Dreszcze Bieńkowskiej

Dreszcze Bieńkowskiej

Dlaczego rząd, promując efekty dziesięciu lat członkostwa Polski w Unii Europejskiej, postanowił nie wspominać o kolei?

Państwo są jacyś bardzo ponurzy. Ja za każdym razem mam dreszcze jak ten spot widzę. Naprawdę was nie ruszył?! – ze zdziwieniem dopytywała dziennikarzy wicepremier Elżbieta Bieńkowska po pierwszym pokazie spotu „10 lat świetlnych”, promującego dziesięciolecie członkostwa Polski w Unii Europejskiej. Spot powstał na zlecenie kierowanego przez Bieńkowską Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju.

Jak czytamy w oficjalnym opisie spotu, „film promocyjny »10 lat świetlnych« pokazuje skok cywilizacyjny, który dokonał się na przestrzeni lat 2004-2014, w znaczącym stopniu dzięki wykorzystaniu Funduszy Europejskich. Celem filmu jest zobrazowanie wymiernych korzyści związanych z obecnością Polski w Unii Europejskiej oraz unaocznienie skoku cywilizacyjnego, który dzięki naszej akcesji do Unii Europejskiej, dokonał się w stosunkowo krótkim czasie”.

W filmie promocyjnym możemy zobaczyć wieżowce, zadbane starówki, wiatraki energetyczne, łany zbóż, a także koncerty, festyny, wydarzenia sportowe, kibiców, ludzi wypoczywających nad wodą oraz pokazy fajerwerków. Znamienne jest, że w spocie – który u wicepremier odpowiedzialnej za infrastrukturę wywołuje dreszcze – ani razu nie pojawia się kolej. Czterokrotnie pojawiają się za to inwestycje drogowe: autostrada, droga ekspresowa oraz dwa widowiskowe mosty drogowe.

W rozpędzonym pociągu

Niemal równocześnie z filmem promocyjnym wydany został obszerny raport Ministerstwa Spraw Zagranicznych pod tytułem „10 PL-UE. Polskie 10 lat w Unii”. Publikacja niejako stanowi merytoryczne rozwinięcie spotu, a przy tym – w przeciwieństwie do materiału filmowego – nie sprowadza zagadnienia skoku cywilizacyjnego głównie do koncertów, festynów i wydarzeń sportowych.

Na początku raportu możemy przeczytać, że „przystępując do UE w 2004 r., Polska wsiadła do »rozpędzonego pociągu«, poruszającego się według skomplikowanych mechanizmów i zasad gry wypracowanych w ciągu 50 lat procesu integracji”. I właściwie na tych słowach kończy się tematyka kolejowa w raporcie…

W dziale zatytułowanym „Rozbudowa infrastruktury” nie znajdziemy żadnego zdania dotyczącego kolei. Na dział poświęcony infrastrukturze składają się bowiem tylko takie oto rozdziały: „Autostrady i drogi ekspresowe”, „Po Polsce: szybciej i bezpieczniej” (odnoszący się wyłącznie do dróg), „Ochrona środowiska” (poświęcony oczyszczaniu ścieków), „Energetyka”, „Infrastruktura gazowa” oraz „Infrastruktura elektroenergetyczna”.

Publikacja na swoich 252 stronach tylko dwa razy podejmuje temat kolei. A właściwie jedynie się po nim prześlizguje. Pierwszy raz w rozdziale „Ramy prawne dobre dla firm”: „W Polsce pojawiły się także zupełnie nowe prawne rozwiązania, jak np. otwarcie rynku transportu kolejowego czy lotniczego”. Drugi raz w rozdziale „Nowa lotnicza infrastruktura”: „Zbudowano połączenia lotniska z aglomeracjami miejskimi. Tak powstało m.in. połączenie kolejowe z Dworca Centralnego na Lotnisko im. Fryderyka Chopina w Warszawie”.

Największy program w historii?

To, że w 252-stronicowym raporcie, w którego merytoryczne opracowanie były zaangażowane 24 osoby, temat kolei został właściwie pominięty, nie może być wynikiem przypadkowego niedopatrzenia.

Tym bardziej, że Grupa PKP chwali się, że „10 lat w Unii Europejskiej przyniosło ogromne zmiany na polskiej kolei”, podkreślając, że spółki kolejowe „należą do najważniejszych beneficjentów środków unijnych”. Prezes spółki PKP Polskie Linie Kolejowe Remigiusz Paszkiewicz mówi nawet o „największym w historii polskich kolei programie modernizacji, rewitalizacji i remontów”.

Według danych Grupy PKP, przez ostatnich 10 lat PKP PLK wydały na remonty infrastruktury ponad 26 mld zł. Środki te w większości pochodzą z funduszy europejskich. – „Dzięki ich efektywnemu wykorzystaniu realizowane są inwestycje w tabor, modernizowane linie kolejowe oraz dworce. Wszystkie te działania oznaczają szybszą i bardziej komfortową podróż pociągiem oraz obsługę podróżnych na europejskim poziomie” – chwali się PKP.

Balans w stronę dróg

Zapewnienia Grupy PKP kłócą się z danymi zaprezentowanymi przez Dyrekcję Generalną Mobilności i Transportu w Komisji Europejskiej. Dyrekcja niespełna miesiąc przed dziesiątą rocznicą wejścia Polski do Unii Europejskiej opublikowała „Tablicę wyników transportu w Unii Europejskiej” („EU Transport Scoreboard”). Z tego rankingu wcale nie wynika, by polska kolej mogła chwalić się osiągnięciem europejskiego poziomu.

Według zestawienia Komisji Europejskiej, wskaźnik jakości infrastruktury kolejowej – w skali od 1 (ekstremalnie nierozwinięta) do 7 (rozległa, sprawna i wydajna) – wynosi dla Polski 2,56. Polska, spośród 26 unijnych państw posiadających kolej, uplasowała się na 25. pozycji. Gorszy wynik osiągnęła jedynie Rumunia – 2,33.

Wciąż niski jest w Polsce również poziom bezpieczeństwa ruchu kolejowego. Wskaźnik dla Polski – mierzony liczbą ofiar śmiertelnych na milion pociągokilometrów – wynosi 2,24, co daje naszemu krajowi 23. pozycję. Gorzej jest tylko w Bułgarii (2,33), na Słowacji (2,48) oraz w Rumunii (2,86).

Wygląda na to, że wicepremier Elżbieta Bieńkowska wcale jednak nie zamierza traktować problemów kolei jako tych, które należy rozwiązać. Filozofia Bieńkowskiej sprowadza się do co jakiś czas wyrywających się jej słów o konieczności przesuwania funduszy unijnych z kolei na drogi. 7 lutego 2014 r. na spotkaniu z marszałkami województw w Kielcach wicepremier Bieńkowska powiedziała: „Potrzebujemy, aby balans był przechylony w stronę dróg, nie kolei”.

Jak widać, w Ministerstwie Infrastruktury i Rozwoju kolej wciąż uważana jest za problem, który najlepiej omijać. Zamówiony przez resort spot promocyjny, w którym ani razu nie pojawia się kolej, tylko to potwierdza.

Karol Trammer

Tekst pochodzi z dwumiesięcznika „Z Biegiem Szyn” nr 3/71 (maj-czerwiec 2014), www.zbs.net.pl

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Klikajmy na złość banksterom

Klikajmy na złość banksterom

Podpisz internetową petycję w sprawie wprowadzenia w Europie tzw. podatku Robin Hooda. Ma on sprawić, by bankierzy ponieśli sprawiedliwą część kosztów kryzysu, a także przynieść korzyści najbiedniejszym.

Fundacja Kupuj Odpowiedzialnie informuje, że już za kilka dni europejscy przywódcy spotkają się, by zadecydować, czy wesprzeć wprowadzenie wspomnianego podatku. „Będą debatować pod dużą presją ze strony światowych banków i elity finansowej, którzy naciskają na zablokowanie wprowadzenia opłaty. Właśnie dlatego wyrażanie silnego społecznego poparcia dla inicjatywy jest tak ważne” – przekonuje Fundacja.

Dodaje, że podatek w wysokości zaledwie 0,05% wartości transakcji finansowych realizowanych przez banki kupujące lub sprzedające udziały lub obligacje, inwestujące na rynkach walut czy biorące udział w obrocie dobrami, oznaczałby w skali roku 37 mld euro na finansowanie usług publicznych, walkę z ubóstwem i skutkami zmian klimatu. „Ale w tym wszystkim nie chodzi tylko o pieniądze. Jeśli opłata ta zostanie wprowadzona, banki i rynki finansowe będę w końcu ponosiły koszty bałaganu, jaki nam wszystkim zgotowały. Zniwelowałoby to panującą niesprawiedliwość, gdzie największe koszty kryzysu finansowego ponoszą ci, którzy nie mają z nim nic wspólnego” – czytamy w petycji.

Poproś europejskich liderów, żeby wprowadzili podatek Robin Hooda i na zawsze zmienili Europę

Cwani i bezkarni

Cwani i bezkarni

Organy kontroli skarbowej oraz organy podatkowe nie radzą sobie w walce z oszustami – ocenia Najwyższa Izba Kontroli.

Jak wskazuje Izba, dochody z podatku od towarów i usług (VAT) są głównym źródłem dochodów budżetu państwa. W latach 2011-2013 wpływy z tego tytułu stanowiły średnio 42 proc. dochodów publicznych. Spadły one przez ten okres o ponad 6 proc. (7,4 mld zł).

Oszustwa podatkowe – takie jak niezapłacenie VAT przez polskiego nabywcę od towarów sprowadzonych z innych krajów UE, wykorzystywanie faktur dokumentujących fikcyjne transakcje gospodarcze lub wyłudzenie podatku w postaci zwrotów VAT – były istotnym powodem uszczuplenia wpływów do kasy państwa w badanym okresie. Według danych Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, w 2012 r. tylko w sprawach dotyczących tzw. przestępczości paliwowej (zakończonych aktami oskarżenia) nadużycia opiewały na ponad 1,3 mld zł.

Kontrolerzy NIK wykazali, że w badanym okresie administracja państwowa podjęła intensywne działania w celu ograniczenia skali oszustw – rozwijała się m.in. współpraca pomiędzy Polską a państwami UE w zakresie zwalczania nadużyć w odniesieniu do podatku VAT. Minister Finansów dokonał analizy zagrożeń związanych z występowaniem oszustw na podatku od towarów i usług, wskazał obszary podwyższonego ryzyka (takie jak rynek obrotu paliwami, stalą czy złomem), a wiele kontroli w tych obszarach zakończyło się wykryciem nadużyć. Opracowany został także projekt zmian w ustawie o podatku od towarów i usług oraz w Ordynacji podatkowej (nowelizacja przepisów weszła w życie 1 października 2013 r.).

Zdaniem Izby, skuteczność zwalczania oszustw podatkowych zależy głównie od prawidłowego rozpoznania mechanizmów oszustw, szybkości reakcji organów podatkowych i organów kontroli skarbowej oraz od niezwłocznego karania sprawców – a z tym w badanym okresie niestety nie zawsze było dobrze.

Taką reformę to rozumiemy!

Taką reformę to rozumiemy!

Rządząca w Niemczech koalicja uzgodniła szczegóły reformy emerytalnej. Po jej wprowadzeniu Niemcy, którzy przepracowali 45 lat, będą mogli odejść na emeryturę już w wieku 63 lat.

TVN24 BiŚ wyjaśnia, że propozycja zmiany ustawy to ukłon Angeli Merkel w kierunku SPD. Był to jeden z warunków współtworzenia przez tę partię „wielkiej koalicji” z CDU i CSU, która rządzi Niemcami od grudnia 2013 r. Obniżenie wieku emerytalnego jest flagowym projektem socjaldemokratów.

Według ustaleń na emeryturę w wieku 63 lat będą mogły przejść osoby, które przepracowały 45 lat. To główna zmiana w przygotowanej przez koalicję reformie emerytalnej. – „Partie koalicji doszły do porozumienia w sprawie pakietu zmian w systemie emerytalnym. To dobry przykład, jak wielka koalicja działa w praktyce” – skomentował Volker Kauder z CDU.

W 2007 r. poprzedni rząd Angeli Merkel wprowadził stopniowe podwyższanie wieku emerytalnego o dwa lata do 67. roku życia. Taki wiek miał w pełni zacząć obowiązywać w 2029 r. Jednak zmiany w systemie zakładają, że już w lipcu osoby, które przepracowały 45 lat, będą mogły w wieku 63 lat zakończyć aktywność zawodową. Obecnie muszą one pracować do 65. roku życia.

Niemcy zwykle przechodzą na emeryturę po ponad 37 latach pracy, podczas gdy średnia w Unii Europejskiej to 35 lat. Nie dziwi zatem, że propozycja rządu cieszy się ogromnym poparciem społecznym.