Ekologiczny samobój

Ekologiczny samobój

WWF Polska alarmuje, że polskie rzeki i wybrzeże Bałtyku są niszczone na bezprecedensową skalę. Wszystko to odbywa się pod neutralnie brzmiącymi hasłami, takimi jak „pogłębianie” czy „ochrona brzegu”.

„Prostowanie” biegu rzek oraz podobne zabiegi mają zmniejszyć ryzyko powodziowe, tymczasem efekty są odwrotne. Jednocześnie działania Regionalnych Zarządów Gospodarki Wodnej oraz Wojewódzkich Zarządów Melioracji i Urządzeń Wodnych, finansowane ze środków budżetowych i unijnych, wyrządzają ogromne szkody w środowisku. – „Można odnieść wrażenie, że instytucje, które są odbiorcami setek milionów złotych, forsują niszczenie polskich rzek, bo środki otrzymywane na tzw. prace utrzymaniowe i regulację stały się kluczową pozycją w ich budżetach. W tym kontekście nieważne staje się środowisko i negatywny wpływ na bezpieczeństwo ludzi mieszkających w dolinach rzek” – komentuje Mariusz Zega z WWF Polska.

W latach 2010-2013 zostało w Polsce pogłębionych ok. 14 000 kilometrów rzek. Jedynie w tym roku, jak wynika z przetargów ogłoszonych tylko przez WZMiUW, zniszczonych zostało lub jest w trakcie niszczenia 4 000 km cieków. WWF Polska szacuje, że na inwestycje i prace hydrotechniczne szkodliwe dla środowiska, a wykonane m.in. pod hasłem zapobiegania powodziom, został już wydany prawie miliard złotych. – „Warto podkreślić, że wszystkie prace prowadzone na rzekach wymagają powtarzania” – mówi Zega. – „Uregulowana rzeka będzie wymagała wydawania kolejnych milionów złotych na konserwację i utrzymanie efektów prac regulacyjnych. W ten sposób powstaje uzasadnienie dla dalszego finansowania wykonanych zabiegów hydrotechnicznych. A w przyszłości może okazać się, że wzorem krajów zachodnich, gdzie rzeki zostały już dawno zniszczone, te same instytucje, które rzeki niszczyły, będą podejmowały z wielkim wysiłkiem finansowym próby przywracania rzek do stanu naturalnego, na co po uregulowaniu i zmeliorowaniu rzeki jest już za późno. Dlatego działania RZGW i WZMiUW budzą nasz ogromny niepokój” – dodaje.

WWF apeluje do Ministerstwa Środowiska i instytucji odpowiedzialnych za niszczenie polskich rzek o fundamentalną zmianę podejścia do zarządzania wodami śródlądowymi: powstrzymanie prac utrzymaniowych i regulacyjnych oraz odtwarzanie naturalnej retencji, która zmniejszy zagrożenie powodzią. – „Wszelkie planowane prace na rzekach, również tych najmniejszych, powinny przejść procedurę oceny oddziaływania na środowisko. Potrzebujemy całkowitej zmiany myślenia o wodach śródlądowych, która pozwoli ocalić ich walory dla środowiska i ludzi, i jednocześnie skutecznie chronić nas przed powodzią” – dodaje Zega.

Ekolodzy z polskiego oddziału WWF zwracają ponadto uwagę na inny problem: nasze wybrzeże traci naturalny wygląd z powodu prowadzonych prac. Odbywają się one pod hasłem „ochrona brzegu” i w latach 2003-2023 zaplanowano na nie wydać w sumie 911 mln zł; „zabiegom ochronnym” będzie poddane łącznie aż 57% polskiego wybrzeża. Specjaliści wskazują, że w większości przypadków realizowane działania nie mają nic wspólnego z ochroną. – „Z jednej strony są to różnego rodzaju konstrukcje, od ostróg i progów podwodnych poprzez falochrony po opaski i gabiony, a budulcem jest beton, stal i kamień . Z drugiej, prowadzona jest ochrona biotechniczna, m.in. utrwalanie powierzchni wydm i dosypywanie piasku. Niestety, jak dowodzi nasz raport, przy obu rodzajach działań nie analizuje się wpływu, jaki będzie miała taka inwestycja na inne odcinki wybrzeża. Na ogół dzieje się bowiem tak, że brzeg sztucznie umocniony w jednym miejscu zatrzymuje transport piasku wzdłuż brzegu, co powoduje silne niszczenie wybrzeża na odcinku sąsiednim. Sama infrastruktura umocnień też wymaga ciągłej konserwacji, co generuje kolejne koszty” – tłumaczy Marta Kalinowska z WWF Polska.

Organizacja przekonuje, że państwowy program inwestycji nie uwzględnia faktu, że erozja jest naturalnym procesem, którego nie da się powstrzymać sztucznymi metodami; instytucje odpowiedzialne za jego realizację stwarzają zatem fikcję i firmują zabiegi, które nie mają większego uzasadnienia. Wspomniany raport podaje przykład poligonu w Wicku Morskim, którego obszar nie wymaga ochrony przed morzem, jednak forsuje się przekształcenie brzegu na długości 4,5 km, co nasili erozję brzegów w Ustce i Jarosławcu. Jak wskazuje autor raportu, dr Tomasz Łabuz z Uniwersytetu Szczecińskiego, w rejonie tym są na tyle szerokie naturalne obszary wydm nadmorskich, że należałoby odsunąć od brzegu place wykorzystywane do treningów przez wojsko.

„Kolejny przykład to odcinek w rejonie Jastrzębiej Góry. Po umocnieniu klifu, obok nastąpił zanik plaży, co zmusiło do przywożenia piasku ciężarówkami w okresie letnim. Następnie było prowadzone sztuczne zasilanie piaskiem od strony morza. Budowla nie tylko zeszpeciła krajobraz, ale również zawęziła przestrzeń plaż. Okazała się jednocześnie nietrwała, bo szybko doszło do rozerwania konstrukcji z siatki i wysypywania kamieni na brzeg” – pisze organizacja. Przygotowanie kilometra plaży poprzez dosypywanie piasku kosztuje od miliona do czterech milionów złotych.

Umacnianie brzegu pociąga za sobą kolejne groźne zjawiska. Przede wszystkim wzmaga presję budowlaną na obszarach położonych nad samym morzem, które wcześniej były wolne od zabudowy, co prowadzi do nieodwracalnych zmian w środowisku, a ponadto będzie wymuszać wydawanie kolejnych milionów na „ochronę brzegu”. Niestety, polskie prawo jest tak skonstruowane, że inwestor może domagać się odszkodowania od państwa, gdy jego nierozważna inwestycja zostanie zniszczona przez siły natury. Ośmiela to do realizacji przedsięwzięć takich jak Beach City, czyli osiedle, które ma być wybudowane na Mierzei Jamneńskiej. Raport WWF dowodzi, że nie powinny ono nigdy powstać, jeśli poważnie traktujemy ochronę przyrody oraz bezpieczeństwo ludzi, którzy mieliby tam zamieszkać.

Autor raportu zwraca też uwagę m.in. na kwestię budowy zejść na plaże. Zamiast przebiegać naturalnie, zgodnie z ukształtowaniem terenu, wiele z nich wcina się np. w wydmę. W rezultacie spiętrzeń sztormowych i działalności wiatru takie wejścia szybko ulegają zniszczeniu i wymagają naprawy lub wręcz gruntownej odbudowy. – „Bałtyk od wieków kształtował swoje brzegi i nie uda się uniknąć skutków sztormowych spiętrzeń, czy też erozji. Nierozważne decyzje urzędników mogą wręcz zwiększyć skalę tych procesów. Wraz z dzikimi plażami zniknie największy walor naszego wybrzeża” – podsumowuje Kalinowska.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Internetowy przewodnik po demokracji bezpośredniej

Internetowy przewodnik po demokracji bezpośredniej

Czy demokracja bezpośrednia niszczy gospodarkę i podsyca konflikty? Czy przeciętny obywatel jest zbyt głupi, żeby podejmować trudne decyzje polityczne? Na te i na wiele innych pytań odpowiada „Przewodnik po demokracji bezpośredniej”, którego polskojęzyczna edycja powstała dzięki wydawcy „Nowego Obywatela”.

przewodnik-po-okladka

W „Przewodniku” zarysowany został ustrój polityczny Szwajcarii. Na ponad 130 stronach prześledzimy jego historię, ewolucję, stojące przed nim wyzwania. Na konkretnych przykładach zobaczymy, jak wykorzystywane są instrumenty demokracji bezpośredniej – inicjatywy ludowe oraz referenda. Poznamy perypetie zwykłych Szwajcarów, którzy biorą udział w życiu politycznym swojego kraju, zarówno na szczeblu federalnym oraz kantonalnym, jak i lokalnym.

Książka nie ogranicza się jednak do Szwajcarii. Bierze również pod lupę doświadczenia innych państw, a także pochyla się nad perspektywami rozwoju demokracji bezpośredniej na poziomie ponadnarodowym. Czytając „Przewodnik po demokracji bezpośredniej” zaczynamy rozumieć, że niektóre problemy, przed którymi stają obywatele w państwach demokratycznych, są uniwersalne. Znajome wydają się choćby zapędy rządzących do podwyższania progów frekwencyjnych: Często łatwiej jest bowiem przeszkodzić zwolennikom jakiejś reformy w osiągnięciu kworum – blokując debatę i przekonując ludzi, aby nie głosowali – niż uczciwie wywalczyć większość w referendum.

Książkę warto przeczytać z kilku powodów. Nie jest nudna, choć nie brakuje w niej statystyk i opisów demokratycznych procedur. Jest dobrym źródłem wiedzy nie tylko o ustroju Szwajcarii, ale o demokracji bezpośredniej w ogóle. Pozwala na nowo spojrzeć na wiele spraw. „Przewodnik” dostarcza wielu argumentów na rzecz demokracji bezpośredniej, których można z powodzeniem używać w dyskusjach z jej przeciwnikami. Zresztą prawdziwa demokracja broni się skutecznie sama. I to do niej należy przyszłość.

Publikację można za darmo pobrać klikając w niniejszy odnośnik.

Polskie wydanie jest tłumaczeniem książki „IRI Guidebook to Direct Democracy”, której autorzy, Rolf Büchi, Nadja Braun oraz Bruno Kaufmann, związani są z Initiative & Referendum Institute Europe – partnerem sieci My Obywatele. Przekład powstał we współpracy ze Stowarzyszeniem Demokracja Bezpośrednia oraz Siecią 118.

Przy okazji przypominamy filmowe wykłady o demokracji bezpośredniej, przeprowadzone przez dr. Annę Rytel-Warzochę (kliknij tutaj) oraz Daniela Schily (kliknij tutaj).

Projekt „My Obywatele” jest współfinansowany przez Szwajcarię w ramach szwajcarskiego programu współpracy z nowymi krajami członkowskimi Unii Europejskiej.

Porozmawiajmy o prawie autorskim

Porozmawiajmy o prawie autorskim

1 października w warszawskim kinie Muranów, pod patronatem m.in. „Nowego Obywatela”, odbędzie się II Międzynarodowa Konferencja CopyCamp. Będzie to dobra okazja, żeby przyjrzeć się tematyce praw autorskich z wielu różnych perspektyw.

Podczas zeszłorocznej edycji CopyCampu nakreślono problemy, które dotykają twórców i odbiorców kultury (zapis całości wydarzenia: http://copycamp.pl/info/poprzednie/). W tym roku celem konferencji będzie znalezienie praktycznych rozwiązań dla sektora kreatywnego oraz analiza polskiego prawa autorskiego w kontekście ustawodawstwa międzynarodowego. Prelegenci poruszą również kwestię języka i sposobu komunikacji w ramach debaty publicznej na temat prawa autorskiego. Na CopyCampie spotkamy nie tylko naukowców, ale też artystów, działaczy społecznych, prawników, polityków, przedstawicieli mediów oraz świata biznesu.

Gościem specjalnym będzie Eben Moglen, profesor prawa na Uniwersytecie Columbia w Nowym Jorku, autorytet w dziedzinie wolnego oprogramowania, współtwórca (wraz z Richardem Stallmanem) licencji GNU GPL. Wśród prelegentów znajdą się m.in. prof. Barbara Fatyga z Uniwersytetu Warszawskiego, Bodó Balázs, węgierski ekonomista zajmujący się m.in przemysłami kultury, Jérémie Zimmermann z francuskiej organizacji La Quadrature Du Net, europoseł Paweł Zalewski, Wojciech Orliński z „Gazety Wyborczej”, duńska artystka Nadia Plesner, londyńska artystka Marysia Lewandowska, Krzysztof Lewandowski ze Stowarzyszenia Autorów ZAiKS czy Jarosław Lipszyc, prezes fundacji Nowoczesna Polska (oraz minister w naszym „prospołecznym gabinecie cieni”; jego exposé przeczytać można pod tym adresem).

Obok zaproszonych ekspertów wystąpi 20 prelegentów z „wolnego naboru”. Dwie równoległe sesje wystąpień odbywać się będą w godzinach od 14.00 do 21.30. Prelegenci będą mogli prezentować swoje opinie podczas krótkich, 10-minutowych wystąpień. Zabraknie panelu dyskusyjnego, żeby zachęcić uczestników do rozmów w trakcie przerw.

Konferencja CopyCamp jest częścią projektu „Przyszłość prawa autorskiego” prowadzonego przez Fundację Nowoczesna Polska. Współorganizatorką tegorocznej edycji jest Koalicja Otwartej Edukacji, do której należy także wydawca „Nowego Obywatela”. Partnerami wydarzenia są: Stowarzyszenie Autorów ZAiKS, Trust for Civil Society in Central and Eastern Europe, firma Google oraz Narodowy Instytut Audiowizualny.

Więcej informacji, w tym program konferencji, na stronie www.copycamp.pl. Wydarzenie na Facebooku: kliknij tutaj.

Udział w CopyCampie jest bezpłatny, warto jednak zarejestrować się poprzez formularz na stronie http://copycamp.pl/contact/register/. Wszyscy zainteresowani będą mogli obejrzeć transmisję na żywo z wydarzenia.

„Nowy Obywatel” objął patronat medialny nad konferencją. Gorąco zachęcamy do wzięcia w niej udziału!

OPZZ organizuje pomoc dla poszkodowanych przez pracodawców

OPZZ organizuje pomoc dla poszkodowanych przez pracodawców

Poruszeni historią okaleczonego przez pracodawcę młodego człowieka, działacze Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych na posiedzeniu Rady OPZZ w dn. 25 września 2013 r. podjęli decyzję o zorganizowaniu pomocy finansowej i prawnej dla poszkodowanego oraz o stworzeniu specjalnego funduszu na rzecz poszkodowanych przez nieuczciwych pracodawców.

Historia Dominika niestety nie jest odosobniona. Związki zawodowe zgodnie ze swoja misją starają się walczyć o godne warunki pracy dla każdego pracującego i jego rodziny. Karygodne jest, gdy pracownik upominając się o przysługujące wynagrodzenie zostaje okaleczony, a najbliższa rodzina pozbawiona jest środków finansowych na pokrycie kosztów leczenia i rehabilitacji. Inicjatywa OPZZ ma na celu obok doraźnej pomocy podjęcie działań mających zmienić niekorzystną sytuację pracowników, którzy w wyniku braku umowy o pracę są pozbawieni ochrony prawnej i zdrowotnej.

Paweł Spychalski
Biuro Prasowe OPZZ