Witajcie w Polsce

Witajcie w Polsce

Grzegorz Hajdarowicz, który jeszcze niedawno sponsorował prasowe zabawy tzw. nowej lewicy, okazuje się mistrzem obchodzenia praw pracowniczych.

„Dziennik Gazeta Prawna” pisze, że załoga tytułów wydawanych przez biznesmena (m.in. „Rzeczpospolita” i „Parkiet”) otrzymała na początku października „propozycję”: zwolnijcie się z pracy, a my zatrudnimy na nowych warunkach potrzebnych specjalistów w nowo utworzonych spółkach. Chodziło o to, by w ramach restrukturyzacji uniknąć zwolnień grupowych, gdyż ich przeprowadzenie wymaga negocjacji ze związkami zawodowymi. Poza tym, nawet utrzymanie planów co do zakresu zwolnień grupowych i wypłacenie odpraw jedynie na ustawowym poziomie oznacza dla firmy poważny wydatek.

Dlatego firma Gremi Media zawarła z potrzebnymi jej osobami „honorową” umowę: odchodzą z pracy za porozumieniem stron, a następnie dostają etaty w nowych spółkach, w których zatrudnienie nie przekracza 20 osób. Nowe wynagrodzenie ustalono jako bliskie płacy minimalnej, obowiązki zapisane w kilkuzdaniowym kontrakcie dotyczą prac administracyjno-biurowych. Oczywiście głównym zajęciem dziennikarzy pozostanie zdobywanie informacji i pisanie tekstów, jednak będzie się to działo na podstawie odrębnej umowy o dzieło, ok. 25-stronicowej i zawierającej liczne kruczki prawne. Celem jest oczywiście uniknięcie oskładkowania. Umowa przewiduje ponadto m.in. zakaz konkurencji w trakcie swojego trwania i po jego zakończeniu oraz karę 5 tys. zł za ujawnienie jakichkolwiek informacji odnoszących się do zleceniodawcy, czyli spółki Gremi Business Communication.

W specyficznej sytuacji znalazły się osoby, które nie otrzymały propozycji przejścia do nowo utworzonych spółek i związania się umową o dzieło z Gremi Business Communication. Te osoby mają trafić do spółki Uważam Rze, której siedzibą mają być pomieszczenia byłej drukarni w Raszynie, czyli na odległych peryferiach Warszawy. Te osoby, aby znaleźć się we wspomnianej spółce, nie musiały czekać na wypowiedzenie dotychczasowych umów o pracę czy rozstać się z redakcją za porozumieniem stron. Właściciel postanowił, że zbędni pracownicy zmienią pracodawcę w trybie art. 231 Kodeksu pracy, czyli w następstwie przejścia zakładu pracy lub jego części na inny podmiot.

Ten punkt całej operacji budzi najwięcej emocji i protestów. Zatrudnieni otrzymali informację, że przejście do spółki wydającej „Uważam Rze” dotyczyć będzie części redakcji, która jest związana z wydawaniem periodyków „Uważam Rze” i „Uważam Rze Historia”, tymczasem zawiadomienia o przeniesieniu dostały także osoby pracujące w Gremi Media w innych częściach przedsiębiorstwa, m.in. w działach redakcji: online, ekonomia, prawo, sekretariat. Przeniesieni obawiają się, że wkrótce stracą zatrudnienie, bo ich nowy pracodawca może zostać zlikwidowany ze względu na złe wyniki.

Działający w redakcji NSZZ „Solidarność” protestował i pisał w tej sprawie do właścicieli. Jego zdaniem wybiórcze przekazywanie pracowników do innego pracodawcy jest niezgodne z prawem. Związkowcy powoływali się na orzecznictwo Sądu Najwyższego, zgodnie z którym w sytuacji, w której zatrudniony wykonuje zadania na rzecz różnych części (jednostek) dotychczasowego zakładu pracy, decydujące znaczenie ma stopień jego związania z poszczególnymi jednostkami. Nie można bowiem uznać, że skoro obowiązki pracownika wiążą się z całością przedsiębiorstwa dotychczasowej firmy, to decyzja o tym, czy nastąpiła zmiana zatrudniającego, zostaje pozostawiona uznaniu pracodawców. Zdaniem SN w przypadku, gdy ustalenie związania pracownika z przejętą częścią zakładu okaże się niemożliwe, należy przyjąć, że zmiana zatrudniającego go nie dotyczy. Protesty „Solidarności” nie przyniosły jednak efektu.

Sytuację w „Rzeczpospolitej” bada już Okręgowy Inspektorat Pracy w Warszawie. Niezależnie od wyników kontroli pracownicy, którzy uważają, że pracodawca naruszył w całej procedurze prawo, mogą skarżyć się do sądu pracy.

„Przeniesienie niewygodnych pracowników do jednej spółki, może przynieść wydawcy »Rzeczpospolitej« korzyści. Pozwoli pozbyć się związków zawodowych i rady pracowników. Nie ma ryzyka, by w nowych spółkach powstały choćby małe reprezentacje. Próby zawiązania związków będą mogły być łatwo spacyfikowane ze względu na rozbicie załogi” – pisze „Dziennik Gazeta Prawna”. Przypomina także, że rada pracowników nie odradza się w nowej spółce w przypadku przejścia części zakładu – zatrudnieni muszą ją wybrać od nowa. Przejmujący pracodawca ma obowiązek zorganizowania wyborów na wniosek 10 proc. pracowników, o ile zatrudnia co najmniej 50 osób.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Towar niezgodny z sumieniem

Towar niezgodny z sumieniem

Clean Clothes Polska, część globalnej kampanii na rzecz lepszych warunków pracy w przemyśle odzieżowym (zwłaszcza w krajach rozwijających się), zorganizowała nietypową akcję konsumencką, adresowaną do właściciela marek Cropp, Reserved, House oraz Mohito.

Za pośrednictwem specjalnego formularza internetowego można zgłosić firmie nietypową reklamację. Dokument jest niezwykle podobny do standardowego druku reklamacji, jednak za jego pomocą informuje się o niezgodności zakupionego towaru nie z jego opisem czy warunkami umowy, ale… z naszym sumieniem. Niniejszym oświadczam, iż na podstawie punktu 3 art. 23 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela w sprawie prawa do odpowiedniego i zadowalającego wynagrodzenia, zapewniającego pracownikowi i jego rodzinie egzystencję odpowiadającą godności ludzkiej oraz na podstawie 17 Konwencji Międzynarodowej Organizacji Pracy z dnia 10 czerwca 1925 r. w sprawie odszkodowania za wypadki przy pracy, zgłaszam niezgodność zakupionego przeze mnie towaru z wyznawanymi przeze mnie wartościami i zasadami moralnymi. Przypomnijmy, że polskie przedsiębiorstwo szyje swoje ubrania w Trzecim Świecie, a jego metki odnaleziono w ruinach bangladeskiego kompleksu fabryk Rana Plaza, który zawalił się w bezpośrednim następstwie skrajnego oszczędzania na BHP.

Z kolei wśród oczekiwań, które wymienia się dokonując reklamacji, mamy do wyboru przystąpienie firmy LPP S.A. do Porozumienia na rzecz bezpieczeństwa w fabrykach w Bangladeszu czy zapewnienie przez nią godnych płac w całym łańcuchu dostaw.

We wspomnianej akcji internetowej można wziąć udział tutaj.

Warszawa Społeczna w obronie edukacji!

Warszawa Społeczna w obronie edukacji!

Rodzice, pracownice i pracownicy oświaty oraz mieszkańcy zrzeszeni w Warszawie Społecznej rozpoczynają zbiórkę podpisów pod obywatelską inicjatywą uchwałodawczą.

– Nie pozwolimy na to, by władze Warszawy traktowały stołeczną edukację jak masę upadłościową przeznaczoną do likwidacji. Aby projekt trafił pod obrady rady miasta musimy zebrać co najmniej 15 tys. podpisów – mówią członkowie i członkinie stowarzyszenia.

Projekt uchwały Warszawy Społecznej zakłada:

1. Powrót do normalności, czyli do maksymalnych limitów liczebności przedszkolnych oddziałów i szkolnych klas z poprzedniego roku szkolnego: maksymalnie 25 dzieci w oddziale przedszkolnym i grupie wychowawczej w świetlicy, 26 uczniów w szkole podstawowej i 28 w gimnazjum.
Uważamy również, że w szkołach ponadgimnazjalnych rodzice lub pełnoletni uczniowie także powinni mieć prawo do wnioskowania o zmniejszenie liczebności klasy, jeśli przekroczy, w zależności od typu szkoły, 28-32 osoby.

2. Inwestycje w bazę przedszkolną i zagwarantowanie miejsc w przedszkolach dla wszystkich dzieci najpóźniej od września 2014 roku.
Miasto ma obowiązek zapewnienia miejsc w przedszkolach wszystkim dzieciom.

3. Powrót publicznych szkolnych stołówek (przy jednoczesnej gwarancji zatrudnienia w nich dla obecnie pracujących u ajentów pań). Posiłki powinny być pożywne i tanie: dzieci zasługują na dobre żywienie, a rodzice powinni mieć możliwość wykupienia posiłków po normalnej cenie.

4. Zagwarantowanie możliwości nauki dwóch języków obcych w każdej szkole podstawowej w klasach IV-VI.
Obecnie jest tak, że w niektórych szkołach dzieci mogą uczęszczać na 2 języki, a w innych nie mają takiej możliwości. Chcemy, żeby dzieci miały równe szanse!

5. Powrót do zeszłorocznego pensum specjalistów.
Nie może być tak, że miasto zwiększa liczbę godzin pracy bez podwyższania wynagrodzenia. To czysty wyzysk.

6. Powrót do normalności w prowadzeniu terapii i zajęć dla dzieci o specjalnych potrzebach edukacyjnych.
15 min. na terapię to stanowczo za mało, tym bardziej, że miasto dostaje na prowadzenie tych zajęć specjalne fundusze z budżetu państwa. Chcemy powrotu do zasad z zeszłego roku. Uważamy ponadto, że każde dziecko z problemami logopedycznymi powinno mieć możliwość uczęszczania na zajęcia z logopedą.

7. Nie można zabierać dzieciom zajęć dodatkowych i równać w dół.
Jeśli słowa o wyrównywaniu szans to dla miasta nie puste frazesy, ale podstawa społecznego rozwoju, władze Warszawy powinny zrobić wszystko, aby zajęcia dodatkowe były dla dzieci dostępne w możliwie najbardziej zbliżonej liczbie do ilości zajęć w zeszłym roku. Dlatego uważamy, że każde dziecko powinno mieć prawo do zajęć dodatkowych w wymiarze 150 min. tygodniowo, czyli np. 5 zajęć po 30 min., finansowanych przez miasto.

Obywatelski projekt uchwały można znaleźć w tym miejscu.

_____

Przedruk za stroną Polski Społecznej

Bo najłatwiej jest winić imigrantów

Bo najłatwiej jest winić imigrantów

Skala tzw. turystyki zasiłkowej jest wyolbrzymiana przez media i polityków, a zdecydowana większość migrantów przeprowadza się do innego kraju członkowskiego UE z powodu pracy – wynika z raportu przygotowanego na zlecenie Komisji Europejskiej.

Opracowanie, sporządzone przez firmę konsultingową ICF–GHK, jest odpowiedzią na wezwania Austrii, Holandii, Niemiec i Wielkiej Brytanii do walki ze zjawiskiem przenoszenia się do krajów oferujących wyższy poziom świadczeń socjalnych bez podejmowania w nich pracy – informuje „Dziennik Gazeta Prawna”. Niepracujący i nieszukający pracy imigranci z państw unijnych stanowią zaledwie 1 proc. populacji całej Wspólnoty. Co prawda w ciągu ostatnich 10 lat liczba nieaktywnych zawodowo wewnątrzunijnych imigrantów zwiększyła się zarówno w liczbach bezwzględnych, jak i procentowo (z 0,7 proc. w 2003 r. do 1 proc. w 2012 r.), ale i tak ten wzrost był mniejszy niż całkowity wzrost migracji między państwami członkowskimi. Obywatele mieszkający w innym państwie członkowskim niż ojczyste stanowią tylko 2,6 proc. całej ludności UE. W ciągu ostatnich 10 lat, czyli w okresie obejmującym rozszerzenie Wspólnoty na wschód i kryzys gospodarczy, odsetek imigrantów z UE nieaktywnych zawodowo spadł z 47 do 33 proc.

Co więcej, w owej niepracującej grupie aż 71 proc. stanowią emeryci, studenci i osoby szukające pracy. Prawie 2/3 imigrantów nieaktywnych zawodowo w przeszłości pracowało w swoim obecnym kraju zamieszkania, przy czym prawie 1/3 pracowała w ciągu ostatniego roku. Raport nie podaje, jak dużą grupę wśród imigrantów stanowią osoby szukające pracy, które w sporej części są uprawnione do otrzymywania zasiłków.

Według autorów raportu nie ma dowodów na istnienie turystyki zasiłkowej, występuje jedynie wyraźnie widoczne zjawisko przenoszenia się za pracą: ze wschodu na zachód, a ostatnio coraz częściej także z południa na północ. „Spada liczba migrantów z pozostałych krajów UE przenoszących się do pogrążonych w kryzysie Hiszpanii czy Irlandii, wzrasta zaś napływ do Niemiec, Austrii czy Danii. W efekcie według raportu odsetek imigrantów z UE nieaktywnych zawodowo jest niższy niż w przypadku obywateli danego kraju” – pisze dziennik.