Porozumienie samotnych wysp

Porozumienie samotnych wysp

Wkrótce zawarte zostanie partnerstwo między organizacjami sprzeciwiającymi się budowie kolei dużych prędkości.

Zawiązuje się ponadregionalna koalicja przeciwników budowy kolei dużych prędkości. Siły łączą społeczności lokalne z różnych regionów, które sprzeciwiają się przecięciu swoich małych ojczyzn linią polskiego TGV, która ma biec z Warszawy przez Łódź do Poznania i Wrocławia.

Obecnie końca dobiegają prace nad treścią porozumienia o współpracy, które jeszcze w listopadzie ma zostać zawarte między organizacjami społecznymi działającymi w różnych gminach, które znalazły się na planowanym przebiegu kolei dużych prędkości. Projekt porozumienia, do którego dotarł dwumiesięcznik „Z Biegiem Szyn”, zakłada dążenie do odstąpienia od realizacji inwestycji. – Na samym początku chcieliśmy rozmawiać na temat zmiany przebiegu linii. Szybko jednak przekonaliśmy się, że uchronienie jednej wsi będzie skutkować przecięciem sąsiedniej – mówi Anna Ludwin-Właszczuk z działającego w gminie Błonie stowarzyszenia „Aktywni dla regionu”. – W naszej gminie na zaplanowanej linii przebiegu znalazło się prawie 60 budynków, gospodarstwa rolne i kilka dróg. Gdy chcieliśmy rozmawiać o innych wariantach, ignorowano nas albo próbowano zaszufladkować jako samotną wyspę blokującą postęp cywilizacyjny.

Okazało się jednak, że „samotnych wysp” jest więcej –stowarzyszenie z gminy Błonie to obecnie jedna z organizacji zaangażowanych w tworzenie ponadregionalnej koalicji przeciwko budowie kolei dużych prędkości. Formułę współpracy dopracowywano na spotkaniach, które odbywały się we wrześniu i październiku w Nieborowie. W spotkaniach uczestniczyli przedstawiciele stowarzyszeń i komitetów z gmin Ożarów Mazowiecki, Błonie, Nieborów, Łyszkowice, Lutomiersk, Pabianice, Wodzierady i Mikstat, a więc z terenu trzech województw: mazowieckiego, łódzkiego oraz wielkopolskiego. Aktualnie rozpiętość geograficzna zawiązującego się partnerstwa wynosi 200 km. Taka jest odległość z Duchnic w gminie Ożarów Mazowiecki do wielkopolskiego Mikstatu – w tych miejscowościach swoje siedziby mają najbardziej oddalone organizacje pracujące nad porozumieniem o współpracy partnerskiej. – Nasza współpraca z inicjatywami z innych części kraju rozwija się, równocześnie jednak ciągle jesteśmy na etapie poszukiwania kolejnych organizacji, które na razie działają tylko w wymiarze lokalnym i nawet jeszcze nie mają świadomości, że rodzi się szersze partnerstwo – wyjaśnia Katarzyna Fereniec-Obszańska, sekretarz zarządu Stowarzyszenia Ochrony i Rozwoju Ziemi Nieborowskiej. – Wciąż także trafiamy na osoby, których dotychczas nikt jeszcze nie poinformował o tym, że kolej dużych prędkości ma przebiec niedaleko ich domów. Dopiero sygnał od nas pobudza ich do organizowania się.

W ramach partnerstwa organizacje planują wymieniać się informacjami i doświadczeniami, prowadzić wspólne kampanie oraz razem występować do organów administracji publicznej.

Czy jednak, w związku z ogłoszonym w grudniu 2011 r. przez ministra transportu Sławomira Nowaka „zamrożeniem” prac nad koleją dużych prędkości, nie jest za wcześnie na sprzeciw? – Dla ludzi mieszkających w strefie zagrożenia zawieszenie projektu oznacza, że nadal mogą budować domy, by następnie prędzej czy później musieć je zburzyć. To rozciągnięty w czasie stały stres wywołany faktem, że nie wiemy, jak będzie wyglądać nasze życie – mówi Beata Ularowska z Międzygminnego Społecznego Komitetu Ochrony Środowiska, działającego w kilku miejscowościach położonych na zachód od Łodzi. – Inna sprawa, że my nie otrzymaliśmy żadnych informacji, które potwierdzałyby, że plany zostały zamrożone. Wręcz przeciwnie, z jednego z pism od marszałka województwa łódzkiego wynika, że wkrótce mają się rozpocząć prace nad szczegółowym przebiegiem kolei dużych prędkości oraz oceną jej oddziaływania na środowisko.

_____

Tekst pierwotnie ukazał się w dwumiesięczniku „Z Biegiem Szyn”, nr 68, listopad-grudzień 2013.

Zorganizowane przez nas spotkanie w sprawie kolei dużych prędkości (video)

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Bunt pod Akropolem

Bunt pod Akropolem

Greckie związki zawodowe przeprowadziły strajk generalny przeciwko kolejnym proponowanym oszczędnościom, tj. obniżeniu emerytur i pensji w sektorze publicznym. W tym samym czasie rząd zapewnia, że dalsze „zaciskanie pasa”, narzucane przez instytucje międzynarodowe, nie jest niezbędne.

Wyborcza.biz pisze, że w środę w Helladzie zorganizowano piąty w tym roku 24-godzinny strajk generalny. W całym kraju zamknięte zostały szkoły i urzędy, nie kursowały autobusy ani pociągi, wiele lotów było opóźnionych lub odwołanych. W ten sposób pracownicy zaprotestowali przeciwko dalszym cięciom, których od Aten domaga się tzw. trojka, czyli Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Unia Europejska i Europejski Bank Centralny.

Wspomniane instytucje mają wkrótce zdecydować, czy wypłacić Grecji kolejny miliard euro pożyczki. Stawianym przez nie warunkiem jest znalezienie przez gabinet Antonisa Samarasa dodatkowych oszczędności w budżecie i obniżenie pensji w sektorze publicznym oraz emerytur. Jednak premier zapowiedział, że nie będzie wprowadzał kolejnych cięć, gdyż społeczeństwo by ich nie udźwignęło, a poza tym nie są one konieczne „biorąc pod uwagę obecny stan finansów państwa”. Problem w tym, że „trojka” oraz rząd w Atenach mają odmienne szacunki co do tego, jak duży będzie deficyt w przyszłym roku. Zdaniem instytucji finansowych skończy się na 2 do 2,5 mld euro, greckie ministerstwo finansów mówi o najwyżej 500 mln euro. Portal odnotowuje przy okazji, że obroty w branży turystycznej wyniosły 11,5 mld euro i były większe o 15 proc. w porównaniu do ubiegłego roku.

Po stronie Grecji stanęli niedawno lewicowi posłowie do Parlamentu Europejskiego. Okazało się bowiem, że przez całe lata „trojka” dokonywała błędnych wyliczeń. Bagatelizowała ona to, jak wielki i negatywny wpływ na prognozę wzrostu gospodarczego mają narzucone przez nią samą oszczędności budżetowe. Zdaniem przewodniczącego europarlamentu Martina Schulza „trojka” wyrządziła więcej szkód niż pożytku.

Dość lekceważenia społeczeństwa! Manifestacja w Gdańsku

Dość lekceważenia społeczeństwa! Manifestacja w Gdańsku

W rytmie bębnów, przy dźwięku syren i piszczałek, cztery tysiące związkowców przeszło w sobotę ulicami Gdańska pod hasłami wymierzonymi w arogancję ludzi władzy – „Dość lekceważenia społeczeństwa”. Manifestację zorganizowały regionalne struktury NSZZ „Solidarność”, OPZZ oraz Forum Związków Zawodowych.

Manifestujący wyruszyli z placu przy Pomniku Poległych Stoczniowców i przeszli Wałami Piastowskimi na ul. Długą i Długi Targ do Zielonej Bramy. „Idziemy PO ciebie Donaldzie”, „Dość okłamywania i okradania Polaków”, „Chcemy pracować i decydować o sobie”, „Robotnik nie jest niewolnikiem”, „Stop dla bezrobocia i emigracji młodych”, a pod adresem rządu – „Powywalać po kolei wszystkich durniów i złodziei” oraz „Dość władzy szkodników”. Wśród przedstawicieli niemal wszystkich branż zawodowych widoczni byli m.in. strażacy, pielęgniarki, nauczyciele, policjanci, funkcjonariusze służby więziennej. Jacek Rybicki, członek Prezydium Zarządu Regionu Gdańskiego „Solidarności”, wspierany przez Bogdana Olszewskiego przez kilkadziesiąt minut witał kolejne delegacje. A przybyli związkowcy nie tylko z Regionu Gdańskiego. Był reprezentowany Słupsk, Koszalin, Toruń, Kwidzyn, Czersk i Człuchów. Przybyli związkowcy z Siedlec i Poznania, a nawet z Ziemi Lubuskiej.

Pod namiotem ustawionym przez gdańską „Solidarność” wyłożone zostały listy do podpisu pod wnioskiem o skrócenie kadencji Sejmu. Cieszyły się one tak dużym powodzeniem, że gdyby mierzyć tą miarą poparcie polityczne dla rządzącego układu PO i PSL, nie znalazłby się na pewno w parlamencie. Do południa pod wnioskiem wyłożonym na placu Solidarności podpisało się co najmniej trzysta osób.

Kilkakrotnie słuchać było wołanie: „Gdzie jest Wałęsa? Panie prezydencie, zapraszamy, nie trzeba skakać przez płot!”. Oczywiście byłego prezydenta Lecha Wałęsy zabrakło. Laureat pokojowego Nobla jest w Meksyku, gdzie uczestniczy w „evencie” jednej z prywatnych stoczni, budującej luksusowe jachty.

Tak wielu manifestantów od dawna nie widziało gdańskie Główne Miasto. Kiedy zaczęły się przemówienia przy Zielonej Bramie koniec pochodu był jeszcze daleko za Ratuszem Głównego Miasta. Maszerujący spotykali się z licznymi wyrazami sympatii przypatrujących się manifestacji. Były zdjęcia, a nawet gesty ułożonych w literę V palców.

Związkowcom chodziło głównie o ochronę praw pracowniczych, ale nie tylko. Wyraźne były postulaty odrzucenia stylu polityki opartego na politycznej korupcji, a wręcz zakończenia szkodliwych, zdaniem związkowców, rządów PO-PSL. Wśród postulatów związkowych pojawił się ten dotyczący zaprzestania likwidacji szkół, nauczania historii ojczystej, zachowania kanonu lektur, prawa do referendum obywatelskiego bez możliwości wyrzucenia do kosza obywatelskich inicjatyw przez rządzących, ochrona zdrowia, zgodna z konstytucyjnymi zapisami oraz prawo obywateli do decydowania o najistotniejszych sprawach.

– „Szczęść Boże! Witam ludzi ciężkiej pracy!” – zaczął Piotr Duda, przewodniczący Komisji Krajowej NSZZ „S”.

– „Nie ma na co czekać. Lepiej nie będzie. Z Gdańska, z kolebki »Solidarności«, mówimy: zbierajmy siły, by razem przeciwstawić się liberalnej zarazie. Rozpoczęliśmy marsz ku zwycięstwu, by nasze postulaty weszły w życie, a przynajmniej by rząd zechciał z nami rozmawiać, ale nie na poziomie Komisji Trójstronnej, bo my do niej nie wrócimy” – mówił Duda, podkreślając, że związkowcy nie będą uprawiać „pijaru panu premierowi”.

Lider „S” apelował o politykę proprzemysłową.

– „Nie ma polityki przemysłowej w naszym kraju. Nie ma przemysłu okrętowego. Przykładem jest Stocznia Gdańsk. Buduje się zaś przemysł pogardy, przemysł obłudy. To rezultat polityki PO i PSL” – zauważył Duda.

– „W odrzuconym właśnie przez Sejm RP wniosku o referendum w sprawie sześciolatków, jak i wcześniejszym wniosku »Solidarności« o referendum w sprawie wieku emerytalnego, chodziło o prawo wyboru. A rząd co nam powiedział? Wypchajcie się! To obłudnicy” – mówił lider „Solidarności”.

Do tego wątku nawiązał też poseł PiS Janusz Śniadek, który stwierdził, że odrzucając wniosek referendalny koalicja PO-PSL podeptała milion podpisów polskich obywateli.

– „Platforma Obywatelska zawłaszcza państwo” – mówił Śniadek o arogancji i bucie władzy.

Jakie są kolejne cele związków?

– „Docieramy do społeczeństwa, do ludzi młodych. Walczymy o nich. To nasza droga. Za to chcieli niektórzy politycy, posłowie zdelegalizować związki zawodowe. Szczuli propagandą, że jesteśmy tłustymi kotami. Niejaki poseł PO Jaros mówił, że jesteśmy mafią związkową. To kim jest Jaros i poseł Protasiewicz? Jeśli my jesteśmy tłustymi kotami żerującymi na przedsiębiorstwach, to tacy jak poseł Jaros, europoseł Protasiewicz z PO są tłustymi bengalskimi tygrysami z nadwagą. Gdzie jest premier, gdzie są jego spotkania ze społeczeństwem? Dość tego cyrku. Zbieramy podpisy, by rozwiązać ten Sejm” – wołał Piotr Duda nawiązując do antyzwiązkowych projektów zmian w ustawie o związkach zawodowych i korupcji politycznej, do jakiej doszło podczas wyborów szefa regionu PO Dolny Śląsk.

Z gromkim przyjęciem spotkali się: szef OPZZ Jan Guz i lider Forum Związków Zawodowych Tadeusz Chwałka.

– „Chcę podziękować temu, pożal się Boże, ojcu narodu za to, że jesteśmy tutaj razem, bo przecież nie za to, że mamy pracować nie do emerytury, ale aż do śmierci. Ogłupiają nas, mówią, że jest kryzys. Jest, lecz nie u nich. Nie ma pieniędzy na ZUS, ale są na gigantyczne premie dla urzędników. Mamy płacić za to, że nami rządzą, ale my ich od koryta oderwiemy. Dość takiego rządzenia. Nasze kieszenie są puste” – mówił Tadeusz Chwałka, patrząc na symboliczny pomnik Donalda Tuska.

Przy styropianowym, pomalowanym złotą farbą pomniku premiera Tuska ustawionym na Długim Targu, można było wypełnić i wrzucić do przygotowanych skrzynek specjalne, satyryczne kartki pocztowe. Wokół pomnika premiera zgromadził się tłumek chcących się przy nim sfotografować.

Jan Guz, przewodniczący OPZZ, w ostrych słowach wystawił laurkę obecnej władzy.

– „Wychodzimy na ulice by bić się o godną płacę, o pracę, o prawo do godnej emerytury, o kodeks pracy. Nie damy rzucić się na kolana. Dzisiaj musimy zrealizować dawne postulaty by nie zniewolono nas, by nie było obozów pracy. To premier odebrał nam prawo do dialogu i chce nam odebrać kolejne prawa! Biednie żyje oświata, służba zdrowia. Musimy być razem jako ruch związkowy, jako naród. Przyszedł czas, byśmy przeprowadzili referendum strajkowe w zakładach pracy. Związki razem!” – wołał lider OPZZ.

Regionalni liderzy związków zawodowych nie pozostawili złudzeń. Pomorze pod rządami PO – tonie.

– „Państwo zaczyna przypominać państwo totalitarne. Nie zgadzamy się na przedmiotowe traktowanie społeczeństwa, na arogancję rządzących. Może droga będzie długa, ale zwyciężymy. Nasz region, wydawałoby się tak dynamiczny, dotknięty jest biedą. Ilość osób, których egzystencja biologiczna jest zagrożona, przekracza średnią krajową. Ludzie nie są pewni dnia następnego. Blisko 80 procent osób bez pracy nie ma prawa do zasiłku” – wyliczał Krzysztof Dośla, przewodniczący Zarządu Regionu Gdańskiego „S”.

– „Brak zgody na likwidację miejsc pracy. Tylko w przemyśle okrętowym straciliśmy 18 tysięcy miejsc pracy. Nie możemy zgodzić się z tym, by likwidować miejsca pracy, a państwo z pieniędzy podatników wspierało tych, którzy promują umowy śmieciowe. Nie możemy godzić się, by miejsca pracy były likwidowane przez bezczynność i bierność Agencji Rozwoju Przemysłu. Ludzie opuszczają Pomorze, wyjeżdżają, by za granicą szukać szans dla swego życia. I nie może być tak, że jedyną szansą jest samozatrudnienie. Nie może być tak, że co dziesiąty pracujący nie może utrzymać rodziny. Nie możemy się zgodzić na rynek niewolników. Nie godzimy się! Zwyciężymy!” – mówił Krzysztof Dośla.

Związkowcy nie dadzą się podzielić.

– „Dla takich chwil warto żyć. Jesteśmy tu razem. Ci, którzy nas chronią, uczą nas, leczą nas, są razem. Nie damy się podzielić” – zaczął, patrząc na rzeszę manifestantów Józef Partyka, lider pomorskiej rady FZZ i zaproponował premierowi i rządowi wirtualny mecz na niespełnione wyborcze obietnice. Efekt był wiadomy: czerwona kartka dla rządu za ograniczenie dostępu do leczenia, za brak waloryzacji, za zmiany w służbach mundurowych, za wydłużanie wieku emerytalnego, za brak polityki morskiej, za zwalnianie nauczycieli. Na czerwoną kartkę za bezradność wobec biedy i brak planu, oprócz prywatyzacji, dla ochrony zdrowia zasłużył też samorząd wojewódzki, zdominowany przez PO. Słowa Partyki spotkały się z aplauzem.

– „Są w ojczyźnie rachunki krzywd, które należy wyrównać. Niepodległość za którą ginęli Polacy to też demokracja, która pozwala na swobodne wyrażanie opinii, ale ci, którzy mieli słuchać i prowadzić dialog są głusi, prowadzą monolog. Premier i jego świta mają złudzenia, że jak Król Słońce prowadzi ku świetlanej przyszłości” – mówił Kazimierz Schreiber, przewodniczący pomorskiej rady OPZZ.

Związkowcy żądali przestrzegania dialogu społecznego, obniżenia wieku emerytalnego (tak, by pozostawić pracownikowi po przepracowaniu 40 lat, a pracującej kobiecie po 35 latach pracy prawo do decyzji o kontynuacji pracy lub o przejściu na emeryturę), wycofania przepisów o elastycznym czasie pracy i ograniczenia stosowania umów śmieciowych. Wśród postulatów demonstrujących są także wzrost płacy minimalnej wraz ze wskaźnikiem wzrostu PKB i wprowadzenie obligatoryjnych referendów po zebraniu odpowiedniej liczby podpisów. Związkowcy podkreślali, że do Komisji Trójstronnej i jej wojewódzkich odpowiedników nie wrócą.

ASG

_____

Przedruk za stroną Regionu Gdańskiego NSZZ „Solidarność”

Państwo solidarne na odwrót

Państwo solidarne na odwrót

Prezydent podpisał ustawę o rządowym programie Mieszkania dla Młodych. W jego ramach od przyszłego roku państwo będzie dotować… młodą klasę średnią oraz deweloperów.

Od początku stycznia młode rodziny oraz single do 35. roku życia będą mogli starać się o dopłatę do kredytu hipotecznego, dzięki której zaoszczędzą nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych. Młodzi będą mogli liczyć na dopłatę do 10 proc. ceny mieszkania lub domu, jeśli mają dziecko dopłata wyniesie 15 proc., a w przypadku urodzenia się potomka w pięć lat od zakupu własnego lokum dostaną dodatkowe 5 proc. dofinansowania. – „Proponowane instrumenty wsparcia łączą jednocześnie cel polityki mieszkaniowej z celami tak ważnej dla prezydenta polityki rodzinnej. Brak mieszkań jest uznawany za jedną z istotnych przyczyn niskiego poziomu dzietności polskich rodzin” – podała strona internetowa prezydent.pl.

Ustawa budzi jednak poważne kontrowersje; wielu ekspertów wskazuje, że pomoże ona jedynie najlepiej sytuowanym Polakom oraz deweloperom. Mimo licznych apeli i dyskusji parlamentarzyści zadecydowali bowiem m.in., że pieniądze w ramach MdM będą wypłacane tylko przy zakupie nieruchomości z rynku pierwotnego.

Co ciekawe, podpis prezydenta pojawił się zaraz po tym, jak pismo w sprawie niezgodności ustawy z Konstytucją wystosował do kancelarii Bronisława Komorowskiego znany pośrednik na rynku nieruchomości Krzysztof Oppenheim. – „Jeśli pierwsze mieszkanie zostało nabyte w oparciu o kredyt hipoteczny w obcych walutach, a w związku z osłabieniem wartości waluty rodzimej, nabywca zbankrutował i utracił to mieszkanie, wsparcia nie otrzyma. Jest to nierówność ze względu na pogorszenie się sytuacji finansowej młodej osoby” – pisze w opinii zleconej przez Oppenheima dr Waldemar Gontarski, ceniony prawnik, z którego usług często korzysta m.in. parlament.

Nowy akt prawny krytykuje także Związek Banków Polskich. Zdaniem organizacji ustawa nie jest krokiem w stronę systemowego rozwiązania problemu, a dużo lepszym pomysłem byłoby zamiast dopłat do kredytów wprowadzić nowy model systematycznego oszczędzania, np. wzorowany na niemieckich kasach mieszkaniowych. Premiowanie odkładania na własne lokum sprawiłoby, że stać byłoby na nie także mniej zamożnych Polaków. – „MdM to projekt skierowany do osób, które i tak stać na kredyt. Dzięki dopłacie nieco zaoszczędzą, ewentualnie kupią mieszkanie o kilka metrów większe. System kas mieszkaniowych pozwoliłby natomiast nabyć nieruchomości osobom, które dziś nie mogą wziąć kredytu” – komentuje Jacek Furga, przewodniczący Komitetu Finansowania Nieruchomości przy ZBP.

Zdaniem Furgi wprowadzenie MdM w obecnej sytuacji na rynku nieruchomości może dodatkowo doprowadzić w drugiej połowie 2014 r. do podwyżki cen. Jednocześnie rządowy program pochłonie w ciągu kilku najbliższych lat aż 3,53 mld zł z budżetu, w którym jest spora dziura. – „Parlament zdecydował się na rozdanie środków w kwocie 3,5 mld zł, mimo że tych środków nie posiada. Czyli najpierw trzeba je na rynku pożyczyć. A kiedy już coś minister finansów »uzbiera«, na przykład przez sprzedaż obligacji, to zaraz rozda te środki bogatym Polakom, by ci zwiększyli zyski banków i deweloperów. A wszystko to z odsetkami będziemy spłacać my, podatnicy” – alarmuje Oppenheim.