Czas wyrównać rachunki

Czas wyrównać rachunki

Rząd Obamy oskarża Bank of America o oszustwa na wielką skalę. Pozew złożony w sądzie w Charlotte w Karolinie Północnej, gdzie mieści się centrala banku, dotyczy sprzedaży derywatów hipotecznych w lutym 2008 r. za 850 mln dol.

Wyborcza.biz wyjaśnia, że derywaty hipoteczne to papiery wartościowe oparte na dużej liczbie pojedynczych kredytów hipotecznych, które są przez banki sprzedawane jako pakiety. Bank of America, drugi co do wielkości bank w USA, miał zataić przed inwestorami, że 70 proc. kredytów w jego pakietach udzielili zewnętrzni brokerzy i z tego powodu były one niepewne (np. w wielu przypadkach w żaden sposób nie sprawdzono źródeł dochodów kredytobiorców). Kredyty, których udzielał sam BofA, były niewiele lepsze, bowiem jego analitycy dostali polecenie, by ograniczać krytycyzm podczas rozpatrywania wniosków. W efekcie po załamaniu się rynku inwestorzy stracili łącznie ok. 120 mln dol.

Portal przypomina, że przez kilka lat po wybuchu kryzysu rząd Obamy oskarżano o pobłażanie rekinom finansjery, którzy nie tylko nie zostali rozliczeni, ale jeszcze otrzymywali wielomiliardowe pożyczki (np. Bank of America dostał 45 mld dol.). „Po kilku latach banki i wielkie ubezpieczalnie stanęły na nogi i oddały państwu pieniądze, ale poczucie krzywdy i niesmak nie zniknęły, bowiem miliony przeciętnych Amerykanów, którzy nie mieli na spłaty kredytów i zbankrutowali, nie dostały pomocy od nikogo” – pisze Wyborcza.biz.

W tym roku Departament Sprawiedliwości jest bardziej surowy: pozew przeciw BofA to już jego drugi „atak na Wall Street”. W lutym prokuratorzy federalni oskarżyli agencję Standard & Poor’s o świadome zawyżanie ratingów kredytów hipotecznych i derywatów. „Od września 2004 do października 2007 S&P świadomie uczestniczyła w spisku mającym na celu oszukanie inwestorów” – czytamy w pozwie. „Jednocześnie utrzymywała, że jej ratingi są obiektywne, niezależne i wystawiane bez żadnego konfliktu interesów” (agencje korzystają na wysokich ratingach, bowiem nakręcają one koniunkturę na ich usługi). Prokurator generalny Eric Holder zapowiedział dalsze kroki w ramach „starań, żeby rozliczyć oszustwa i nieodpowiedzialne postępowanie”.

Jeśli BofA przegra w sądzie, może zostać ukarany wielomilionową grzywną, do wysokości łącznych strat poniesionych przez inwestorów. „Wygląda na to, że Obama nie tylko zamierza rozliczać konkretnych oszustów, ale chce w ogóle zmienić zasady działania rynku nieruchomości w USA. Główne role odgrywają w nim dwaj gigantyczni gwaranci kredytów – Fannie Mae i Freddie Mac – zarządzani przez państwo od 2008 r. – Ceny nieruchomości znowu zaczęły rosnąć, ale nie możemy sobie pozwolić na sztuczne dmuchanie kolejnej bańki – mówił prezydent na wtorkowym wiecu w Phoenix w Arizonie. Dodał, że czas zwinąć te dwie firmy, ni to państwowe, ni prywatne, które działają według niezwykle wygodnego modelu, w którym zyski są prywatne, a straty publiczne (tzn. pokrywane z państwowego konta, bo w kryzysie obie dostały z Waszyngtonu ratunkowy zastrzyk rzędu 200 mld dol.)” – pisze portal.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Bo wszystko musi być prywatne

Bo wszystko musi być prywatne

Forsowana przez Platformę Obywatelską ustawa ma umożliwić przeobrażanie GS-ów i spółdzielni „Społem” w spółki prawa handlowego.

Wirtualna Polska przypomina, że do tej pory przekształcanie spółdzielni w spółki było sprzeczne z obowiązującymi przepisami. Wyjątkiem od pewnego czasu są spółdzielnie pracy, jednak neoliberalna koalicja rządząca przygotowała zmiany w prawie, które umożliwią analogiczne operacje kolejnym rodzajom spółdzielni.

Jak tłumaczy Mikołaj Zdyb, radca prawny z kancelarii D. Dobkowski Sp.k. stowarzyszonej z firmą doradczą KPMG, w spółkę będzie można teraz przekształcić spółdzielnię, która zajmuje się działalnością handlową w zakresie wyrobów spożywczych lub przemysłowych. Zmiany dotyczą zatem przede wszystkim Gminnych Spółdzielni „Samopomoc Chłopska” i Powszechnych Spółdzielni Spożywców „Społem”.

Rozmówcy portalu uspokajają, że spółdzielcy nie mają się czego obawiać, gdyż suwerenną decyzję o przekształceniu może podjąć wyłącznie walne zgromadzenie członków. Jednak przewodniczący Zgromadzenia Ogólnego Krajowej Rady Spółdzielczej Jerzy Jankowski przekonuje, że planowane zmiany prawa to kolejna próba likwidacji spółdzielczości w Polsce. Działacz wyraża zdziwienie, że rząd z wprowadzaniem kolejnych ustaw nie chce poczekać na rozstrzygnięcie Trybunału Konstytucyjnego w sprawie wprowadzonej przez Platformę, wspomnianej już możliwości przekształcania w spółki spółdzielni pracy.

O tym, jak przed wojną wyglądała wzorcowo zorganizowana, efektywna ekonomicznie i „etosowa” spółdzielczość spożywców, możesz dowiedzieć się tutaj.

Stocznia Gdańsk nadal w grze

Stocznia Gdańsk nadal w grze

Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy Stoczni Gdańsk zamknęło dziś posiedzenie – wspólny komunikat o takiej treści wydały 8 sierpnia Agencja Rozwoju Przemysłu oraz Shipyard Group. Strony deklarują, że nadal rozmawiają nad rozwiązaniem problemów finansowych Stoczni Gdańsk.

Większościowym udziałowcem Stoczni Gdańsk (75 proc.) jest kontrolowana przez ukraińskiego inwestora Sergieja Taruta spółka Gdańsk Shipyard Group, pozostałe akcje są w rękach państwowej Agencji Rozwoju Przemysłu.

„Gdańsk Shipyard Group i Agencja Rozwoju Przemysłu S.A. prowadzą rozmowy nad rozwiązaniem aktualnych problemów finansowych Stoczni Gdańsk S.A. Do czasu wypracowania i uzgodnienia stanowiska Akcjonariusze nie będą podejmować kluczowych dla spółki decyzji, dlatego postanowili zamknąć obecne ZWZ [Zwyczajne Walne Zgromadzenie]” – napisano we wspólnym komunikacie.

Nieoficjalnie wiadomo, że przedmiotem rozmowy były przyszłe operacje finansowe, które zamierza podjąć ukraiński właściciel. Taruta zamierza zaangażować w zakład ok. 180 mln zł. Pieniądze te miałyby pomóc stoczni wyjść na prostą. Nic zatem dziwnego, iż ukraiński właściciel oczekuje, by w razie niesprzyjającego scenariusza nie stracić zainwestowanych kolejnych pieniędzy.

Spotkanie właścicieli pozytywnie ocenia „Solidarność” Stoczni Gdańskiej.

– „Właściciel stoczni mocno angażuje się w działania mające pozwolić wyjść stoczni z kłopotów. To pozytywny sygnał” – mówi Roman Gałęzewski, przewodniczący „S” Stoczni Gdańskiej. – „Nie mamy niepokojących informacji, że właściciel chciałby zwalniać pracowników czy zmieniać im umowy na śmieciowe. Nie mamy wiec powodów do niepokoju, a wręcz przeciwnie”.

Do kolejnego WZA Stoczni Gdańsk dojdzie prawdopodobnie we wrześniu.

_____

Przedruk za stroną NSZZ „Solidarność” Regionu Gdańskiego

Mówisz i masz… wyzysk

Mówisz i masz… wyzysk

Brak zabezpieczeń odpowiednich dla pracy na wysokościach, brak wody w upały, umowy na… 50 groszy – taka wygląda rzeczywistość zatrudnianych przy rozbudowie Terminala 1 na Lotnisku Okęcie. Pracownik, który nagłośnił nieprawidłowości, został zwolniony z pracy.

Portal NaTemat.pl podkreśla, że praca przy wspomnianej inwestycji jest ciężka nawet jak na realia „budowlanki”. Układanie dachu latem staje się nadludzkim wysiłkiem, gdy trwa 10 godzin bez możliwości napicia się wody. Dodajmy do tego wykonywanie przez pracowników zadań przewidzianych dla znacznie większej liczby osób oraz totalne lekceważenie zasad bezpieczeństwa, a tragedia wydaje się niemal pewna. – „Zapewniano nas, że wszystko będzie zgodnie z zasadami BHP. Dostaliśmy jakieś ubrania, buty, które niezbyt nadają się do chodzenia po dachu, bo się ślizgają, do tego kaski, które są przystosowane do temperatury od -40 do +40 stopni, a na dachu jest cieplej. Poza tym uprząż, którą ja dostałem, jest zepsuta, więc nie ma sensu jej zakładać i pracuję bez asekuracji” – relacjonował portalowi Michał, jeden z robotników wynajętych przez agencję Work Wonders (marka firmy Mówisz i Masz sp. z o.o.).

Firma oszczędza nie tylko na bezpieczeństwie. – „Mam dwie umowy-zlecenia. Jedna na 50 groszy za godzinę – od niej odprowadza się składki, i druga normalna. Ale od niej już składek nie muszą odprowadzać. Osoba, która zajmuje się nami z ramienia agencji Work Wonders zapewniała, że za na godzinę zarobimy około 10 złotych netto i rzeczywiście tyle dostajemy. Ale dzień pracy to 10,5 godziny. Pracujemy od 7 do 18, mamy dwie przerwy po 30 minut, ale tylko jedna jest liczona do czasu pracy” – opowiadał Michał. W odpowiedzi internauci masowo donosili o innych winach agencji – zapewniając, że nagminne jest wprowadzanie przez nią w błąd pracowników podczas rekrutacji, opóźnione wypłaty czy zaleganie ze składkami do ZUS.

Jedyną konkretną reakcją firmy na tekst NaTemat.pl było zwolnienie z pracy informatora portalu. Agencja przesłała ponadto wyjaśnienia, w których obarcza odpowiedzialnością za część nieprawidłowości z zakresu BHP przedsiębiorstwo Schuengel Polska, na rzecz którego pracowała.