To się planuje

To się planuje

Prezes prowadzącego w sondażach Prawa i Sprawiedliwości przedstawił program gospodarczy swojej formacji, zakładający m.in. opodatkowanie transakcji finansowych oraz zwiększenie progresji podatkowej.

Sprawę relacjonuje portal Wyborcza.biz. – „Problemem numer 1 jest kryzys finansów publicznych. Mamy pakiet ustaw odnoszących się do przebudowy administracji finansowej w Polsce. Chcemy stworzyć rejestr giełdowych transakcji finansowych i opodatkować je” – powiedział na Forum Ekonomicznym w Krynicy Jarosław Kaczyński, przypominając odrzucony przez rząd pomysł, który PiS podnosił już w 2009 r. Od transakcji na głównym parkiecie podatek miałby wynieść 1 proc. ich wartości, na rynku wtórnym zaś stawka wynosiłaby 0,5 proc. – „Jest to przedsięwzięcie, które ma stosunkowo niewielki wymiar finansowy, bo obroty polskiej giełdy nie są jakieś gigantyczne. Ale przede wszystkim ma to umożliwić zapobieganie tym wszystkim zabiegom, które zmierzają do tego, żeby po prostu nie płacić podatków” – stwierdził Kaczyński. Mówił też m.in. o reindustrializacji kraju oraz o stopniowym ograniczaniu skali stosowania „umów śmieciowych”, tak by na powrót zaczęły dominować umowy o pracę.

Z kolei RMF FM informuje o planach PiS wprowadzenia trzeciej, 39-procentowej stawki PIT. Zdaniem prezesa tego ugrupowania w warunkach kryzysu trzeba stworzyć „nieco ostrzejszy system podatkowy” dla najlepiej zarabiających, ale z drugiej strony zachęcić ich do inwestowania w środki trwałe, poprzez wprowadzenie szeroko zakrojonych możliwości odliczeń od podatków. Kaczyński wyjaśnił, że 39-proc. stawką objęci byliby też ci, którzy dziś zarabiają bardzo dużo, a płacą 19-proc. podatek.

Największa partia opozycyjna chce ponadto prowadzenia 1-proc. podatku obrotowego dla sieci handlowych oraz karnych podatków dla pracodawców żerujących na pracownikach.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Związkowcy punktują

Związkowcy punktują

Prezydium Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność” odniosło się do projektu Krajowego Programu Przeciwdziałania Ubóstwu i Wykluczeniu Społecznemu 2020.

„Solidarność” podkreśla, że w okresie pobierania zasiłku (z uwagi na jego bardzo niską wysokość) poniżej wartości jednego ze wskaźników granicy ubóstwa żyją zarówno bezrobotni – osoby samotne, jak również rodziny wielodzietne, w których oboje rodzice korzystają z zasiłku. Tak więc podwyższenie wysokości zasiłku do wartości przedstawionych w projekcie pozytywnie wpłynęłoby na sytuację materialną świadczeniobiorców i jednocześnie obniżyłoby statystyki ubóstwa. Z danych wynika, że wraz ze wzrostem liczby członków gospodarstwa domowego, odpowiednio wzrasta zagrożenie ubóstwem, a najwyższe wartości zagrożenie to osiąga w rodzinach wielodzietnych z trojgiem bądź większą liczbą dzieci na utrzymaniu.

W ramach programu większą uwagę położono na problemy dotyczące ubóstwa starszych, dzieci i młodzieży w wieku 15-24. W mniejszym zakresie odniesiono się do narastającego problemu bezrobocia i ubóstwa wśród osób starszych 50+, a zwłaszcza 60+, który jest zdaniem „Solidarności” bardziej istotny, m.in z powodu podwyższenia wieku emerytalnego.

„Solidarność” jest zaniepokojona kierunkiem działań przyjętym przez Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej, które podejmuje działania zmierzające do zwiększenia udziału na rynku pracy agencji pracy tymczasowej oraz wyłącza jakąkolwiek kontrolę nad nimi. Z danych przedstawionych w projekcie wynika, że osoby mające stałą pracę są mniej zagrożone ubóstwem w porównaniu z osobami zatrudnionymi na czas określony.

Związek zwraca uwagę, że planowane zwiększenie dostępności instytucji opieki na dziećmi powinno być skorelowane z innymi rozwiązaniami prawnymi dotyczącymi np. czasu pracy rodziców. Wprowadzone właśnie zmiany w Kodeksie Pracy, dopuszczające w okresie rozliczeniowym nawet 13-godzinny dzień pracy, utrudniają rozwiązanie problemu. Rząd RP nie podjął rozmów z partnerami społecznymi na temat działań na rzecz godzenia pracy zawodowej z opieką nad dziećmi.

Spadek ilości świadczeń rodzinnych trwa już od 9 lat. W tym czasie liczba dzieci otrzymujących zasiłek spadła z 5,5 mln do około 2,3 mln. Proponowana w projekcie reforma świadczeń z pomocy społecznej polegająca m.in. na likwidacji pojęcia „kryterium dochodowe” i wprowadzeniu pojęcia „minimalny dochód socjalny” jest przedstawiona NSZZ „Solidarność” po raz pierwszy i to zbyt ogólnikowo, aby można ją było zaakceptować nawet kierunkowo.

Realizacja działań zaplanowanych w zakresie rozwoju budownictwa społecznego oraz rozwiązywania problemu bezdomności będą trudne do przeprowadzenia w sytuacji, kiedy środki finansowe przeznaczane na te cele są w ostatnich latach ograniczane. „Solidarność” ostrzega, że źródła finansowe planowanych działań są konsekwentnie redukowane, tak więc ambitne plany rozwoju budownictwa społecznego przedstawione w KPPUiWS mogą pozostać „martwymi” zapisami.

_____

Przedruk za stroną NSZZ „Solidarność”. Tytuł pochodzi od redakcji „Nowego Obywatela”.

Magia cyfr

Magia cyfr

Jak w Warszawie próbowano wmówić opinii publicznej, że spadek liczby i wartości sprzedawanych biletów przyniósł zwiększenie wpływów do kasy miasta.

Bilet jednorazowy zdrożał z 3,60 zł do 4,40 zł, bilet 20-minutowy z 2,60 zł do 3,40 zł, bilet 30-dniowy z 90 zł do 100 zł. Cena biletu 90-dniowego na całą aglomerację warszawską wzrosła z 370 zł do 474 zł. Tak drastyczna podwyżka cen biletów z 1 stycznia 2013 r. nie mogła nie wywołać spadku sprzedaży biletów warszawskiej komunikacji miejskiej. Spadła też łączna wartość wszystkich sprzedawanych biletów, która w pierwszych pięciu miesiącach 2013 r. była o prawie 16 mln zł niższa niż w analogicznym okresie 2012 r. Dane te w lipcu 2013 r. przekazały władze Warszawy, odpowiadając na interpelację radnego Jarosława Krajewskiego z opozycyjnego Prawa i Sprawiedliwości, który zwrócił się z wnioskiem o dane na temat sprzedaży biletów warszawskiego Zarządu Transportu Miejskiego od stycznia do maja 2012 r. oraz od stycznia do maja 2013 r.

Cztery miliony biletów mniej

Z zestawienia wynika, że spadek sprzedaży dotyczył przede wszystkim biletów długookresowych. Od stycznia do maja 2012 r. sprzedano 1 589 770 biletów 30-dniowych wartych w sumie 129,8 mln zł, natomiast w tych samych miesiącach 2013 r. sprzedanych zostało 1 286 517 biletów 30-dniowych o wartości 117,9 mln zł. W przypadku biletów 90-dniowych sprzedaż spadła z poziomu 559 905 w 2012 r. do 425 178 w 2013 r. – skutkowało to spadkiem wartości sprzedaży z 101,7 mln zł do 87 mln zł.

W czterozdaniowym komentarzu dołączonym do danych liczbowych przedstawionych w odpowiedzi na interpelację radnego Krajewskiego znalazła się informacja, że spadek sprzedaży może wynikać z „zapisanych w taryfie możliwości zakupu dwóch biletów w starej cenie. Zakupy te nastąpiły głównie w grudniu 2012 r., co spowodowało, że znaczna część pasażerów do czerwca 2013 r. nie musiała kupować biletów okresowych”. Uniknięto jednak poparcia tej tezy jakimikolwiek danymi liczbowymi. Dodajmy ponadto, że spadki sprzedaży dotyczyły też biletów jednorazowych, 20-minutowych, 40-minutowych, dobowych oraz trzydniowych, których nie dało się kupić z wyprzedzeniem po starej cenie.

Porównanie okresów styczeń-maj w 2012 i 2013 r. pokazuje, że liczba sprzedanych biletów wszystkich rodzajów spadła o ponad 4,1 mln. Jak widać, rosnące ceny biletów odstraszyły pasażerów. A zapewne część z nich skłoniły do podróżowania na gapę, zwłaszcza że kontrole biletów w warszawskiej komunikacji nie są częste.

Wzrost sprzedaży tyczy się jedynie biletów 60-minutowych oraz kart seniora, które zapewniają osobom powyżej 65. roku życia 365 dni podróżowania po całej aglomeracji warszawskiej za 50 zł.

Cyfry kontra liczby

Władze Warszawy były kompletnie zaskoczone przekazanymi przez siebie danymi o spadku sprzedaży biletów. Dodajmy, że zaskoczenie przyszło już po opublikowaniu odpowiedzi na interpelację na stronach internetowych ratusza. Wygląda więc na to, że w dane przekazane przez ZTM nie wczytali się ani urzędnicy Biura Drogownictwa i Komunikacji oraz Gabinetu Prezydenta, którzy opracowywali odpowiedź, ani wiceprezydent Warszawy Jacek Wojciechowicz, który na dokumencie złożył swój podpis.

Naprędce zorganizowano dość nieudolną akcję propagandową, która miała udowodnić, że wzrost cen nie spowodował zmniejszenia sprzedaży biletów. – To jest taka magia cyfr, która nie odpowiada rzeczywistości – prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz próbowała zaklinać twarde dane liczbowe. Wspierał ją w tym rzecznik prasowy ratusza Bartosz Milczarczyk: – Warszawa wcale nie traci na podwyżce cen biletów. Owszem, mniej ich sprzedajemy, ale wpływy do kasy miasta są większe.

Władze Warszawy swoje mętne tłumaczenia popierały tym, że świadczące o spadku dane przekazane przez ZTM odnoszą się do „sprzedaży biletów”, natomiast ich wyliczenia mówiące o wzroście prezentują „wpływy do kasy miasta”. Próbowano zatem wmówić opinii publicznej, że spadek liczby i wartości sprzedawanych biletów skutkuje zwiększonymi wpływami do kasy miasta… Drążącym temat dziennikarzom wydział prasowy ratusza rozsyłał przepastne tabele, które miały to udowodnić. Zawierającą 52 rubryki tabelę, która znalazła się w odpowiedzi na interpelację, „odkłamać” miały trzy tabele składające się łącznie z… 1623 rubryk.

W wyjaśnieniach ratusza uderzało mylenie słów „cyfra”, „liczba” oraz „ilość” – i to zarówno w wypowiedziach prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz (byłej prezes Narodowego Banku Polskiego), jak i w przesyłanych do mediów tabelach. Na niekorzyść warszawskich urzędników dodatkowo działała ekonomia, a konkretnie zasada cenowej elastyczności popytu, mówiąca o tym, że duży wzrost cen, zmniejszając popyt, może przełożyć się nie na wzrost przychodów, lecz na ich spadek. Urzędnicy Hanny Gronkiewicz-Waltz istnienia tego prawa ekonomii jednak nie przyjmują do wiadomości: – Wpływy wzrosły, bo bilety są droższe – upierała się Agnieszka Kłąb z wydziału prasowego urzędu miasta.

Zamieszanie z cięciami

Nerwowość w ratuszu był tym większa, że dane o podwyżce cen skutkującej spadkiem wartości sprzedawanych biletów, zostały upublicznione w newralgicznym czasie zbierania podpisów poparcia dla referendum w sprawie odwołania prezydent stolicy (dziś już wiadomo, że głosowanie odbędzie się 13 października 2013 r.). A organizatorzy akcji wymieniali „ogromne podwyżki cen biletów i jednoczesne cięcia w komunikacji miejskiej” na czele listy spraw, za które Hanna Gronkiewicz-Waltz powinna opuścić ratusz.

Jak na razie swój gabinet opuścił dyrektor ZTM Leszek Ruta, który – według medialnych doniesień – sam podał się do dymisji po tym, gdy zarzucono mu podanie rzekomo nieprawdziwych danych na temat spadku sprzedaży biletów na skutek podwyżki.

Odejścia Ruty nie da się jednak oddzielić od szerszych ruchów personalnych w stołecznym ratuszu, które stanowiły odpowiedź na akcję zbierania podpisów na rzecz referendum. Stanowiska stracili różni wysocy urzędnicy, których Hanna Gronkiewicz-Waltz nagle wskazała jako winnych różnych, zwykle wcale nie najświeższych niepowodzeń władz Warszawy. Posady utraciły osoby odpowiedzialne między innymi za estetykę miasta, kulturę czy gospodarkę odpadami. Zgodnie z tą zasadą, Leszkowi Rucie, natychmiast po jego odwołaniu, służby prasowe ratusza wyciągnęły sprawę „zamieszania z cięciami linii autobusowych i tramwajowych oraz nocnym metrem”.

Karol Trammer

Tekst pierwotnie ukazał się w dwumiesięczniku „Z Biegiem Szyn”, nr 67, wrzesień-październik 2013; http://www.zbs.net.pl

OFE nieobowiązkowe!

OFE nieobowiązkowe!

Każdy członek OFE będzie miał trzy miesiące na podjęcie decyzji, czy chce w nim pozostać, czy wybrać gwarantowaną emeryturę z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Kto nie dokona wyboru, automatycznie przejdzie do ZUS (czas będzie liczony od momentu wejścia w życie ustawy, co przypuszczalnie nastąpi w przyszłym roku).

Wyborcza.biz pisze, że ważnym elementem reformy systemu emerytalnego będzie umorzenie obligacji skarbowych posiadanych przez Fundusze i przeniesienie ich do ZUS. Oznacza to również, że OFE nie będą mogły kupować obligacji, w tym tych gwarantowanych przez Skarb Państwa (ma to sprawić, że środki przyszłych emerytów będą inwestowane w realną gospodarkę, a nie w dług państwa). Ten manewr obniży dług publiczny o 121 mld zł. Część obligacyjna będzie przekazana do ZUS po wycenie według stanu na koniec ub. roku. W opinii premiera cała operacja „tak naprawdę jest zamianą tych obligacji, które dziś są w dyspozycji OFE, na wierzytelność przyszłą, i to gwarantowaną przez państwo na poziomie ustawowym”. Fundusze emerytalne będą za to mogły w dalszym ciągu inwestować w akcje, które stanowią blisko połowę ich aktywów.

Najważniejszą zmianą jest jednak danie wszystkim Polakom możliwości wyboru co do tego, gdzie znajdą się ich przyszłe składki. Lider Platformy ogłosił, że każdy będzie miał trzy miesiące na jego dokonanie, przy czym brak decyzji będzie oznaczał, że automatycznie wyjdziemy z OFE. – „Dane z ostatnich 13 lat pokazują, że emerytura ZUS-owska wcale nie jest niższa od tej wypłacanej z OFE” – powiedział premier podczas konferencji.

– „System OFE jest systemem budowanym w części na rosnącym długu publicznym i okazałby się systemem bardzo kosztownym, zwiększającym dług publiczny” – powiedział Tusk. Jednocześnie podkreślił, że rząd nie ma zakusów na nacjonalizację funduszy emerytalnych.

Premier zapowiedział także obniżkę opłaty od składki, o połowę, oraz zmniejszenie (nie wiadomo jeszcze, jak daleko idące) opłaty pobieranej przez OFE za zarządzanie środkami. Wiadomo już także, że świadczenia będzie wypłacał ZUS. Tworzenie nowych instytucji uznane zostało za zbyt drogie, tak samo jak tworzenie bezpiecznych funduszy w ramach OFE.

O tym, dlaczego dotychczasowy system był patologiczny, dowiedzieć się można tutaj oraz tutaj.