemawia to, że dziś „Lubuszanin” dodatkowo zatrzymuje się na stacjach Babimost, Zbąszyń, Opalenica oraz Buk, przez które przed kilkunastoma laty pociąg ten przejeżdżał bez postoju.

Na przyszły rozkład jazdy 2013/2014, wchodzący w życie w grudniu 2013 r., planowane jest uruchomienie pociągu Express Intercity „Lech” w relacji Warszawa – Poznań – Zielona Góra. Odcinek z Poznania do Zielonej Góry pociąg ten ma pokonywać w 1 godz. 28 min.

Wielkie efekty niewielkiej inwestycji

By-pass skracający podróż koleją z Zielonej Góry do Poznania został wybudowany z inicjatywy samorządu województwa lubuskiego, który inwestycję umieścił na liście kluczowych projektów Lubuskiego Regionalnego Programu Operacyjnego na lata 2007-2013. Budowa łącznicy, którą w 49% sfinansowano ze środków unijnych, to największa inwestycja z zakresu infrastruktury transportowej przeprowadzona w ramach lubuskiego programu regionalnego.

Koszt budowy nowej zelektryfikowanej linii jednotorowej wraz z budową dwóch 40-metrowych mostów ekologicznych nad cennymi przyrodniczo siedliskami i źródliskami wyniósł 73 mln zł. Kwota ta dodatkowo objęła prace remontowe na istniejącym 43-kilometrowym odcinku z Czerwieńska do Zbąszynka: między innymi wymianę rozjazdów, poprawę stanu torów oraz wzmocnienie podtorza (co pozwoliło na zwiększenie dopuszczalnej prędkości z 80 km/h do 100 km/h).

Lubuski by-pass, eliminujący konieczność zmiany kierunku jazdy w Czerwieńsku i zapewniający najkrótszy w historii czas podróży, pokazuje, że stosunkowo niewielkie inwestycje mogą dawać większe, a przede wszystkim znacznie szybciej odczuwalne efekty niż ciągnące się latami modernizacje pochłaniające miliardy.

Kwota 73 mln zł, jaką wydano na budowę łącznicy Czerwieńsk Wschód – Czerwieńsk Południe wraz z remontem linii Czerwieńsk – Zbąszynek, stanowi 0,67% wydatków na modernizację linii Warszawa – Gdynia, które sięgają 10,9 mld zł. Mimo siódmego roku prac między Warszawą a Trójmiastem – przy astronomicznej kwocie 31,4 mln zł modernizacji jednego kilometra linii oraz latami ciągnącej się dezorganizacji ruchu pociągów – wciąż nie udało się osiągnąć czasu jazdy z przełomu lat 80. i 90., kiedy to pociąg ekspresowy „Kaszub” docierał z Warszawy Centralnej do Gdańska Głównego w 3 godz. 20 min. Obecnie najszybszy pociąg kursujący tą trasą – Express Intercity „Fregata” – jedzie z Warszawy do Gdańska ponad dwie godziny dłużej: 5 godz. 45 min.

By-passem w Tatry

Węzeł czerwieński nie był jedynym miejscem, gdzie układ sieci kolejowej wymuszał konieczność czasochłonnej zmiany kierunku jazdy. Problem ten wciąż dotyka pasażerów podróżujących trasą Kraków – Zakopane, na której pociągi muszą zmienić kierunek jazdy aż trzykrotnie: w Krakowie Płaszowie, Suchej Beskidzkiej oraz Chabówce. Express Intercity „Tatry” relacji Warszawa Wschodnia – Zakopane na same postoje związane ze zmianą kierunku jazdy traci 43 min. Nawiasem mówiąc, problemem „zakopianki” są wydłużające się postoje związane ze zmianą kierunku jazdy. Jeszcze w rozkładzie jazdy 2011/2012 postoje pociągu ekspresowego „Tatry” na stacjach Kraków Płaszów, Sucha Beskidzka oraz Chabówka trwały w sumie „tylko” 30 min. W przypadku pociągu TLK „Janusz Korczak” relacji Białystok – Zakopane postoje na trzech stacjach, na których zmieniany jest kierunek jazdy, pochłaniają w aktualnym rozkładzie jazdy aż 63 min.!

W najbliższych latach planowane jest wybudowanie dwóch skrótów, które umożliwią podróż ze stolicy Małopolski pod Tatry bez zmiany kierunku na stacjach Kraków Płaszów i Sucha Beskidzka. Budowa liczącej 1,4 km łącznicy Kraków Zabłocie – Kraków Krzemionki umieszczona jest na liście projektów Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko z terminem realizacji do 2015 r. Następnie powstać ma by-pass skracający przejazd przez Suchą Beskidzką – dodatkowo na łącznicy powstać ma przystanek, z którego do centrum miasta będzie bliżej niż z istniejącej stacji Sucha Beskidzka.

W Suchej Beskidzkiej uda się zatem uniknąć negatywnego skutku ubocznego, który zwykle wiąże się z budową kolejowych by-passów. Skutek ten dał znać o sobie chociażby w liczącym 4,2 tys. mieszkańców Czerwieńsku, który z dniem otwarcia łącznicy stracił wszystkie bezpośrednie połączenia z Poznaniem, Warszawą oraz Trójmiastem, znikając tym samym z mapy połączeń dalekobieżnych.

Karol Trammer

Tekst pierwotnie ukazał się w dwumiesięczniku „Z Biegiem Szyn”, nr 66, lipiec-sierpień 2013.

Rząd chroni matki wybiórczo

Rząd chroni matki wybiórczo

Proponowane przez rząd zmiany w systemie ubezpieczeń społecznych dyskryminują osoby pracujące na czas określony, traktując je tak, jakby nigdy nie opłacały składek. Najbardziej stracą na tym młode matki.

Obowiązujące obecnie uprawnienia związane z rodzicielstwem i opieką nad dziećmi określone zostały w Kodeksie pracy. Przyjmowane były w czasie, gdy normą było zatrudnienie na umowę na czas nieokreślony, natomiast umowy na czas określony, samozatrudnienie czy umowy cywilnoprawne były zjawiskami marginalnymi i najczęściej zależnymi od decyzji pracownika.

W konsekwencji obecne rozwiązania dają pracownikom zatrudnionym na umowę na czas nieokreślony pełne prawo do urlopu macierzyńskiego i wychowawczego i związanych z tym uprawnień emerytalnych. Rodzice zatrudnieni na umowie na czas określony mają prawo do takich samych uprawnień jedynie w okresie trwania umowy. Po jej wygaśnięciu utrzymane jest prawo do zasiłku macierzyńskiego, ale już nie do urlopu wychowawczego i związanych z nim uprawnień emerytalnych. Osoby samozatrudnione i zleceniobiorcy nie mogą obecnie korzystać z urlopu wychowawczego.

W ostatnich latach sytuacja na rynku pracy zmieniła się zasadniczo, np. obecnie ok. 55% młodych osób pracuje na umowę na czas określony – większość z nich to młode kobiety. Pracodawcy nie ukrywają, że zatrudniają młode kobiety w tej formie w celu uniknięcia problemów z organizacją pracy powstałych w wyniku ewentualnej ciąży i korzystania przez pracownice z urlopów macierzyńskich i wychowawczych. Zjawisko to przybrało rozmiary niepokojące nawet Unię Europejską. W Zaleceniach Rady Europejskiej w sprawie krajowego programu reform Polski czytamy: „Państwo to znajduje się na trzecim miejscu w UE pod względem odsetka wymuszonego zatrudnienia na czas określony, w szczególności wśród osób w wieku 15–24 lat. (…) Wydaje się (…), że rozpowszechnienie takich umów niekorzystnie wpływa na jakość kapitału ludzkiego i jego wydajność, (…) prowadzi do jednego z najwyższych w UE odsetków ubóstwa pracujących. Powszechne jest także stosowanie przedłużanych umów cywilnoprawnych przewidujących dużo mniejsze prawa w zakresie ochrony socjalnej”.

Przez ostatnie lata związki zawodowe zwracały uwagę na rosnące nierówne szanse osób pracujących w dostępie do uprawnień związanych z rodzicielstwem i opieką nad dziećmi. Dopiero jednak wyrównanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn w pełni obnażyło niedostosowanie obecnych rozwiązań i zmusiło rząd do zajęcia się tym problemem.

Rząd zaproponował wprowadzenie zmian w ustawie o systemie ubezpieczeń społecznych. Projekt nowej ustawy przewiduje, że bez względu na rodzaj zatrudnienia osoby, które będą sprawować bezpośrednią opiekę nad dzieckiem przez okres odpowiadający urlopowi wychowawczemu będą miały równe prawa z tego tytułu. Ten czas zostanie zaliczony do stażu ubezpieczeniowego i na konto rodzica odprowadzane będą przez budżet państwa składki. Wysokość składek zależeć będzie od wcześniejszej aktywności na rynku pracy.

Osoby, które przed podjęciem opieki nad dzieckiem opłacały składki przez okres co najmniej 6 miesięcy, mają prawo do składek naliczanych od podstawy w wysokości ok. 2220 zł (60% prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia). Osoby bez stażu ubezpieczeniowego będą miały odprowadzaną składkę od niższej podstawy – ok. 1200 zł (75% kwoty minimalnego wynagrodzenia). Jedynym kryterium różnicującym uprawnienia, a co za tym idzie wysokość przyszłej emerytury ma być odprowadzanie składek przez co najmniej 6 miesięcy przed rozpoczęciem opieki nad dzieckiem.

Z pozoru wydaje się, że zaproponowany mechanizm i przyjęte kryterium rozwiązuje wcześniej przedstawione problemy rodziców zatrudnionych na umowach na czas określony. Niestety, obecny projekt nie uwzględnia ich specyficznej sytuacji. Zgodnie z propozycjami rządu, jeśli umowa o pracę wygaśnie w czasie ciąży, urlopu macierzyńskiego, rodzicielskiego lub wychowawczego, to składki będą liczone od niższej podstawy. Nawet jeśli wcześniej składki płacone były dużo dłużej niż przez 6 miesięcy – ci pracownicy będą traktowani jak osoby bez żadnego stażu ubezpieczeniowego. Pojawia się więc uzasadnione pytanie, czy rzeczywiście rząd chce „promować aktywność zawodową”, jak to ujęto w uzasadnieniu do projektu. Jeśli tak, to dlaczego składki płacone przez pracowników zatrudnionych na czas określony dają mniejsze uprawnienia niż składki innych osób aktywnych na rynku pracy; czyżby w oczach rządu miały mniejszą wartość.

Podczas całego okresu prac nad projektem NSZZ „Solidarność” zwracała uwagę projektodawcom na tę niekonsekwencję i nierówne traktowanie osób sprawujących osobistą opiekę nad dzieckiem. Przygotowaliśmy i zaproponowaliśmy poprawki, które rozwiązałyby problem nierównego traktowania przy naliczaniu wysokości świadczeń; niestety nasze propozycje zostały odrzucone przez projektodawców.

Przedstawiciele rządu nie negują tego, że osoby zatrudnione na czas określony, których umowa wygaśnie w czasie ciąży, urlopu macierzyńskiego, rodzicielskiego lub wychowawczego, będą zrównane w prawach z bezrobotnymi, a nie z samozatrudnionymi czy zleceniobiorcami. Argumentują jednak, przecząc samym sobie, że po wygaśnięciu umowy taka osoba de facto jest bezrobotna i wcześniejsze opłacanie składek nie ma znaczenia. Poza tym, „na pewno” będzie wolała zarejestrować się jako bezrobotna i pobierać zasiłek. Fakt, że taka osoba nie będzie w stanie podjąć pracy, ponieważ będzie opiekować się dzieckiem, umyka Ministerstwu Pracy. Dodają też, że do tej pory te grupy nie miały żadnych uprawnień związanych z urlopem wychowawczym, tak więc lepiej mieć jakiekolwiek świadczenia, niż żadne. Argumenty te, niestety, przekonały posłów.

Projekt zmian w ustawie o systemie ubezpieczeń społecznych zostanie przedstawiony na posiedzeniu plenarnym Senatu w dniu 11 lipca. To ostatnia okazja, by domagać się od rządu jasnej odpowiedzi, czy pracownicy zatrudnieni na czas określony, o ile będą opłacać przed wygaśnięciem umowy składki przez co najmniej 6 miesięcy, zostaną potraktowani na równi z samozatrudnionymi i zleceniobiorcami. Jeśli tak, to która z proponowanych zmian daje im te uprawnienia? Jeśli nie, to czym uzasadnione jest przyznanie tej grupie niższych świadczeń, mimo spełnienia tego samego kryterium.

Danuta Wojdat, pełnomocnik Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność” ds. kobiet

_____

Przedruk za stroną NSZZ „Solidarność”