List od wojownika Ziemi

List od wojownika Ziemi

Tomasz Dziemianczuk, uwięziony przez reżim Putina za obronę środowiska Arktyki, napisał w celi w Murmańsku list do wszystkich popierających jego sprawę. „W dzisiejszych czasach ochrona przyrody wymaga odważnych działań. Klikanie na Facebooku czasem nie wystarczy” – pisze Tomek.

O aresztowaniu działaczy Greenpeace pisaliśmy tutaj. List polskiego aktywisty w całości publikujemy poniżej, za greenpeace.natemat.pl.

* * *

Drodzy Przyjaciele i Przyjaciółki,

Na początku chciałbym podziękować wszystkim, którzy popierają kampanię Greenpeace w Arktyce, jak również wspierają nas swoimi listami, dobrym słowem lub innymi czynami. Dzięki temu mamy poczucie, że nie jesteśmy jedynie grupą aktywistów, lecz milionem ludzi niezadowolonych z postępującej degradacji przyrody.

W dzisiejszych czasach ochrona przyrody wymaga odważnych działań. Klikanie na Facebooku czasem nie wystarczy. Aby chronić to, co dla nas cenne, musimy podejmować aktywne działania. Taka planeta jak nasza jest, póki co, tylko jedna i drugiej nie kupimy sobie za żadne pieniądze. Dla nas wszystkich pieniądze są ważne, ale nie zapominajmy, że są one tylko wirtualnym wytworem cywilizacji i nie zwrócą nam wymarłych gatunków roślin i zwierząt, czystego powietrza i wyciętych lasów.

Żyjemy w czasach, w których coraz częściej wartości ważne dla obywateli są deptane i lekceważone, a państwo, które ma tych obywateli chronić, broni interesów korporacji i różnych grup interesów. To czasy, w których za ochronę przyrody można trafić do więzienia, a za oszustwa bankowe na okładki magazynów i listę najbogatszych ludzi na świecie.

Jak wiecie, jestem jednym z aresztowanych aktywistów. Pracownikiem instytucji kulturalnej, mężem wspaniałej żony, wolontariuszem kilku organizacji. Uważam się za człowieka aktywnego, zainteresowanego tym, co dzieje się wokół i lubiącego mieć wpływ na swoje otoczenie.

We wspólnocie mieszkaniowej staram się wspierać lokatorów, w Gdańskim Towarzystwie Promocji Kultury Akademickiej razem ze studentami organizujemy różne projekty kulturalne na terenie Uniwersytetu Gdańskiego i miasta. Mam szczęście i możliwości, by reprezentować lokalne organizacje pozarządowe w polityce kulturalnej Gdańska. Greenpeace natomiast, ze względu na swój międzynarodowy charakter, pozwala mi na działanie w skali globalnej. Dzięki temu mam poczucie spełnienia zarówno w mikro, jak i makroskali, jeśli chodzi o moje obywatelskie obowiązki wobec sąsiedztwa, miasta i planety.

Nie ukrywam, że działalność organizacji ekologicznych, m.in. Greenpeace, uważam za najważniejszą i wymagającą najwięcej uwagi. Te działania dotyczą nas wszystkich, naszych rodziców, dzieci i przyszłych pokoleń. Jest takie powiedzenie północnoamerykańskich Indian Kri, które stało się mottem Greenpeace: „Kiedy wycięte zostanie ostatnie drzewo, ostatnia rzeka zostanie zatruta i zginie ostatnia ryba, odkryjemy, że nie można jeść pieniędzy”. Nawet jeśli dzisiaj nazywa się nas „oszołomami” i „ekoterrorystami”. Jeśli nic się nie zmieni w podejściu do przyrody, świat niestety kiedyś zrozumie znaczenie tych słów Indian Kri.

Rosyjscy prokuratorzy przekroczyli granicę zdrowego rozsądku i oskarżyli grupę ekologów wieszających transparent o jedno z najcięższych przestępstw kryminalnych w Rosji, zagrożonych karą do 15 lat więzienia. Każdy z nas zadaje sobie pytanie, czy zrobilibyśmy to ponownie, wiedząc jakie będą konsekwencje. Odpowiedź jest tylko jedna i oczywista – tak. Nie możemy dać się zastraszyć i za rzeczy, w które głęboko wierzymy, czasami należy zapłacić wysoką cenę.

Pamiętam moment, w którym straż graniczna po przejęciu Arctic Sunrise podczepiła linę, aby odholować nas do Murmańska. Nagle na niebie po przelotnym deszczu pojawiła się podwójna tęcza. To może brzmieć patetycznie, ale w tej trudnej i stresującej sytuacji, była ona wszystkim, czego potrzebowaliśmy. Matka Natura była z nami, przysyłając nam wyraźny sygnał.

Mam nadzieję, że ta historia zakończy się szczęśliwie, a nasz los nie zniechęci następnego pokolenia aktywistek i aktywistów do działań w obronie przyrody. Jestem dumny z kolegów i koleżanek ze wszystkich organizacji pozarządowych. Uważam ich i je za osoby o dużym poczuciu odpowiedzialności, zdolne do poświęcenia swojego czasu, a często i kariery w imię wyższych, szczytnych celów.

Liczę na to, że dzięki działaniom Greenpeace wielu ludzi spojrzy na świat z innej perspektywy. Świat, który jest ciekawy, egzotyczny, pełen pięknej przyrody i nie warto marnować swojego życia, siedząc w domu przed komputerem. Mamy jedno życie, dłuższe lub krótsze, a u jego kresu chciałbym zostawić po sobie coś większego i bardziej pożytecznego niż górę wyprodukowanych odpadów na miejskim wysypisku.

Z pozdrowieniami ze śnieżnej i zimowej Rosji,

Tomasz Dziemianczuk
Murmańsk

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Niezrozumienie krzywdzi

Niezrozumienie krzywdzi

Lekarze orzecznicy coraz częściej zabierają rodzinom z autystycznymi dziećmi świadczenie pielęgnacyjne.

Choć autyzm już w 1948 r. został wpisany na listę chorób, wiedza na jego temat nadal nie jest zadowalająca, nawet w środowiskach medycznych. Członkowie komisji widzą dzieci, które nie są przykute do łóżka, a więc ich zdaniem zdolne do samodzielnej egzystencji, dlatego „taśmowo” zabierają ich matkom świadczenia, uważając, że mogą one iść do pracy.

– „Świadczenie pielęgnacyjne dla rodzica, który rezygnuje z pracy bądź jej nie podejmuje i opiekuje się swym niepełnosprawnym dzieckiem, to kwota ok. 700 zł miesięcznie. Dla rodziców dzieci niepełnosprawnych to spore pieniądze, poza tym rodzic opiekujący się dzieckiem ma świadczenia pracownicze, odprowadza składki. Rozumiem rodziców, którzy się o te świadczenia starają. Aby otrzymać to świadczenie, muszą być zaznaczone dwa punkty. Pierwszy z nich to »konieczność stałej lub długotrwałej opieki lub pomocy innej osoby w związku ze znacznie ograniczoną możliwością samodzielnej egzystencji«. Drugi: »konieczność stałego współudziału na co dzień opiekuna dziecka w procesie jego leczenia, rehabilitacji i edukacji«” – opowiada w opublikowanej przez Gazeta.pl rozmowie Grażyna Kochaniak, która działa w Stowarzyszeniu Pomocy Osobom Autystycznym „Dalej Razem”.

– „I tu jest bardzo cienka linia. Komisja ma orzec na podstawie kilkuminutowej rozmowy z dzieckiem i sterty dokumentacji, czy dziecko jest w stanie samodzielnie egzystować. Zwykle lekarze z komisji ledwo rzucą okiem na dokumenty, a przyjmowanie rodziców z dziećmi odbywa się na zasadzie produkcyjnej taśmy – weszli, wyszli. A decyzja jest często odmowna. Oburza mnie też, jak członkowie komisji traktują rodziców. Matki dzwonią potem do stowarzyszenia zapłakane, bo pani z komisji zabroniła im się odezwać do dziecka, które drżało ze strachu…” – opowiada p. Grażyna.

Rodzice dzieci autystycznych niekompetentnym urzędnikom wydają się mieć możliwość pójścia do pracy. Tymczasem takie dzieci – choć intelektualnie są często sprawne, elokwentne itd. – nie potrafią samodzielnie np. przejść przez ulicę czy przygotować sobie posiłku. Cierpią też na fobie społeczne, mają trudności z przystosowaniem się do społecznych reguł; bardzo często reagują ogromnym stresem na próbę odłączenia od opiekuna, dochodzi nawet do aktów autoagresji.

Zapis wideo naszego spotkania poświęconego problemom opiekunów osób niesamodzielnych obejrzeć można tutaj.

Tego nam trzeba

Tego nam trzeba

Związkowcy przedstawili prezydentowi swoje oczekiwania. Znalazły się wśród nich m.in. powołanie Rady Dialogu Społecznego zamiast Komisji Trójstronnej oraz zapewnienie związkom wpływu na wydatkowanie środków z Funduszu Pracy oraz politykę społeczną państwa.

Wyborcza.biz pisze, że spotkanie odbyło się z inicjatywy Bronisława Komorowskiego, który zaprosił związki i pracodawców, aby porozmawiać o dialogu społecznym w Polsce. Portal przypomina, że od czerwca związki bojkotują posiedzenia Komisji Trójstronnej, zarzucając rządowi niedotrzymywanie uzgodnień; komentuje, iż wspomniany spór ma istotny wpływ na przedstawione postulaty. Jeden z najważniejszych dotyczy ograniczenia roli rządu, który dziś organizuje prace Komisji, a jego przedstawiciel jest jej przewodniczącym. – „To rozwiązanie anachroniczne, a czasy, gdy rząd był głównym pracodawcą w kraju, dawno minęły” – przekonuje Marek Lewandowski, rzecznik „Solidarności”. – „Rząd powinien być równoprawnym uczestnikiem rozmów, a nie ich organizatorem, arbitrem i nadzorcą jednocześnie”.

Związkowcy chcą, aby rozmowy prowadzono w ramach nowej Rady Dialogu Społecznego działającej pod auspicjami marszałka Sejmu, który powoływałby także jej przewodniczącego na jednoroczne kadencje, a funkcją wymienialiby się rząd, pracodawcy i związkowcy. Strona pracownicza chciałaby też, aby Rada miała wpływ na wszystkie zmiany prawa związane z Kodeksem pracy czy warunkami pracy, a także przepisy związane np. z działalnością Państwowej Inspekcji Pracy czy organizacjami pracodawców i związkami zawodowymi. Wreszcie, Rada miałaby uzgadniać kwestie związane z wysokością świadczeń społecznych, waloryzacji emerytur, rent, wskaźnika podwyżek w sferze budżetowej.

Centrale związkowe nawołują ponadto, aby pracodawcy i związki mieli realny wpływ na wydatki z Funduszu Pracy. Pod adresem resortu finansów pojawiały się w przeszłości zarzuty, że nie uruchamia on wystarczających środków na aktywizację zawodową i przeciwdziałanie bezrobociu. Związkowcy chcieliby wreszcie, aby w polskim prawie znalazła się możliwość wszczynania sporu z rządem lub jednostkami samorządu, a nie tylko z pracodawcami.

Swoje stanowisko w najbliższych tygodniach przedstawią pracodawcy, następnie strony spotkają się w Kancelarii Prezydenta i uzgodnią oczekiwania.

Cały dokument z listą żądań związkowców

+50 do rozpaczy

+50 do rozpaczy

Przez rok liczba bezrobotnych w wieku 50+ wzrosła dwukrotnie szybciej niż ogólna liczba szukających zatrudnienia.

„Dziennik Gazeta Prawna” pisze, że w końcu września w urzędach pracy zarejestrowanych było 490,8 tys. osób po 50. roku życia – aż o 10,2 proc. więcej niż przed rokiem. W tym czasie ogólna liczba bezrobotnych wzrosła o 5,3 proc., a grupa osób bez zajęcia w wieku do 25 lat skurczyła się o 1,1 proc. Warto jednocześnie dodać, że młodym nadal jest trudniej: stopa bezrobocia wśród osób w wieku 50 i więcej lat (uwzględniając szarą strefę) wynosiła w II kw. 8,5 proc., a wśród tych, którzy mają mniej niż 25 lat – aż 26 proc.

Na rynku pracy jest coraz więcej seniorów z powodu starzenia się społeczeństwa. Według danych GUS w ubiegłym roku w wieku produkcyjnym niemobilnym (mężczyźni w wieku 45–64 lata, kobiety 45–59 lat) było przeszło 9,2 mln Polaków, tj. o ponad 800 tys. więcej niż przed dekadą. Z kolei liczba rodaków w wieku 18–24 lata skurczyła się w tym czasie o ok. 900 tys., do ok. 3,6 mln.

– „Roczniki świeżo upieczonych absolwentów są coraz mniej liczne, a co za tym idzie, mniejsza jest też liczba młodych bezrobotnych” – twierdzi Karolina Sędzimir, ekonomistka z PKO BP. Z kolei do narastania bezrobocia wśród starszych osób przyczyniło się spowolnienie gospodarcze; firmy często zwalniają wówczas dojrzałych pracowników, m.in. ze względu na zasadę, że wynagrodzenie rośnie z wiekiem.

– „Co więcej, przed czterema laty ograniczona została możliwość przechodzenia na wcześniejsze emerytury. Trudniej też uzyskać rentę” – przypomina Sędzimir. W związku z tym na rynku pracy jest więcej starszych osób, a gdy stracą etat, przeważnie długo nie mogą znaleźć nowego (m.in. dlatego, że trudniej przyswajają nowe technologie, a ci wykonujący prace fizyczne wraz z wiekiem są coraz mniej wydajni).