Wieś się broni

Wieś się broni

Wczoraj kilkaset osób pikietowało przed resortem rolnictwa. Poza rolnikami byli to m.in. hodowcy trzody chlewnej oraz leśnicy. Samoobrona podkreśla, że protest był częścią ogólnopolskiej akcji protestacyjnej (w większości województw polegała ona na blokowaniu dróg i urzędów wojewódzkich).

NSZZ „Solidarność” Rolników Indywidualnych, do której dołączyła Samoobrona, początkowo planowała tylko akcję przeciw nieprawidłowościom przy sprzedaży ziemi rolnej oraz domagała się zakazu sprzedaży ziemi cudzoziemcom. Do protestu dołączyli jednak także leśnicy, występujący przeciw polityce rządu wobec Lasów Państwowych, oraz producenci protestujący przeciwko absolutnie nieopłacalnym cenom skupu żywca (najniższe od wielu lat, podczas gdy ceny mięsa i jego przetworów w handlu detalicznym pozostają na tym samym poziomie).

Dodatkowo w woj. podlaskim pojawił się afrykański pomór świń, tymczasem ministerstwo całkowicie zlekceważyło problem. – „Nie ma jeszcze żadnych chorych świń, a tylko dziki w lasach. Wystarczy przebadać zwierzęta i wybić zarażone sztuki, by sprawa została załatwiona” – mówił przewodniczący „Samoobrony” Lech Kuropatwiński. Zdaniem związkowców brak natychmiastowej reakcji może spowodować objęcie Polski zakazem eksportu mięsa nawet na 3 lata.

Protestujący nieśli transparenty, na których widniało m.in. „Żądamy ochrony hodowli”, „Dość lekceważenia wsi”, jednak ich zdaniem wyprzedaż ziemi godzi nie tylko w wieś, ale w interesy państwa, podobnie jak ewentualna prywatyzacja lasów. Przewodniczący „„Solidarności” RI” senator Jerzy Chróścikowski zaznaczył, że wspomniane kwestie powinny być rozstrzygnięte w ogólnonarodowym referendum. Szefowie obu rolniczych związków zgodnie oświadczyli, że zakończenie demonstracji w stolicy nie oznacza zakończenia protestu, który w formie blokad i pikiet będzie trwał aż do skutku.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Konsolidujmy z głową

Konsolidujmy z głową

Polskie Lobby Przemysłowe im. Eugeniusza Kwiatkowskiego przedstawiło stanowisko w sprawie powołania Polskiej Grupy Zbrojeniowej.

Przy wypracowywaniu nowej formuły konsolidacji przemysłu obronnego należy zdaniem PLP uwzględnić wnioski wynikające z dotychczasowej konsolidacji: „zamiast redukcji zatrudnienia w centrali, następowała nieuzasadniona rozbudowa struktur w spółce dominującej i realizacja celów odcinkowych, autonomicznych (zamiast rozwojowych działań strategicznych i operacyjnych, zapewniających zaopatrywanie armii)”.

Stanowisko PLP zawiera się w 14 punktach. Lobby proponuje m.in. stworzenie Urzędu ds. Uzbrojenia, który miałby nadzorować proces konsolidacji. Tworzenie Grupy powinno opierać się głównie na konsolidacji zadaniowej, w oparciu o kluczowe kompetencje spółek wchodzących w jej skład. Organizacja postuluje również zwiększenie roli Ministerstwa Obrony Narodowej w sprawowaniu nadzoru właścicielskiego nad PGZ, a także powierzenie jej finansowania Bankowi Gospodarstwa Krajowego.

PLP zwraca też uwagę, że PGZ nie powinna koncentrować się na wyprzedaży nieruchomości należących do spółek zależnych i „przejadać” uzyskanych w ten sposób pieniędzy. Zapowiada, że będzie monitorować proces tworzenia Grupy.

Całe stanowisko znajduje się na stronie internetowej PLP – dokładnie pod tym adresem.

Nie mają pracy, więc nie chcą żyć

Nie mają pracy, więc nie chcą żyć

Statystyki samobójstw potwierdzają, że bezrobocie i brak perspektyw są czymś znacznie więcej niż „wzajemnym niedostosowaniem popytu i podaży pracy”.

W 2013 r. najwięcej prób samobójczych odnotowano w woj. śląskim (1100), ale tuż za nim, na 3. miejscu w kraju, znajduje się region świętokrzyski (727), który z 1,2 mln mieszkańców jest blisko 4 razy mniej ludny – pisze „Rzeczpospolita”. Dariusz Łuczak, pedagog z Ośrodka Interwencji Kryzysowej Świętokrzyskiego Centrum Profilaktyki i Edukacji, tłumaczy na łamach dziennika, że przyczyny odbierania sobie życia są zdecydowanie ekonomiczne: upadają zakłady, brakuje wolnych etatów, a nowe paradoksalnie nie powstają, mimo wartkiego strumienia unijnych dotacji.

Sytuacja jest tym bardziej niepokojąca, że liczba osób usiłujących zrobić sobie krzywdę wzrasta – w 2012 r. było ich bowiem w regionie ok. 500. Łuczak ocenia, że by zahamować ten dramatyczny trend trzeba nowych miejsc pracy, większej stabilizacji oraz wyposażenia ludzi w umiejętności społeczne, by potrafili sobie radzić z sytuacjami kryzysowymi.

W Świętokrzyskiem w ubiegłym roku było najwięcej w Polsce samobójców o statusie bezrobotnego i bez stałego źródła utrzymania. Co więcej, o ile w całym kraju wśród desperatów przeważają osoby 50+, to w woj. świętokrzyskim są nimi głównie młodzi. Wśród tych, którzy targnęli się na własne życie, najwięcej (86) było osób w wieku 25-29 lat, zaś łącznie ponad połowa samobójców nie miała jeszcze pięćdziesiątki.

Premierze, posprzątaj na własnym podwórku!

Premierze, posprzątaj na własnym podwórku!

Premier deklaruje wydanie wojny „śmieciówkom”, a w tym samym czasie podlegli mu ministrowie i wojewodowie nie stronią od zawierania umów cywilnoprawnych.

Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna”, w ubiegłym roku tylko Ministerstwo Edukacji Narodowej zawarło 1347 umów cywilnoprawnych (1195 o dzieło i 152 zlecenia), a resort pracy – 683. Od „umów śmieciowych” nie stronią także urzędy wojewódzkie, np. tylko w tym roku w woj. świętokrzyskim podpisano już 102 umowy-zlecenia. Poza Kodeksem pracy swoje zadania wykonują tam pełnomocnicy wojewody, m.in. ds. mniejszości narodowych i etnicznych czy ds. ochrony informacji niejawnych.

– „Skoro premier wypowiada wojnę firmom przyjmującym do pracy na podstawie »umów śmieciowych«, to powinien zacząć od siebie. Mogą być wyjątkowe przypadki, ale wyłącznie przy szerokim uzasadnieniu. Takich umów w urzędach powinno być kilka, a nie kilkaset” – komentuje Zbigniew Bartoń, przewodniczący Sekcji Krajowej Pracowników Administracji Rządowej i Samorządowej NSZZ „Solidarność”.

Według gazety umowy cywilnoprawne są tak popularne m.in. dlatego, że pozwalają niezwłocznie przyjąć do pracy osobę z zewnątrz, bez konieczności przechodzenia przez kilkumiesięczną procedurę naboru. Tym samym jednostki administracji nie tworzą nowych etatów i nie muszą o tym raportować do kancelarii premiera. – „Zwykli obywatele są oszukiwani, iż zatrudnienie w administracji nie rośnie. Nikt nie ma odwagi powiedzieć, że dopuszcza się zatrudnienia poza konkursami, ocenami okresowymi itp.” – komentuje dr Stefan Płażek, adiunkt w Katedrze Prawa Samorządu Terytorialnego Uniwersytetu Jagiellońskiego.