Co z tym socjalem?

Co z tym socjalem?

Ważny wyrok niemieckiego sądu: obywatele krajów UE mają prawo do zasiłku socjalnego w RFN, nawet jeżeli są w Niemczech, by szukać pracy. Uzasadnienie: solidarność z innymi państwami członkowskimi.

Krajowy Sąd ds. Socjalnych Nadrenii Północnej-Westfalii uznał, że obywatelom Rumunii, którzy przyjechali do Niemiec w poszukiwaniu pracy, lecz jej nie znaleźli, po roku pobytu przysługują świadczenia socjalne – podało Deutsche Welle. Sprawę do sądu wniosło małżeństwo z dzieckiem, które od 4 lat mieszka w Gelsenkirchen i najpierw utrzymywało się ze sprzedaży pism wydawanych przez organizacje pomocy dla bezdomnych. Rodzina otrzymywała dodatek na dzieci, po roku życia w RFN złożyła do urzędu spraw socjalnych i pośrednictwa pracy wniosek o przyznanie zapomóg socjalnych. Urząd wniosek rozstrzygnął negatywnie. Podobne było orzeczenie sądu w Gelsenkirchen, gdzie Rumuni wnieśli sprawę. Niemieckie ustawodawstwo wyklucza bowiem takie świadczenia dla osób, które przebywają na terenie kraju tylko w celu poszukiwania pracy.

Jednak w przekonaniu Krajowego Sądu ds. Socjalnych niemieckie prawo jest sprzeczne z nakazem równego traktowania, uzgodnionym przez państwa członkowskie UE. Brukselska dyrektywa wymaga, zdaniem niemieckich sędziów, „swoistej solidarności ze strony państwa przyjmującego przybyszy z innych krajów członkowskich”. Znany niemiecki ekonomista Hans-Werner Sinn obawia się, że uniwersalność świadczeń sprawi, iż politycy będą starali się o ograniczenie zasady swobody przemieszczania się i osiedlania w UE. W jego przekonaniu w odniesieniu do świadczeń socjalnych finansowanych przez podatników powinna obowiązywać zasada, że komu przysługują one w kraju pochodzenia, ten nie może ubiegać się o nie w innym państwie – lecz wolno mu „konsumować” świadczenia kraju ojczystego tam, gdzie mu się podoba.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Chcą wiedzy, nie propagandy

Chcą wiedzy, nie propagandy

Czołowi brytyjscy ekonomiści poparli protest tamtejszych studentów przeciwko programom nauczania ekonomii, zdominowanym – podobnie jak w Polsce – przez neoliberalną ortodoksję.

„Guardian” informuje, że żacy z Manchesteru postanowili sprzeciwić się monopolowi w programach studiów teorii absolutyzujących ideał wolnego rynku i nieuwzględniających zjawisk odpowiedzialnych za światowy kryzys oraz niewyciągających wniosków z jego skutków. Akademicy z czołowych uczelni na Wyspach, w tym uniwersytetów w Cambridge, Leeds i Kingston, dołączyli się do protestu. Podkreślają, jak istotna w nauczaniu ekonomii jest różnorodność prezentowanych teorii oraz podpisują się pod zarzutami studentów, że w świecie akademickim niektóre szkoły myślenia, krytyczne wobec głównego nurtu, są spychane na dalszy plan.

Ekonomiści zrzeszeni w międzynarodowym Instytucie Nowej Myśli Ekonomicznej chcą dokonać gruntownego przeglądu sylabusów i przedstawić uczelniom alternatywne propozycje. Wskazują, że obecnie dyplom z ekonomii można otrzymać bez znajomości ustaleń Keynesa, Marksa czy Minsky’ego. Pierwszy program zawierający szerszy zakres tematów ma być gotowy do wprowadzenia już w 2014 r.

Zdaniem części wykładowców na drodze do reform stoją przede wszystkim instytucje finansujące szkolnictwo wyższe i pracę badawczą ekonomistów. Granty na projekty badawcze przyznawane są w oparciu o rankingi branżowych czasopism, a te poglądy inne niż neoliberalne traktują niechętnie. Czyni to z ekonomii niechlubny wyjątek wśród nauk społecznych, w ramach których spory intelektualne są uznawane za coś oczywistego.

Nasz wywiad poświęcony istocie ekonomii oraz dogmatyzmowi wielu ekonomistów przeczytać można tutaj.

Zmęczeni Polską

Zmęczeni Polską

Do ponad pół miliona wzrosła grupa osób zniechęconych bezskutecznym poszukiwaniem pracy. Ostatni raz było ich tak wiele w 2006 r.

545 tysięcy osób pod koniec września przyznało, że choć nie mają pracy, to przestali już szukać – pisze „Rzeczpospolita”. Tak wynika z najnowszych danych GUS, z badania aktywności ekonomicznej BAEL. Jeszcze na początku roku takich osób było 482 tys., a potem z kwartału na kwartał ich przybywało. Z ankiet BAEL wynika, iż „zniechęceni” nie starają się o nawet o zajęcie w szarej strefie. Są przekonani, że nie znajdą żadnej pracy, gdyż wyczerpali już wszystkie możliwości. Tę grupę GUS określa jako „zniechęconych bezskutecznością poszukiwania pracy” i nie wlicza ich do bezrobocia liczonego według metody BAEL (gdzie jako bezrobotnych nie uwzględnia się osób pracujących „na czarno” oraz tych, którzy nie szukają zajęcia).

Liczebność kategorii, o której mowa, zaczęła wyraźnie rosnąć w drugiej połowie zeszłego roku, a już w marcu była prawie tak duża, jak siedem lat temu. – „Im trudniejsza sytuacja na rynku pracy tym ta grupa jest większa” – przyznaje prof. Elżbieta Kryńska z Uniwersytetu Łódzkiego. – „Gdy wydłuża się czas poszukiwania pracy, a teraz przeciętnie jest to prawie już rok, to coraz więcej osób traci nadzieję na pracę” – dodaje. Z danych GUS wynika, że przeciętnie pracy szukamy 11,9 miesiąca, jednak w przypadku osób 50+ mogą być to nawet… trzy lata. Wydaje się oczywiste, że wśród „zniechęconych” najwięcej jest właśnie osób o najtrudniejszej sytuacji na rynku zatrudnienia (poza seniorami są to m.in. osoby młode, bez doświadczenia zawodowego).

Wiele z osób biernych na rynku pracy ma za sobą kilkakrotne rejestrowanie się w „pośredniakach”, dokąd wracali po kolejnym szkoleniu, stażu czy sezonowym zajęciu. Niektórzy z czasem nie tylko przestali szukać pracy, ale także nie rejestrują się w PUP-ach, bo uważają, że nie ma to sensu.

Co istotne, wskaźnik zniechęcenia bezskutecznością poszukiwania pracy przez trzy ostatnie lata wzrósł aż o ponad 45 proc. Wśród przyczyn wymienia się nieskuteczny i marnotrawny system szkolenia i przekwalifikowywania osób długotrwale bezrobotnych.

Wysłuchano nauczycieli

Wysłuchano nauczycieli

Nowelizacja ustawy o systemie oświaty, nad którą pracuje Sejm, ograniczać się będzie do zmian w zasadach rekrutacji do przedszkoli i szkół. Oznacza to m.in., że szkoły publiczne nie będą mogły być przejmowane przez spółki tworzone przez kilka gmin.

„Dziennik Gazeta Prawna” przypomina, że powstrzymanie procesu przekazywania szkół innym podmiotom niż samorządy było jednym z głównych postulatów oświatowych związków zawodowych, które obawiały się, że w „zreformowanych” placówkach nie będzie obowiązywała Karta Nauczyciela.

Posłowie połączonych sejmowych komisji edukacji, nauki i młodzieży oraz samorządu terytorialnego i polityki regionalnej rozpatrywali sprawozdanie podkomisji nadzwyczajnej w sprawie wspomnianego projektu nowelizacji. Posłowie uznali, że prace nad nim ograniczą się do zmian związanych z rekrutacją, czyli przepisami, które zakwestionował Trybunał Konstytucyjny w wyroku z 8 stycznia 2013 r.

– „Zmiany dotyczące przekazywania szkół lub ich łączenia, a także inne propozycje niekorzystne dla osób uczących, a przemycone przez byłą minister edukacji, nie znajdą się w tym projekcie. Tego domagali się związkowcy i posłowie opozycji” – potwierdza Zbigniew Włodkowski, poseł PSL i były wiceminister edukacji narodowej. Podkreśla, że ustalona w podkomisji wersja projektu przewiduje możliwość zatrudniania w przedszkolach nauczycieli bez przygotowania pedagogicznego, ale wyłącznie do zajęć realizowanych poza podstawą programową.

Nowelizacja zakłada też, że w przyszłym roku nabór do przedszkoli będzie odbywał się na nieco innych zasadach niż obecnie: do samorządowych placówek w pierwszej kolejności będą przyjmowane dzieci m.in. z rodzin wielodzietnych, co nie będzie uzależnione od kryterium dochodowego, jak pierwotnie proponował resort edukacji. Ponadto pierwszeństwo będą mieć rodziny, których co najmniej jeden członek jest niepełnosprawny. Przywileje zachowają opiekunowie samotnie wychowujący potomków oraz rodzice zastępczy, wójt będzie mógł jednak weryfikować w innych instytucjach, czy np. samotna matka rzeczywiście jest rozwiedziona. Z kolei dyrektor przedszkola będzie mógł żądać dokumentów potwierdzających prawo do preferencyjnego traktowania, takich jak np. odpis wyroku sądu.

Projektowi został nadany tryb pilny, obecne przepisy dotyczące rekrutacji tracą bowiem ważność już 19 stycznia.