Wysoka cena guzdrania się

Mimo iż w Polsce funkcjonują trzy duże porty (Gdynia, Gdańsk i Szczecin-Świnoujście), bardziej opłaca się towar sprowadzany drogą morską przeładować w Niemczech lub Holandii.

Wyborcza.biz pisze, że aż 30 proc. towarów importowanych do Polski przechodzi ostateczną odprawę celną w portach zachodniej Europy (Hamburg, Brema, Rotterdam, Antwerpia czy Bremerhaven). Ministerstwo Gospodarki w ekspertyzie z października 2012 r. wymienia wiele przyczyn tego stanu rzeczy. Jedną z nich są rygorystyczne kontrole ładunku, które nie są jednak dokonywane na jasno określonych zasadach. Każdy polski urząd celny ma swoją interpretację przepisów i wymaga różnej formy dokumentów przy zgłoszeniach tego samego towaru, dlatego importer nie może przewidzieć, jakie problemy mogą się pojawić przy odprawie. Takie „atrakcje” jak konieczność dostarczania dodatkowych pisemnych wyjaśnień czy zaświadczeń znacznie wydłużają czas odprawy i generują dodatkowe koszty, związane m.in. z przetrzymywaniem kontenerów w porcie. Tym bardziej, że dokumenty często przez parę dni krążą między urzędem celnym, urzędem morskim, służbami weterynaryjnymi czy sanitarnymi.

Dalej: aktualnie przedsiębiorca ma obowiązek zapłacenia VAT-u naliczonego z tytułu importu towaru w terminie dziesięciu dni od dnia wystawienia faktury, bez względu na to, czy została ona opłacona przez kontrahenta, czy nie. Tymczasem w Niemczech można odroczyć płatność VAT, co pozwala na szybsze, a jednocześnie tańsze dopuszczenie towarów do obrotu. „Wydłużenie terminów spłaty podatku VAT dla przedsiębiorcy powoduje zmniejszenie zapotrzebowania na kapitał obrotowy przypadający na jednostkę sprzedaży i możliwość zwiększenia skali obrotów firmy przy tym samym poziomie zaangażowanego kapitału” – podkreśla portal.

Jak oceniają autorzy ekspertyzy, wspomniane wyżej czynniki sprawiają, że towar czeka w terminalu portowym w Polsce kilka, nawet kilkanaście dni. Tymczasem w porcie w Hamburgu formalności i odprawa celna zajmują kilka godzin. 25 proc. opłat celnych trafia do państwa, w którym towar został odprawiony. Niemieckie agencje celne otwierają więc działy, w których zatrudniają mówiących po polsku pracowników, a nasz budżet traci.

Szacuje się, że przyciągnięcie do Gdyni, Gdańska czy portu Szczecin-Świnoujście transportów odprawianych obecnie na Zachodzie mogłoby do 2015 r. przynieść nawet 3 mld zł.

O tym, jak wiele tracimy nie umiejąc w pełni wykorzystać naszego nadmorskiego położenia, obszernie piszemy w bieżącym numerze „Nowego Obywatela” (lato 2013).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>