Czarne sumienia „pracodawców”

Czarne sumienia „pracodawców”

Bestialstwo wobec 23-letniego budowlańca, który upomniał się o zaległą wypłatę, zwróciło po raz kolejny uwagę opinii publicznej na problem zatrudniania „na czarno”.

Wirtualna Polska przypomina, że w naszym kraju bez jakichkolwiek pisemnych umów z pracodawcami pracuje 1,1 mln osób – tak wynika z danych GUS. Wstrząsająca historia mężczyzny walczącego o należne pobory, któremu szef i jego podwładny obcięli pięć palców, podcięli gardło i zostawili nagiego w lesie, przypomniała o randze problemu. Choć tak drastyczne zachowania stanowią margines, częste są inne nadużycia wobec nierejestrowanych pracowników, zwłaszcza niewypłacanie pensji.

W rozmowie portalu z Jolantą Zedlewską, rzeczniczką prasową Okręgowego Inspektoratu Pracy w Gdańsku, padło pytanie o to, jak pracownik, wykorzystując obowiązujące prawo, może bronić się przed zatrudnieniem w szarej strefie. – „Jeżeli pracujący »na czarno« chciałby zmienić swój status, a obawia się, że nie uzyska legalnego zatrudnienia negocjując z pracodawcą, może poprosić o interwencję Państwową Inspekcję Pracy. Oczywiście taka interwencja będzie skuteczna, jeżeli sygnał o nielegalnym zatrudnieniu złożony będzie w trakcie zatrudnienia, a nie po jego zakończeniu, tak aby inspektor pracy mógł stwierdzić wykonywanie pracy w miejscu jej świadczenia. Okoliczności prowadzenia czynności kontrolnych w wyniku skargi oraz dane osoby skarżącej są w inspekcji pracy informacjami szczególnie chronionymi i tylko pisemna zgoda skarżącego mogłaby zwolnić inspektora pracy z zachowania tajemnicy służbowej” – padła odpowiedź.

Jolanta Zedlewska przypomina, że zatrudnianie w ramach stosunku pracy – ale bez potwierdzenia umowy o pracę na piśmie – to wykroczenie zagrożone grzywną w granicach od 1 000 do 30 000 zł, a brak zgłoszenia do ubezpieczenia społecznego to wykroczenie, za które grozi grzywna nie mniejsza niż 3 000 zł. – „Sam pracujący nielegalnie, jeżeli nie jest zarejestrowany w Powiatowym Urzędzie Pracy, nie popełnia wykroczenia ściganego przez inspekcję pracy, chyba że jest zarejestrowany w PUP i nie zgłosił do tego urzędu faktu podjęcia pracy” – przypomina Zedlewska. – „Trzeba jednak pamiętać, że nielegalna praca to również nielegalne zarobki i odpowiedzialność za nieodprowadzone podatki, ale to jest już poza właściwością PIP” – dodaje.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

IX Festiwal Obywatela: odkrywamy karty

IX Festiwal Obywatela: odkrywamy karty

Na stronie IX Festiwalu Obywatela, który odbędzie się w Łodzi w dniach 18-20 października 2013 r., można się zapoznać ze szczegółowym programem wydarzenia.

Festiwal Obywatela to ogólnopolska impreza samokształceniowo-integracyjna dla współtwórców i sympatyków naszego kwartalnika oraz wszystkich zainteresowanych tematyką społeczną. Wiodącym tematem IX edycji Festiwalu będą różne formy obywatelskiego oporu w sferach takich jak praca, edukacja, ochrona zdrowia, bezpieczeństwo socjalne czy polityka transportowa.

Spotkania, debaty i pokazy filmowe, podobnie jak w zeszłym roku, odbędą się w Centrum Zajęć Pozaszkolnych nr 1 w Łodzi (ul. Zawiszy Czarnego 39). Dopełnieniem Festiwalu będą wieczorne imprezy integracyjne oraz koncert zespołu Hańba.

Program imprezy można znaleźć na stronie nowyobywatel.pl/festiwal, na której sukcesywnie będą się pojawiać także dodatkowe informacje, np. dotyczące dojazdu do CZP nr 1.

IX Festiwal Obywatela na Facebooku – kliknij tutaj.

Ekologiczny samobój

Ekologiczny samobój

WWF Polska alarmuje, że polskie rzeki i wybrzeże Bałtyku są niszczone na bezprecedensową skalę. Wszystko to odbywa się pod neutralnie brzmiącymi hasłami, takimi jak „pogłębianie” czy „ochrona brzegu”.

„Prostowanie” biegu rzek oraz podobne zabiegi mają zmniejszyć ryzyko powodziowe, tymczasem efekty są odwrotne. Jednocześnie działania Regionalnych Zarządów Gospodarki Wodnej oraz Wojewódzkich Zarządów Melioracji i Urządzeń Wodnych, finansowane ze środków budżetowych i unijnych, wyrządzają ogromne szkody w środowisku. – „Można odnieść wrażenie, że instytucje, które są odbiorcami setek milionów złotych, forsują niszczenie polskich rzek, bo środki otrzymywane na tzw. prace utrzymaniowe i regulację stały się kluczową pozycją w ich budżetach. W tym kontekście nieważne staje się środowisko i negatywny wpływ na bezpieczeństwo ludzi mieszkających w dolinach rzek” – komentuje Mariusz Zega z WWF Polska.

W latach 2010-2013 zostało w Polsce pogłębionych ok. 14 000 kilometrów rzek. Jedynie w tym roku, jak wynika z przetargów ogłoszonych tylko przez WZMiUW, zniszczonych zostało lub jest w trakcie niszczenia 4 000 km cieków. WWF Polska szacuje, że na inwestycje i prace hydrotechniczne szkodliwe dla środowiska, a wykonane m.in. pod hasłem zapobiegania powodziom, został już wydany prawie miliard złotych. – „Warto podkreślić, że wszystkie prace prowadzone na rzekach wymagają powtarzania” – mówi Zega. – „Uregulowana rzeka będzie wymagała wydawania kolejnych milionów złotych na konserwację i utrzymanie efektów prac regulacyjnych. W ten sposób powstaje uzasadnienie dla dalszego finansowania wykonanych zabiegów hydrotechnicznych. A w przyszłości może okazać się, że wzorem krajów zachodnich, gdzie rzeki zostały już dawno zniszczone, te same instytucje, które rzeki niszczyły, będą podejmowały z wielkim wysiłkiem finansowym próby przywracania rzek do stanu naturalnego, na co po uregulowaniu i zmeliorowaniu rzeki jest już za późno. Dlatego działania RZGW i WZMiUW budzą nasz ogromny niepokój” – dodaje.

WWF apeluje do Ministerstwa Środowiska i instytucji odpowiedzialnych za niszczenie polskich rzek o fundamentalną zmianę podejścia do zarządzania wodami śródlądowymi: powstrzymanie prac utrzymaniowych i regulacyjnych oraz odtwarzanie naturalnej retencji, która zmniejszy zagrożenie powodzią. – „Wszelkie planowane prace na rzekach, również tych najmniejszych, powinny przejść procedurę oceny oddziaływania na środowisko. Potrzebujemy całkowitej zmiany myślenia o wodach śródlądowych, która pozwoli ocalić ich walory dla środowiska i ludzi, i jednocześnie skutecznie chronić nas przed powodzią” – dodaje Zega.

Ekolodzy z polskiego oddziału WWF zwracają ponadto uwagę na inny problem: nasze wybrzeże traci naturalny wygląd z powodu prowadzonych prac. Odbywają się one pod hasłem „ochrona brzegu” i w latach 2003-2023 zaplanowano na nie wydać w sumie 911 mln zł; „zabiegom ochronnym” będzie poddane łącznie aż 57% polskiego wybrzeża. Specjaliści wskazują, że w większości przypadków realizowane działania nie mają nic wspólnego z ochroną. – „Z jednej strony są to różnego rodzaju konstrukcje, od ostróg i progów podwodnych poprzez falochrony po opaski i gabiony, a budulcem jest beton, stal i kamień . Z drugiej, prowadzona jest ochrona biotechniczna, m.in. utrwalanie powierzchni wydm i dosypywanie piasku. Niestety, jak dowodzi nasz raport, przy obu rodzajach działań nie analizuje się wpływu, jaki będzie miała taka inwestycja na inne odcinki wybrzeża. Na ogół dzieje się bowiem tak, że brzeg sztucznie umocniony w jednym miejscu zatrzymuje transport piasku wzdłuż brzegu, co powoduje silne niszczenie wybrzeża na odcinku sąsiednim. Sama infrastruktura umocnień też wymaga ciągłej konserwacji, co generuje kolejne koszty” – tłumaczy Marta Kalinowska z WWF Polska.

Organizacja przekonuje, że państwowy program inwestycji nie uwzględnia faktu, że erozja jest naturalnym procesem, którego nie da się powstrzymać sztucznymi metodami; instytucje odpowiedzialne za jego realizację stwarzają zatem fikcję i firmują zabiegi, które nie mają większego uzasadnienia. Wspomniany raport podaje przykład poligonu w Wicku Morskim, którego obszar nie wymaga ochrony przed morzem, jednak forsuje się przekształcenie brzegu na długości 4,5 km, co nasili erozję brzegów w Ustce i Jarosławcu. Jak wskazuje autor raportu, dr Tomasz Łabuz z Uniwersytetu Szczecińskiego, w rejonie tym są na tyle szerokie naturalne obszary wydm nadmorskich, że należałoby odsunąć od brzegu place wykorzystywane do treningów przez wojsko.

„Kolejny przykład to odcinek w rejonie Jastrzębiej Góry. Po umocnieniu klifu, obok nastąpił zanik plaży, co zmusiło do przywożenia piasku ciężarówkami w okresie letnim. Następnie było prowadzone sztuczne zasilanie piaskiem od strony morza. Budowla nie tylko zeszpeciła krajobraz, ale również zawęziła przestrzeń plaż. Okazała się jednocześnie nietrwała, bo szybko doszło do rozerwania konstrukcji z siatki i wysypywania kamieni na brzeg” – pisze organizacja. Przygotowanie kilometra plaży poprzez dosypywanie piasku kosztuje od miliona do czterech milionów złotych.

Umacnianie brzegu pociąga za sobą kolejne groźne zjawiska. Przede wszystkim wzmaga presję budowlaną na obszarach położonych nad samym morzem, które wcześniej były wolne od zabudowy, co prowadzi do nieodwracalnych zmian w środowisku, a ponadto będzie wymuszać wydawanie kolejnych milionów na „ochronę brzegu”. Niestety, polskie prawo jest tak skonstruowane, że inwestor może domagać się odszkodowania od państwa, gdy jego nierozważna inwestycja zostanie zniszczona przez siły natury. Ośmiela to do realizacji przedsięwzięć takich jak Beach City, czyli osiedle, które ma być wybudowane na Mierzei Jamneńskiej. Raport WWF dowodzi, że nie powinny ono nigdy powstać, jeśli poważnie traktujemy ochronę przyrody oraz bezpieczeństwo ludzi, którzy mieliby tam zamieszkać.

Autor raportu zwraca też uwagę m.in. na kwestię budowy zejść na plaże. Zamiast przebiegać naturalnie, zgodnie z ukształtowaniem terenu, wiele z nich wcina się np. w wydmę. W rezultacie spiętrzeń sztormowych i działalności wiatru takie wejścia szybko ulegają zniszczeniu i wymagają naprawy lub wręcz gruntownej odbudowy. – „Bałtyk od wieków kształtował swoje brzegi i nie uda się uniknąć skutków sztormowych spiętrzeń, czy też erozji. Nierozważne decyzje urzędników mogą wręcz zwiększyć skalę tych procesów. Wraz z dzikimi plażami zniknie największy walor naszego wybrzeża” – podsumowuje Kalinowska.

Internetowy przewodnik po demokracji bezpośredniej

Internetowy przewodnik po demokracji bezpośredniej

Czy demokracja bezpośrednia niszczy gospodarkę i podsyca konflikty? Czy przeciętny obywatel jest zbyt głupi, żeby podejmować trudne decyzje polityczne? Na te i na wiele innych pytań odpowiada „Przewodnik po demokracji bezpośredniej”, którego polskojęzyczna edycja powstała dzięki wydawcy „Nowego Obywatela”.

przewodnik-po-okladka

W „Przewodniku” zarysowany został ustrój polityczny Szwajcarii. Na ponad 130 stronach prześledzimy jego historię, ewolucję, stojące przed nim wyzwania. Na konkretnych przykładach zobaczymy, jak wykorzystywane są instrumenty demokracji bezpośredniej – inicjatywy ludowe oraz referenda. Poznamy perypetie zwykłych Szwajcarów, którzy biorą udział w życiu politycznym swojego kraju, zarówno na szczeblu federalnym oraz kantonalnym, jak i lokalnym.

Książka nie ogranicza się jednak do Szwajcarii. Bierze również pod lupę doświadczenia innych państw, a także pochyla się nad perspektywami rozwoju demokracji bezpośredniej na poziomie ponadnarodowym. Czytając „Przewodnik po demokracji bezpośredniej” zaczynamy rozumieć, że niektóre problemy, przed którymi stają obywatele w państwach demokratycznych, są uniwersalne. Znajome wydają się choćby zapędy rządzących do podwyższania progów frekwencyjnych: Często łatwiej jest bowiem przeszkodzić zwolennikom jakiejś reformy w osiągnięciu kworum – blokując debatę i przekonując ludzi, aby nie głosowali – niż uczciwie wywalczyć większość w referendum.

Książkę warto przeczytać z kilku powodów. Nie jest nudna, choć nie brakuje w niej statystyk i opisów demokratycznych procedur. Jest dobrym źródłem wiedzy nie tylko o ustroju Szwajcarii, ale o demokracji bezpośredniej w ogóle. Pozwala na nowo spojrzeć na wiele spraw. „Przewodnik” dostarcza wielu argumentów na rzecz demokracji bezpośredniej, których można z powodzeniem używać w dyskusjach z jej przeciwnikami. Zresztą prawdziwa demokracja broni się skutecznie sama. I to do niej należy przyszłość.

Publikację można za darmo pobrać klikając w niniejszy odnośnik.

Polskie wydanie jest tłumaczeniem książki „IRI Guidebook to Direct Democracy”, której autorzy, Rolf Büchi, Nadja Braun oraz Bruno Kaufmann, związani są z Initiative & Referendum Institute Europe – partnerem sieci My Obywatele. Przekład powstał we współpracy ze Stowarzyszeniem Demokracja Bezpośrednia oraz Siecią 118.

Przy okazji przypominamy filmowe wykłady o demokracji bezpośredniej, przeprowadzone przez dr. Annę Rytel-Warzochę (kliknij tutaj) oraz Daniela Schily (kliknij tutaj).

Projekt „My Obywatele” jest współfinansowany przez Szwajcarię w ramach szwajcarskiego programu współpracy z nowymi krajami członkowskimi Unii Europejskiej.