Mówisz i masz… wyzysk

Mówisz i masz… wyzysk

Brak zabezpieczeń odpowiednich dla pracy na wysokościach, brak wody w upały, umowy na… 50 groszy – taka wygląda rzeczywistość zatrudnianych przy rozbudowie Terminala 1 na Lotnisku Okęcie. Pracownik, który nagłośnił nieprawidłowości, został zwolniony z pracy.

Portal NaTemat.pl podkreśla, że praca przy wspomnianej inwestycji jest ciężka nawet jak na realia „budowlanki”. Układanie dachu latem staje się nadludzkim wysiłkiem, gdy trwa 10 godzin bez możliwości napicia się wody. Dodajmy do tego wykonywanie przez pracowników zadań przewidzianych dla znacznie większej liczby osób oraz totalne lekceważenie zasad bezpieczeństwa, a tragedia wydaje się niemal pewna. – „Zapewniano nas, że wszystko będzie zgodnie z zasadami BHP. Dostaliśmy jakieś ubrania, buty, które niezbyt nadają się do chodzenia po dachu, bo się ślizgają, do tego kaski, które są przystosowane do temperatury od -40 do +40 stopni, a na dachu jest cieplej. Poza tym uprząż, którą ja dostałem, jest zepsuta, więc nie ma sensu jej zakładać i pracuję bez asekuracji” – relacjonował portalowi Michał, jeden z robotników wynajętych przez agencję Work Wonders (marka firmy Mówisz i Masz sp. z o.o.).

Firma oszczędza nie tylko na bezpieczeństwie. – „Mam dwie umowy-zlecenia. Jedna na 50 groszy za godzinę – od niej odprowadza się składki, i druga normalna. Ale od niej już składek nie muszą odprowadzać. Osoba, która zajmuje się nami z ramienia agencji Work Wonders zapewniała, że za na godzinę zarobimy około 10 złotych netto i rzeczywiście tyle dostajemy. Ale dzień pracy to 10,5 godziny. Pracujemy od 7 do 18, mamy dwie przerwy po 30 minut, ale tylko jedna jest liczona do czasu pracy” – opowiadał Michał. W odpowiedzi internauci masowo donosili o innych winach agencji – zapewniając, że nagminne jest wprowadzanie przez nią w błąd pracowników podczas rekrutacji, opóźnione wypłaty czy zaleganie ze składkami do ZUS.

Jedyną konkretną reakcją firmy na tekst NaTemat.pl było zwolnienie z pracy informatora portalu. Agencja przesłała ponadto wyjaśnienia, w których obarcza odpowiedzialnością za część nieprawidłowości z zakresu BHP przedsiębiorstwo Schuengel Polska, na rzecz którego pracowała.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Hańba polska

Hańba polska

Ponad 790 tys. dzieci w wieku do 18 lat żyje w gospodarstwach domowych, w których nikt nie pracuje, nawet w szarej strefie – wynika z szacunków „Dziennika Gazety Prawnej”.

Ostatnie oficjalne dane na ten temat odnoszą się do 2011 r. Z badań aktywności ekonomicznej ludności prowadzonych przez GUS wyszło, że w gospodarstwach domowych bez osób pracujących było 8,7 proc. (626 tys.) nieletnich. Jednak od tego czasu bezrobocie wyraźnie wzrosło i pod koniec roku może osiągnąć poziom 14,5 proc., tj. tylko nieco mniejszy niż w 2006 r. „Prawdopodobne jest więc, że tak jak przed siedmioma laty aż 11 proc. dzieci żyje obecnie w rodzinach, w których nikt nie ma płatnego zajęcia” – wnioskuje gazeta.

Bezrobotne rodziny najpierw wykorzystują oszczędności, później sprzedają różne sprzęty, zadłużają się u krewnych i znajomych, a gdy to nie wystarcza skazane są na skromne wsparcie opieki społecznej. Jeśli przez dłuższy czas dorosłym nie udaje się znaleźć zatrudnienia, rodziny takie popadają w biedę. – „Dzieci z takich rodzin nie mają dostępu do wielu dóbr. Nie uczestniczą w wycieczkach klasowych i w zajęciach pozalekcyjnych, które w większości szkół są płatne. Najczęściej nie wyjeżdżają też na wakacje i mają utrudniony dostęp do kultury i osiągnięć cywilizacyjnych” – wylicza Waldemar Urbanik z Wyższej Szkoły Humanistycznej TWP w Szczecinie.

– „Brak doświadczeń związanych z pracą rodziców może być groźny dla przyszłych postaw dzieci, bo nie widzą one wzorów zachowań związanych z pracą” – przekonuje prof. Stanisława Golinowska z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jej zdaniem dzieci takie uczą się za to często specyficznej zaradności. – „Niestety jej część ma charakter przestępczy, na przykład wtedy gdy zbieranie złomu polega na rozmontowywaniu torów kolejowych” – ocenia.

Nasz wywiad z prof. Golinowska przeczytać można tutaj, natomiast pod tym adresem znajduje się pochodzący z najnowszego numeru „Nowego Obywatela” tekst, który polemizuje z tezą, że bezrobotni „demoralizują” swoje dzieci.

Jak nie wiadomo, o co chodzi…

Jak nie wiadomo, o co chodzi…

Krakowski, wielozadaniowy ośrodek „Zielony Dół” był unikalnym miejsce pracy i terapii osób po długotrwałym leczeniu w placówkach psychiatrycznych. Wszystko wskazuje na to, że jego miejsce zajmą apartamentowce.

O problemie pisał niedawno Krzysztof Wołodźko. Poniżej zaś przedrukowujemy świeże informacje w tej sprawie, za lokalnym portalem Krowoderska.pl.

* * *

Mieszkaniówka w miejsce „Zielonego Dołu”

Był „Zielony Dół” będzie… gratka dla dewelopera? W nowym studium teren, na którym znajduje się ośrodek, który wojewoda Jerzy Miller postanowił wyrzucić z budynku (czyt. nie przedłużyć najmu) , jest oznaczony jako teren pod zabudowę mieszkaniową. Miejsce rzeczywiście doskonałe, bo prawie w Lasku Wolskim.

Ośrodek „Zielony Dół” należy do sektora usług, w związku z czym powinien być oznaczony na mapie jako „U” (jak usługi), jak jednak widzicie na załączonym wycinku studium CAŁY obszar pomiędzy ul. Królowej Jadwigi a Lasem Wolskim przeznaczony jest na zabudowę mieszkaniową (kod „MN”) – napisali autorzy facebookowego profilu Ratujemy Zielony Dół.

Dodali do tego dwa pytania:
– Po co wojewoda rozpisuje przetarg dla organizacji pożytku publicznego na terenach zarezerwowanych pod „mieszkaniówkę”?
– Komu tak naprawdę obiecany jest Zielony Dół?

I zachęcili do głośnego stawiania tych pytań zaangażowanym podmiotom – wojewodzie, urzędowi miasta Kraków, radnym, dzielnicowemu Woli Justowskiej. Przypominamy również, że każda uwaga do Studium Zagospodarowania Przestrzennego ma obowiązek być rozpatrzona!

A nam pozostaje jedynie zapytać… czy właśnie okazuje się, że jak zwykle, gdy nie wiadomo o co chodzi, to doskonale wiadomo, o co chodzi?

Tak się nie da!

Tak się nie da!

Już siedem na jedenaście podległych samorządowi województwa dolnośląskiego szpitali psychiatrycznych (lub posiadających oddziały psychiatryczne) zerwało kontrakty z NFZ.

Jak ocenia w rozmowie z portalem RynekZdrowia.pl Maria Borzyszka, dyrektor wydziału restrukturyzacji ochrony zdrowia Urzędu Marszałkowskiego Województwa Dolnośląskiego, jest to gest rozpaczy lecznic. – „Płatnik nie mógł spodziewać się innej decyzji w sytuacji, gdy świadczeniodawcy doszli już do ściany” – podkreśla. – „Nasze szpitale nie mogą już działać bardziej restrykcyjnie. Wszelkie możliwe oszczędności zostały wprowadzone. Na skutek tak niskiego finansowania nasze szpitale mają za ostatnie pół roku 2 mln zł straty i ponad 30 mln zł zobowiązań, w tym wymagalnych około 6 mln zł. Organ założycielski z kolei nie ma możliwości aby dalej dokładać pieniądze” – dodaje Borzyszka.

Dyrektor zapewnia, że za stawkę wynoszącą 10 zł za punkt nie da się leczyć. – „Szpitale mają takie straty, że części z nich zagrażają zajęcia komornicze i – być może – zaprzestanie udzielania świadczeń. Satysfakcjonuje nas każde rozwiązanie, które zwiększy stawkę za punkt. Nawet jeśli wielkościowo kontrakt się nie zmieni. Wówczas jednak trzeba się liczyć z nadwykonaniami i utrudnionym dostępem do świadczeń. Jesteśmy otwarci na rozmowę, ale nie wyobrażamy sobie dalszego finansowania na takim poziomie” – powiedziała urzędniczka. Zaznacza jednocześnie, że UMWD już kilka lat temu podjął działania wspierające psychiatrię na swoim terenie, mając świadomość, że choroby psychiczne są schorzeniami cywilizacyjnymi, a psychiatria w Polsce była bardzo zaniedbana. Jednym z przejawów troski o tę dziedzinę zdrowia publicznego było stworzenie przez region, wyprzedzając Narodowy Program Ochrony Zdrowia Psychicznego, własnego programu modernizacji stacjonarnej opieki psychiatrycznej, który jest realizowany od 2009 r.

– „W wyniku realizacji tego programu udało nam się zrobić wiele dobrego w tej dziedzinie. Przekazywaliśmy środki na inwestycje wspomagając w ten sposób środki unijne i inne, które pomogły gruntownie zmodernizować wszystkie nasze szpitale psychiatryczne. Przenieśliśmy oddziały do szpitali wielospecjalistycznych, co jest zgodne z obecnym światowym trendem, zlikwidowaliśmy duże szpitale powyżej 300 łóżek. Ale potem okazało się, że stawka 10 zł za punkt dla szpitali psychiatrycznych jest jedną z najniższych w Polsce i nie została zrewaloryzowana od 2009 r. To spowodowało, że nasze szpitale zaczęły się zadłużać, w związku z czym musimy skupić się na pokrywaniu ujemnego wyniku finansowego, zamiast przeznaczać środki finansowe na inwestycje rozwojowe. A tak dłużej być nie może” – zaznacza dyr. Borzyszka.

Podkreśla jednocześnie, że pacjenci nie zostaną bez opieki. Okres wypowiedzenia umowy z NFZ trwa trzy miesiące i przez ten czas wszystkie świadczenia będą realizowane na dotychczasowych zasadach.

O dramatycznej sytuacji polskiego lecznictwa psychiatrycznego poczytać można w „Nowym Obywatelu” z zimy 2012 r.