Pacjenci oceniają

Pacjenci oceniają

Pacjenci z chorobą reumatyczną mają utrudniony dostęp do specjalistów, a zarządzanie finansami na leczenie takich schorzeń jest nieefektywne.

Takie wnioski płyną z raportu przygotowanego przez pacjentów skupionych wokół Stowarzyszenia Chorych na ZZSK i Osób ich Wspierających oraz Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Młodych z Zapalnymi Chorobami Tkanki Łącznej „3majmy się razem” – informuje RynekZdrowia.pl.

Raport opracowano na podstawie ankiety przeprowadzonej w październiku 2013 r. w grupie 275 osób z chorobami reumatycznymi, których średnia wieku wyniosła 35,5 lat. Biorący udział w badaniu odpowiadali na 54 pytania. Przeanalizowano również dokumenty m.in. z NFZ, ZUS oraz Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych. Opracowanie dotyczy pięciu autoimmunologicznych chorób: reumatoidalnego zapalenia stawów (RZS), zesztywniającego zapalenia stawów kręgosłupa (ZZSK), łuszczycowego zapalenia stawów (ŁZS), młodzieńczego idiopatycznego zapalenia stawów (MIZS) oraz tocznia rumieniowatego układowego (TRU).

Z raportu wynika, że rozmieszczenie poradni reumatologicznych jest bardzo nierównomierne. Połowa z nich znajduje się w czterech województwach: mazowieckim, śląskim, dolnośląskim i małopolskim. Najmniej poradni działa w regionach: opolskim, lubuskim, warmińsko-mazurskim oraz podlaskim. Na jedną poradnię przypada też w nich największa liczba mieszkańców (powyżej 30 tys.). To ponad dwa razy więcej niż w częściach kraju o najwyższej liczbie przychodni.

Z ankiety wynika również, że w woj. mazowieckim rzeczywisty czas oczekiwania pacjentów na wizytę u specjalisty wynosił 40 dni (wg NFZ 25 dni), w lubelskim – 30 dni (NFZ – 12 dni), a w opolskim – 60 dni (NFZ – 30 dni). 42 proc. chorych czeka na diagnozę ponad dwa lata, a 26 proc. ponad 6 miesięcy na rehabilitację.

W 2012 r. na leczenie chorób reumatycznych NFZ wydał 406 mln zł. Stanowiło to zaledwie 19 proc. wszystkich wydatków związanych z tymi schorzeniami. 16 proc. kosztów poniósł ZUS. Aż 94 proc. z nich przeznaczono na wydatki związane z absencją chorobową i renty z powodu niezdolności do pracy.

W ocenie stowarzyszeń przygotowujących raport, gdyby udało się zaoszczędzić 10 proc. kosztów ponoszonych przez ZUS, to dzięki pozyskanym w ten sposób środkom można by leczyć w drogich programach lekowych o 25 proc. chorych więcej.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

O organizowaniu pracowników w Europie

O organizowaniu pracowników w Europie

Po raz pierwszy w języku polskim została wydana książka opisująca praktyki organizowania pracowników w związek zawodowy w Europie. Praca zbiorowa „Organizowanie związków zawodowych w Europie: badanie i praktyka” pod redakcją Jana Czarzastego i Adama Mrozowickiego ukazała się nakładem wydawnictwa Scholar.

Na rynku księgarsko-wydawniczym brakowało pozycji zajmującej się podejmowanymi przez związki zawodowe strategiami w celu odbudowy ich siły. Na problem zwrócił uwagę dr Adam Mrozowicki z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Wrocławskiego, który wspólnie z dr. Janem Czarzastym z Katedry Socjologii Ekonomicznej Szkoły Głównej Handlowej postanowili utrwalić i rozpowszechnić treści z dwóch konferencji poświęconych związkom zawodowym. Jak tłumaczy dr Mrozowicki, w ramach spotkań zaprezentowano wiele ciekawych i popartych dowodami z badań odczytów. – „Wśród omawianych taktyk stosowanych przez związki zawodowe, jako kluczowe wskazywano organizowanie pracowników wokół problemów ich miejsca pracy z zamiarem zarejestrowania reprezentatywnej organizacji związkowej” – dodaje redaktor wydania.

– „Grupa autorów wydanej właśnie książki jest szeroka i zróżnicowana. To nie tylko Polacy, ale też obcokrajowcy, wywodzący się ze środowisk akademickich i związkowych. Mamy nadzieję, że podobnie będzie z odbiorcami. Praca posłuży zarówno naukowcom i działaczom związkowym” – oznajmia dr Jan Czarzasty.

W publikacji znajduje się wiele odniesień do pracy Działu Rozwoju Związku Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”. Autorami dwóch rozdziałów są związkowcy „S”: Kacper Stachowski – kierownik DRZ KK i Marek Gumuła – wiceprzewodniczący Komisji Zakładowej „S” w Jysk.

Zachęcamy do lektury. Książkę można kupić tutaj.

_____

Przedruk za stroną NSZZ „Solidarność”

Zobacz także:
nasz wywiad z dr. Czarzastym
opublikowany u nas tekst dr. Czarzastego
zapis spotkania z dr. Czarzastym

Mniej znaczy więcej?

Mniej znaczy więcej?

W szwedzkim Göteborgu zostanie przeprowadzony niecodzienny eksperyment: wybrani pracownicy urzędu miasta zostaną objęci 6-godzinnym dniem pracy. Eksperci chcą sprawdzić, czy doprowadzi to do podniesienia ich efektywności.

Portal naTemat pisze, że tę nietypową decyzję podjęła rządząca miastem koalicja socjaldemokratów i zielonych. Pracownicy jednego z departamentów mają zarabiać tyle samo, co poprzednio, pracując ok. 120 godzin miesięcznie, tj. o dwie godziny krócej każdego dnia roboczego. W badaniu wezmą udział także inne departamenty, w których praca będzie trwała siedem lub standardowe osiem godzin dziennie. Na koniec obserwujący urzędników eksperci orzekną, czy krótszy czas pracy przynosi pozytywne skutki.

Mats Pilhem, wiceburmistrz miasta z Partii Lewicy, ma nadzieję, że 6-godzinny dzień pracy zaowocuje mniejszą liczbą zwolnień lekarskich oraz większą efektywnością pracowników. Dodał, że podobny eksperyment przeprowadzono niedawno w pewnej fabryce samochodów, a jego rezultaty były „zachęcające”. Zwolennicy skrócenia czasu pracy przekonują, że w wielu zawodach człowiek jest w stanie zachować pełną koncentrację przez maksymalnie sześć godzin. Istnieją ponadto szacunki, iż krótszy tydzień pracy pomoże walczyć z bezrobociem, dzięki wymuszeniu bardziej równomiernej dystrybucji coraz rzadszego dobra, jakim jest płatne zatrudnienie.

Na temat idei krótszego (tygo)dnia pracy już pisaliśmy, przywołując praktyczne doświadczenia oraz wyliczenia – czytaj tutaj oraz tutaj.

Czy jedzie z nami ratownik?

Czy jedzie z nami ratownik?

Coraz częściej trzyosobowe zespoły ratowników w karetkach zastępowane są dwuosobowymi. Dużo trudniej ratować wtedy życie – przekonują ratownicy.

Jak informuje RynekZdrowia.pl, ustawa o Państwowym Ratownictwie Medycznym dopuszcza wprawdzie dwuosobowe zespoły ratownicze, ale Społeczny Komitet Ratowników Medycznych (SKRM) przedstawia wady takiego rozwiązania i wzywa do „zaprzestania redukcji składu zespołów ratownictwa medycznego i wprowadzenia w całym kraju jednolitego modelu trzyosobowych zespołów ratownictwa medycznego”.

Najważniejszym argumentem, od którego SKRM rozpoczyna swój raport, jest problem obniżenia jakości zabiegów resuscytacyjnych. Ratownicy powołują się na badania przeprowadzone w pogotowiu ratunkowym w Edynburgu, gdzie okazało się, że w zespole dwuosobowym resuscytacja jest nawet o 60 proc. gorsza niż w trzyosobowym. „Brak rąk do pracy” istotnie zmniejsza więc szanse pacjenta na przeżycie.

Zdaniem SKRM liczba ambulansów w Polsce wyposażonych w urządzenia do automatycznej resuscytacji jest ciągle znikoma. Dlatego tak ważna jest odpowiednia liczba ratowników. Poza tym wspomniane urządzenia nie są uniwersalne i mają swoje ograniczenia – wiek pacjenta, obwód jego klatki piersiowej czy temperatura otoczenia. „Urządzenia do automatycznej kompresji klatki piersiowej mogą zatem jedynie wspomagać działanie zespołu ratownictwa, ale nie są w stanie zastąpić personelu medycznego” – argumentuje SKRM.