Miasto bez spalin i hałasu

Miasto bez spalin i hałasu

Hamburg, drugie co do wielkości miasto w Niemczech, chce w ciągu najbliższych 15-20 lat wyeliminować konieczność korzystania z samochodu do poruszania się po swoim obszarze.

Portal Transport Publiczny pisze, że już teraz wspomniana metropolia jest niezłym miejscem do życia: ok. 40 proc. jej powierzchni to ogrody, parki, obiekty sportowe i place. Jednak dla władz miasta to wciąż za mało, dlatego przygotowały wieloletni Green Network Plan – program połączenia przyjaznych dla ludzi i środowiska terenów trasami spacerowymi oraz rowerowymi. Celem powstałej sieci będzie umożliwienie dojeżdżającym do pracy i turystom poruszanie się bez samochodów.

Zielone szlaki pomogą również m.in. załagodzić skutki powodzi w przypadku intensywnych opadów. – „Inne miasta, w tym również Londyn, mają zielone pierścienie, ale zielona sieć, którą planujemy stworzyć w Hamburgu, jest czymś unikatowym, bowiem nigdzie indziej nie ma możliwości poruszania się pomiędzy obrzeżami miasta a jego centrum za pomocą roweru czy pieszo. W Hamburgu będzie to możliwe” – mówi Angelika Firtsch, rzeczniczka prasowa miasta z departamentu urbanistyki i ochrony środowiska.

Serwis pisze, że hamburska zielona sieć transportowa jest częścią nasilającej się tendencji ku tworzeniu kompleksowych sieci rowerowych, obejmujących nie tylko centra miast czy ich obwodnice, ale również łączących przedmieścia. Przykładem do naśladowania może być Kopenhaga, która w 2012 r. wprowadziła wręcz tzw. autostrady rowerowe. Wenecjanie od wieków doskonale radzą sobie bez samochodów; również jedno z większych miast Toskanii, Siena, umożliwia efektywne poruszanie się bez auta. Ale zmieniają się także aglomeracje, które od lat znane były ze swoich samochodowych priorytetów. Przykładowo, Nowy Jork w ciągu ostatnich lat dostosował Times Square i Herald Square do potrzeb pieszych.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Skarga na dłuższy okres rozliczeniowy

Skarga na dłuższy okres rozliczeniowy

NSZZ „Solidarność” skierował wczoraj do Komisji Europejskiej skargę na wprowadzoną niedawno nowelizację Kodeksu pracy. Dotyczy ona m.in. łamania dyrektywy o czasie pracy.

Prezydium Komisji Krajowej zdecydowało o wniesieniu skargi w czwartek. Eksperci NSZZ „Solidarność” zwracają uwagę na niezgodność zmian w Kodeksie z postanowieniami dyrektywy 2003/88/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 4 listopada 2003 r. dotyczącej niektórych aspektów organizacji czasu pracy.

– „Podstawowy zarzut dotyczy nadmiernego otwarcia możliwości wydłużenia okresu rozliczeniowego czasu pracy w polskim Kodeksie pracy” – tłumaczy prof. Marcin Zieleniecki z Biura Eksperckiego KK, który przygotował skargę. – „Unijna dyrektywa dopuszcza to w odniesieniu do niektórych kategorii pracowników oraz w wyjątkowych wypadkach. Natomiast nasz ustawodawca daje możliwość zastosowania takiego rozwiązania wobec każdego pracownika, jeżeli przemawiają za tym »obiektywne powody« – a zatem w każdym przypadku” – wyjaśnia Zieleniecki.

Wśród zarzutów, o jakich „S” informuje Komisję Europejską, znalazły się również kwestie bezpieczeństwa i zdrowia pracowników, które nie zostały uwzględnione w nowych przepisach.

– „Ustawa umożliwiająca wydłużenie do 12 miesięcy okresu rozliczeniowego czasu pracy dopuszcza stosowanie tego niekorzystnego rozwiązania w odniesieniu do osób, które wymagają ochrony, np. kobiet w ciąży, pracowników opiekujących się dziećmi do lat 4 czy pracowników zatrudnionych w warunkach szczególnie uciążliwych i szczególnie szkodliwych dla zdrowia” – mówi Marcin Zieleniecki.

Szczególne kontrowersje „S” budzi też wprowadzenie możliwości stosowania 12-miesięcznego okresu rozliczeniowego do pracowników zatrudnionych przy pilnowaniu mienia lub ochronie osób oraz pracowników zakładowych straży pożarnych i zakładowych służb ratowniczych w systemie równoważnego czasu pracy, w którym dopuszczalne jest przedłużenie dobowego wymiaru czasu pracy do 24 godzin na dobę. „Ten system czasu pracy jest szczególnie uciążliwy dla pracowników. Zatrudnienie w tym systemie czasu pracy negatywnie wpływa nie tylko na stan zdrowia pracownika, ale także odbywa się kosztem jego życia prywatnego” – czytamy w skardze do KE.

„Solidarność” ma też zastrzeżenia do trybu, w jaki pracodawca może wprowadzić w przedsiębiorstwie wydłużony okres rozliczeniowy. Zgodnie z nowymi przepisami, ustalenie takiego rozwiązania może nastąpić w układzie zbiorowym pracy lub w porozumieniu ze związkami zawodowymi. Jeśli jednak nie działają one na terenie firmy, takie porozumienie ma być zawierane z przedstawicielami pracowników wyłonionymi w trybie przyjętym u danego pracodawcy. „Pracodawca nie ma interesu w tym, aby zaproponować zakładowej organizacji związkowej podjęcie rokowań nad zawarciem nowego lub zmianą dotychczas obowiązującego układu zbiorowego pracy, skoro interesujące z jego punktu widzenia rozwiązanie prawne może wprowadzić w drodze porozumienia zbiorowego (…) Formuła porozumienia wyklucza jakikolwiek kompromis pomiędzy partnerami społecznymi” – napisali eksperci.

Pełną treść skargi można znaleźć tutaj, a decyzję Prezydium KK – tutaj. Podpisanie dokumentu przez szefa Związku można zobaczyć tutaj.

To już kolejna skarga wnoszona przez NSZZ „Solidarność” do Komisji Europejskiej. Pierwsza, złożona we wrześniu 2012 r., dotyczyła nadużywania umów na czas określony i zakończyła się wszczęciem postępowania wobec Polski w grudniu 2013 r.

_____

Przedruk za stroną NSZZ „Solidarność”

Internet i prawo autorskie: dwie ważne daty

Internet i prawo autorskie: dwie ważne daty

Początek roku przynosi dwie daty, ważne w perspektywie starań o zmianę systemu prawa autorskiego oraz wolności korzystania z dóbr kultury w Internecie. Warto zwrócić na nie uwagę, bo wydarzenia, które się z nimi wiążą, kształtują nasze prawa online.

Jak co roku 1 stycznia do domeny publicznej przechodzi twórczość kolejnych autorów. Tym razem są to osoby zmarłe w 1943 roku: 70 lat po ich śmierci, od nowego roku spadkobiercy tych twórców tracą możliwość korzystania z autorskich praw majątkowych, blokujących m.in. swobodne rozpowszechnianie i przerabianie ich twórczości. Dzięki tej zasadzie rozwijać się mogą takie internetowe inicjatywy jak Projekt Gutenberg czy polskie Wolne Lektury, a biblioteki i archiwa cyfrowe zgodnie z prawem udostępniać swoje zbiory m.in. w ramach Federacji Bibliotek Cyfrowych czy Europeany. W tym roku do domeny publicznej przeszły m.in. polskie tłumaczenia dzieł Josepha Conrada (m.in. wspaniałe 'Jądro ciemności’ przetłumaczone przez Anielę Zagórską), Heinricha von Kleista (tłumaczenia Józefa Mirskiego) czy polski przekład 'Dekameronu’. Książki te zostaną opublikowane w serwisie Wolne Lektury w formacie HTML i formatach czytnikowych.

Środowiska działające na rzecz domeny publicznej, współpracujące m.in. w ramach sieci Communia czy polskiej Koalicji Otwartej Edukacji, podkreślają, że prawo autorskie jest jedynie czasowym wyjątkiem od domeny publicznej. Po upływie okresu ochronnego wszystkie utwory stają się wspólnym zasobem, z którego korzystać może każdy bez obaw o to, czy kopiując je lub przerabiając i rozpowszechniając przeróbki łamie zasady prawa autorskiego. Dziś system prawa autorskiego swoimi licznymi restrykcyjnymi, ale niemożliwymi do wyegzekwowania zapisami wspiera rozwój ogromnej szarej strefy. Domena publiczna mogłaby przynajmniej częściowo ją ograniczać, jednak tego nie robi. Dlaczego?

Okazuje się, że wcale nie jest prosto rozpoznać, czy dany utwór: film, fotografia, książka, uzyskała już status domeny publicznej. Już krótkie spojrzenie na schemat algorytmu wyliczania tego statusu, przygotowany przez Tomasza Ganicza z polskiego Stowarzyszenia Wikimedia pozwala zorientować się, że materii tej nie ominęła tak charakterystyczna dla systemu prawnego komplikacja rozmaitych zasad, przepisów i wyjątków od przepisów. Co więcej, w przypadkach wielu utworów nie znamy nawet autorów czy daty pierwszego rozpowszechnienia, tak kluczowej do wyliczania statusu domeny publicznej przy utworach anonimowych. Problem tzw. utworów osieroconych wciąż ogranicza zasięg projektów digitalizacyjnych podejmowanych przez biblioteki i archiwa. Rację ma Lawrence Lessig pisząc w jednym ze swoich artykułów o tym, że tak naprawdę domeny publicznej nie ma, skoro wciąż wsparcie prawnika okazuje się niezbędne przy próbie korzystania z utworów z początków XX wieku. Idea domeny publicznej zakłada przecież swobodę korzystania z wolnych dóbr kultury i jasne zasady, w oparciu o którą są one definiowane. Mimo tego warto o domenie publicznej mówić jak najczęściej i promować jej zasoby – okazją do tego jest Dzień Domeny Publicznej, którego tegoroczne obchody odbyły się 17 stycznia w Gdańsku i Warszawie (te ostatnie poświęcone przedwojennym filmom).

Drugą datą, o której warto pamiętać, jest 5 lutego. Wtedy kończą się rozpisane przez Komisję Europejską konsultacje w zakresie reformy prawa autorskiego. Każdy może wziąć w nich udział i wypowiedzieć się na ten temat, szczególnie, że wśród przygotowanych 80 pytań ani jedno nie jest obligatoryjne i odpowiedzieć można wyłącznie na te najbardziej przystępne i interesujące. Fundacja Nowoczesna Polska przygotowała system pozwalający na łatwe przygotowanie odpowiedzi na wybrane pytania konsultacji, dostępny pod adresem konsultacje.prawokultury.pl. Oczywiście trudno oczekiwać radykalnych posunięć ze strony Komisji i gruntownej reformy prawa autorskiego na poziomie UE – konsultacje pozwalają jednak zwrócić uwagę choćby na problem domeny publicznej i zasugerować ograniczenie okresu ochrony praw majątkowych z 70 do 50 lat. W konsultacjach wypowiedzieć się można także na temat dozwolonego użytku, regulującego w istotny sposób nasze prawa do korzystania z zasobów WWW.

Na koniec warto dodać jeszcze, że Ministerstwo Kultury zapowiedziało na połowę tego roku publikację projektu nowelizacji ustawy o prawie autorskim.

nad. Marcin Wilkowski

Historia i Media – historia i dziedzictwo w kulturze cyfrowej
http://historiaimedia.org

Rekiny tyją, płotki chudną

Rekiny tyją, płotki chudną

85 multimiliarderów ma razem tyle pieniędzy, ile połowa ludności świata, a przepaść między bogatymi a biednymi ciągle rośnie – ostrzega międzynarodowa organizacja humanitarna Oxfam.

„Skrajny poziom koncentracji bogactwa, z jakim mamy do czynienia dzisiaj, zagraża wykluczeniem setek milionów ludzi z możliwości realizowania ich talentów i ciężkiej pracy” – czytamy w raporcie „Working for the few” (Praca dla niewielu), relacjonowanym przez „Gazetę Wyborczą”. Autorzy przypominają, że niewielka elita zgromadziła fortuny, które razem wynoszą tyle, ile majątek 3,5 miliarda najbiedniejszych (1,7 tryliona dolarów)! Blisko połowa światowego bogactwa – 110 trylionów dolarów – jest w posiadaniu jednego procentu populacji.

Na czele listy krezusów znajduje się Carlos Slim Hel, meksykański magnat telekomunikacyjny, którego majątek magazyn „Forbes” szacuje na 73 mld dolarów. Tuż za nim znajduje się Bill Gates, współzałożyciel Microsoftu, z 67 mld dolarów. Na liście są też m.in. inwestor giełdowy Warren Buffett z majątkiem liczącym 53 mld dolarów i Larry Page, współzałożyciel Google’a, z 23 miliardami. Najbogatszą kobietą świata jest Liliane Bettencourt, główny udziałowiec koncernu L’Oréal.

„Skrajna nierówność ekonomiczna ma niszczący wpływ i powinna budzić zaniepokojenie z wielu powodów: jest moralnie wątpliwa, może negatywnie wpływać na wzrost gospodarczy i zmniejszenie poziomu biedy, a także może mnożyć problemy socjalne” – czytamy w raporcie opublikowanym tuż przed rozpoczynającym się  Światowym Forum Ekonomicznym w Davos. Jednym z poruszanych tam tematów będą właśnie rosnące różnice w dochodach i bogactwie.

Autorzy raportu alarmują, że 70 proc. ludzi żyje w krajach, gdzie przepaść między bogatymi i biednymi powiększyła się w ciągu ostatnich 30 lat. – „Nie możemy oczekiwać, że uda nam się zwalczyć biedę bez rozwiązania problemu nierówności” – przekonuje w „Independent” Winnie Byanyima z Oxfam. – „Coraz większe nierówności tworzą zaklęty krąg, w którym bogactwo i potęga coraz bardziej koncentrują się w rękach niewielu, pozostawiając nam wszystkim okruchy spadające ze stołu, o które musimy walczyć” – tłumaczy.