Magia cyfr

Magia cyfr

Jak w Warszawie próbowano wmówić opinii publicznej, że spadek liczby i wartości sprzedawanych biletów przyniósł zwiększenie wpływów do kasy miasta.

Bilet jednorazowy zdrożał z 3,60 zł do 4,40 zł, bilet 20-minutowy z 2,60 zł do 3,40 zł, bilet 30-dniowy z 90 zł do 100 zł. Cena biletu 90-dniowego na całą aglomerację warszawską wzrosła z 370 zł do 474 zł. Tak drastyczna podwyżka cen biletów z 1 stycznia 2013 r. nie mogła nie wywołać spadku sprzedaży biletów warszawskiej komunikacji miejskiej. Spadła też łączna wartość wszystkich sprzedawanych biletów, która w pierwszych pięciu miesiącach 2013 r. była o prawie 16 mln zł niższa niż w analogicznym okresie 2012 r. Dane te w lipcu 2013 r. przekazały władze Warszawy, odpowiadając na interpelację radnego Jarosława Krajewskiego z opozycyjnego Prawa i Sprawiedliwości, który zwrócił się z wnioskiem o dane na temat sprzedaży biletów warszawskiego Zarządu Transportu Miejskiego od stycznia do maja 2012 r. oraz od stycznia do maja 2013 r.

Cztery miliony biletów mniej

Z zestawienia wynika, że spadek sprzedaży dotyczył przede wszystkim biletów długookresowych. Od stycznia do maja 2012 r. sprzedano 1 589 770 biletów 30-dniowych wartych w sumie 129,8 mln zł, natomiast w tych samych miesiącach 2013 r. sprzedanych zostało 1 286 517 biletów 30-dniowych o wartości 117,9 mln zł. W przypadku biletów 90-dniowych sprzedaż spadła z poziomu 559 905 w 2012 r. do 425 178 w 2013 r. – skutkowało to spadkiem wartości sprzedaży z 101,7 mln zł do 87 mln zł.

W czterozdaniowym komentarzu dołączonym do danych liczbowych przedstawionych w odpowiedzi na interpelację radnego Krajewskiego znalazła się informacja, że spadek sprzedaży może wynikać z „zapisanych w taryfie możliwości zakupu dwóch biletów w starej cenie. Zakupy te nastąpiły głównie w grudniu 2012 r., co spowodowało, że znaczna część pasażerów do czerwca 2013 r. nie musiała kupować biletów okresowych”. Uniknięto jednak poparcia tej tezy jakimikolwiek danymi liczbowymi. Dodajmy ponadto, że spadki sprzedaży dotyczyły też biletów jednorazowych, 20-minutowych, 40-minutowych, dobowych oraz trzydniowych, których nie dało się kupić z wyprzedzeniem po starej cenie.

Porównanie okresów styczeń-maj w 2012 i 2013 r. pokazuje, że liczba sprzedanych biletów wszystkich rodzajów spadła o ponad 4,1 mln. Jak widać, rosnące ceny biletów odstraszyły pasażerów. A zapewne część z nich skłoniły do podróżowania na gapę, zwłaszcza że kontrole biletów w warszawskiej komunikacji nie są częste.

Wzrost sprzedaży tyczy się jedynie biletów 60-minutowych oraz kart seniora, które zapewniają osobom powyżej 65. roku życia 365 dni podróżowania po całej aglomeracji warszawskiej za 50 zł.

Cyfry kontra liczby

Władze Warszawy były kompletnie zaskoczone przekazanymi przez siebie danymi o spadku sprzedaży biletów. Dodajmy, że zaskoczenie przyszło już po opublikowaniu odpowiedzi na interpelację na stronach internetowych ratusza. Wygląda więc na to, że w dane przekazane przez ZTM nie wczytali się ani urzędnicy Biura Drogownictwa i Komunikacji oraz Gabinetu Prezydenta, którzy opracowywali odpowiedź, ani wiceprezydent Warszawy Jacek Wojciechowicz, który na dokumencie złożył swój podpis.

Naprędce zorganizowano dość nieudolną akcję propagandową, która miała udowodnić, że wzrost cen nie spowodował zmniejszenia sprzedaży biletów. – To jest taka magia cyfr, która nie odpowiada rzeczywistości – prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz próbowała zaklinać twarde dane liczbowe. Wspierał ją w tym rzecznik prasowy ratusza Bartosz Milczarczyk: – Warszawa wcale nie traci na podwyżce cen biletów. Owszem, mniej ich sprzedajemy, ale wpływy do kasy miasta są większe.

Władze Warszawy swoje mętne tłumaczenia popierały tym, że świadczące o spadku dane przekazane przez ZTM odnoszą się do „sprzedaży biletów”, natomiast ich wyliczenia mówiące o wzroście prezentują „wpływy do kasy miasta”. Próbowano zatem wmówić opinii publicznej, że spadek liczby i wartości sprzedawanych biletów skutkuje zwiększonymi wpływami do kasy miasta… Drążącym temat dziennikarzom wydział prasowy ratusza rozsyłał przepastne tabele, które miały to udowodnić. Zawierającą 52 rubryki tabelę, która znalazła się w odpowiedzi na interpelację, „odkłamać” miały trzy tabele składające się łącznie z… 1623 rubryk.

W wyjaśnieniach ratusza uderzało mylenie słów „cyfra”, „liczba” oraz „ilość” – i to zarówno w wypowiedziach prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz (byłej prezes Narodowego Banku Polskiego), jak i w przesyłanych do mediów tabelach. Na niekorzyść warszawskich urzędników dodatkowo działała ekonomia, a konkretnie zasada cenowej elastyczności popytu, mówiąca o tym, że duży wzrost cen, zmniejszając popyt, może przełożyć się nie na wzrost przychodów, lecz na ich spadek. Urzędnicy Hanny Gronkiewicz-Waltz istnienia tego prawa ekonomii jednak nie przyjmują do wiadomości: – Wpływy wzrosły, bo bilety są droższe – upierała się Agnieszka Kłąb z wydziału prasowego urzędu miasta.

Zamieszanie z cięciami

Nerwowość w ratuszu był tym większa, że dane o podwyżce cen skutkującej spadkiem wartości sprzedawanych biletów, zostały upublicznione w newralgicznym czasie zbierania podpisów poparcia dla referendum w sprawie odwołania prezydent stolicy (dziś już wiadomo, że głosowanie odbędzie się 13 października 2013 r.). A organizatorzy akcji wymieniali „ogromne podwyżki cen biletów i jednoczesne cięcia w komunikacji miejskiej” na czele listy spraw, za które Hanna Gronkiewicz-Waltz powinna opuścić ratusz.

Jak na razie swój gabinet opuścił dyrektor ZTM Leszek Ruta, który – według medialnych doniesień – sam podał się do dymisji po tym, gdy zarzucono mu podanie rzekomo nieprawdziwych danych na temat spadku sprzedaży biletów na skutek podwyżki.

Odejścia Ruty nie da się jednak oddzielić od szerszych ruchów personalnych w stołecznym ratuszu, które stanowiły odpowiedź na akcję zbierania podpisów na rzecz referendum. Stanowiska stracili różni wysocy urzędnicy, których Hanna Gronkiewicz-Waltz nagle wskazała jako winnych różnych, zwykle wcale nie najświeższych niepowodzeń władz Warszawy. Posady utraciły osoby odpowiedzialne między innymi za estetykę miasta, kulturę czy gospodarkę odpadami. Zgodnie z tą zasadą, Leszkowi Rucie, natychmiast po jego odwołaniu, służby prasowe ratusza wyciągnęły sprawę „zamieszania z cięciami linii autobusowych i tramwajowych oraz nocnym metrem”.

Karol Trammer

Tekst pierwotnie ukazał się w dwumiesięczniku „Z Biegiem Szyn”, nr 67, wrzesień-październik 2013; http://www.zbs.net.pl

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

OFE nieobowiązkowe!

OFE nieobowiązkowe!

Każdy członek OFE będzie miał trzy miesiące na podjęcie decyzji, czy chce w nim pozostać, czy wybrać gwarantowaną emeryturę z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Kto nie dokona wyboru, automatycznie przejdzie do ZUS (czas będzie liczony od momentu wejścia w życie ustawy, co przypuszczalnie nastąpi w przyszłym roku).

Wyborcza.biz pisze, że ważnym elementem reformy systemu emerytalnego będzie umorzenie obligacji skarbowych posiadanych przez Fundusze i przeniesienie ich do ZUS. Oznacza to również, że OFE nie będą mogły kupować obligacji, w tym tych gwarantowanych przez Skarb Państwa (ma to sprawić, że środki przyszłych emerytów będą inwestowane w realną gospodarkę, a nie w dług państwa). Ten manewr obniży dług publiczny o 121 mld zł. Część obligacyjna będzie przekazana do ZUS po wycenie według stanu na koniec ub. roku. W opinii premiera cała operacja „tak naprawdę jest zamianą tych obligacji, które dziś są w dyspozycji OFE, na wierzytelność przyszłą, i to gwarantowaną przez państwo na poziomie ustawowym”. Fundusze emerytalne będą za to mogły w dalszym ciągu inwestować w akcje, które stanowią blisko połowę ich aktywów.

Najważniejszą zmianą jest jednak danie wszystkim Polakom możliwości wyboru co do tego, gdzie znajdą się ich przyszłe składki. Lider Platformy ogłosił, że każdy będzie miał trzy miesiące na jego dokonanie, przy czym brak decyzji będzie oznaczał, że automatycznie wyjdziemy z OFE. – „Dane z ostatnich 13 lat pokazują, że emerytura ZUS-owska wcale nie jest niższa od tej wypłacanej z OFE” – powiedział premier podczas konferencji.

– „System OFE jest systemem budowanym w części na rosnącym długu publicznym i okazałby się systemem bardzo kosztownym, zwiększającym dług publiczny” – powiedział Tusk. Jednocześnie podkreślił, że rząd nie ma zakusów na nacjonalizację funduszy emerytalnych.

Premier zapowiedział także obniżkę opłaty od składki, o połowę, oraz zmniejszenie (nie wiadomo jeszcze, jak daleko idące) opłaty pobieranej przez OFE za zarządzanie środkami. Wiadomo już także, że świadczenia będzie wypłacał ZUS. Tworzenie nowych instytucji uznane zostało za zbyt drogie, tak samo jak tworzenie bezpiecznych funduszy w ramach OFE.

O tym, dlaczego dotychczasowy system był patologiczny, dowiedzieć się można tutaj oraz tutaj.

Czytelna aluzyjka

Czytelna aluzyjka

Wobec planowanych zwolnień związkowcy z telewizji publicznej zapowiedzieli referendum strajkowe. W odpowiedzi prezes TVP w e-mailu przesłanym do pracowników grozi tym, którzy „zachowają się nieodpowiedzialnie”, czyli oddadzą głos za strajkiem.

Takie informacje podaje „Gazeta Polska Codziennie”. – „Ten list jest zawoalowaną groźbą skierowaną wobec pracowników” – mówi Jarosław Najmoła, szef Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” TVP SA. W e-mailu, do którego dotarł portal Niezależna.pl, zatytułowanym „Świadomie, mądrze i odpowiedzialnie”, Juliusz Braun przestrzega przed „nieodpowiedzialnym głosowaniem” w referendum.

„Szczerze zachęcamy wszystkich Państwa do udziału w zapowiedzianym referendum strajkowym w TVP. Jednocześnie jednak wzywamy Państwa do świadomego i odpowiedzialnego oddania swojego głosu, biorąc pod uwagę wszystkie potencjalnie negatywne konsekwencje strajku i wynikające z niego straty dla Telewizji Polskiej” – dziennik przytacza list Brauna, który wskazuje, że „strajk może stać się rzeczywistym zagrożeniem dla utrzymania miejsc pracy”.

Najmoła ironizuje, że po raz pierwszy spotyka się z tym, by prezes firmy zapraszał do udziału w referendum strajkowym.

„Zdrowy” Bałtyk w interesie ludzi, gospodarki i przyrody

„Zdrowy” Bałtyk w interesie ludzi, gospodarki i przyrody

Jeżeli podejmiemy skuteczne działania na rzecz ochrony Bałtyku, zyskamy dodatkowo ponad pół miliona nowych miejsc pracy i miliardy euro rocznie do 2030 roku – wynika z raportu przygotowanego przez Boston Consulting Group (BCG) na zlecenie międzynarodowej organizacji ekologicznej WWF.

Morze Bałtyckie jest praktycznie wewnętrznym morzem Unii Europejskiej, wyłączając Rosję, co stwarza niezwykłą szansę na podjęcie wspólnych działań. Od tej współpracy, szczególnie w zakresie wdrażania Bałtyckiego Planu Działań (ang. Baltic Sea Action Plan  BSAP), będzie zależała przyszłość jednego z najmniejszych mórz świata.

Z raportu przygotowanego na zlecenie WWF wynika, że współpraca między ministrami wszystkich dziewięciu nadbałtyckich państw, powinna skupić się na powstrzymaniu procesu eutrofizacji, przejawiającego się m. in. zakwitami sinic i powstawaniem martwych stref. Jednocześnie należy przeciwdziałać problemowi szkodliwych substancji, które trafiają do Bałtyku. Równie ważnym priorytetem są działania na rzecz odbudowy populacji stad ryb występujących w Morzu Bałtyckim, na czym zyska nie tylko środowisko, ale także rybacy.

– Z innego, przygotowanego przez WWF, raportu „Społeczno-ekonomiczne korzyści gruntownej reformy rybołówstwa Unii Europejskiej” wiemy, że odbudowa 43 komercyjnie poławianych stad ryb, w tym tych bałtyckich, do stabilnych poziomów do roku 2022 pozwoli na zwiększenie połowów o 45 tysięcy ton rocznie oraz zwiększenie zysków nawet o 20% – mówi Piotr Prędki z WWF Polska.

Oprócz decyzji podejmowanych na szczeblu rządowym, istotne są także działania podejmowane przez sektor biznesowy. Firmy, które są aktywne w rejonie Bałtyku, powinny uwzględniać w swoich strategiach wpływ ich działalności na inne sektory gospodarki i na środowisko. Dla przykładu inwestycja polegająca na budowie farm wiatrowych powinna być oparta o ocenę jej oddziaływania na środowisko jak i np. na sektor rybołówstwa.

Działania na rzecz ochrony Bałtyku są wielka szansą na rozwój nowych technologii przyjaznych dla środowiska – dodaje Marta Kalinowska z WWF Polska. – Dotyczą one również rolnictwa, które mogłoby stać się beneficjentem innowacji, przyczyniających się do ograniczenia eutrofizacji.

W październiku odbędzie się ministerialne spotkanie w Kopenhadze dotyczące wdrażania BSAP w krajach nadbałtyckich. WWF ma nadzieję, że raport przygotowany przez BCG będzie kolejnym argumentem przemawiającym za koniecznością skutecznej ochrony Bałtyku i przekona ministrów państw położonych nad Bałtykiem do konieczności podejmowania konkretnych i skoordynowanych działań na rzecz ochrony Morza Bałtyckiego.

Bałtycki Plan Działań został przyjęty w 2007 roku, w czasie spotkania przedstawicieli państw bałtyckich będących stronami Konwencji Helsińskiej (HELCOM). Jego celem jest poprawa stanu środowiska Bałtyku do roku 2021 poprzez realizację czterech głównych działań. Wśród nich znalazły się działania na rzecz zapobiegania eutrofizacji, czyli nadmiernemu wzrostowi substancji odżywczych, prowadzących między innymi do nienaturalnego zakwitania sinic, a co za tym idzie do powstawania stref beztlenowych. Kolejnym jest przeciwdziałanie zrzutom substancji niebezpiecznych, w tym rakotwórczych i toksycznych dioksyn. Następnymi dwoma działaniami są zapewnienie przyjaznego dla środowiska transportu morskiego oraz ochrona bioróżnorodności.

Jeszcze dwieście lat temu Bałtyk był czysty. Jednak wraz z rozwojem przemysłu i rolnictwa, a przede wszystkim ze wzrostem liczby ludzi, mieszkających w jego zlewisku, doszło do znacznego zanieczyszczenia. Ilość tych zanieczyszczeń rosła, a możliwości wymiany wody z oceanem przez cieśniny w Danii były wciąż te same. Tymczasem już teraz 10% powierzchni Morza Bałtyckiego to tzw. pustynie wodne, gdzie nie ma żadnego życia. Jednocześnie Bałtyk jest najbardziej zatłoczonym morzem świata. Wzrasta natężenie transportu morskiego, powstaje infrastruktura, która ma szkodliwy wpływ na stan środowiska.

W regionie Morza Bałtyckiego żyje 110 milionów ludzi. Polska jest jednym z najbardziej ludnych państw bałtyckich. Ponad 99 procent Polaków mieszka w zlewisku Bałtyku.

_____

Przedruk za stroną WWF Polska

Raport można pobrać tutaj.