NIK o opiece stomatologicznej w Polsce

NIK o opiece stomatologicznej w Polsce

Ministerialne programy na rzecz popularyzacji zdrowia i higieny jamy ustnej są mało skuteczne. 92 proc. polskich nastolatków cierpi z powodu próchnicy, a odsetek bezzębności wśród dorosłych rośnie. Na wsiach i w małych miasteczkach większość dzieci niemal całkowicie pozbawiona jest publicznej opieki stomatologicznej.

Rynek opieki stomatologicznej w Polsce zdominowany jest przez podmioty prywatne. W 2011 r. blisko 80 proc. ubezpieczonych nie skorzystało ani razu z usług dentysty w ramach Narodowego Funduszu Zdrowia. Świadczenia udzielane w przychodniach na podstawie umów z NFZ mają ograniczony zakres, część zabiegów nie podlega refundacji, a pacjenci zwykle nawet nie wiedzą, gdzie znajduje się najbliższy gabinet stomatologiczny zakontraktowany przez NFZ.

Dostęp do publicznych świadczeń stomatologicznych w poszczególnych regionach Polski jest bardzo zróżnicowany. Najgorzej jest w małych miasteczkach i wsiach, gdzie większość dzieci została całkowicie pozbawiona profesjonalnej profilaktyki oraz leczenia stomatologicznego [1]. Sytuacja ta wynika m.in. z tego, że stomatolodzy w większości prowadzą swoje gabinety w dużych miastach i ośrodkach akademickich, co zmusza mieszkańców małych miejscowości do szukania dentysty poza granicami ich gmin.

W latach 2010-2012 nie działał ani jeden krajowy program z zakresu profilaktyki przeciwpróchniczej finansowany przez Ministerstwo Zdrowia. Według resortu powodem były ograniczone środki finansowe. Leczenie stomatologiczne nie znalazło się też w grupie priorytetów określonych w rozporządzeniu Ministra Zdrowia z 21 sierpnia 2009 roku. Tymczasem blisko 10 proc. polskich siedmiolatków nigdy nie było u dentysty, a aż 92 proc. piętnastolatków ma próchnicę zębów [2].

Zdaniem NIK za taki stan rzeczy odpowiadają nie tylko rodzice, ale również system edukacji i ochrony zdrowia. W krajach bardziej rozwiniętych zarówno edukacja, jak i profilaktyka w zakresie higieny jamy ustnej to zadania należące do szkół i przedszkoli. Polskie placówki edukacyjne podejmują je tylko w minimalnym stopniu. Sytuację dodatkowo pogorszyła likwidacja szkolnych gabinetów dentystycznych.

Nieskuteczne okazały się działania podejmowane przez Ministra Zdrowia na rzecz walki z próchnicą u dzieci i młodzieży. Narodowy Program Zdrowia na lata 2007-2015 zakładał znaczące zwiększenie odsetka dzieci i młodzieży objętych edukacją prozdrowotną, ograniczenie u nich próchnicy oraz poprawę dostępu do świadczeń stomatologicznych. Kluczowe zadania Programu wciąż nie zostały wykonane. Program „Monitorowanie stanu zdrowia jamy ustnej populacji polskiej” też w większości nie przyniósł oczekiwanych efektów.

Izba pozytywnie oceniła natomiast działania Ministra na rzecz uzyskania ze źródeł zagranicznych dofinansowania do programów edukacji prozdrowotnej. Chodzi np. o program promujący zdrowie jamy ustnej dzieci w wieku przedszkolnym w ramach Szwajcarsko-Polskiego Programu Współpracy. Starania szefa resortu zdrowia zaowocowały podpisaniem umowy w lipcu 2012 roku.

Większość skontrolowanych gmin nie promowała profilaktyki chorób jamy ustnej i nie analizowała potrzeb zdrowotnych mieszkańców w tym zakresie. Przedstawiciele gmin byli zdania, że odpowiedzialność za prowadzenie takich działań spoczywa na resorcie zdrowia i NFZ. Żadna z jednostek samorządu terytorialnego nie finansowała świadczeń stomatologicznych, co wynikało z braku środków finansowych. Na uwagę zasługują natomiast inicjatywy podejmowane przez niektóre gminy na rzecz ułatwienia dostępu do stomatologów. Np. w Osieku Jasielskim stworzono gabinet dentystyczny w budynku tamtejszego gimnazjum, a w Kielcach podjęto uchwałę o udostępnianiu stomatologom pomieszczeń z zasobów komunalnych na dogodnych warunkach.

[1] Opinia konsultanta do spraw stomatologii dziecięcej.
[2] Wyniki badań WUM.

NIK o opiece stomatologicznej w Polsce – informacje szczegółowe (plik PDF)

_____

Przedruk za stroną Najwyższej Izby Kontroli

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Posłuchali związkowców

Posłuchali związkowców

Firmy zatrudniające na podstawie umów-zleceń będą od wszystkich takich kontraktów płacić składki ubezpieczeniowe do ZUS.

„Dziennik Gazeta Prawna” pisze, że tę zmianę, ważną dla ponad 800 tys. osób wykonujących pracę na takiej podstawie, przyniesie nowelizacja przepisów przygotowana przez resort zatrudnienia i polityki społecznej. Projekt regulacji stanowi odpowiedź na postulaty związków zawodowych. – „Ozusowanie zleceń, a także obowiązek odprowadzania składek za osoby zasiadające w radach nadzorczych, były przedyskutowane ze związkami, zanim te opuściły Komisję Trójstronną” – mówi Janusz Semej, rzecznik ministerstwa.

Zgodnie z projektem pracodawca będzie sumował umowy-zlecenia zawierane z pracownikiem. Do momentu osiągnięcia kwoty odpowiadającej płacy minimalnej, która w tym roku wynosi 1600 zł, od takich kontraktów trzeba będzie odprowadzać składki emerytalno-rentowe.

Planowane zmiany dotyczą też członków rad nadzorczych zatrudnionych na podstawie umów-zleceń. Obecnie są oni zobowiązani do opłacania jedynie składek zdrowotnych, zaś po wejściu w życie nowelizacji od ich kontraktów potrącane byłyby również składki na ubezpieczenie emerytalne i rentowe.

Opisane rozwiązania mogą wejść w życie już od początku nowego roku. W efekcie ich wprowadzenia wpływy do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych mają wzrosnąć o 660 mln zł, a wpływy z PIT spaść o 30 mln zł.

KOED broni otwartości

KOED broni otwartości

Na początku sierpnia na stronach Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji została opublikowana informacja o nowym konkursie grantowym na realizację zadania publicznego „Upowszechnianie korzystania z internetu i rozwój kompetencji cyfrowych”. Koalicja Otwartej Edukacji po analizie dokumentów konkursu z niepokojem stwierdza, że nie znalazły się w nich zapisy gwarantujące otwartość zasobów, których powstanie zostanie sfinansowane ze środków konkursowych.

W dokumentach konkursowych zabrakło uregulowania kwestii praw i dostępności tych zasobów, chociaż istnieją już dobre praktyki zapisów otwartościowych w ministerialnych konkursach grantowych. Wzorem mogą być programy „Cyfrowa szkoła” (MEN), „Polska pomoc”  (MSZ), „Obserwatorium kultury” (MKiDN) lub Program EQUAL (MRR). Mając na uwadze dotychczasowe działania MAiC w kwestii otwartości zasobów publicznych, oczekiwalibyśmy od Ministerstwa wyznaczania standardów w tej dziedzinie.

Koalicja wysłała oficjalny list do Ministra Michała Boniego, w którym wyraziła swoje stanowisko oraz zawarła poniższe rekomendacje dla grantodawców.

Grantodawcy mogą mieć wpływ na sposób upowszechniania materiałów przygotowanych w ramach finansowanych przez siebie projektów poprzez odpowiednie zapisy w konkursowych regulaminach i umowach o przyznanie dotacji. Koalicja Otwartej Edukacji rekomenduje wdrażanie w konkursach grantowych obowiązku zapewnienia otwartości treści finansowanych ze środków grantowych, a stanowiących przedmioty prawa autorskiego. Treści te powinny być upublicznione tak, by umożliwiać swobodny dostęp do nich i dalsze ich wykorzystanie. Grantodawcy powinni zamieścić w regulaminach i umowach grantowych zapisy  zobowiązujące grantobiorców do otwartej publikacji materiałów przygotowanych w ramach projektów. Sposób realizacji tych zapisów powinien być potem elementem ewaluacji projektu.

Jeśli wprowadzenie takiej reguły otwartości jest niemożliwe, to należy przynajmniej premiować projekty, które taką otwartość wdrażają.

Dlatego reguła otwartości powinna być jednym z elementów oceny i ewaluacji wniosków. Przyznawanie w konkursach grantowych dodatkowych punktów za otwartą publikację pozwala na premiowanie grantobiorców chcących szeroko rozpowszechniać wiedzę. Z drugiej strony należy uniknąć sytuacji, w której uniemożliwi się udział w konkursie tym instytucjom, dla których taka otwartość jest trudna bądź niemożliwa z różnych, np. prawnych czy etycznych, powodów.

Dodatkowo, informacja o konkursach i grantach powinna być udostępniania w sposób otwarty z odpowiednim wyprzedzeniem czasowym tak, by grantobiorcy mieli czas nie tylko na przygotowanie wniosku, ale i realizację grantu. Daje to szansę na racjonalniejsze wydatkowanie funduszy publicznych. Nie zaleca się ogłaszania konkursu z miesięcznym terminem złożenia wniosku i półrocznym wykonaniem zadania, bo to może skutkować niedopracowaniem koncepcji i złą realizacją zadania.

Poniżej przedstawiamy propozycję szczegółowych zasad takiego wymogu udostępniania treści powstałych w ramach programu „Upowszechnianie korzystania z Internetu i rozwój kompetencji cyfrowych”:

1. Otwarte zasady licencjonowania zasobów
Wszelkie zasoby mające potencjał edukacyjny tworzone w ramach programów grantowych powinny mieć charakter otwarty, przez co rozumiemy ich dostępność na jednej z wolnych licencji, zapewniających możliwość dowolnego wykorzystywania utworu lub bazy danych, do celów komercyjnych i niekomercyjnych, tworzenia i rozpowszechniania kopii utworu lub bazy danych, w całości lub we fragmentach, oraz wprowadzania zmian i rozpowszechniania utworów zależnych. Rekomendujemy w szczególności, w przypadku treści licencję Creative Commons Uznanie Autorstwa 3.0, a w przypadku oprogramowania, tworzone materiały winny być udostępniane na licencji z rodziny GPL v.3. Zasada pełnej otwartości powinna obowiązywać w odniesieniu do wszelkich treści, których powstanie będzie finansowane z programu „Upowszechnianie korzystania z Internetu i rozwój kompetencji cyfrowych” oraz innych konkursów Ministerstwa na wykonywanie zadań publicznych.

2. Technologiczna dostępność zasobów
Należy wymagać od twórców zasobów tworzenia ich w formatach zgodnych z otwartymi standardami, co przekłada się na zwiększenie dostępności, a w dalszej perspektywie na zwiększenie konkurencyjności tych rozwiązań. Należy również zagwarantować faktyczną dostępność wszelkich zasobów i/lub kodu, poprzez wymóg udostępnienia ich w sieci wraz z informacją o ich adresie (URI) podawanym w ramach sprawozdania z realizacji projektu.

3. Dostępność materiałów i technologii dla osób niepełnosprawnych
W celu zapewnienia dostępności dla osób niepełnosprawnych, materiały i technologie używane w ramach programu „Upowszechnianie korzystania z Internetu i rozwój kompetencji cyfrowych”, winny spełniać wymagania WCAG2.0 na poziomie AA.

Koalicja Otwartej Edukacji oferuje wsparcie merytoryczne w zakresie wspomnianych wyżej zagadnień. Zachęcamy Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji do dalszej pracy w zakresie otwierania zasobów publicznych i wdrażania standardów otwartościowych w organizowanych przez siebie konkursach grantowych.

_____

Przedruk za stroną Koalicji Otwartej Edukacji

Tłoczno pod mostami…

Tłoczno pod mostami…

Rządowe dane o bezdomności dla wielu będą zaskakujące. Przykładowo, najwięcej osób bez dachu nad głową jest w najbogatszych województwach: śląskim, mazowieckim i dolnośląskim.

„Dziennik Gazeta Prawna” informuje, że wśród bezdomnych, którzy przebywali poza schroniskami i noclegowniami, a więc np. na dworcach, w kanałach ciepłowniczych i parkach, najwięcej, bo ponad 19 proc., zostało wypędzonych przez rodzinę lub współlokatorów. Sporo było też takich (ponad 11 proc.), którzy pozostawili mieszkanie rodzinie z własnej inicjatywy. 80 proc. to mężczyźni, jednak – co szczególnie niepokojące – ponad 1,5 tys. to dzieci. Wszystko to wynika ze spisu bezdomnych, który powstał w lutym br. na zlecenie Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej.

– „W naszym schronisku mamy po raz pierwszy taką sytuację, że więcej jest dzieci niż kobiet” – informuje Małgorzata Dziwir-Lange, dyrektor Centrum Socjalnego Caritas Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej w Szczecinie. Dodaje, że do schroniska przychodzą też dzieci, które przebywają z rodzicami w altankach działkowych. Jej zdaniem o nasileniu problemu bezdomności świadczy także inne zjawisko. – „We wcześniejszych latach schroniska dla bezdomnych pękały w szwach zimą. A potem w dużym stopniu pustoszały. Natomiast w tym roku, mimo że mamy lato – wolnych miejsc prawie nie ma, a wciąż zgłaszają się osoby, które chciałyby u nas zamieszkać” – podkreśla.

– „Liczba bezdomnych rośnie i może rosnąć w przyszłości, bo bezdomność jest często dziedziczona” – uważa Beata Zielińska, kierownik schroniska dla bezdomnych kobiet prowadzonego przez Polski Komitet Pomocy Społecznej w Bydgoszczy. „Jednym z ważniejszych powodów bezdomności w Polsce jest mała dostępność mieszkań, zwłaszcza komunalnych o niskich czynszach. Równocześnie bardzo droga jest ich eksploatacja. Efektem jest zadłużenie lokatorów, a w efekcie eksmisja na bruk” – pisze DGP.

Bezdomnych Polaków, zwłaszcza młodych, jest coraz więcej także na ulicach Londynu. – „Wciąż żywy jest mit, że praca czeka tu na każdego” – mówi Ewa Sadowska z Barki UK. Polacy przyjeżdżają bez znajomości języka, bez oszczędności, bardzo często ściągani przez znajomych. Gdy na miejscu okazuje się, że nie są w stanie zorganizować sobie zatrudnienia, z czasem trafiają na ulicę. Bezdomność niektórych zaczyna się już po przylocie na Wyspy.

Stanisław Szczerba, który pracuje z bezdomnymi w centrum Hamburga, ocenia liczbę naszych rodaków na ulicach w tej części miasta na mniej więcej 400 osób, z czego 100 jest tu do dawna. Niektórym nie udał się wyjazd do innej części Europy, inni mają w kraju wyrok; wspólny dla bezdomnych za granicą jest paraliżujący wstyd przed powrotem do Polski. Od stycznia ub. r. z Hamburga do kraju wysłano 400 osób. Barka UK od 2007 r. odprawiła do ojczyzny ok. 2,3 tys. osób.

Przewodniczący Federacji Krajowych Stowarzyszeń Pracujących z Osobami Bezdomnymi FEANTSA Freek Spinnewijn ocenia, że we wszystkich krajach europejskich w dobie kryzysu nastąpił wzrost liczby bezdomnych, od umiarkowanego do gwałtownego. Najgorzej sytuacja wygląda w Grecji, ale bezdomnych jest także więcej w Hiszpanii, Francji, Wielkiej Brytanii, a nawet w Danii. Jedynym regionem Europy, w którym bezdomność maleje, jest Szkocja.

Choć problem narasta, niewiele krajów wypracowało strategię walki z nim. Najbardziej kompleksowy system zbudowali Finowie, którzy postawili sobie za cel likwidację bezdomności do 2015 r. Oparto go na zasadzie „najpierw dom”. W większości krajów zanim bezdomny doczeka się własnego mieszkania, musi przejść przez drabinę instytucji tymczasowego pobytu (schroniska, mieszkania tymczasowe, ośrodki odwykowe), w efekcie często wypadając z systemu. W Finlandii mieszkania zapewniane są bezwarunkowo i bezterminowo, tj. bezdomny nie musi spełniać żadnych wymagań, nie musi być np. trzeźwy. Prawo do mieszkania może stracić tylko, jeśli będzie stanowił uciążliwe sąsiedztwo, co dzieje się bardzo rzadko. Dzięki stabilności, jaką daje własny kąt, możliwa jest praca socjalna nad wyjściem z uzależnień czy znalezieniem pracy.

Finowie przekonują, że taka polityka jest skuteczna, a ponadto kosztuje mniej niż alternatywy, w których bezdomni rotują między ulicą i schroniskami. „Zabranie tych ludzi z ulicy sprawia, że nie korzystają tak często z kosztownych usług publicznych, przede wszystkim medycznych (często trafiają do szpitali w fatalnym stanie, wymagającym kosztownego leczenia), a także porządkowych (nie wszczynają bójek)” – pisze gazeta.

Nasz tekst o problemach bezdomnych przeczytać można było w „Nowym Obywatelu” z zimy 2012 r.