Budżet? Wspólna sprawa!

Budżet? Wspólna sprawa!

W dniach 12-13 maja 2014 r. w Warszawie odbędzie się konferencja „Budżet partycypacyjny – zaplanujmy go razem!”, objęta patronatem medialnym „Nowego Obywatela”.

Wydarzenie przyjmie formę debaty, która przybliży uczestnikom procedury i praktyczne doświadczenia związane z wprowadzaniem budżetu partycypacyjnego (obywatelskiego). Organizatorzy, czyli działająca na Uniwersytecie Warszawskim organizacja studencka „Studenci.Lokalnie!”, zapowiadają, że w ramach dyskusji uwzględnione zostaną zagadnienia prawne i socjologiczne, a jej uczestnikami będą m.in. obywatele, którzy mieli do czynienia z budżetem partycypacyjnym w praktyce, a także reprezentanci instytucji naukowych, administracji publicznej i organizacji pozarządowych.

logo S.L!

Konferencja jest adresowana głównie do studentów i ma ich zachęcić do refleksji nad korzyściami z angażowania się w sprawy lokalne.

Wydarzenie odbędzie się 12 maja (poniedziałek) o godzinie 17:00 w budynku dawnej biblioteki uniwersyteckiej przy ul. Krakowskie Przedmieście 26/28.

W imieniu organizatorów serdecznie zapraszamy!

Nasz tekst o demokracji finansowej przeczytać można tutaj.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Nigdy więcej gett!

Nigdy więcej gett!

W nowej dzielnicy podparyskiego miasteczka Boulogne-Billancourt, podobnie jak w wielu innych zakątkach Francji, biedni i bogaci nie są odgrodzeni płotami strzeżonych osiedli, ale spotykają się dosłownie pod jednym dachem. Wszystko dzięki przemyślanej, prospołecznej polityce mieszkaniowej.

Budowanie osiedli złożonych wyłącznie z mieszkań na wynajem dla osób o najniższych dochodach jest błędem. Takie budynki nierzadko popadają w ruinę, a w okolicy wzrasta poziom przestępczości. Dlatego we Francji nowe mieszkania socjalne powstają nawet obok luksusowych apartamentowców – informuje „Gazeta Wyborcza”.

W Boulogne-Billancourt miesięczny rynkowy czynsz wynosi około 26 euro za metr kwadratowy. Mieszkańcy lokali socjalnych płacą w tym miejscu od 6 do 12 euro za metr, zaś resztę dopłaca państwo. Firmy deweloperskie budują na swoich osiedlach mieszkania dla niezamożnych, ponieważ wymagają tego gminy, na terenie których realizują swoje inwestycje. – „Warunek jest zapisany w planie zagospodarowania przestrzennego” – mówi szef Francuskiej Federacji Deweloperów François Payelle. W każdej gminie lokale socjalne muszą stanowić co najmniej jedną czwartą (!) wszystkich mieszkań. Jeśli dany samorząd nie spełni tego wymogu, musi liczyć się z karą.

We Francji co roku powstaje ok. 100 tys. nowych mieszkań socjalnych, a łącznie są ich ponad 4 mln. Prawie co trzeci taki lokal budują deweloperzy.

Leczmy z sensem

Leczmy z sensem

Tylko ok. połowa polskich pacjentów potrzebujących żywienia klinicznego dostaje je w szpitalu. Tymczasem badania wskazują, że jego odpowiednie stosowanie może skrócić czas hospitalizacji i koszty leczenia nawet o 40 proc.

RynekZdrowia.pl informuje, że w Sosnowcu otwarto Centrum Badawczo-Rozwojowe Żywienia Klinicznego i pracownię żywienia pozajelitowego w Sosnowieckim Parku Naukowo-Technologicznym. We współpracy z naukowcami Śląskiego Uniwersytetu Medycznego będą tam prowadzone badania m.in. nad wpływem leczenia żywieniowego na cały proces leczenia. Portal informuje, że pracownia może w ciągu 24 godzin dostarczyć szpitalowi w w dowolnym miejscu w Polsce mieszaniny sporządzone według zaleceń lekarza prowadzącego chorego i zawierające m.in. białka, tłuszcze, witaminy i mikroelementy.

Jak zaznaczył dyrektor Centrum, dr Łukasz Drozd, podstawą leczenia żywieniowego jest zaspokajanie zwiększonego zapotrzebowania na główne elementy odżywcze u chorych leczonych w szpitalach, hospicjach i zakładach opiekuńczo-leczniczych, którzy z różnych przyczyn nie mogą odżywiać się samodzielnie. Zastosowanie całkowitego pozajelitowego żywienia klinicznego jest w wielu przypadkach jedynym sposobem na skuteczne odżywienie pacjentów (m.in. chorzy w śpiączce, wcześniaki, poparzeni, cierpiący na niektóre nowotwory).

– „Dożylne indywidualne leczenie żywieniowe należy w Polsce do ciągle słabo rozwiniętych w praktyce klinicznej metod terapii. Jego brak jest często czynnikiem decydującym o niepowodzeniu leczenia szpitalnego wielu grup pacjentów. Nie uczą o tym na uczelniach medycznych i nie wszyscy lekarze mają świadomość tego, jak ważne jest to leczenie” – powiedział dr Drozd. Taki przedmiot ma się natomiast pojawić w programie studiów Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w ramach współpracy z Centrum.

Łukasz Drozd podkreśla, że wprowadzenie leczenia żywieniowego do szerokiej praktyki klinicznej pozwoli skuteczniej leczyć, skrócić czas hospitalizacji, a w efekcie zmniejszyć koszty leczenia. – „Trzeba pamiętać, że organizm niedożywiony sięga sam po to, co jest najłatwiej dostępne, a więc białka, wcale nie tłuszcze. To np. albuminy, które są nośnikiem antybiotyków, albo globuliny, czyli przeciwciała. Logicznym jest, że niedożywienie utrudnia przebieg leczenia” – wyjaśnia.

Bo prezes to nie sułtan

Bo prezes to nie sułtan

OPZZ, w celu przeciwdziałania wzrostowi rozwarstwienia dochodowego, proponuje wprowadzenie zasady, że wynagrodzenie prezesa lub innego najlepiej zarabiającego pracownika firmy nie może przekraczać 8-krotności poborów najsłabiej zarabiających.

Zakładając, że najniższe uposażenie w danym przedsiębiorstwie wynosi tyle, ile płaca minimalna (1680 zł brutto), to jego szef zarabiałby, wraz z wszelkimi premiami i nagrodami, nie więcej niż 13,44 tys. zł brutto – wylicza Wirtualna Polska. Jeśli chciałby podnieść swoją pensję, to nie ma problemu, ale jednocześnie musiałby dać podwyżki podwładnym. – „Dzięki temu pracownicy mieliby poczucie, że partycypują w zyskach firmy i ich zarobki są przynajmniej częściowo uzależnione od jej wyników” – tłumaczy przewodniczący OPZZ Jan Guz.

Nie jest zaskoczeniem, że pomysł związkowców spotkał się z bardzo negatywnym odzewem ze strony środowisk biznesowych. Wojciech Warski, przewodniczący Konwentu Business Centre Club przyznał jednocześnie, że poziom płac niektórych menedżerów to „oczywista bezczelność”, która mści się na samych firmach. – „Nie działa dobrze korporacja, gdy prezes zarabia setki razy więcej od pracowników” – mówi.

W Polsce limit płac obowiązuje na razie tylko w spółkach publicznych i wynosi ok. 23 tys. zł brutto (sześć średnich krajowych), przy czym niestety obejście przepisów i zapewnienie sobie kilkukrotnie wyższej pensji jest bardzo proste. W firmach prywatnych nie ma żadnych ograniczeń, dlatego dysproporcje są przeważnie duże. Kiedy zarobkom 140 prezesów spółek giełdowych przyjrzeli się eksperci firmy doradczej PwC, okazało się, że w 2012 r. zarobili oni średnio 1,6 mln zł.

Środowisko przedsiębiorców przekonuje, że sposobem na poprawę sytuacji nie jest wprowadzanie ustawowych ograniczeń wysokości zarobków, ale raczej poszerzenie kręgu osób decydujących o wynagrodzeniach w firmie. – „Trzeba pomyśleć nad rozwiązaniem zapewniającym, że to nie sama rada nadzorcza będzie decydować o wypłatach, ale w jakiś sposób zostanie ona poszerzona, gdy sprawa dotyczyć będzie właśnie wynagrodzeń” – uważa Warski. Taki model przegłosowano w marcu 2013 r. w referendum w Szwajcarii. O wysokości funduszu płac w firmach decyduje tam odtąd walne zgromadzenie akcjonariuszy.